Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Ritter

Użytkownik
  • Content Count

    1,346
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Everything posted by Ritter

  1. Najpierw coś konstruktywnego. Proponuję zrobić "rajd" po wszelkiej maści dostawcach komponentów z jakich składa się zegarek według gustu. Włożyć do środka mechanizm po przeglądzie na dobrym chodzie powiedzmy z lat '60. Podliczyć koszty i .... się uśmiechnąć. Zamast męczyć się z czymś w czym najsolidniejsza jest cena. Tłumaczenie "ja mam 20 zegarków na ETA i wszystkie są super i cacy" jest równie uprawnione jak " wydałem 5k za szmelc..." . A do tej drugiej grupy jeszcze trzeba doliczyć tych co się nie skarżą tylko z godnością znoszą wyroki okrutnego losu jak mawiał Shakespeare w swoim dziele. Zegarek, z wyjątkiem "Krasnoarmiejskich Bojcow" i im podobnych, zwykle nosi się jeden na nadgarstku. I to dość frustrujące gdy się rozlatuje w oczach. Tym bardziej nie zachowałbym go dla kolejnych pokoleń. Po co ma wnuczek nawrzucać dziadkowi, że mu sprezentował szmelc. A gdy dziadek powie mu ile ów szmelc kosztował wnuczek zawoła "Dziadek! Powiedz, że zamienili mnie w szpitalu albo jestem adoptowany....". Ponawiam dlatego drodzy Koledzy pytanie. A dlaczego nie pokusicie się o swój własny oryginalny zegarek? Żeby nie było niedomówień. W rzeczy samej bez żadnych omeg i tym podobnych na cyferblacie. A już na pewno bez nazwisk z Harlequina. Jak ktoś zapyta co to jest to zawsze możecie odpowiedzieć, że niczego nie mogliście znaleźć we własnym guście. Dlatego zleciliście coś co wam odpowiada. A przy okazji i zegarmistrz zarobi miejscowy a nie krezusi co drobnymi rączkami chńskich dziewcząt nabijają sobie kieszenie.
  2. Panie wszystkie te ETA to popelyna a nie dobry zegarek. Weź pan taką Delbankę. To jest mechanizm!... Ale to ślachetna Felsa 465 czy jakoś tak, a nie żadne Chińczyki co je sztancą na Śwajcajry robią... . A tak już poważniej to dopisałbym nie co już leciwy mechanizm ETA2452/4/... i pochodne. Oczywiście jeśli bierzemy pod uwagę automaty i to w kalibrze męskim czyli powyżej 20mm, a nie mechanizmy z naciągiem manualnym. Tych także by się sporo typów znalazło. Piramidy nie zestawię, gdyż w moim skromnym przekonaniu, mija się to z celem. No chyba, żebym miał większą liczbę zegarków z tym mechanizmem wystawić w serwisie aukcyjnym. Po prostu mechanizmy dzielą się na te solidne, przyzwoite i resztę.
  3. Tak się zastanawiam wzgędem tego Wostoka17J. Obok dnia tygodnia jest jeszcze jedna tarcza a na niej LT (tłumacząc na alfabet łaciński). Były robione Rakiety 24 godzinne dla arktyki ale tym Wostokiem to chyba przebili sami siebie ;-D . Wychodzi na to, że LT to skrut od "Lieto" - czyli lato :-D ! Ciekawe jakie mrozy i gdzie panują u Ruskich w lecie? A może to LT od "Lietko" czyli lekko! No to bym zrozumiał. 7. dniowy harmonogram picia wódki :-D . Tak by się nie zatracić. Dla tych co chcą względnie wyjść z nałogu.
  4. A zagwarantujesz, że zegarek nie jest zrobiony z dwóch, trzech jemu podobnych ale niesprawnych? Zapewniam cię, że to możliwe i nie takie rzadkie jak by się mogło wydawać. W sumie tak w wielu przypadkach wyglądają naprawy mechanizmów z ZSRR. Metodą na "trupka" :-D . Co do odporności to uważam, że Seiko5 z różnymi mechanizmami ale za to z takim a nie innym systemem łożyskowania wahnika naciągu automatycznego są w mojej skromnej ocenie trwalsze. To co napisałem wcale nie świadczy o tym, że ten mechanizm jest zły. Wręcz przeciwnie gdybym miał wybierać spośród wszystkich automatów z ZSRR to zapewne zdecydowałbym się właśnie na niego. Sam mechanizm z tej aukcji wygląda dosyć "jednorodnie" i raczej nikt w nim nie grzebał w sposób nieprepisowy a tym bardziej nie kopał węgla. Jeśli już to chodził w nim do kościoła lub zebranie partyjne w niedzielne poranki w zależności od opcji politycznej.
  5. Ta SLAVA z aukcji 1464052202 od razu zapowiadała dramat. Czarne przebarwienia na kole sekundowym, które widać na fotografii, i zacieki na prawej krawędzi okienka kalendarza nie rokowały najlepiej. Ja już dawno przestałem się przejmować tym co znajduje się w opisach aukcji. Ten eliptyczny Poljot może i jest prawdziwy. Tego nie można wykluczyć. A wskazówkami się nie przejmuj. Pakowali co mieli na stanie czyli w większości "schyłkowych" są ni w 5 ni w 10. Mają nieruszony luminofor i jeśli sprzedawca nie jest notorycznym "czasosprzedawaczem" a okazjonalnym to raczej ich nie ruszał. Inaczej by je wielce prawdopodobnie pokruszył nieco. Bardziej martwiłbym się stanem eliptycznego szkiełka bowiem jest pękniete po prawej stronie.
  6. Buhii dziękuję za pamięć. Nigdzie lekko nie jest. Emigrant ma zawsze gorszy start a zapewne i mete... Ważne by się rozwijać. Wracając do zegarków, a konkretnie zegarów. Dorabiałem "grzebień", o ile to się tak nazywa, do pozytywki. Oryginalnego nie mogłem dostać. Może zegar ucierpiał trochę na autentyczności. Za to pięknie gra.
  7. No to koleś pojechał po całości! Tak na marginesie to... mechanizm już z tych schyłkowych czyli takich sobie. Nie wiem czy to wina światła, mojej wyobraźni, doświadczenia ale włos jesttak ustawiony, że spirala jest przesunięta lewo-dół tak jak widać werk na zdjęciu. Tak na marginesie duży ciężki balans bez układu przeciwstrząsowego zapewne bardzo współgrał z metodami operacyjnymi i przesłuchaniami w KGB... Z drugiej strony nie jest lepiej. Tarcza to dopiero DIY! Czyżby zabrakło blachy na większą?! Brakuje na niej jedynie uwierzytelniającego podpisu Andropowa. Zrobiona zapewne metodą drukarka-folia. No i jeszcze jakże oryginalne zamocowanie paska. Ale jak widzę było 6 chętnych...! Pogratulował!
  8. Cena jest wzięta z kosmosu. Porównaj ile kosztują niezgorsze zegarki i to nówki. Za to dużo praktyczniejsze. To szkiełko wręcz woła "porysuj mnie, rozbij mnie,..." . Co tu komentować?! Obciach i tyle a nie aukcja.
  9. Jestem ciekaw w jakim wieku jest ten zegarmistrz. Może jest emerytem i sobie dorabia? To jest tylko kwestia czasu aż ceny "dotrą" i do małych miasteczek.
  10. Zegarmistrze znikają z krajobrazu Polski jak śnieg w maju. A czy to wina zegarmistrzów?! Trudno powiedzieć. Wszak pracują na rynku, który wolał i nadal woli nosić zegarki sprzedawane na kilogramy. Ważne by było duże i się swieciło. A jak ma jeszcze bransoletę a nie pasek to już w ogóle luksus. Bo pasek trzeba co pewien czas zmieniać. A co do winy zegarmistrzów to... Trochę sobie winni są. Mówiąc przeciętnemu klientowi ile jest orientacyjnie wart jego zegarek albo używając magicznego słówka "cenny" wytworzyli nawyk, że zegarek wylądował raczej w szufladzie a nie na ręku. A dzisiaj...! Jest dokładnie tak samo. Ile osób nosi mechaniczne zegarki na co dzień? Jeśli już to na szczególne okazje. Komunizm w głowach się nie skończył! Kiedyś Delbanka do kościoła a dzisiaj Rolex na zebranie biznesowe.... Tylko rodzaj "świątyni" się zmienił. Nawyki i myślenie to samo! A dla innych - po co?! Zegarek jest przecież w "komórce"! Ogólnie Polacy nie szanują czasu więc dlaczego mieliby przywiązywać wagę do tego czym się go mierzy?! To co napisałem jest wynikiem moich spostrzeżeń. Nie jestem również zegarmistrzem wiem tylko to co przeczytam i co widzę nie tylko w Polsce. p.s. A jak jest w Irlandii? Pracujesz jako zegarmistrz?
  11. To że usmażyłeś scalak jeszcze o niczym nie świadczy. Nie ty pierwszy i nie ostatni. Kryształ bardzo dobrze przewodzi ciepło. Sporo lutowałem powietrzem i zwykle były to prototypy więc kłopot był podwójny. Czy nie działa bo nie działa czy też nie działa bo coś jest fizycznie uszkodzone?! Były tam również struktury nie osłonięte. Warto zapoznać się z profilem termicznym lutowania. Zaproponowałem stop o niższej temperaturze płynięcia właśnie z tego powodu, że stara elektronika jest podatniejsza na przegrzanie. Zrobienie stopu wcale nie jest takie trudne w domowych warunkach. Zakup metali do stopu także. Jak chcesz przetestować lutowanie to bez sensu jest to robić na żywym organizmie cennego układu scalonego. Można to zrobić np. na otwartej pamięci EPROM w ceramicznej obudowie czy układach scalonych w wersji militarnej czyli także w ceramicznych obudowach. Rozwarstwienie obudowy jest łatwe.
  12. Jakby to skomentować?! Obłęd?! Paranoja?! Ale w końcu to ich pieniądze. Pomijając cenę to ja bym go nie kupił. Mechanizm wygląda mi "nie ten teges" pod względem "jednorodności" i tyle. Koronka też taka sobie.
  13. Można by też spróbować z laserem. Nawet taki z DVD o mocy rzędu 0.5W z odpowiednio skolimowaną wiązką mógłby szybko i precyzyjnie zespolić bez kontaktowo pole lutownicze. Ale w takim przypadku raczej należałoby mieć zabezpieczenie na oczy - światło odbite! A najlepiej obserwować proces przez filtr tłumiący falę 650nm - światło czerwone oraz kamerę nawet prostą USB. Laser z CD nie nadaje się bowiem ten "wypalający" jest tam na podczerwień i jest jeszcze mniej bezpieczny jak ten widzialny (650nm) właśnie z tego powodu. A najlepiej robić tym co się ma pod ręką. Nawet wygięty w V drut oporowy np. Kanthalowy 0.1mm i regulowane źródło prądu są w stanie roztopić mikroskopijną ilość stopu. Pola lutownicze nie są małe i przy pewnej wprawie da się naprowadzić taką "lutownicę na cel".
  14. Jak widzę Koledzy wreszcie zmierzyliśmy się z istotą czasu. A nie jego pomiarem. Ja z zasady nie używam "automatów" codzienne albo co 2. dniowe nakręcanie przypomina mi o obowiązku. A systematyczność uczy szacunku do czasu i jego upływu. Moje środowisko życia zarówno to zawodowe jak i czasem hobbystyczne wręcz śmiertelnie poważnie podchodzi do terminowości jak również umiejętności zarządzania czasem. Pomimo to nie żyję z dokładnością poniżej 3 minut. Myślę, że jeśli ktoś żyje z dokładnością poniżej minuty to emerytury nie będzie mu dane dożyć. Jak zawsze na wszystko jest sposób. I to bardzo prosty. Jeśli mamy zegarki mechaniczne to zawsze można zabierać np. 3szt. Sytuacja gdy wszystkie trzy by się zepsuły i wskazywały tę samą godzinę jest pod względem probabilistycznym tak nikle, że praktycznie niemożliwe. Nie namawiam bynajmniej do noszenia wszystkich trzech na raz. Bo to chyba wariant radzieckiego "bojca" . Jeśli już to na zmianę.
  15. A co tu dodawać do tego co napisałem. Trzeba mieć stację lutowniczą na gorące powietrze albo promiennik podczerwieni. Stacja na gorące powietrze jest tańsza ~250zł. Tak czy owak nakładasz pastę pod mikroskopem. Pasta topi się w temperaturze ~230oC. Dlatego można by sporządzić stop jeszcze o niższej temperaturze topnienia rzędu 150oC. Ale nawet tym zwykłym stopem lutowniczym da się to bez większego ryzyka polutować. Po nałożeniu pasty na punkt kontaktowy pod mikroskopem zanurzamy w niej urwany drucik. Następnie strukturę przenosimy na miedzianą podkładkę a tę stawiamy na ceramicznej. Omiatamy gorącym powietrzem sprawdzając co pewien czas za pomocą szkła powiększającego czy nastąpiło upłynnienie pasty. Jeśli tak to pozwalamy całości powoli ostygnąć. Aluminium także daje się lutować z tym, że wymaga odpowiedniego topnika. Tak na marginesie. Nawijałem kiedyś cewkę drutem miedzianym 0.03mm. Czy to najcieńszy emaliowany nie wiem?! Zapewne drut o średnicach tego rzędu służy do nawijania cewek silnika krokowego w zegarkach kwarcowych. Pozyskanie go powinno być proste - w aceton aż puści impregnujący lakier. Z wyświetlaczami LED powinno być łatwiej. To arsenek galu lub podobny materiał znoszący temperatury lepiej od krzemu. Kiedyś stosowano połączenia drutowe do struktury z kilku powodów, które obecnie nie mają racji bytu. Złoto było dużo tańsze a struktury półprzewodnikowe były dużo delikatniejsze termicznie. Moim skromnym zdaniem i nie tylko aluminium na przewody i to lutowane nadaję się w stopniu jak każdy inny "szajsmetal". Problemów z tym co nie miara a jedyna korzyść to cena materiału wyjściowego.
  16. A kto powiedział, że chcę to robić kontaktowo? Mamy choćby podczerwień, gorące powietrze. Na punkt nanosi się wtedy topnik a po przesuszeniu pastę lutowniczą, wpycha w nią drut i lutuje bezstykowo.
  17. Zdziwiłbyś się jak wibracje mechaniczne mogą spowodować uszkodzenia rezonatorów kwarcowych. Wcale nie są tak niezniszczalne jak by się mogło wydawać. Ja reguluję zwykle +12s po konserwacji w 3 pozycjach. Po pewnym czasie smar zmieni nieco swoje parametry i będzie powiedzmy +6s. Jak dla mnie to wystarczająca dokładność. Zegarek mechaniczny nie jest przewidywalny sam w sobie.Dlatego jeśli ktoś tu na forum czy gdzie indziej cię przekonał to niestety zostałeś wprowadzony w błąd. Myślę, że nie tyle powinieneś zmienić metodę odmierzania czasu co sposób patrzenia na upływający czas. Wtedy te subtelne różnice nie będą wadą a zaletą.
  18. Przyjdzie czas to przerzucisz się na lutowanie a nie klejenie. Ale i tak jest świetnie zrobione już teraz. Używasz mikroskopu? Jak dla mnie szkło jest mocno niewygodne. Jeśli stwierdzasz, że mało czego nie da się naprawić to najlepszy dowód, że powoli nabierasz wprawy. Zastanawiam się czy i na strukturze nie da się polutować drutów. Nie tak dawno robiłem coś takiego ze wzmacniaczem operacyjnym, który fabrycznie nie miał obudowy tylko wyprowadzenia w postaci kulek bezpośrednio na strukturze krzemowej. No i jeszcze lutowanie złącz do struktur laserów. Problemem jest nie tyle stop lutowniczy co topnik. Tak by lut chwycił a topnik nie "zeżarł".
  19. Smary zgęstniały, tu i ówdzie się nieco "przytarł", gdzieś mocniej stuknąłeś i lekko sklepał się czop balansu, .... i długo by tak można wymyślać. Możesz go wrzucić na chronokomparator u zegarmistrza i sprawdzić bez otwierania czy wszystko z nim w porządku? Ja sam grzebie w mechanizmach i mnie tego typu regulacja w sumie nic nie kosztuje, a mimo to, takiej "dupereli" bym nie poprawiał. Zostaw! Ciesz się z użytkowania na co dzień! My jesteśmy niedoskonali i zegarki mechaniczne też takie są.
  20. Zostaw go jak jest. To nie wzorzec atomowy tylko mechanik. Temperatury też mają wpływ na zachowanie mechanizmu. Drobna regulacja jest trochę bez sensu w takim przypadku choćby z powodu szczelności zegarka. Po poprawce różnie może być.
  21. Przyjrzyj się uważniej. Na tarczy widać nierówno rozprowadzoną farbę! Wskazówki minutowa i godzinowa na pewno nie są od tego zegarka. Po pierwsze są za krótkie a po drugie pochodzą z Wostoków z lat '80. Przy cyfrach powinny być plamki naniesione lumą. Na dodatek nie jestem do końca przekonany co do koperty. Bowiem podziałka minutowa na obrzeżach tarczy jest ledwo widoczna. A to raczej domena zegarów ściennych i damskich gdzie takie drobiazgi nie mają znaczenia. Wskazówka sekundowa kojarzy mi się raczej ze "sputnikiem". Koronka chyba nie jest w położeniu nastaw czyli odciągnięta. Jeśli tak to koperta od tej strony nie będzie miała zczelności co praktycznie wyklucza codzienne użytkowanie. Stan śrubek i "obstrzelane" okolice sztyftu zwalniającego wałek dopełniają obrazu rozpaczy. Ktoś się sporo napracował by zrobić tę tarczę tak jak jest ale nie zdziwiłbym się gdyby po jej zawilgoceniu wszelkie napisy i pokrycie po prostu "zjechało". Jak na półkę to zegarek w sam raz. W sumie to dzieło a właściwie rękodzieło sztuki jakich wiele na allegro. Rok temu gdy moje pojęcie o tym co widzę było raczej nikłe miałem większy wybór zegarków jako potencjalnych do zakupu. Teraz gdy patrzę na Pobiedę albo Orienta z centralną sekundą z wmontowanym do środka mechanizmem Rakieta2609.HA albo SST-7 (China2650) to tak się zastanawiam, czy aby na pewno w dobrym kierunku idziemy?! Allegro nie jest ani dobre ani złe. Na nim jedynie spotyka się podaż z popytem. A skoro jest popyt na zegarki "wojskowe" z ZSRR to trzeba go jakoś zaspokoić. Pierwszym postem starałem się cię nie "zmiażdżyć" ;-) ale teraz napisałem to mniej więcej tak jak sam bym dokonywał oceny przed zakupem.
  22. Odpowiedz sobie sam. Tarcza z 1MCzZ a mechanizm z Wostoka2209! Składak. Mechanizm całkiem niezły w dobrym stanie. Jak chcesz nosić to o.k. ale z punktu wiedzenia kolekcji to "kicha".
  23. Dla sporadycznie nakręcanych zegarków może być to prawdą, przynajmniej częściową to co napisałeś Aronus ale nakręcaj mechanizm systematycznie przez 2...3 miesiące. Wtedy przekonasz się po jakim czasie straci 10% rezerwy chodu a potem kolejne 10%... . Oleje stosowane do smarowania są może i syntetyczne ale nie magiczne a prawa fizyki są nieubłagane. Można wprawdzie nie smarować polegając na rubinowych łożyskach ale to jest raczej metoda na krótką metę. Nie tak dawno natrafiłem na AS-a, w którym poprzednik wpaniałomyślnie nie nasmarował łożyska osi wychwytu a ta się po prostu zatarła. Zapewne stało się tak bowiem jest to dosyć niewdzięczne łożysko do smarowania bardzo podatne na "przelanie".
  24. Mam do was kolekcjonerów pytanie. Skoro spora część kolekcji jest po konserwacji czyli w stanie "na chodzie" to jak dbacie o to by takie zegarki z kolekcji się nie "zleżały". Nawet olej z alpejskich gór ma ograniczone własności pod względem lepkości i spływa w nieużywanym zegarku. W używanym ten proces praktycznie nie zachodzi. Zegarek, który działa na okrągło lub prawie na okrągło przemieszcza olej tak, że ten wraca z powrotem do łożysk. Obracający się czop w łożysku dodatkowo miesza olej, który w rzeczywistości jest mieszaniną kilku frakcji olejowych. W ten sposób go ujednolica strukturalnie. W stojącym łożysku ten proces nie zachodzi co daje niezbyt korzystne efekty. Gdy po pewnym dłuższym czasie nakręcimy zegarek i stwierdzimy, że rezerwa chodu spadła o 10% to może się wydawać, że nic się nie stało. Ale weźmy i ponośmy taki zegarek trochę dłużej np. 2...3 miesiące. O ile wcześniej nie odmówi posłuszeństwa to będzie wykazywał znacznie większe objawy suchej pracy. Jest jeszcze jeden problem mianowicie taki, że jeśli nawet nakręcimy zegarek a następnie go odłożymy w jednej pozycji to proces "schnięcia" będzie postępował trochę wolniej ale będzie. Bowiem zegarek w czasie pracy nie zmienia pozycji. Dlatego ja zawsze trzymam werki, które wiadomo, że sobie poleżą w stanie"s chym" jedynie miejscami poepilemowane. To co napisałem dotyczy pracy na płynnym smarowaniu. Z suchym jest zupełnie inaczej ale z tego co wiem, zegarmistrze nie stosują tego ostatniego. Przepraszam, za trochę długi wywód zanim zadałem właściwe pytanie ale chciałem naświetlić nieco powód pytania. W przypadku gdy kolekcja to 20...30 zegarków to jestem sobie w stanie wyobrazić cotygodniowe ręczne nakręcanie. Ale powiedzmy przy 100 zegarkach to już chyba będzie spory kłopot. Jak dojdą automaty, których raczej nie powinno się nakręcać ręcznie to tworzy się naprawdę duży kłopot. Szczególnie, że w automatach wahnik jeśli jest na łożysku innym jak ślizgowe to wymaga smarowania olejem o niskiej lepkości. A ten stosunkowo źle się trzyma. Nawet stosując rotomat czy nakręcanie ręczne dla manuali to jeśli nakręcimy 100 zegarków, które mają rezerwę chodu ~40h to jeśli będą w gablotce na raz działały będą dosyć głośne. Pod tym względem kolekcjonowanie np. Ruhli byłoby naprawdę uciążliwe. Wprawdzie można nakręcać kolekcję na raty ale to może być uciążliwe jeszcze bardziej z powodu reżimu czasowego. Po prostu trzeba to systematycznie partiami robić. Nie wiem czy to pytanie podpada pod temat, zgodnie z jego duchem, ale moim skromnym zdaniem w pełni tyczy się sprawy przechowywania. Ja nie mam zbyt wielkiej kolekcji choćby z tego powodu, że nie jestem stricte kolekcjonerem. Na wieszaku z haczykami wiszą te, które noszę na okrągło. Czasami jak noszę jeden wieszak jest pusty i pozostałe spoczywają w drewnianym pudełku. Na gotowe/sprawne werki mam metalowe pudełko, na te do zrobienia zwane potocznie "kupką" drewniane a na te w opracowaniu tekturowe. Czyli nie umywa się ten sposób do prezentacji jaki stosujecie.
  25. No cóż. Pamiątek rodzinnych nie kupuje się chyba na allegro? Według mojego osądu "zegarmistrz z Pragi" jest jak najbardziej profesjonalistą w każdym calu. Skoro prowadzi własny interes to jego sprawą jest postępować tak by się nie narobić a zarobić. Po co ma robić 3 zegarki za 50zł jak może 1 za 150zł?! Zapewne jak ktoś będzie miał rodzinną pamiątkę albo zegarek wart ponad 1000zł to i tak u niego zawita z obawy przed usługą trochę mniej mistrzowskich zegarmistrzów. No tak. Wszystko pięknie skupiliśmy się jedynie na zakładzie z Ząbkowskiej w Warszawie. A jak jest gdzie indziej? Może Koledzy podzielicie się swoimi doświadczeniami co do fachowości/ ceny/terminów w innych krajach/miastach/ulicach?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.