Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

hiob

Użytkownik
  • Content Count

    283
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Posts posted by hiob


  1. Dziękuję wszystkim za powitanie. Co prawda ja może jestem tu stałym bywalcem, ale raczej biernym. Przeczytałem przed chwilką pierwszy, najstarszy post ZETESa , zaczynający to przedstawianie się, sprzed ponad półtora roku. Pisał on:

     

    Niestety. Jak na razie jest tu trochę "drętwo". Aby przełamać "pierwsze lody", proponuję trochę napisać o sobie i naszych zegarkach. Poznajmy się!

     

    A teraz proszę: otho i michalop po 1700 postów, MasterFan 2100, neuro „tylko” 750… chyba się rozkręciło :(. (nie wspominam nawet o Mariuszu_W, bo patrzę tylko na tych, co tu się odezwali). Trzeba mieć ponad 500 postów, żeby się załapać na pierwszą dziesiątkę. Hmmm… Chyba muszę zacząć pisać więcej. 10 razy więcej.

     

    Nie, nie bójcie się, żartowałem. Na szczęście celem takich for jest także edukacja tych, którzy niewiele wiedzą, więc raczej będę tu czytał, niż pisał. Cieszę się jednak, że jest nas tylu „pozytywnie zakręconych”. Widać, że Internet może być doskonałym narzędziem, umożliwiającym nam spotkanie się, wymianę poglądów i pogadanie na temat tego, co nas pasjonuje. Pozdrawiam jeszcze raz. Piotrek.


  2. A więc kolej na mnie…

     

    Zawsze pasjonowały mnie skomplikowane mechanizmy. Do tego stopnia, że rozkręciłem na wakacjach zegarek dziadka, który znalazłem w jakiejś szufladzie. Nie chodził i nikt go nie nosił, skąd mogłem wiedzieć, ze jest po prostu nienakręcony? Krowy się doiło jak słońce wschodziło, albo zachodziło, jadło, jak słońce było w zenicie, więc zegarka nikt na co dzień na wsi nie używał. Zegarek był potrzebny tylko w niedzielę, bo proboszcz sumę zaczynał punktualnie o 10. Złoili mi dupsko, ale nie wybili mi z glowy fascynacji skomplikowanymi mechanizmami.

     

    Później ta fascynacja przerodziła się w hobby kupowania zegarków na tandecie. (To taki krakowski „pchli targ”). Przeważnie przestawały działać na drugi dzień i miałem pretekst, żeby sprawdzić, co było w środku. Na ogół z tragicznym dla mechanizmu skutkiem. Gdy Władysław uczył się, jak zrobić tiret, wałek naciągowy, i wytaczać oś balansową, ja utknąłem na nalepianiu kolorowych zdjęć na tarczach zegarków i przemalowywaniu wskazówek. Do dziś nawet nie wiem, co to tiret i wałek naciągowy, choć pewnie ich parę w swoim życiu zepsułem.

     

    Miałem w Polsce jeden szwajcarski zegarek, "znanej" firmy Lanco, który też udało mi się zniszczyć. Kąpałem się w nim w basenie, zamókł wodą, zardzewiał i nigdy go już nie naprawiłem. Szkoda, bo pamiętam, że był naprawdę ładny. Jaki, już nie wiem, to było ponad 30 lat temu, chyba całkiem prosty i niewielki, taki „medium size”, ale na pewno wszystkim się podobał.

     

    Moja znajomość tematu sprowadzała się wtedy do tego, że wiedziałem, ze Tissoty, Longinesy, Omegi, Doxy, Delbany, Cymy, Heuery i Schaffhauseny to dobre firmy, a Patek to najlepszy zegarek na świecie. O takich firmach jak Blancpain, Vacheron Constantin, A.Lange&Sy2nśhne, Audemars Piguet i wiele innych nawet nie słyszałem. Moją wiedzę kształtowało albo to, co albo na rękach ludzi, zwłaszcza tych, co zegarki mieli z czasów sprzed realnego socjalizmu, albo z reklam na zawodach sportowych w telewizji.

     

    Gdy wyjechałem z Polski, zakochałem się w zegarku Heuer Carrera. Automatic, ze stoperem, ze śrubką do nakręcania z lewej strony. Kosztował 200 dolarów, co w 1981. roku było dla mnie abstrakcyjną ceną. Zakochałem się też w innym, IWC Titan, Porsche Design, ale ten kosztował 10 razy więcej, więc to już była miłość platoniczna. Moja żona zlitowała się jednak nade mną i Heuera mi kupiła. Mam go do dziś i jak dojadę do domu, zrobię zdjęcie i tu wkleję.

     

    Później słuchając w radiu reklam zegarmistrzów kupujących używane, markowe zegarki, zauważyłem, że jak wymieniali marki skupowanych zegarków, poza Rolexem i Patkiem żadnej z nich nie znalem. Wymieniali zazwyczaj także IWC, ale wtedy nawet nie wiedziałem, że "Schaffhausen" to tylko siedziba firmy, miasto, gdzie się ona mieści, a tak naprawdę Schaffhauseny nazywają się International Watch Company. Okazało się, że to taka sama amerykańska firma, jak Patek jest polską. :( Zacząłem się wiec troszkę „podszkalać”, kupiłem kilka katalogów i do tego Jendri, członek tego Forum, który mnie tu przyprowadził, przypomina mi o mej dawnej miłości od czasu do czasu.

     

    Na 20 rocznicę ślubu moja coraz bardziej kochana żona kupiła mi Omegę Seamaster, tytanową, ze stoperem. Później znalazłem tak rewelacyjną cenę złotego IWC Da Vinci na necie, że musiałem go kupić i mogłem się żonie zrewanżować. (To zegarek kwarcowy z „kroczącym” motorem i mechanicznym stoperem, taka hybryda, ale potrzebuje baterii, a bateria zabija ducha w zegarku. Dlatego to zegarek żony, nie mój :) ). Kupiłem wreszcie Rolexa Explorera II, bo ma drugą strefę czasową. Ja nie dość, że podróżuję po całych Stanach i muszę przestawiać godziny, gdy przekraczam strefy czasowe, to zawsze sercem jestem w Polsce i dobrze wiedzieć, czy tam śpią, czy są na chodzie. Stąd pomysł zakupu zegarka z taką komplikacją.

     

    Myślę, że nawet zacząłem mieć problem, planując następne kilka zakupów w najbliższej przyszłości. Na szczęście problem opanowałem i nie kupuję na razie niczego. I tak mam więcej zegarków niż rąk do noszenia. W praktyce chodzę z dwoma, na zmianę, Omegą i Rolexem. Zresztą moją prawdziwą pasją jest co innego i jak ktoś odwiedził moją stronkę, wie o tym. Tam mogę innych czegoś nauczyć. Tu przychodzę, żeby uczyć się samemu. Zegarki dalej mnie fascynują i niektóre z nich, jak Vacheron-Constantin „Tour d'Ile” czy Audemars Piguet „Equation du Temps” pozostaną obiektem moich westchnień.

     

    To chyba tyle o mnie, więcej jest na mojej stronce. Wiem, że powiedziałem więcej, niż kogokolwiek to interesuje, ale zrozumcie. Ja jestem kierowcą. Siedzę sam w aucie całymi dniami. A człowiek musi się czasem wygadać, nawet, jak nie ma innej możliwości, wirtualnie. Trafiło więc na Was, za co serdecznie przepraszam :) Pozdrawiam, Piotr.


  3. Na oko wygląda dobrze. Mój da Vinci przyszedł z bardzo podobnym pudełkiem, o ile mnie pamięć nie myli. Nie jestem w domu, więc nie mogę porównać bezpośrednio. Ale to i tak żaden dowód, pudełko łatwiej podrobić niż zegarek.

     

    Jedyne, co mi się nie podoba, to cena. 6000 złotych za ten model to żadna okazja. Nawet jak prawdziwy. Pierwsza strona, jaką sprawdziłem, http://www.bernardwatch.com/list.cfm?BrandKey=IWC, ma ten model za $1200 i do tego nie ma strachu, że nie będzie to autentyk.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.