Skocz do zawartości


Najnowsze tematy


Zdjęcie

żarty żartami...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13927 odpowiedzi w tym temacie

#1 mabok

mabok
  • Użytkownik (no_required_posts)
  • 940 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 29 październik 2006 - 23:34

W każdym Klubie mówi się. W nielicznych się rozmawia. Czasem jest słodko, czasem gorzko. Może więc w chwilach goryczy zajrzeć do takiego wątku jak ten?

Proponuję stworzenie tematu z Waszymi ulubionymi kawałami. Gdzie każdy mógłby wpisać zdarzenie/opowieść, która go właśnie rozbawiła.

Oto mój faworyt ostatnich dni:

Prezydent USA Ford przybył do Polski z oficjalną wizytą. Przyjmuje go pierwszy sekretarz KC PZPR Gierek. Odbywa się prezentacja:
- Oto Gerald Ford, wybitny polityk, mąż stanu, skończył Uniwersytet w Yale.
- Oto Edward Gierek, sekretarz KC, mąż Stanisławy, skończył 63 lata.
  • 0

#2 Gość_Tornan_*

Gość_Tornan_*
  • Gość

Napisano 30 październik 2006 - 01:05

Dwie dinozaurzyce poszły się wykąpać nad jezioro. Jedna zaczęła pływać, a druga tylko moczy nogi na brzegu. Więc tamta podpływa i pyta:
- Czemu się nie kąpiesz?
- Mam okres
- A nie używasz owiec?
______________

Przybiega facet do weterynarza i krzyczy:
- Ratunku! Panie! Pogryzły mnie dwa psy!
- A szczepione były?
- Tak! d*pami!
______________

Na pikniku ona do niego:
- Otworzyć Ci puszkę?
- Cipuszkę potem, teraz coś zjedzmy.
______________

Dwóch kolesi śpi w jednym śpiworze, nagle jeden do drugiego:
- eee, stary... walisz konia??
- nooooooo...
- TO WAL SWOJEGO!!!


Z góry przepraszam za język, ale dobrzy ludzie (mody) nie kasujcie tego jako, ze są to jedne z najlepszych krótkich kawałów jakie słyszałem... :wink:
  • 0

#3 Gość_ŻÓŁTODZIUB_*

Gość_ŻÓŁTODZIUB_*
  • Gość

Napisano 30 październik 2006 - 08:59

coś co ostatnio wpadło mi do ucha

>Firma Whirlpool chciała zdobyć ukraiński rynek, a w związku z tym, że reklama to klucz do sukcesu, amerykańscy specjaliści od reklam zaprosili do siebie, aby pokazać jak się robi reklamę - ukraińskich filmowców.
>
>Zaprosili ich do kina i puścili film. Na pierwszym kadrze widać super nowoczesny wieżowiec dalej kamera zagląda do jakiegoś pokoju - całego białego, w którym na środku stoi piękna nowa pralka Whirlpool.
>
>Kolejna scena przedstawia jak do tego pokoju wchodzi wyluzowany Amerykanin pięknej budowy ciała - rozbiera się do naga i ubrania wkłada do pralki, następnie do tegoż pokoju wchodzi piękna kobieta, która również się rozbiera - nastawiają program prania i na tej pralce bara-bara...
>
>Ostania klatka przedstawia napis: "PRANIE Z WHIRLPOOL TO CZYSTA PRZYJEMNO|Ć"
>Amerykanie zadowoleni z siebie, że taką fajną reklamę zrobili, mówią do Ukraińców:
>- "Teraz wasza kolej. Zrobicie reklamę na bazie tego, ale z uwzględnieniem tradycji waszego kraju, żeby było u was zrozumiale."
>
>Za kilka miesięcy przychodzi zaproszenie dla amerykańskich specjalistów na projekcje reklamy do Lwowa.
>Pierwszy kadr przedstawia z lotu ptaka Dniestr i stepy wokół rzeki. Następnie kamera zbliża się i u wód Dniestru pokazuje Maszę, która schylona, kijanką pierze bieliznę. Następny kadr pokazuje jadącą sotnię Kozaków brzegiem rzeki. Kolejne ujęcia pokazują radość Kozaków, którzy zobaczyli Maszę, następne kadry przedstawiają, jak każdy po kolei i na różne sposoby zabiera się za przerażone dziewczę...
>
>Ostatni kadr filmu przedstawia ogromny napis: "JEBALI, JEBIOT I BUDU JEBAT PAKA NIE POKUPISZ PRALNOJ MASZINY WHIRLPOOL" ! ! ! ! !
  • 0

#4 dariusz chlastawa

dariusz chlastawa

    Prezes Stowarzyszenia

  • Zarząd Stowarzyszenia KMZiZ
  • 7593 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 31 październik 2006 - 15:26

Adam i Ewa spacerują po raju
> >- Adam, kochasz mnie?
> >- A co tu robić...
> >_____________________________________
> >- Pomyślałem, żeby się ożenić.
> >- No i co?
> >- No i nic. Pomyślałem, pomyślałem i mi przeszło.
> >_____________________________________
> >Dla mężczyzny rozebrać i nie wydymać, to jak dla kobiety przymierzyć
> >i
nie kupić.
> >_____________________________________

> >- Dzisiaj rano jechałem jak zwykle do pracy Trasą Łazienkowska.
> >Przede
>mną,
> >lewym pasem nowiusieńkim BMW jechała blondynka... Przy prędkości
>130km/h....
> >siedziała z twarzą tuż przy lusterku i... malowała sobie rzęsy.
> >Ledwie na moment odwróciłem głowę, a kiedy spojrzałem znowu na BMW
> >oczywiście okazało się, że blondynka (wciąż zajęta makijażem!!!) już
jest
> >połowa auta na moim pasie! I chociaż jestem naprawdę twardym facetem,
> >to
>tak
> >się przestraszyłem, że i golarka i kanapka wypadły mi z rąk. Kiedy
> >próbowałem kolanami opanować kierownice tak, aby wrócić na swój pas
ruchu
> >komórka wyleciała mi akurat prosto do kubka z gorącą kawą, który
>trzymałem
> >między nogami. Kawa naturalnie się wylała, poparzyła moja męskość,
> >zrujnowała mój telefon i przerwała bardzo ważną rozmowę!!!
> >
> >Jak ja, *, nienawidzę kobiet za kierownicą.....
> >_____________________________________
> >Złapał wilk zająca.
> >- Proszę, proszę wilku, nie zabijaj mnie, zrobię co zechcesz!
> >- To zrób mi loda!
> >- Nie umiem!
> >- Rób loda!!
> >- Kiedy nie umiem!!
> >- To rób, jak umiesz!
> >- Chrup, chrup, chrup
> >_____________________________________
> >Jasio kopie dół w ogródku. Zaciekawiony sąsiad pyta:
> >- Co robisz??
> >- Kopie grób dla mojej złotej rybki.
> >- Ale czemu taki duży?
> >- Bo jest w twoim pierdolonymm kocie!
> >_____________________________________

> >Kawał wędkarski:
> >- Biorą?
> >- Nie bardzo...
> >- Złapał pan coś?
> >- Jednego.
> >- I co pan z nim zrobił?
> >- Wrzuciłem do wody.
> >- Duży był?
> >- Taki jak pan i też mnie wk***iał.
> >_____________________________________
> >Parka w łóżku: On do niej:
> >- Kochanie może dzisiaj na jeźdźca?
> >- Jaki najeźdźca??
> >- Germański * oprawca!! _____________________________________
> >Prosty człowiek, pierwszy raz w szpitalu, operacja, ścisła dieta,
>kroplówka
> >trzy dni, potem kleik - dopadł go straszny głód. Wchodzi pielęgniarka
> >i
> >pyta:
> >- Podać Panu kaczkę?
> >- O tak, kochaniutka i od ch*ja frytek!
  • 0

#5 Gość_maestro_*

Gość_maestro_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 16:20

Darek, przypomniałeś mi dowcip o germańskim oprawcy, rewelka :D Ja zaserwuje kilka z serii o poruczniku Rżewskim (który, jak wieść niesie, był wielkim oryginałem - lubił wódkę, kobiety i karty :D)...

- Poruczniku, podobno w młodości był pan członkiem Towarzystwa Naukowego?
- Ech, madame... młodość... członkiem tu, członkiem tam...

***

Towarzystwo na balu zabawia się rozmową:
- Drodzy państwo, proszę odgadnąć moją zagadkę, dodam, że bardzo pikantną - Natasza zabiera głos - co to jest: czarne i można o to rozbić jajko?
- Siodło! - wyrywa się Rżewski.
- Fuj, co za chamstwo - oburzają się damy - to oczywiście patelnia!
- No, no, no - prawda - rzecze Rżewski głęboko się zamyślając - patelnią po jajcach... naprawdę pikantne...i kto tu jest chamem...?

***

W małym miasteczku na Smoleńszczyżnie zatrzymał się na odpoczynek pułk gwardyjski. Pierwszego wieczoru oficerowie wypili cały zapas alkoholu, zgwałcili miejscowe kobiety i pobili mężczyzn. Drugiego dnia zrujnowali karczmarza, zgwałcili mężczyzn i pobili kobiety. Trzeciej nocy złupili wszystkich "samogonszczikow" i poszli do stajen i obór. Na czwarty dzień do pułku dojechał porucznik Rżewski i zaczęły się hulanki...
  • 0

#6 Marcin_L

Marcin_L
  • Użytkownik
  • 2096 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 31 październik 2006 - 17:41

Oprawca rulez - puściłem dalej :D

Rżewski swoją drogą też super:)
  • 0

#7 Gość_maestro_*

Gość_maestro_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 17:57

Przypomniały mi się jeszcze dwa, z nieco innej beczki.

Wpada facet do gabinetu dyrektora cyrku i mówi:
- Panie, mam taki numer, że ludzie oszaleją! Będzie pan milionerem!
Dyrektor na to:
- Daj pan spokój! Mam dobry program, nie potrzebuję żadnych nowych numerów.
- Niech pan posłucha przez 30 sekund, na pewno pana przekonam.
- No dobrze, mów pan, ale szybko.
- Niech pan sobie wyobrazi cały sufit cyrku obwieszony balonami. Balonami z gównem. Na arenę wjeżdzają konie. Na każdym koniu amazonka. Z łukiem. I amazonki zaczynają galopować w koło. Unoszą łuki. Naciągają cięciwy. Zaczynają strzelać do balonów. Przebijają je po kolei, a całe gówno spada na dół. Wszystko jest nim pokryte. Widzowie w gównie, arena w gównie, orkiestra w gównie, konie w gównie, amazonki w gównie... I wtedy wchodzę ja... Cały na biało.

***

Piekny lipcowy dzień. Las, ćwierkanie ptaszków, gdzieniegdzie przebiega sarenka, w tle słychać stukanie dzięcioła. Nagle z głębi lasu wyłania sie potężna chmura kurzu, która w szaleńczym tempie przemierza las. Zwierzeta w popłochu uciekają. Tumułt, hałas, nic nie widac. Aż wreszcie chmura zatrzymuje się na leśnej polanie. Kurz powoli opada. Na polance dziesiątki i setki... jeży. Sapią, dyszą, łapią dech. Tylko jeden, ten który prowadził tabun, błogo sie usmiecha i z zachwytem szepcze pod nosem:
Jak mustangi *, jak mustangi...
  • 0

#8 Bartheck

Bartheck

    Antropomorficzna personifikacja ludzkich wyobrażeń

  • Stowarzyszenie
  • 1547 postów
  • Gadu-Gadu: 1730887
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Kraków

Napisano 31 październik 2006 - 18:01

Po imprezie student budzi się w swoim pokoju w akademiku, kac gigant, zapuchnięty, ledwo zywy. Wstaje z łóżka i podchodzi po omacku do lustra, rozchyla jedną powiekę, drugą, skupia wzrok i widzi że z ust zwisa mu jakiś sznureczek, trybi chwilę po czym szepcze, Boże, błagam spraw aby to była torebka z herbatą...
***
Po jednej z imprez w akademiku jeden student puka do drzwi pokoju organizatorki i pyta:
- Magda, a nie zostawiłem u Ciebie przypadkiem swojej komórki?
- Tak, zostawiłeś, odbiór za 9 miesięcy.
  • 0

#9 Maro66

Maro66

    Marek

  • Użytkownik
  • 2223 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Rzeszów

Napisano 31 październik 2006 - 18:33

A mi się przypomniał dowcip o CZARNYM RYCERZU
Brzmi on tak:
Przychodzi facet do knajpy i mówi
-barman setkę
na to Barman
-panie daj pan spokój, do miasta ma przyjechać Czarny Rycerz
-co tam Czarny Rycerz dawaj setkę i już
Barman drżącymi rękami nalewa alkohol, facet wypija i mówi
-drugą
Barman na to
- ale naprawdę za chwilę będzie tu Czarny Rycerz, niech Pan da spokój, z Czarnym Rycerzem nie ma żartów
-Dobra..., olać Czarnego Rycerza, lej i już.
Barman znowu drżącymi rękami nalewa setkę i w tej samej chwili wbiega do knajpy jakiś gościu i od progu krzyczy
CZARNY RYCERZ IDZIE, CZARNY RYCERZ IDZIE.
Wszyscy razem z barmanem poderwali się i uciekli. Facet oczywiście został, wziął butelkę, nalał sobie, zamierzał wypić, a tu w drzwiach staje barczysty murzyn, ponad dwa metry wzrostu, w białej podkoszulce i dwudziestokilowym młotem na ramieniu. Facet go zobaczył, padł na kolana i mówi płaczącym głosem
-zrobię co zechcesz, tylko nie rób mi krzywdy
Murzyn rozpina rozporek, wyciąga ....... i mówi
-wiesz co masz robić...
No i facet robi mu laskę, robi, a murzyn zaczyna się rozglądać i mówi
-szybciej, szybciej, bo CZARNY RYCERZ idzie.
  • 0

#10 Gość_maestro_*

Gość_maestro_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 18:40

No to jak już jesteśmy przy rycerzach:

W pewnym królestwie panował niepokój, gdyż rozeszły się wieści, że lada dzień pojawi się smok - rozwali wszystko na swej drodze, pożre dziewice, spali domostwa itp. Król miał trzech dzielnych rycerzy, którym powieżyć mógł obronę ludności. Udał się więc do pierwszego:
- Dzielny mój rycerzu, smok lada dzien zaatakuje nas, musisz nam pomóc!
Na co rycerz:
- Mój panie, ależ na to trzeba czasu, ludzi, strategii - jak podejść bestię, trzeba siąść, zastanowić się...
- Ileż ci to zajmie?
- Dobre dwa tygodnie...
Król więc, z nadzieją w sercu, udał się do następnego. Historia jednak lubi się powtarzać:
- Ależ, panie mój, tu trzeba czasu, ludzi, strategii, odpowiedniej broni, zastanowić się...
- A ileż by ci to zajęło?
- Trzy dni, może dwa...
Udał się więc król do ostatniego ze swych "dzielnych" rycerzy:
- Smok lada dzień...
Bez chwili namysłu dzielny wojak wstał, założył zbroję, konia opożądził, miecz naostrzył, sakwę podróżną przygotował...
- A ty, rycerzu, nie potrzebujesz planów, ludzi, broni? Nie musisz obmyślić strategii?
- Panie! Tu nie ma co obmyślać strategii, tu trzeba sp***dalać!!!
  • 0

#11 Gość_Marcin99_*

Gość_Marcin99_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 19:20

no to ja opowiem jeden ze swoich ulubionych:P

a więc :D

idzie niedźwiedź po lesie... myśli sobie - bzyknąłbym coś dzisiaj...
ale tak idzie dalej rozgląda sie no i... nie ma nic... nagle patrzy... wiewiórka...
myśli sobie... - nie mój gatunek, ale co tam... raz sie żyje a że sie chce to cóż...
zadowala się z wiewiórką i idzie sobie do domu...
nagle patrzy... na boku lasu stoi niedźwiedzica... myśli sobie... - taka d*pa, mój gatunek... a do tego taka fajna!!
podchodzi do niedźwiedzicy, rozmawiają i dochodzi do namietnego stosunku...
po wszystkim niedźwiedzica mówi...
- było mi tak dobrze... ale ty masz dużego, potęznego, owłosionego...
a niedźwiedź...
- o kur... zapomniałem ściągnąć wiewiórke!!
  • 0

#12 Gość_JurekG_*

Gość_JurekG_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 21:01

Pozostańmy przy niedżwiedziach :D
Przychodzi okres wiosenny. Misie budzą się w gawrze. Stwierdzają, że
niedźwiedzice jeszcze śpią, a że są gentelmenami wiec ich nie budzą. Ale jak
to samce po tak długim życiu w celibacie postanawiają, iż trzeba coś
wymyśleć, więc zaczynają to robić między sobą. W pewnym momencie wpada
zając i otwiera oczy ze zdumienia. Po chwili ucieka w las. Jeden misio mówi
do drugiego: - Jesteś szybszy , złap tego zająca bo to jest największy
plotkarz w lesie. Misio goni zająca przez las. W pewnym momencie zajączek
wpada do jeziora. Misio wkłada swoją ogromną łapę i go szuka. Po
chwili wyciąga bobra i go pyta:
- Nie widziałeś może zająca?
Na to bóbr:
- Utonął, ty pedale.
  • 0

#13 kokop

kokop

    Pirat

  • Użytkownik
  • 790 postów
  • Płeć:Nie określona
  • Lokalizacja:Chard UK.

Napisano 31 październik 2006 - 21:51

Nadaje sie do innych zastosowan :D
>> Sztyrlic pomyslal. I go zabolalo.
  • 0

#14 grzesiek

grzesiek
  • Użytkownik
  • 4099 postów

Napisano 31 październik 2006 - 21:57

Ja znam: Stirlitz zamyślił się, spodobało mu się więc zamyślił się jeszcze raz.
  • 0

#15 Gość_Marcin99_*

Gość_Marcin99_*
  • Gość

Napisano 31 październik 2006 - 21:59

jak o zwierzętach do jazda dalej :D

jedzie sobie wiewiórka na motorze... napotyka na drodze niedźwiedzia...
- hej niedźwiedź! jedziesz do mnie pooglądać pornole?
- jasne że jade!!
jadą sobie wiewiórka i niedźwiedź i nagle spotykają sowę...
- hej sowo! jedź z nami... jedziemy do mnie do domu i bedziemy oglądać pornole...
i takim sposobem zebrała sie pewna gromadka kinomanów....
jadą sobie jadą i nagle zatrzymuje ich koń...
- gdzie jedziecie? (pyta koń)
- jedziemy do mnie do domu (odpowiada wiewiórka)
- moge jechać z Wami?
- nie bo będziemy ogladać filmy nie dla dzieci!!
- no ale prosze weźcie także i mnie...
- nie ma mowy!! jesteś za młody...
i odjechali...
ale koń nie dał za wygraną... pobiegł za nimi.. wygramolił sie na komin wlazł do środka i przez kominek ogląda razem z nimi...
nagle podniecona wiewiórka woła:
- ide z zwalic konia!!
a koń woła: - czemu mnie!!?? czemu mnie??!! :D
  • 0

#16 silver

silver
  • Użytkownik
  • 323 postów

Napisano 01 listopad 2006 - 05:00

Na bardzo eleganckim przyjęciu piękne panie otoczyły kołem przystojnego młodzieńca, który opowaiada swoje myśliwskie przygody.
- Przedzieram się w dżungli przez chaszcze maczetą, wychodzę na polanę a tu wprost na mnie wyskakuje tygrys. Nie namyślając się przykładam do oka sztucer naciskam spust i niewypał. Próbuję jeszcze raz i znów niewypał i ....... zesrałem się.
Wśród pań nastąpiła konsternacja, ale jedna próbuje ratować sytuację i mówi: Rozumiem Pana w takiej sytuacji to można stracić kontrolę nad sobą.
Na to młodzieniec : nie w takiej sytuacji tylko .... teraz!
  • 0

#17 mabok

mabok
  • Użytkownik (no_required_posts)
  • 940 postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 01 listopad 2006 - 11:24

Społeczeństwo w PRLu było jak ziemniaki:
Albo tłuczone, albo w mundurkach.

***

Przchodzi Gierek do wróżki i opowiada jej swój sen:
- Ostatniej nocy śniły mi się ziemniaki. Co to może oznaczać?
Wróżka spojrzała w szklaną kulę i rzekła:
- Hm... Albo wykopią na jesieni, albo posadzą na wiosnę...

***

Hasło z plaktów doby PRLu:
"Wstąp do ZOMO - wyjdziesz na ludzi!"
  • 1

#18 Tomasz Sitkowski

Tomasz Sitkowski
  • Stowarzyszenie
  • 435 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 01 listopad 2006 - 21:36

No to może i ja też
Dwóch ruskich ukradło cysternę spirytusu. Oczywiście zostali złapani przez milicję. Milicja pyta się:
- gdzie spirt ?
- prodali,
- a gdzie dziengi ?
- propili.
  • 0

#19 bart

bart
  • Użytkownik
  • 222 postów
  • Lokalizacja:warszawa

Napisano 01 listopad 2006 - 21:41

skoro porucznik rzewski przypadł do gustu :D

Jak bardzo urzeka brutalne zderzenie klimatu arystokratycznej carskiej
Rosji z twardym i beznamiętnym porucznikiem jebaką Rżewskim przekonasz się zaraz sam. Uwaga mocne!

* * * * *
W dniu urodzin Rżewskiego Natasza Rostowa zaprosiła go do siebie
zdradzając, że ma dla niego prezent.
Gdy znaleźli się sami, zrzuciła suknię i stanęła przed Rżewskim naga,
ozdobiona tylko kokardką w intymnym miejscu.
Rżewski zawijając rękaw zapytał:
- Głęboko on?
* * * * *
Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował
majdanem, aż się kurz za nim podnosił.
Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał się:
- Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.
* * * * *
- Poruczniku, czy lubi pan romanse? - zapytała Natasza Rostowa
Rżewskiego w czasie spaceru.
- O tak, madame, zwłaszcza te z wprowadzeniem!
* * * * *
Poruczniku, czy w młodości miał pan jakieś hobby?
- Nawet dwa. Polowanie i kobiety.
- O, to ciekawe. Na co pan polował?
- Na kobiety...
* * * * *
- Poruczniku, spał pan ze mną, a dziś nawet nie chce się przywitać?
- Madame, kopulacja to jeszcze nie powód do znajomości...
* * * * *
Jedzie Natasza z porucznikiem w jednym przedziale. Porucznik czyta
gazetę, Natasza bezskutecznie usiłuje zwrócić na siebie jego uwagę.
- Poruczniku, jak nazywa się kamień w pańskim pierścionku?
- Ech, Nataszko... jakoś mi się dziś nie chce...
* * * * *
- Uratowałem dziś kobietę przed gwałtem - mówi porucznik.
- Wspaniale! Jak pan to zrobił?
- Wytłumaczyłem, że po dobroci będzie lepiej....
* * * * *
Porucznik i Natasza płyną razem w łódce.
- Nataszo, czy jechała pani kiedy gołymi jajami po rżysku?
- Nie..., a co ?
- E... nic.... tak tylko chciałem rozmowę podtrzymać...
* * * * *
Bal w kasynie. Zauważono brak Rżewskiego.
- Kornet! A gdzie to pan porucznik?
- Powiedział, ze wpadnie za dwie godziny jak da radę....
- A jak nie da ?
- To za 10 minut....
* * * * *
- Poruczniku, jest pan tu zaledwie trzy dni a już wszystkie nasze
kobiety o panu mówią. Jak pan to robi?
- Zwyczajnie. Podchodzę do damy i pytam: Madame, czy mogę panią zgwałcić?
- Ależ poruczniku! Za to można po pysku ....
- No tak, najpierw po pysku, a potem się gwałci ....
* * * * *
Porucznik Rżewski ubierając się na bal wkłada do prawej kieszeni
spodni banana.
- Na co wam banan w spodniach, poruczniku? - pytają go.
- Ot, cóż...zatańczę z jakąś damą, ona przylgnie do mnie, poczuje
banana i przesunie się tak by przytulić się z drugiej strony....I
tuśmy jej czekali!!!
* * * * *
Porucznik Rżewski rozmawiał z Nataszą Roztową. W pewnym momencie
poprosił o wybaczenie i wyszedł. Po chwili wrócił cały mokry.
- Deszcz? - spytała Natasza Rostowa.
- Nie, wiatr...
* * * * *
Porucznik Rżewski tańczy z Nataszą Roztową.
- Poruczniku, niezbyt ładnie pan pachnie - zwraca uwagę dama - chyba
ma pan brudne skarpetki. Proszę natychmiast wyjść stąd i je zdjąć!
Porucznik po kilku minutach powrócił i znowu tańczy z Nataszą.
- Panie poruczniku, ciągle pan źle pachnie - dama wyraźnie się
niecierpliwi
- nie zdjął pan?!
- Ależ zdjąłem! - Broni się porucznik Rżewski eleganckim ruchem
wydobywając skarpetki spod munduru.
* * * * *
Madmoiselle - spytał raz porucznik Rżewski na balu - do czego służy
wycięcie w pani rękawiczce?
- Aby mężczyźni mogli ucałować moją rączkę...
- Teraz wiem, do czego służy rozcięcie w moim szynelu!
* * * * *
Pewnego razu w pociągu porucznik Rżewski zdjął skarpety i powiesił na
wieszaku.
- Czy pan, panie poruczniku - spytał go współpasażer - wymienia
czasami skarpetki?
- Z góry uprzedam - tylko na wódkę!
* * * * *
Porucznik Rżewski dowiedział się, iż aby poznać dziewczynę, trzeba do
niej swobodnie podejść, porozmawiać o pogodzie i przedstawić się.
Pewnego razu spotkał śliczną dziewczynę spacerującą z pudelkiem.
Podszedł więc, z całej siły kopnął pieska i rzekł:
- Nisko leci. Chyba na deszcz... Nawiasem mówiąc, niech pani pozwoli
się przedstawić: Porucznik Rżewski jestem!
  • 0

#20 grzesiek

grzesiek
  • Użytkownik
  • 4099 postów

Napisano 02 listopad 2006 - 20:58

Przyszedł raz porucznik Rżewski na dziwne przyjęcie. Nikt nie rozmawiał, tylko
od czasu do czasu ktoś wypowiadał liczbę, a pozostali pękali ze śmiechu.
- O co tu chodzi? - spytał Rżewski znajomego.
- Opowiadamy dowcipy. Dobrze znamy wszystkie, więc ponumerowaliśmy je dla
wygody.
- Ciekawe - mruknął Rżewski - sto siedemnaście!
Mężczyźni uśmiechnęli się z zażenowaniem, a jedna z dam podeszła do porucznika
i wymierzyła mu siarczysty policzek.
- W obecności dam, poruczniku, nie opowiada się nieprzyzwoitych dowcipów!
* * * * * * * * *
Pewna pani zaprosiła do siebie porucznika Rżewskiego. Ponieważ miał przyjść
późnym wieczorem, uprzedziła go, aby zdjął buty w przedpokoju, ze względu na
mającą czujny słuch starą ciotkę.
O ustalonej godzinie porucznik wszedł do domu. Skrzyp, skrzyp - słyszy dama
odgłosy z korytarza. Po chwili Rżewski przekracza drzwi sypialni.
- Poruczniku - denerwuje się dama - przecież prosiłam, żeby pan zdjął buty!
- Przecież zdjąłem!
- To co tak zgrzytało po parkiecie?
- Pewnie pazury...
* * * * * * * * *
Pewnego wieczoru porucznik Rżewski spotkał się w restauracji z pułkownikiem.
- Poruczniku - rzekł pułkownik - widzę, że pan często chodzi do restauracji.
Prawie codziennie. Mnie zawsze brakuje pieniędzy...
- A co pan robi z pensją, panie pułkowniku?
- Wszystko oddaję żonie. A ona na hulanki nie chce dawać...
- Nie umie pan postępować z kobietami, panie pułkowniku. Kiedy nie chce dać
pieniędzy, niech pan podejdzie do niej od tyłu, pocałuje w szyję, delikatnie
weźmie w ramiona. Na pewno wtedy da.
Pułkownik wraca do domu i robi tak, jak mu powiedział porucznik. Podszedł od
tyłu do żony, objął ją i pocałował w szyję. Żona przeciągnęła się z rozkoszą i
mówi:
- Co, poruczniku, znowu skończyły się pieniążki?
* * * * * * * * *
Cudowny poranek. Polana pełna kwiatów. W promieniach wschodzącego słońca lśnią
na ich płatkach krople rosy. Ślicznie śpiewają ptaszki. Na środku polany
śnieżnobiały namiot. Wychodzi z niego porucznik Rżewski, rozgląda się dokoła,
wznosi ręce i mówi z uniesieniem:
- Boże, jak mogłem żyć do tej pory nie zauważając tego wspaniałego dzieła Twych
rąk?!
Mać, mać, mać - jak zwykle odpowiedziało echo.
Rżewski wygrał na loterii. Zamówił kawior, szampana. Impreza na całego. Damy, oficerowie piją i tańczą. Zniesmaczony kornet
pyta:
- Panie poruczniku, nie szkoda panu pieniędzy? Przecież nic nie zostanie...
- Zostanie, zostanie - mówi Rżewski. - Ot, na przykład - niedawno spotkałem i pokochałem pewną damę. Ona dała mi pieniądze. Za
te pieniądze kupiłem los na loterii. Wygrałem. Piję i poznałem pewną damę. Kupię los... I tak w kółko kornet, i tak w
kółko...

* * * * *
Podczas bitwy jeden z jenerałów został ciężko postrzelony. Czując zbliżający się koniec, wzywa do siebie porucznika
Rżewskiego:
- Rżewski, riezaj ch***a.
- Ale tawariszcz jenerał, paczemu?
- Riezaj ch***a!
Rozkaz to rozkaz, więc Rżewski obciął umierającemu jenerałowi narząd.
Po bitwie udał się do sztabu generalnego:
- Tawariszcze jenerały! Jenerał Gołosow pagib!
- Jenerał Gołosow pagib?
- Da.
- A to ch**j z nim.
Na to Rżewski wyciąga generalski chwost:
- Niet, tawariszcze, ch***j z wami!!!

* * * * *
Porucznik Rżewski przychodzi do Nataszy Rostowej z wizytą.
- Natasza, właśnie wymyśliłem nową pozycję - nazwałem ją "pozycją na bobra". Chodż na schody.
Porucznik i Natasza przechodzą na schody, porucznik ustawia Nataszę na czworakach.
- Poruczniku, ja to znam. To jest na ..raka...
- Nie Natasza, w tej pozycji musisz gryźć poręcz...

* * * * *
Porucznik Rżewski rozmawia z Polakiem:
- To prawda, że mówicie w innym języku, nie po rosyjsku?
- Tak, po polsku.
- To jak jest po waszemu "dom"?
- Dom.
- Piwo?
- Piwo.
- Żopa?
- D*pa.
- I z powodu jednego słowa wymyślacie nowy język?!
* * * * *
- Strzelał się pan już kiedyś, poruczniku, przez kobietę? - zapytano Rżewskiego.
- Hm - zasępił sie porucznik - przez kobietę nie, ale przez płot - bywało.
* * * * *
Podczas przerwy w bitwie porucznik Rżewski wiedziony potrzebą zmniejszenia ilości płynów w organiźmie udał się do niewielkiego
zagajnika pod drzewo.
Kiedy wykonywał tą wielce przyjemną dla ciała czynność na linii nieprzyjaciela zwiadowcy przekazali do sztabu meldunek
następującej treści: - Przeciwnik ulokował pośród drzew działo średniego zasięgu!
* * * * *
Noc. Rżewski i Natasza leżą w łóżku.
- I co ja mam zrobić, poruczniku? Golicyn mi się oświadczył...
- Jak to co? Wyjdzie pani za niego, będziecie mieli dom, dwójkę dzieci, psa...
- A pan?
- Ja będę przyjacielem domu...
***
Było to przed Wielkanocą. Natasza Rostowa zobaczyła, jak na łące ogier dopadł klacz.
- Co robią koniki? - pyta nianię.
- Jeden konik wskakuje na drugiego, żeby zobaczyć z góry, gdzie rośnie lepsza trawka. Aby koniki później mogły ją zjeść.
Kilka dni później Natasza przechadza się po łące z porucznikiem Rżewskim. Nagle młodzi widzą jak konik z klaczką wykonują
zabawne ruchy.
- A wiecie poruczniku co robią koniki? - pyta Natasza.
- Oczywiście - odpowiada Rżewski.
- Jeden konik wskakuje na drugiego, żeby zobaczyć z góry, gdzie rośnie lepsza trawka. Aby koniki później mogły ją zjeść -
wyjaśnia Rostowa.
- No co pani, mademoiselle?! Patrzą, gdzie rośnie lepsza trawka??!! Konie, jak się r*uchają to świata bożego nie widzą.

* * * * *
- Poruczniku co to jest monarchia ?
- To jak rządzi król
- A jeśli król umrze?
- To wówczas, królowa
- A jeśli królowa umrze?
- Walet
* * * * *
Podczas świątecznego balu porucznik Rżewski nieźle wstawiony tańczy z Nataszą Rostową. Wpierw walca, a następnie szybki taniec
z przysiadami i przytupem. Wykonując głęboki przysiad porucznik głośno "grzmotnął" zwieraczem, aż kurz wzbił się z podłogi.
- Ależ poruczniku! Jak pan może, żeby tak głośno!
- To jest nic! Droga Nataszo - mówi porucznik tańcząc dalej.
Słyszała pani o Meteorycie Tunguskim? To oficjalna wersja, a tak mówiąc między nami to mojemu dziadkowi wyszło porządne
"grzmotnięcie".
* * * * *
Tańczy Rżewski z Nataszą, w pewnym momencie mówi:
- Ale u was szyja.....
- Całe ciało mam takie! - odpowiada kokieteryjnie Natasza.
- To się myć trzeba....
* * * * *
Porucznik Rżewski pyta adiutanta:
- Słuchaj no, co takiego mam zrobić, żeby mnie dzisiaj na przyjęciu wszyscy podziwiali?
- Powinien Pan, poruczniku doprowadzić do tego, żeby księżna Woroncewa publicznie zaklnęła.
- To niemożliwe! Ona takich słów nawet nie zna!
- To bardzo prosta sprawa mówi adiutant: Podchodzi Pan, poruczniku do księżnej i pyta:
- Księżno, była Pani w Pskowskiej Gubernii? Gdy odpowie "tak", pyta pan porucznik dalej:
- A w Michajłowskiej gubernii też księżna była? I gdy znowu odpowie "tak" pyta Pan porucznik dalej:
- To znaczy, że zna księżna hrabinę Janichu?
I wtedy księżna odpowie "Nie, Janichu ja nie znam! I tu ją Pan, panie poruczniku masz!
Wieczór, przyjęcie. Porucznik podchodzi do księżnej Woroncewej i pyta:
- Księżno, była pani w pskowskiej gubernii?
- Nie - odpowiada księżna.
- (Zdziwiony) To i w Michajłowskiej gubernii też księżna nie była?
- Nie.
- To Wy co, nichuja nie znacie?
* * * * *
- Niech pan wejdzie w moje położenie – poprosiła Natasza Rostowa porucznika Rżewskiego.
- Rżewski wszedł, wszedł jeszcze raz i zostawił ją w tym położeniu.

**********
W pułku zrobili konkurs - kto ile razy zadowoli kobietę w ciągu nocy.
- Pięć - mówi major Rublow.
- Na pewno pan nie pali...?
- Oczywiście.
- Siedem - mówi kapitan Kozakow.
- Na pewno pan nie pali, nie pije...?
- Oczywiście.
- Piętnaście - oświadcza porucznik Rżewski.
- Oooo... pewnie pan nie pali?
- Palę.
- Nie pije?
- Piję.
- To jakże to tak piętnaście razy w noc?
- Co ja mogę powiedzieć... Po prostu lubię tę robotę.
* * * * *
Natasza i porucznik leżą w łóżku. Świeczka płonie, romantycznie się zrobiło.
- A pamięta pan poruczniku swoją pierwszą nauczycielkę? - pyta Rostowa.
- Hmmmm... Nauczycielkę? Pierwsza była pielęgniarka - odpowiada Rżewski.
* * * * *
Młody porucznik Rżewski przybył do pułku. Pułkownik zabierając go na bal u gubernatora zaznaczył:
- Przedstawię pana gubernatorowej. Zaprosi ją pan do tańca i powie parę komplementów.
...Rżewski tańczy z gubernatorową:
- Jestem panią oczarowany, madam! Poci się pani o wiele mniej, niż każda inna tłusta kobieta pani wzrostu!
* * * * *
Kiedyś, w trakcie boju z Francuzami - opowiada porucznik Rżewski. - Chwyciłem zamiast szabli swego ch*uja...
- I co się stało?!
- Dwóch zabiłem, nim dostrzegłem pomyłkę.
* * * * *
Natasza Rostowa wyszła wieczorem na werandę zaczerpnąć świeżego powietrza.
W dole, w łopuchach, coś się czerniło.
- Poruczniku, czy to pan?
- Ja.
- Czemu jest pan taki malutki?
- Nie jestem malutki. S*am.
* * * * *
Rżewski przyszedł do laryngologa. A tam młoda pani doktor. Porucznik wyciąga przyrodzenie - okrutnie podrapane, pocięte
nawet... - i kładzie na stół.
- Oszalał pan?! Z tym to do urologa!
- Chwilunia... Otóż co sobotę chodzę z kolegami do sauny. Pijemy sporo, jakieś dziewczynki...
- To nie do mnie - do wenerologa paszoł won!
- Chwilunia.... Jak już dużo się napijem, Wasia Sokołow bierze tasak. Wszyscy kładą przyrodzenia na stół. On wywija tasakiem
nad głową i robi takie: "Uchuchachchaaaaa". Po czym tasakiem wali w stół - kto nie zdąży... Może sobie pani wyobrazić...
- Do psychiatry, a nie do laryngologa!
- Do pani, do pani... Problem bowiem w tym, że bardzo często nie słyszę tego "Uchuchachchaaaaa".
* * * * *
Na balu Rżewski podchodzi do Nataszy.
- Opowiem pani taki dowcip, że ze śmiechu odpadną pani cycki.
Rostowa zaczerwieniła się i aż ją zatkało. Porucznik zerknął na nią raz, drugi...
- Hmm.... Widzę, że ten dowcip już pani opowiadałem.
* * * * *
- Poruczniku, tak nie wolno! Kobietę należy najpierw zdobyć...
- Uuuuurraaaa - krzyknął Rżewski, złapał członka w dłoń i rzucił się na nagą Nataszę.

Porucznik Rżewski z kompanami, pijaństwo ogólne oczywiście.
- Panowie huzarzy, wykąpmy konie w szampanie!
- Ale panie poruczniku, toż to wydatek byłby straszny, a żołdu nie było od
trzech miesięcy!
- Ech, wy... To chociaż oblejmy piwem kota!

Porucznik Rżewski wskutek ciężkiego przepicia popadł w śpiączkę. Jego
towarzysze broni po-słali po popa, żeby mu na wszelki wypadek udzielił
ostatniego namaszczenia. Pop okazał się być zajętym, więc w zastępstwie
przyszła popadia. Popadia nasłuchawszy się o wyczynach Rżewskiego od męża,
któremu żaliły się liczne damy, postanowiła sama obejrzeć narzędzie zbrodni -
cichutko podniosła koc i oceniwszy kobiecym okiem odnośny narząd głęboko wes-
tchnęła. W tym momencie Rżewski ocknął się i wyjęczał:
- Oto kara za moje grzechy - w chwili śmierci - pop pedał!

Rżewski przejeżdżając z ordynansem nad jeziorem dostrzegł w oddali kąpiącą się
blondynkę - długie jasne włosy, białe ciało...
- Popłyń do niej - mówi do ordynansa - i zaproponuj, żeby się ze mną wybrała do
miasta na wi-no, tańce, karty i tak dalej.
Po chwili ordynans wraca wykonawszy zadanie:
- Na wino, tańce i karty zgoda. Na "i tak dalej" nie, bo to pop.

Jedzie pociągiem dama, Anglik, Francuz i porucznik Rżewski. Cisza. Nagle dama
głośno pusz-cza bąka.
- Przepraszam, boli mnie żołądek - dzielnie bierze na siebie incydent dobrze
wychowany Fran-cuz. Po chwili dama znów głośno psuje powietrze.
- Przepraszam, żołądek nie wytrzymał... - winę na siebie bierze Anglik.
Wstaje porucznik Rżewski.
- Panowie, idę zapalić na korytarz. Jak ona jeszcze raz pierdnie, powiedzcie,
że to ja.

Car Mikołaj II spacerował po parku. Zamachowiec rzucił w niego bombą, ale
władcę własnym ciałem zasłonił porucznik Rżewski.
- Jestem Twoim dłużnikiem - mówi car. - Co chcesz w zamian?
- Nic.
- Niemożliwe, mów; dam radę wszystko zrobić.
- Chciałbym ożenić się z córką pułkownika Siemienowa.
Car Mikołaj II wzywa pułkownika.
- Dajcie swoją córkę Rżewskiemu.
- Panie, nie godzi się - ja pułkownik; on - ledwie porucznik... - broni się
Siemienow.
- OK, pułkowniku, oddajcie więc córkę GENERAŁOWI Rżewskiemu...
- Ale on taki prostak...
- Oddajcie córkę KSIĘCIU GERNERAŁOWI Rżewskiemu
- Prostak Rżewski nikogo nie zna na dworze...
- Dajcie córkę księciu generałowi Rżewskimu, NAJLEPSZEMU PRZYJACIELOWI CARA.
Na to Rżewski nie wytrzymał - rzucił się na szyję carowi:
- Nikuś, kochany, a na ch.. mi ta młoda Siemienowna? Teraz to se lepszą babę
znajdę.

- Poruczniku, jeśli pan mnie kocha, powinien pan od dziś traktować wszystkich
ludzi tak, ja by pan chciał, żeby oni pana traktowali! - powiedziała Natasza
Rostowa podjemując kolejną próbę ucywilizowania porucznika Rżewskiego.
- Znaczy co, Nataszeńka? Mam wszystkim robić laskę? - zdziwił się porucznik.


Po zdobyciu przez pułk fabryki gorzałki porucznik Sołżenicyn rzekł do Rżewskiego
- Tyle gorzałki to i nasz pułk nie wypije poruczniku...
- Sołżenicyn! Gwardia umiera, a nie poddaje się! - wykrzyknął Rżewski
* * * * *
W posiadłości Rostowych odbywa się wielki bal z okazji urodzin Nataszy. Do sali
głównej gdzie odbywają się tańce zagląda spóźniony porucznik Rżewski. Natasza
widząc w drzwiach porucznika kieruje swe kroki w jego stronę:
- Nareszcie - mówi zachwycona, proszę ze mną zatańczyć! Bo na razie nikt z
obecnych nie potrafi mi dzisiaj dotrzymać kroku!
- Krok trzymać to ja potrafię! Gorzej jednak z tańcem przy tym!
* * * * *
Natasza spotyka rankiem Rżewskiego.
- Co się stało poruczniku? Choroba? Tak źle pan wygląda...
- Eee.... upadłem wczoraj...
- O Boziuniu ty moja... z konia?
- Nie, mordą w talerz z sałatką.


Porucznik Rżewski jedzie pociągiem.
Wychodzi z przedziału zapalić - szuka po kieszeniach, ale zapałek nie znajduje.
Ale obok, na korytarzu stoi zakonnik.
- Wielebny Ojcze! Macie zapałki?
- Mnich poszperał w swojej sutannie, wyciągnął zapałki i podaje porucznikowi.
Rżewski przypalił, zadumał się i pyta mnicha:
- Powiedz mi Wielebny Ojcze - po co Ci zapałki, kiedy nie możesz palić, bo to
grzech przecie?
Zakonnik odpowiedział:
- Nadmiar w kieszeniach nie ciąży, ani jeść, ani pić nie prosi - mimo, że
zakonnik mniszek nie je*ie, ale ch**a w kieszeni nosi...
"Wysokiej klasy przypowieść" - pomyślał porucznik, dzisiaj ją na balu sprzedam.
Wieczorem na balu, porucznik Rżewski zabiera głos:
- Panowie i Panie! Dzisiaj usłyszałem wysokiej klasy dowcip, ale ponieważ są
wśród nas damy, zamienię niecenzuralne słowa na HO-HO i HA-HA, ale sens mam
nadzieję zostanie ten sam.
- Nadmiar w kieszeniach nie ciąży, ani jeść, ani pić nie prosi, zakonnik mniszek
nie Ho-Ho, ale ch*j w kieszeni że HO-HO-HO...

* * * * *

Porucznik Rżewski wyprowadziwszy Nataszę Rostową w czasie balu na werandę nie
zwlekając wsadził jej rękę pod suknię.
- Ależ poruczniku! - wykrzyknęła Natasza oburzona - skąd panu przyszło do głowy,
że pan sobie może na takie coś ze mną pozwolić?
- Cały szwadron tak powiedział.

* * * * *

Innym razem Rżewski wyprowadził chyłkiem inną znowu damę z balu do ogrodu.
Gospodarz balu, guberantor Żopomordski wyszedłszy po chwili na werandę zawołał
za nimi:
- Dobrze się bawicie?
Odpowiedziała mu cisza.
- A, to dobrze - powiedział gubernator Żopomordski.

Pułk Rżewskiego przenieśli na Kaukaz. Dla poprawy morale wojaków oraz
zacieśnienia przyjaźni z ludnością tubylczą zaproszono balet z Moskwy. W trakcie
spektaklu, gdy gorący taniec rozgrzał publikę, dzicy kaukascy górale rzucili się
na roznegliżowane kobiety. Gonitwa, krzyki, piski, szamotanina... gwałt i poruta.
- A mówiłem Bezuchowowi, że to "Taniec z k*rwami" - relacjonuje Rżewski. - A on,
jak debil powtarza: "Taniec z szablami", "Taniec z szablami"...

* * * * *
Siedzi pułkownik z Rżewskim za stołem.
- Wy, poruczniku, jesteście głupi, jak ten stół - mówi pułkownik i wali w blat
stuk, stuk...
- Kornet!!! - ryczy Rżewski. - Otwórzcie drzwi, ktoś puka!

* * * * *
Porucznik Rżewski płynie łódką wraz z Nataszą. Natasza:
- Oj, poruczniku, na prawym brzegu jeleń! Jak ja bym chciała być jeleniem!
Porucznik uważnie wpatruje się w wodę.
- Poruczniku, co Pan tam widzi?
- Nic, nic szczególnego...
Płyną dalej.
- Oj, poruczniku, popatrz Pan, tam przy lewym brzegu! Łabędź płynie. Jak ja bym
chciała być łabędziem!
Porucznik uważnie wpatruje się w wodę.
- Poruczniku, co Pan się tak w tą wodę wpatruje!
- Ku***, raki, gdzie są te raki!!!

* * * * *
- Poruczniku - zapytali kiedyś Rżewskiego - ile pan zna sposobów wiązania krawata?
- Trzy: na szyi, na ręce, na nodze... A, nie! Cztery, cztery znam!
* * * * * *
Porucznik Rżewski do Nataszy:
- Ściągaj łachy!
- A po co? - pyta zalotnie Natasza...
- A, tak sobie popatrzę.


Po całonocnych - ostrych dodajmy - igraszkach budzi się Rżewski. A w łożu obok niego niespodzianka - najbrzydsza dziewoja jaką
widział.
- O żesz w mordę! Ktoś ty? - wzdrygnął się porucznik z niezbyt skrywaną odrazą.
- Teraz tak naprawdę to nie wiem - odpowiada dziewczę. - Ale przez całą noc nazywałeś mnie ruskaja krasawica.
* * * * *
Rżewski umówił się na nocną schadzkę w hotelu. Dama, przez baczenie na swą reputację rzecze:
- Poruczniku, widzę was o północy. Tylko na Boga, zdejmijcie buty...
Noc. Ba, północ. Hotel śpi. Nagle stukot jak cholera. Z pokoju, w peniuarze tylko odziana wybiega dama:
- Rżewski, kufa, co to znaczy?! Miał pan iść boso...
- Buty mam w rękach - odpowiada porucznik.
- O co to tak stuka?!!
- Ostrogi.
* * * * *
Natasza kończy 19 lat. Wchodzi do kantyny, gdzie siedzą oficerowie. Z tortem, na którym jest tylko 18 świeczek.
- Mości oficerowie - chichocze Rostowa. - Nie zmieściła się jedna świeczka. Co z nią zrobić?
- Panowie - słychać teatralny szept Rżewskiego - Ani słowa o pi*dzie.
* * * * *
- Poruczniku, czy to prawda, że odbywa pan stosunki seksualne sześć razy w tygodniu?
- Prawda - odpowiada Rżewski.
- Jak się to panu udaje?
- Nie powiem, jest ciężko. Ale wziąłem sobie za punkt honoru - muszę mieć jeden dzień odpoczynku.
* * * * *
Natasza tańczy na balu z oficerami.
- Jajcew, ma pan kurz na mundurze - mówi złośliwa Rostowa.
Kapitan wybiega i strzela sobie w durny łeb.
- Bezuchow, ma pan zakurzone spodnie.
Major wybiega i strzela sobie w łeb.
- Rżewski ma pan kurz na butach.
- To nie kurz, to gó... Jak przyschnie to samo odpadnie.
* * * * *
Natasza Rostowa podchodzi na balu do Rżewskiego.
- Poruczniku, zapomniałam swego nowego kapelusza. Czy pójdzie pan ze mną do pokoju? Albowiem kapelusz leży na szafie. Najpierw
więc mnie pan podniesie za biodra, a później opuści. A jak się nie uda: to znów podniesie i opuści.
- Ech ta dzisiejsza młodzież... - westchnął Rżewski. - A nie lepiej normalnie? Na łóżku?
* * * * *
A propos śpiewu ptaków - wtrąca porucznik Rżewski. - Posadziłem ją na fortepian... i jak nie wsadzę ptaka... a ona jak nie
zaśpiewa...
* * * * *
Rżewski z kniaziem Golicynem postanowili zrobić zawody. Kto więcej kobiet zadowoli w ciągu nocy. Wynajęli dwa pokoje w
boordelu i ustalili, że każdy stosunek zaznaczą kreską na ścianie.
Rano wpada porucznik do pokoju Golicyna. Patrzy na ścianę - tam trzy kreski...
- Sto jedenaście... brawo książe! Prawie cztery razy lepiej ode mnie!

* * * * *
Natasza Rostowa odwiedza około 13.00 rano porucznika Rżewskiego - zastaje go w pościeli, lecz na podłodze, w rozchełstanym
ubraniu a la "wczoraj był kulturnyj wieczier w chutorie bliz dikanki".
- Poruczniku! ależ tak nie można, to nie przystoi oficerowi! Czy w pańskim życiu nie ma innych dążeń niż pijaństwo!?
- Droga Nataszo... - smutno wzdycha Rżewski - a czy wie pani, że ja nigdy nie miałem własnego domu, choćby najmniejszego
dworku z najbiedniejszym chutorem....
- Ależ poruczniku.... proszę nie płakać...!
- Ja nie płaczę, ale tak mi żal ściska serce, że nie mam już nic do przepicia....
* * * * *
- Poruczniku, czy pan jest szlachcicem?
- Oczywiście! Mam takie wielkie drzewo genealogiczne, że damy mdleją....

Wizytacja wojsk na Syberii. Przed opatulonym przed zimnem batalionem przechodzi general Rżewski i pyta:
- Uszy odmarzli?
Batalion:
- Odmarzli tawariszcz gieneral!
- Nosy odmarzli?
- Odmarzli tawariszcz gieneral!
- d*py odmarzli?
- Odmarzli tawariszcz gieneral!
- A ch... odmarzli?
Niet! My zenskij batalion!
***
W jego biografii czytamy: "Urodziłem się w 179..roku w husarskim rodzie. Ojciec mój był tak jak ja porucznikiem, a matka
kornecistką, toteż nic dziwnego, że pierwsze słowo jakie padło z ust moich było "d*pa" rodzice gdy to usłyszeli byli ze mnie
tacy dumni, że zaczynam życie inaczej niż każde dziecko. Kazali mi się nawet chwalić przed wszystkimi swoimi znajomymi. I tak
to d*pa stała się dla mnie chlebem powszednim. W okresie dojrzewania duży wpływ wywarły na mnie oprócz d*p wyroby spirytusowe.
Z łatwością nauczyłem się już znacznie trudniejszych wyrazów takich jak: pić, popijać, zaprawiać się, upijać się w trzy d*py,
zalać się w trupa, nawalić się jak szpak, padać na pysk, by potem znowu wstawać i na nowo rozpijać. Także mogę stwierdzić, że
miałem niebywały talent do nauki trudnych wyrazów. Kolejnym etapem w moim życiu stały się poszukiwania odpowiedniego
słownictwa i sposobu na podryw kobiet. Jak nie trudno się domyśleć znalazłem takowy i to nie jeden! No ale żeby nie wyjść
przed wami na kompletnego chama zdradzę wam chociaż jeden. Otóż należy podejść do damy, powiedzieć jej coś ostrego, potem coś
miłego, potem coś bardzo nieprzyzwoitego i na koniec tak mimochodem przedstawić się. Podaje praktyczny przykład: "SZYDŁO,
MYDŁO, CH..J, a propos pani pozwoli, że się przedstawię Porucznik Rżewski jestem!".
* * * * *
Rżewskiego zesłali za kolejne bezeceństwa do garnizonu na zapadłej prowincji.
A tam - choć się zabij - z osób płci żeńskiej same matrony.
Na balu garnizonowym wszakże czujne oko porucznika wreszcie wypatrzyło apetyczną dziewuszkę w odpowiednim wieku. Zaraz też ją
do tańca zaprosiwszy rzucił Rżewski mimochodem:
- Pozwolę sobie odwiedzić panią, madam, dziś o północy, byś pani poznała, jak je*ią huzarzy.
- Cham, nachał! - panienka uciekła spiekłszy raka, nie omieszkawszy uprzednio dać Rżewskiemu po pysku.
Zaraz też pobiegła do taty, generała, bo okazała się być córką komendanta garnizonu, by się pożalić:
- Papa, ten podlec Rżewski powiedział, że przyjdzie dziś do mnie o północy i... Tu wstyd nie pozwolił jej dokończyć, generał
wszakże znając reputację porucznika domyślił się celu zapowiedzianej wizyty z łatwością.
- Nic się nie martw córeczko, zaczaję się na łapserdaka z naganem, wtedy pozna, że nie może sobie na takie rzeczy pozwalać z
generalską córką.
Kiedy nadeszła północ generał skrył się z naganem w garści w szafie w sypialni córki.
Równo z wybiciem północy do sypialni wpadł Rżewski z oddziałem huzarów i zakomenderował:
- Dwóch do kuchni, dwóch pod drzwi wejściowe, dwóch na balkon, dwóch do szafy! - sam zaś dał susa do łóżka generałowej córki.
Następnego ranka, kiedy już Rżewski z oddziałem oddalił się, spłonione dziewczę wykrztusiło do taty, który wreszcie mógł wyjść
z szafy:
- Co za mężczyzna, co za kochanek!
- Ha, furda! Co tam mężczyzna, co tam kochanek! Co za dowódca!
* * * * * *
- Nataszo, chodź, pójdziemy w nocy wykąpać się nago w morzu...
- Ale poruczniku, ja nie umiem pływać!
- Przecież nie będziemy...
* * * * *
Rżewski stoi na balu. I pali papierosa, bacznie patrząc na kobiety. Wtem podchodzi do niego urocza niewiasta.
- Tańczy pan poruczniku?
- Kobieto, ja nienawidzę tańczyć. Stoję to sobie i patrzę na tych wyginających się kretynów...
- A czytał pan może "Wojnę i pokój"?
- Ja?! "Wojnę i pokój"?! Ja nienawidzę czytać! Kiedyś wziąłem w ręce to opasłe g*wno, to myślałem, że sam się zesram, jak
przewróciłem pierwszą kartkę, a później...
- A czy podoba się panu Paryż?
- Paryż-sraryż... K*rwa, przecież to popierdzielone miasto! Jak ja nienawidzę Paryża... Bulwary-srary, uliczki-sryczki...
Żmierinka to dopiero miasto. I na fortepian n*sr.. można i k*rewki poobmacywać...
- Poruczniku, a czy...?
- Nie!
- Poruczniku, a...
- Nie!!!
Dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi.
- Ot, suka, poszła sobie... - mruczy Rżewski. - I znów nie udało się zawrzeć znajomości.
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych