co masz na ręku gdy idziesz do salonu...
#1
Napisano 04 luty 2008 - 14:40
http://forums.watchuseek.com/showthread.php?t=121513
http://forums.timezone.com/index.php?t=msg...776#msg_3466451
Generalnie chodzi o to, na ile sprzedawcy w sklepach zegarkowych oceniają nas po ubiorze i po tym co nosimy na ręku. Czy np. jeśli jesteśmy luźno ubrani to pozwalą nam przymierzyć złotego Rolexa Daytonę, czy może grzecznie odmówią? Pamiętam na naszym forum opisy z wizyt w polskich i zagranicznych salonach, porozrzucane po różnych wątkach, warto może je zebrać i zamieścić tutaj. Czy gdzieś potraktowana Was szczególnie podejrzliwie, a gdzieś bardzo uprzejmie? Jaką rolę odegrał w tym Wasz zegarek?
Moje doświadczenia są bardzo skromne, czasem oglądam zegarki w warszawskich salonach, ale przymierzam bardzo rzadko. Zwykle jestem w garniturze, bo po pracy, i sprzedawcy są uprzejmi, chętnie sami pytają czy coś podać do przymierzenia - miłe wrażenia miałem zwłaszcza z Hermitage Boutique i ponownie otwartego Time Trendu w pasażu Wiecha.
#2
Napisano 04 luty 2008 - 14:48
W Zurichu, wkulałem się do drogiego sklepu z zegarkami z najwyższych półek. Drzi otworzył mi oddźwierny. Ja, ubrany w kurtkę sportową, czapkę i z plecakiem zarzuconym na ramieniu stanąłem na środku sklepu. Zostałem obsłużony starannie, bez oporu. Z nadgarstka zdjąłem taniego Timexa, a Pani sprzedawczyni prezentowała mi zegarki i pozwalała zakładać (sama zachęcała) zegarki droższe niż wynosi moja roczna pensja.
Nie, według mnie sprzedawcy nie patrzą, a na pewno nie powinni patrzeć na wygląd. Oczywiście jak wpadnie typowy "dres" to raczej nie zobaczą w nim potencjalnego klienta na produkty IWC.
#3
Napisano 04 luty 2008 - 14:57
generalnie wynika z nich że w Polsce "ułatwia" życie markowy zegarek na ręku, za granicą nie ma to znaczenia.
#4
Napisano 04 luty 2008 - 15:16
Natomiast zauważyłem niesamowity brak wiedzy u sprzedawców. Zegarków szukają w katalogach i dopiero po ich znalezieniu czytają dane, tak jakbym ja tego nie mógł samemu zrobić. Ba! Potrafią nawet podawać błędne informacje. Wspominałem niedawno, że jeden ze sprzedawców w drogim salonie prezentując mi mechanicznego Rado przeczytał z katalogu 18000 amperogodzin (a chodziło o półwachnięcia balansu w ciągu godziny - w katalogu było napisane A/h). Inny geniusz uparcie twierdził, że zegarek jaki mi podał to mechanik (a był to ewidentnie kwarc - jakiś Chronograf Tissota za 900zł).
Natomiast kilka dni temu bardzo miło zaskoczyła mnie sprzedawczyni w Time Trend w Bydgoskiej Drukarni. Wykazała się świetną znajomością zegarków, umiejętnością doradzania oraz dużą wiedzą na temat czasomierzy.
#5
Napisano 04 luty 2008 - 16:17
szczegolnie chodzi mi o salno w Warszawskim WOLA PARKU...
bardzo nei mial, pogardliwa wrecz obsluga (pewnie pomysleli, z ejak przyeszld mlody chlopak, to co on moze chciec kupic)...niedosc, ze glupie usmieszki i szepty, jak przechadzalem sie kolo kolejnych gablot, to jeszcze wielka laska przy pokazaniu mi do reki jednego z zegarkow (dodam z etaniego kwaraca Claude Bernard)...juz oczywiscie o kompletnym braku wiedzy sprzedawcy nie wspomne - ogolnie z Aparta niema milych wrazen - ale moze to tylko moje odczucie.
#6
Napisano 04 luty 2008 - 16:39
Natomiast wydaje mi się że w naszym kraju jeszcze panuje taki dziwny zwyczaj że mimo wszystko jak coś jest towarem ekskluzywnym to sprzedawcy jak wbija tam osoba młoda i/lub w nieodpowiednim stroju to raczej traktują to jako problemy dnia codziennego a nie potencjalnego klienta... Może nie wszędzie ale generalnie taka jest prawda...
#7
Napisano 04 luty 2008 - 17:11
Cóż, może to właśnie sprzedawcy mają rację traktując w ten sposób zwyczajnie wyglądających klientów. Owszem, możemy powiedzieć, że w ten sposób strzelają sobie gola. Ale My (klienci) stoimy po drugiej stronie barykady. Sprzedawca stoi natomiast po swojej. Być może przez drogie salony przewija się mnóstwo gapiów i przechodniów tylko po to by popatrzeć i pośmiać się z cen (już słyszę komentarze w stylu: co za debil to kupi albo łoooo musiałbym dwa lata na to pracować), niż faktycznie zainteresowanych kupnem. Być może doświadczenie nauczyło ich, że wtedy nie warto się interesować takim delikwentem bo zajmuje czas i być może podczas oglądania jeszcze coś uszkodzi, zarysuje lub upuści. Trudno powiedzieć jak jest na pewno, ale coś w tym musi być. Nie ma się co oszukiwać. Polska nie jest bogatym krajem i jeśli już ktoś wchodzi do ekskluzywnego sklepu z zamiarem kupna czegoś to wyglądem zwykle sie wyróznia. Reszta (kto wie, może to nawet ponad 90%) to "turyści" chcący powzdychać.
Nie pochwalam takiego podejścia do klienta. W ten sposób być może tracą jednego klienta na 100 albo chociaż na 1000.
Znacznie bardziej podobało mi się zachowanie obsługi w jednym z salonów w Zurichu gdzie pomimo, że wyglądałem jak studencik proponowano mi przymierzanie zegarków wartych fortunę (mimo, że sam się opierałem i mówiłem, że i tak nie kupię, bo mnie nie stać). Sami zachęcali do oglądania i prezentowali kolejne zegarki, omawiali ich budowę i działanie. Ludzie z obsługi w rekawiczkach podawali kolejne zegarki oraz katalogi i nawet na moment nie stracili zainteresowania moją osoba gdy do salonu wszedł facet wyglądający jak milion $. Po prostu z zaplecza wyszła kolejna para z obsługi i zajęli się nowym klientem.
To miłe, bo pomimo, że byłem otoczony zegarkami na które prawdopodobnie nigdy sobie nie pozwolę, czułem się kimś całkowicie wyjątkowym. Nie dali mi odczuć, że mnie na te cuda nie stać.
#8
Napisano 04 luty 2008 - 17:24
Fakt. I takie podejście u nas jest, wbrew pozorom, bardzo niemądre, bo specyfiką dużej częsci najbogatszej klasy w Polsce, jest właśnie nieprzywiązywanie wagi do wyglądu zewnętrznego. Tak się złożyło, że spędziłem sporo czasu w warszawskich kasynach gry i tam np. jak widzę gościa w eleganckim garniturze to wiem, że raczej jest to ktoś, kto przyszedł tam pierwszy raz, nie bardzo wiedząc jak się ubrać, albo osoba z wyższego personelu, a nie regularny gracz. Najgrubsi gracze, tacy co w jeden wieczór potrafią przepuścić 100 tysięcy i więcej złotych, preferują zgrzebne sweterki, skóry i tym podobne "kreacje"...
#9
Napisano 04 luty 2008 - 17:27
#10
Napisano 04 luty 2008 - 17:44
Ładnych kilka lat temu byłem w salonie Zibi w poszukiwaniu jakiegoś Casio ze wszystkim. Przy okazji zauważyłem Citizena Promastera, 100m, cyfrowo-analogowy. Nie byłem nim jakoś szczególnie zainteresowany, ale poprosiłem sprzedawcę o pokazanie. Usłyszałem na to "a wiem pan ile on kosztuje?" Zgłupiałem.
I kupiłem go, choć nie byłem do końca przekonany.
Druga sytuacja z zeszłej wiosny - chodziłem po Galerii w Krakowie (mowa o tej nad dworcem) i oglądałem sobie zegareczki. Ubrany po swojemu, czyli przypominając leśniczego. Zieleń, pewnie coś w panterkę, plecaczek. Na ręku miałem Ecozille na bransolecie, więc w sumie kawał żelastwa. Dopóki nie wyszła spod mankietu - zero zainteresowania ze strony personelu. Jak tylko błysnęła - od razu znalazł się sprzedawca. Nawet się z nim miło rozmawiało, poprosił o zille, żeby ja przymierzyć :-)
Zaraz też zaczął proponować różne zegarki do przymiarki, mimo tłumaczeina, że tylko oglądam. Nie pamiętam, w którym to było miejscu, ale mieli tam sporo Tagów.
#11
Napisano 04 luty 2008 - 17:50
#12
Napisano 04 luty 2008 - 17:58
#13
Napisano 05 luty 2008 - 02:35
#14
Napisano 05 luty 2008 - 11:22
I jeszcze taka śmieszna sytuacja. Lublin galeria Leclercowa na Zana duży sklep jak na wschodnie warunki. Pytam pana przymierzając jakieś Seiko, bardzo zresztą miłego i usłużnego mimo mojeo wyglądu, czy można się u nich spodziewać rosyjskich czsomierzy na co on: Zeby pojawiło sie u nas na półce musi miec szwajcarskie bebechy...
Po chwili dopiero skumał o co mi chodzi czego sie smieje. Poza tym oprócz marek typu VC czy Longines więcej miejsca zajmują marki "modziarskie"
PS. I nie lubie Apartów. Wszystko co mnie interesuje stoi na wystawie na zewnątrz, jak wejdziesz to w większości jestes traktowany jak intruz.
#15
Napisano 07 luty 2008 - 16:23
Aczkolwiek czasem znajdzie się miły pan albo pani.
W moim przypadku - strój jest współmierny do poziomu obsługi.
#16
Napisano 07 luty 2008 - 17:52
Gdy natomiast jestem w innych krajach i zdarza sie ze nawiedzam w nich zegarkowe/bizuteryjne 'salony' (glownie mam tu na mysli Europe -- w tym Polske), to sprawa przedstawia sie zupelnie inaczej niz w USA; gdy wejdzie sie do takiego salonu w jakims panstwie w Europie, to co rzuca sie w oczy, to ze jest sie bacznie obserwowanym przez 'security guard'-a tudziez przez sprzedawcow (a najczesciej przez wszystlich naraz). Gdy poprosi sie o jakis czasomierz coby go 'zmacac' tudziez przymierzyc, to jest to oczywiscie mozliwe ale zwykle nie z taka spontaniczna 'przyjacielskoscia' jak jest to w USA (a w przypadku Polski to zapomnij o 'przyjacielskiej atmosferze' miedzy sprzedawca a 'browserem'-potencjalnym klientem); w niektorych takich salonach (nie bede tu wymienial w jakich, powiem tylko ze tych zlokalizowanych w centrum Warszawy...
Rowniez i w niektorych innych krajach Europy (tej 'zachodniej') jest w wielu tego typu salonach podobnie, drzwi sa zamkniete i trzeba zadzwonic zeby otworzono i zeby mozna bylo wejsc do srodka, atmosfera jednak czesto jest bardziej przystepna niz w Polsce.
Tu musze przyznac ze rowniez i w USA sa salony w ktorych drzwi sa zamkniete i ktore pilnowane sa przez 'security guard'-a i trzeba zadzwonic aby byc wpuszczonym do srodka. Jednak nawet i w tych miejscach atmosfera ze strony personelu jest 'amerykanska' (personel usmiechniety, grzeczny-wrecz przyjacielski, zadnych grymasow lub ograniczen w przypadku wyrazenia checi przymierzania czasomierzy/bizuterii). Generalnie rzecz biorac, w USA jest pod tym wzgledem o wiele lepiej niz jest to w innych krajach (w tym wypadku tych europejskich) z ktorych mam w tej kwestii doswiadczenie.
__________
Pozdrawiam
#18
Napisano 07 luty 2008 - 18:06
Rzeczywiscie, zapomnialem.
#19
Napisano 07 luty 2008 - 18:15
Zresztą, może sprzedawcy nie mylą się tak często - gdyby Paneraie, Breitlingi i Omegi notorycznie kupowali ludzie w T-shirtach nastawienie musiałoby się zmienić. W PL "zegarkoświadomych" jest niewielu i są to często majętni lanserzy i to właśnie oni są targetem salonów.
Odnośnie samego wchodzenia do salonów: polecam mówić o które modele nam chodzi. Wszelkie prośby typu: "poproszę tego dużego, błyszczącego na pasku" wskazują na niewielką wiedzę a więc i zainteresowanie zakupem. Jeśli wchodzisz, mówisz nie szukając rapportu (prosząc/pytając w stylu mogę go zobaczyć? i tak nie kupię i przepraszam za zawracanie głowy ale mogę??) i wykażesz trochę wiedzy nie spławią Cię. Jest jak jest i trzeba się do tego przystosować.
:wink:
#20
Napisano 07 luty 2008 - 18:22
Ale zachodzę do salonu w konkretnym celu np. ostatnio w Kruku na PL.Konstytucji poszedłem zobaczyć GMT II a dokładnie nowe zapięcie bransolety - zadaję konkretne pytania, przymierzam - dostaję rzeczowe odpowiedzi, czasem schodzi się i pół godziny - obsługa super.
Sam pracuje w sklepie i dam wam dobrą rade - spróbujcie kupić sobie przychylność sprzedawcy, a będzie wasz i wszystko pokaże i powie dużo więcej niz innym.

Pomoc









