Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

chronofil

Użytkownik
  • Content Count

    7,419
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    31

Everything posted by chronofil

  1. Interesujący temat i fajna dyskusja :-) Jak słusznie zauważył Piotr, czas jest bodajże najbardziej tajemniczą wielkością w fizyce. Mimo ciągłego postępu w badaniach, mimo coraz lepszego rozumienia, ciągle wymyka się ostatecznemu poznaniu... No, ale to rozważania z pogranicza fizyki i filozofii.. A my dyskutujemy o dokładności zegarków mechanicznych. Na szczęście do ustalania ich dokładności mamy sprawdzone wzorce Teoretycznie sprawa jest prosta. Zegarek droższy, bardziej prestiżowej firmy, powinien być "lepszy" od tańszego, mniej prestizowego. Jednym z kryteriów "lepszy - gorszy" jest dokładność chodu, czyli ten "lepszy" powinien wykazywać mniejszą odchyłkę od "gorszego". To logiczne. Ale wcale nie zawsze tak jest... Jeśli ktoś kupi wspaniały zegarek za 50kzł i stwierdzi, że chodzi on mniej dokładnie od poljota za 100zł, to może popaść we frustrację. Może, ale nie musi, o ile przypomni sobie, po co kupił taki drogi, prestiżowy zegarek. Bo tak naprawdę nie kupuje się tych zegarków dla ich idealnego chodu. Byle kwarc za kilkadziesiąt złotych chodzi dokładniej. Zresztą, jest jako "wartość dodana" w kazdej komórce, radiu samochodowym, mikrofaki itd. Drogie zegarki prestiżowych firm kupuje się z potrzeby posiadania rzeczy wyjątkowych. Z potrzeby otaczania się niebanalnymi przedmiotami. Z potrzeby obcowania z pięknem i wyjątkowością. Może one nie pokazują czasu absolutnie dokładnie, ale pokazują go pięknie... Z utylitarnego punktu widzenia, czyli dokładności, wodoszczelności, trwałości, ceny - zegarek mechaniczny nie ma większego sensu. A niektóre jego elementy, to już żadnego sensu nie mają. No bo po co mechanizmy maja być zdobione finezyjnymi szlifami i grawerami? Po co łożyska oprawiać w złote szatony? Po co polerować łebki maleńkich śrubek? Po co szlifować niepracujące powierzchnie kół zębatych? Bez tych zabiegów zegarek będzie chodził tak samo... A jednak ludzie kupują! Kupując zegarek z mechanizmem in-house, albo z limitowanej edycji, albo z dawnych lat tak naprawdę wcale nie chcemy się dowiedzieć, która jest godzina. Chcemy mieć coś rzadkiego, niebanalnego - coś, co w pewnym sensie nas określa i zaspokaja naszą próżność i naszą potrzebę obcowania z pięknem... Jeśli przy tym jest to akceptowalnie dokładne, to pełnia szczęścia Osobiście bardzo się cieszę, jeśli moje zegarki uda mi się wyregulować tak, ze mają minimalne odchyłki. Daje mi to satysfakcję i dowód, że ich serca są w dobrym stanie. Ale kilka sekund w tę, czy w drugą stronę? Na ogół nie ma znaczenia, choć wydając kupę kasy chciałoby się zobaczyć, że minął miesiąc, a odchyłka wynosi zero...
  2. Jakbym dostał od kobiety taki zegarek, to też bym ją zdradził. Dla zasady
  3. Te polskie tarcze źle się czyszczą. Woda i detergent mogą zmyć napisy. Poza tym takie plamy sa wyjątkowo trudne do usunięcia, no i chyba jest otarcie od wskazówki. Ja bym spróbował bardzo delikatnie wacikiem i jakimś delikatnym mleczkiem, albo woskiem. Nieraz to znacznie poprawia wygląd
  4. Cóż, koszty dodatkowe, to urok tego hobby. Niestety, z takimi wydatkami należy się liczyć. Zegarek, to pewna całość, która ma cieszyć. Żeby cieszyć, musi jakoś wyglądać - po prostu potrzebuje oprawy. Jesli spojrzysz na swój zbiorek w estetycznej gablotce, to satysfakcja jest inna, niż gdy wszystko to gdzieś tam poupychane. No a jeśli chcesz się swoją kolekcja pochwalić, to już w ogóle nie teges wyciagać po jednym z szuflad, półek i kieszeni Mercedes będzie mercedesem w szopce z nieheblowanych desek, ale zdecydowanie lepiej mu jest w eleganckim garażu. Diament błyszczy też w popiele, ale oprawiony w platynę jakby bardziej A własnie ze wzgledów ekonomicznych postanowiłem umieścić zegarki, których i tak nie noszę w pudełkach numizmatycznych bez pasków. Takie pudełko na 60 zegarków to ok 180zł - wychodzi po 3zł na sztukę, wiec koszt niewielki. Gablotka za ok 500zł mieści 52 zegarki, czyli eleganckie mieszkanko dla zegarka wypada poniżej 10zł. A powiem jeszcze tak, że doswiadczenie nauczyło mnie, że rózne półśrodki po prostu się nie opłacają. Nakombinujesz się, poniesiesz jakieś tam koszty i na koniec stwierdzisz, że efekt niezadawalający. Przerabiałem, więc piszę z własnego doswiadczenia Moja Babcia mawiała, że "za tanie pieniądze, to psi mięso jedzą", a podstawowe prawo ekonomii stosowanej głosi, że "seks za pieniądze, jest zawsze tańszy od seksu za darmo..."
  5. Ja też trochę skorzystałem na tamtym dziale :-) A tak w ogóle, to aż dziwne, że oferta różnych gablot, etui, pudeł itp jest taka skromna. Ja zakupiłem taka gablotkę na 52 zegarki - ogólnie fajna, ale jakość wykonania nie zwala z nóg. Sam trochę eksperymentowałem - jakies kasetki po akcesoriach winiarskich, jakies adaptacje pudełek po czyms tam. Droższe zegarki przechowuję w indywidualnych pudełeczkach a la mahoń, których jakość też taka sobie... Niestety, wsród zegarków vintage egzemplarz z oryginalnym etui to biały kruk... Myslę nad kompleksowym "ogarnięciem" kolekcji, żeby to jakos wyglądało, było i eleganckie i praktyczne. Chyba zakupię jeszcze dwie gablotki na 52 szt oraz takie gablotki na numizmaty, w których można przechowywać zegarki bez pasków. Jeśli zegarek z założenia nie jest uzytkowy, to własciwie po co mu pasek? Zakup przyzwoitych pasków dla kilkuset zegarków to kupa kasy, a zakładanie badziewia po 3zł na sztukę mija sie z celem. Tak to chyba właśnie uporzadkuję - egzemplarze, które od czasu do czasu zakładam trafia do gablot na poduszeczki, a te, które są tylko do "miecia" beda leżeć w pudełkach numizmatycznych
  6. Dokładnie taki sam temat jest na forum radzieckich: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/6616-jak-przechowujecie-zegarki/ Koledzy zamiscili sporo pomysłów na przechowywanie kolekcji, więc trochę bez sensu dublować tematy.
  7. Szczerze mówiąc, to temat "gazowania" nigdy mnie na poważnie nie interesował i moja wiedza w temacie jest bardzo mała. Gaz ma wyższą temperaturę spalania (chociaż muszę to dokładnie sprawdzić), a doładowanie nie zwiększa istotnie temperatury spalania (po prostu w większej ilości mozna spalić większą ilość paliwa), ale zwiększa obciążenie cieplne elementów silnika. W sumie to obciążenie może znacząco wzrosnąć. Zważywszy, ze gazownicy nie zmieniają nic w układzie chłodzenia, to może się to odbić na trwałości silnika. To takie myslenie na szybko
  8. Dzięki. Poczytam. Zastanawia mnie przebieg procesu spalania w takim silniku i do jakiego obiegu staje się to podobne.
  9. Hmm... Ciekawy system. Masz jakąś stronę, czy coś takiego, gdzie mozna o tym poczytać? Wtrysk ON do sprężonej mieszanki gaz-powietrze? W jakich dieslach to stosują? I jakie to przynosi oszczędności?
  10. To on na tym gazie cały czas jednakową moc rozwija?
  11. Na chwilę obecną tak, ale (jak ktos wyzej zauwazył) to raczej świadczy o klasie tych pozostałych. Z którym z wielkich mistrzów (obecnych emerytów, niestety) miałby szansę HM? A skoro ludzie nie mają pojecia, to niech on nie pi..li, tylko pokaże. Np z którymś z braci Adamkowi może być rzeczywiście ciężko, ale będę trzymał kciuki. No i szacunek dla Ruiza!
  12. No, jak to o co? Chce zmienić czasoprzestrzeń. Nie rozumiem, co Cię dziwi
  13. W 100% zgadzam się z tym, co napisałeś. Co do wyników tych walk mam identyczne odczucia. Natomiast Haye nie lubię, nie trawię i kibicuję każdemu jego przeciwnikowi. Nie twierdzę, że to zły bokser - twierdzę, że przeciętny. A "wybitne" jest tylko jego kreowanie się. O ile dobrze pamiętam, to dorabiał sobie jako model i tam byłby na swoim miejscu. A kudłatego giganta darzę sympatią i dlaczego przegrał z Haye'm, to tylko sędziowie wiedzą. Gwoli sprawiedliwości - jego wygrana z Holyfieldem nie była sprawiedliwa. Co najwyżej remis, lub wygrana Evandera (którego tez lubię i darzę szacunkiem).
  14. Ok, ale daj znać przed północą, bo muszę powiedzieć Mamusi, że ewentualnie spóźnię się na wielkanocny barszcz... Z dred-manem długo nie powinno zejśc, ale sesja zdjęciowa, autografy, kontrola antydopingowa (żeby tylko szklaneczki Chivasa nie uznali za doping...) no i przelot... - sam rozumiesz
  15. Jak podejmiesz się roli promotora i wynegocjujesz dobrą kasę, to czemu nie?
  16. Świetnie to zademonstrował w walce z Wałujewem - prawie, jak uciekająca panna młoda Dla mnie to bardzo przeciętny bokser. Pieniacz, "szołmen" i tchórz. Odcięte głowy Kliczków na koszulce i brak odwagi do konfrontacji w ringu. Ale bracia realizują plan i w końcu nie bedzie miał jak walki uniknąć - no bo ile razy można mieć kontuzję? A obity bufon to taki fajny widok Nie wiem, czy Ruiz da mu radę, ale trzymam za to kciuki! No, chyba, że sędziowie znowu przyznaja mu zwycięstwo na punty, bez patrzenia na to, co się dzieje w ringu
  17. Panowie, sami dorośli tutaj, więc wiecie, jak to jest z techniką... Tylko na filmach ze swoją reżyserią Bruce Lee mierząc 165cm i ważąc 60 kg załatwiał tłumy dwumetrowych i 150-kilowych facetów. Byle leszcz nie zje Pudziana techniką, chociaż techniczne umiejetnosci są nie do przecenienia. Zauważmy, ze Pudzian nie śpi, tylko tę właśnie technikę cały czas zgłębia. Bedzie ok!
  18. Własciwie, kazdy film powinno obejrzeć się kilka razy. Po raz pierwszy, to po prostu ogladanie filmu - akcja, fabuła, dialogi - ogólne wrazenie. Kolejne razy, to studiowanie dzieła. Kostiumy, sceny drugoplanowe, gra drugoplanowych aktorów, muzyka itd itp. Nie wszystkie filmy warte sa takich studiów. Ale niektóre tak. I to one zostają
  19. Za sprawą mojej córeczki jestem na bieżąco z repertuarem kinowym. Namiętnie chodzimy na filmy. Zasada - ona wybiera film (jest chyba na wszystkich kinomańskich forach...) ja płacę za bilety Avatara zaliczyłem jakoś zaraz po rozpoczęciu emisji i tez oczywiscie w 3D. No i mam bardzo mieszane uczucia. Z kiszka mógłbym polemizować. Jeśli chodzi o scenariusz, fabułę i w ogóle treść, to oczywiście kicha. Do bólu przewidywalne i takie, jak większość "hamerykańskich" produkcji. Natomiast w tym filmie chyba nie o to chodziło. To miała być manifestacja możliwości współczesnych komputerów. No i pod tym względem film był udany. Nie powiem, ze mnie powalił, bo jednak ciagle odczuwałem sztuczność postaci, ale technicznie to jednak pokaz mozliwości. Drażniła mnie jedna rzecz. Kiedy czytałem napisy, to czasami gubił mi sie efekt 3D samego filmu. Może to mój problem ze wzrokiem, ale podobnie twierdzili moi znajomi. Niedawno w 3D ogladałem "Alicję w krainie czarów". Wersja z dubbingiem. Problemów nie było. Ale efekty skromniejsze niż w Avatarze. Za to Deep w roli Kapelusznika... - czapki z głów!
  20. O przedstawicielach też mam zdanie wyrobione - pisałem o tym. Cóż facet dostaje do dyspozycji auto. Nie płaci za paliwo, naprawy, przeglądy, a objechać musi dziennie iluś tam kontrahentów, więc but w podłogę. A że przeważnie na przedstawicieli łapią się ludzie młodzi, więc frajda na całego.. Co do TIRów - nie lubię na drodze, bo zajmują dużo miejsca i często jeżdżą stadami, więc jak się za takie stado trafi, to można się wlec kilometrami, zanim się powyprzedza. Natomiast kierowcy TIRów na ogół jeżdżą rozsadnie. W końcu to zawodowcy z megaprzelotami. Osobiście nie mam negatywnych doswiadczeń, ale słyszałem, że Ruscy potrafia wycinać numery dla zabicia nudy na długich trasach. Teraz słówko o X6. Niedawno miałem przyjemność się przewieźć, bo znajomy nabył droga leasingu. Kwestię ceny i rozsądku w tym zakupie pomijam. Kwestię wyglądu, uzyteczności i w ogóle celowości budowy i zakupu takiej maszyny też, bo to temat na kolejną dyskusję. Natomiast sama jazda tym wynalazkiem, to przyjemność. Ma to, co wszystkie BMW plus te cholerne gabaryty. W srodku jest skrojony na miarę. Wsiada się i po drobnych korektach ustawień wszystko pasuje. Trzylitrowy diesel z dwiema turbinami znakomicie sobie radzi. Moment jest imponujący, więc ciągnie to cały czas. Jest sztywny, ale plomby z zębów nie wypadają. Drogi trzyma się rewelacyjnie. Mimo swoich gabarytów dość łatwo się nim manewruje. Dziur i nierówności się nie boi. W srodku cisza i komfort. Cóż - przejechałem nim ledwie parę kilometrów, więc za dużo nie mogę powiedzieć, ale wrażenia z jazdy bardzo pozytywne. Za te pieniądze na pewno bym go nie kupił, ale fajny egzemplarz z drugiej ręki będzie kiedyś niezłym kąskiem. Jeśli przyszłoby mi do głowy kiedyś kupić tego typu auto,(który to typ namietnie krytykuję) to chyba właśnie X6. No, chyba, że Kaszankę, sorry Kaszkaja
  21. Moze histeryzuję, może nie. Przedstawiciele handlowi to inna liga - zawsze mnie cieszy, kiedy kangurek mnie wyprzedza wyduszając 160 ze słuzbówki. Sporo jeżdżę i po prostu obserwuję. Taki jest wynik moich obserwacji. Wymuszanie pierwszeństwa, wyprzedzanie na trzeciego, zajeżdżanie drogi - w 80% obserwowanych przypadków to własnie te samochody. Jasne, że to nie samochody są winne. Ale to modne wózki, wiec młode koty pożyczają od tatusiów i sa panami szos. Może mam pecha, ale wiele razy musiałem mocno hamować i ewakuować się na pobocze, zeby nie spotkać się z chromowanymi pałąkami... A po tej zimie pomyslałem, ze przed następną to sam sobie zapodam coś wysokiego - w końcu to nie ja muszę spojlerem odsnieżać drogi
  22. Drogi Irku przede wszystkim współczuję z powodu stłuczki i ciesze się, że skończyło się na drobnych obrażeniach. Nie neguje też zwiekszonego bezpieczeństwa w wielkich maszynach, bo to banalne. Najbezpieczniejsze są TIRy. Wiec może wszyscy powinnismy nimi jeździć? Kiedyś juz o tym pisałem. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, ze własciciele tych szosowych monstrów czuja się panami swiata. Nie mówię, że wszyscy. Ale często na drodze obserwuję nonszalancję i wręcz pogardę wobec innych ze strony włascicieli megasuvów, megaterenówek i megapick'upów. Mam wielki samochód i wszystko mi wolno. W razie czego mnie nic sie nie stanie... Mogę spox na trzeciego wyprzedzać, zajeżdżać, wymuszać... Śmierć frajerom w zwykłych osobówkach
  23. Nie, VW też będzie chiński. Europejczycy całkowicie poswięcą się gejowskim małzeństwom, ochronie trzech krzaków i czterech robaków na terenie budowy autostrady, metrom kwadratowym i pokojom miekkich wizyt dla więźniów, sprzedaży praw do emisjii CO2 i krzywiźnie bananów, dodatkowych podatków od wczesniej wprowadzonych podatków, oraz nowym wzorom euroformularzy na kazdy temat. Chińczycy nie są zainteresowani zakupem praw do emisji, z więźniami postępują w sposób wypróbowany przez wieki, a robaki przeszkadzajace autostradzie przerabiaja na chińskie żarcie. W wolnych chwilach kupują europejskie fabryki. Za niedługo kupią też Luwr i może cały Londyn. Spokojni, grzeczni i pracowici...
  24. Będzie się technicznie rozglądał przez pierwsze pół minuty Serio, to też jestem ciekaw, jak się potoczą te walki. Ten Japończyk ma dobry bilans, tylko kto zna jego przeciwników? Nie sadzę, żeby zmógł Pudziana
  25. Mnie też cieszy - coś się będzie działo. A co do krótkiej przerwy między walkami - uważam, że wcale nie jest krótka. Zauważ, że czasami ten sam zawodnik wychodzi do walki dwukrotnie w ciagu jednej gali. Jedynie gdyby Pudzian złapał kontuzję, to mogłoby być ciasno z czasem, ale nie sądzę, żeby ten Japończyk zrobił mu krzywdę
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.