Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Search the Community

Showing results for tags 'diver'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • KLUB POD BALANSUJĄCYM WAHADŁEM
    • FORUM GŁÓWNE
    • ZABAWY i KONKURSY
  • ZAPYTANIA I SUGESTIE PRZED ZAKUPEM
    • Podróbki i zapytania o autentyczność
    • Jaki zegarek...
    • Podręczniki i porady
    • Aukcje Allegro, eBay i inne
    • Marki wirtualne i modowe
  • WIADOMOŚCI I NOWOŚCI
    • NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
    • WIADOMOŚCI
  • FORA TEMATYCZNE
    • ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
    • AHCI I PRODUCENCI NIEZALEŻNI
    • ZEGARKI POLSKIE
    • ZEGARKI AMERYKAŃSKIE
    • ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
    • ZEGARKI JAPOŃSKIE
    • ZEGARKI CHIŃSKIE
    • INNE ZEGARKI
    • VINTAGE
    • ZEGARY
    • KĄCIK ZEGARMISTRZOWSKI
    • PASKI i AKCESORIA ZEGARKOWE
    • GALERIA
  • DZIAŁ TECHNICZNY
    • PRZEDSTAWIAMY SIE
    • PROPONOWANE ZMIANY - KONSULTACJE
    • FORUM ŹLE DZIAŁA - USTERKI, PROBLEMY TECHNICZNE FORUM, PYTANIA, OPCJE, FUNKCJE
    • ARCHIWUM
  • RYNEK
  • PO GODZINACH
    • PO GODZINACH

Blogs

  • 2gWatchBlog
  • ENICAR - Manufacture d'Horlogerie Ariste Racine
  • dawpi's blog
  • Zegarki z ZMP BŁONIE (1959 - 1969)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Gadu-Gadu


Strona WWW


Skype


Lokalizacja


Hobby

Found 142 results

  1. Cześć, zastanawiam się nad zakupem kolejnego (po PH200M) divera w klimacie vintage. Tym razem miałoby to być coś o jedną półkę wyżej (na Omegę czy Tudora jeszcze nie czas). Do głowy przyszedł mi Oris Divers Sixty Five w wersji Movember Edition: https://monochrome-watches.com/oris-divers-sixty-five-movember-edition-specs-price/ oraz Christopher Ward C65 Dartmouth w wersji czarnej na bransie: https://www.christopherward.eu/c65-dartmouth-series1-black-3 W przypadku Orisa biorę jeszcze pod uwagę podobną wersję kolorystyczną, z datą na 6 i bezelem z brązu. Poniżej moje za i przeciw: Oris: - marka z historią, pozycjonowana wyżej niż Certina, Tissot, itd. (byłby to dla mnie krok dalej), - jak dla mnie brak opcji bransolety, ponieważ oryginalna bransa Orisa dla tego modelu kompletnie mi nie pasuje, a wszelkie uniwersalne odpadają. Nie jest to dla mnie duży minus, ale opcja fajnej bransolety byłaby na pewno plusem. - w środku Sellita SW200-1 w wersji Standard, o czym niestety ciężko jest zapomnieć, biorąc pod uwagę cenę zegarka. Christopher Ward: - microbrand, co mnie osobiście trochę odstrasza - marka bez tradycji, historii. - bransoleta wydaje się być fajna, ma mikroregulację. Dokupiłbym sobie pasek skórzany i NATO. - dużo fajniejszy dekiel, - Sellita SW200-1 z COSC (tutaj mam nadzieję na lepszą selekcję mechanizmów i lepszą regulację względem Orisa), - brak daty - dla mnie niestety minus. - niższa cena. Co byście wybrali z tych dwóch opcji? Rozsądek mówi - CW, natomiast trochę mnie odstrasza fakt, że to microbrand i cena jednak jest już dosyć spora jak na tego typu zegarki. W Orisie za to trochę odstrasza mnie fakt, że za dosyć spore pieniądz dostajemy bazową Sellitę, która właściwie pod każdym względem jest gorsza niż mechanizm z o wiele tańszej Certiny PH200m. Z góry dzięki za rady!
  2. Witam, Założyłem już podobny temat w dziale sugestie przed zakupem, lecz nie spotkał się z dużym odzewem. Stwierdziłem więc, że najlepiej będzie spytać fanów tej konkretnej marki. A mianowicie, przeglądając zegarki natrafiłem na mako w edycji USA http://orientwatchusa.com/em6500hd co ciekawe został wyceniony na 225$, czyli taniej niż zwykły mako i ray, a przecież ma szafirowe szkło, lepszą lumę, porządne maskownice bransolety itp... I teraz pytanie, czy ktoś się orientuje, czy można ten sikor kupić w innym sklepie prócz oficjalnej strony Orient na Stany Zjednoczone? Napisałem do orientuhren zapytanie odnośnie możliwości sprowadzenia przez nich tego modelu, ale dostałem tylko propozycję dokupienia moda z superluminovą i szafirem do zwykłego mako/raya :/
  3. Z uwagi na to jaką popularnością od ładnych kilku lat cieszy się Seiko, Citizen pozostaje niejako w cieniu swojego wielkiego konkurenta z Wysp Japońskich. Czy słusznie? Jest to wszak manufaktura, która jako pierwsza wprowadziła w tym kraju kilka nowości takich jak np. naręczny zegarek z alarmem, ale również pierwsza wdrożyła produkcje zegarków wodoodpornych i typu diver. Po więcej informacji na ten temat odsyłam do wpisu na stronę. Miłej lektury: https://zegarkidonurkowania.pl/japonskie-divery-czesc-iii-citizen-w-latach-60-70-i-80/
  4. Witam wszystkich na forum Mam pytanko, znacie jakiegoś fajnego divera na stalowej bransolecie z tarczą w odcieniach zieleni? Coś w stylu Seiko Prospex Green https://zegarownia.pl/media/catalog/product/cache/1/image/500x600/z/e/zegarek-meski-seiko-prospex-diver-automatic-green-limited-edition-spb081j1.jpglub Davosa Ternos. https://www.davosa.com/media/image/3e/53/f8/Produktbild_Ternos_16155570_nb_1280x1280@2x.jpgNiestety operuję niższym budżetem tj. +/- 1500 zł. Szkło najlepiej szafirowe, mechanizm automatyczny/kwarcowy. Z góry dziękuję za ewentualne podpowiedzi, pozdrawiam.
  5. Witajcie. Po niedawnej recenzji mojego SBDC055 postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami nt. kolejnego przedstawiciela ze stajni Seiko nawiązującego do modeli sprzed 60 lat. Mam nadzieję, że zdjęcia będą o niebo lepsze bo bardzo się starałem. Aczkolwiek robione za pomocą telefonu. Nasz "związek" jest dosyć trudny bo o ile spodobał mi się od razu na zdjęciach w sieci to z czasem pewne rzeczy zaczęły mi przeszkadzać. Było to na tyle irytujące, że zacząłem się wahać nad jego sprzedażą ale za każdym razem gdy nie gościł u mnie na nadgarstku przez dwa, trzy dni to wracałem do niego z wielką ochotą. Ale do rzeczy... Mający swoją premierę w 2018 roku model ten to specjalna edycja na Europę i USA znana bardziej jako "Twilight blue" i jest obok "Great blue hole" (SPB083J) kolejną edycją specjalną mającą na celu uzupełnić kolekcję reedycji kultowego Seiko 6159-7001 z 1968 roku. Zegarek przychodzi w czarnym dwuczęściowym pudełku z logo producenta i napisem oraz znakiem towarowym z linii Prospex obtoczonym imitacją skóry. W środku poza zegarkiem i papierami znajdziemy jeszcze dodatkowy sylikonowy pasek. Pod względem parametrów technicznych jest to dokładnie ten sam zegarek co pozostałe tzw. MM200 z kopertą o średnicy 44mm bez koronki, 13 mm wyskości oraz 50mm od ucha do ucha. Tak jak w pozostałych modelach z tej linii mamy do czynienia z płaskim szafirowym szkłem i werkiem 6r15 - znany i sprawdzony 3Hz mechanizm Seiko. Koronka oczywiście jest w pozycji godziny czwartej. Koperta jest wykonana ze stali pokrytej powłoką Dia Shield zwiększającą odporność na zarysowania. Po bokach i od spodu polerowana na wysoki połysk. Odcięcia pomiędzy poszczególnym płaszczyznami są łagodne. Szczotkowane od góry przewiercone uszy wypuszczone są łagodnie mniej więcej od środka koperty. Pod koniec są ścięte i polerowane tak że ta płaszczyzna łączy się z tą boczną koperty, będąc niejako jej przedłużeniem. Podobnie dolna część jest podprowadzona aż pod uszy a od spodu łączy się z wkręcanym deklem. Dekiel ten oznaczony jest standardowymi informacjami. Nie ma informacji na temat edycji specjalnej jak to ma miejsce w przypadku innych modeli. zastanawia mnie tez jedna kwestia - dlaczego na niektórych zegarkach Seiko umieszczony jest napis: "Air Diver's 200m" a na innych "Diver's watch 200m". Ogólna koncepcja koperty jest bardzo ciekawa i nowoczesna. Zaokrąglony profil uszu daje poczucie bardzo dużej wygody noszenia. Na szczycie mamy 120 klikowy bezel. Gdy spojrzymy na niego z profilu widać wyraźnie iż u góry jest on szerszy i zwęża się ku kopercie. Starannie wykonane nacięcia w stylu 'coin edge' dają uczucie pewnego chwytu i swobody obracania. Praca bezela jest płynna i zachodzi z delikatnym oporem sprężyny. Wkładka bezela sprawia wrażenie wykonanej z aluminium i jest pomalowana w jednej czwartej począwszy od godziny 12 do 3 na czerwono. Reszta natomiast jest koloru czarnego. Nie jest ona polerowana na wysoki połysk, bardziej sprawia wrażenie takiej półmatowej struktury. Oczywiście naniesiona została standardowa podziałka z kropkami i kreskami dla wartości minutowych. Oczywiście są tu też wartości liczbowe co 10 minut - standard jeśli chodzi o divery Seiko. Na godzinie dwunastej mamy oczywiście trójkąt wypełniony masą luminescencyjną jednakże jeden wierzchołek jest ścięty. jest to jedna z rzeczy która mnie osobiście trochę drażni, bowiem widać przez to granicę pomiędzy malowaniami na czarno i czerwono. Uważam że pełny trójkąt byłby tu lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza, że przy innych modelach zdecydowano się na takie rozwiązanie. Zegarek przychodzi do nas na bransolecie, która wykonana jest bardzo starannie. Nie widać tego na pierwszy rzut oka ale każde z ogniw składa się z dwóch elementów. Choć od góry wygląda jakby były trzy wystarczy spojrzeć na bransoletę od dołu by odkryć ze środkowy element jest nasadzony na zewnętrzne, które są ze sobą połączone. Środkowy element od góry jest szczotkowany a przy końcach polerowany. Boczne części segmentów są w całości szczotkowane. Zapięcie typowe dla nurków Seiko z możliwością przedłużenia na piankę. całość podobnie jak koperta pokryta jest powłoką Dia Sield. Ogólnie rzecz biorąc jest to pierwszy zegarek który noszę na bransolecie. A to dlatego, że jest bardzo wygodna. Bardzo bardzo. Choć muszę przyznać, że musiałem się nakombinować z mikro regulacją by dopasować ją idealnie dla siebie. To dzięki tej bransolecie myślę nad dokupieniem takiej samej dla mojego SBDC055. Tarcza. Tu jak zawsze trzeba poświęcić oddzielny akapit. Model ten ma niezwykłą tarczę. Kolor to niby niebieski niby szary ale jednak jakiś taki inny. W pewnych warunkach oświetleniowych sprawia wrażenie takiego morskiego niebieskiego. Na prawdę trudny do opisania kolor. Indeksy tak jak przy pozostałych zegarkach z tej serii to podzielony na pół pięciokąt o prostopadłej podstawie dla godziny 12 i nie podzielone pięciokąty dla godziny 6 i 9. Pozostałe są okrągłe. Wszystkie mają wyraźne metalowe obramowanie i wypełnione są masą luminescencyjną, która jak wiemy jest dobrej jakości. Na zbliżeniach starałem się dokładnie pokazać że indeksy są na prawdę wykonane starannie. Widać też, że tej masy świecącej jest na prawdę sporo, jakby miała się zaraz wylać z tych indeksów na zewnątrz. Na godzinie trzeciej umieszczono obramowane na biało okienko datownika. Oczywiście nie zabrakło miejsca na logo Seiko na godzinie 12 i logo oraz napisu Prospex na godzinie 6. Są one drukowane w kolorze białym. Niżej zaś kolorem czerwonym nadrukowano napis DIVER'S 200m. W tym samym kolorze wykonano też nadruk na czarnym pierścieniu dystansującym dla wartości godzinowych, przy czym pozostałe zostały koloru białego. Wskazówki tak jak w innych modelach z tej serii metalicznie obramowane z czarnymi matowymi zakończeniami na przeciwwagach również wypełniono masą luminescencyjną. Jedynie sekundowa ma kolor... no właśnie...Pomarańczowy? Sprawia to trochę wrażenie jakby odstawało to kolorystycznie od czerwieni zastosowanej na bezelu czy nadrukach na tarczy i pierścieniu dystansującym. A może to tylko złudzenie?? Czas na podsumowanie i kontrowersje. Siłą rzeczy zegarek jest bardzo ciekawy. Jest to bardzo niestandardowa propozycja zwłaszcza pod względem kolorystycznym w stosunku do innych modeli z tej rodziny. Momentami odnoszę jednak wrażenie, że pokusiłbym się o w pełni czarną wkładkę bezela. Dawałoby to tylko trochę akcentów czerwonych na tarczy. Kolejnym aspektem jest wskazówka sekundowa o której już pisałem wcześniej. Postawiłbym tu na bardziej czerwony kolor który dałby mocniejsze zgranie kolorystyczne z pozostałymi wyróżniającymi się barwami elementami. No i chyba najważniejszy aspekt. Cały zegarek jest dość masywny choć na ręce leży perfekcyjnie i świetnie wtapia się w nadgarstek stając się jego integralną częścią. Jednakże ilekroć noszę go na bransolecie sprawia wrażenie takiego dosyć topornego i trochę siermiężnego. W momencie gdy zakładam mu pasek chociażby sylikonowy to od razu ma się większe wrażenie lekkości przy jednoczesnym zachowaniu jego charakteru. Nie wiem czego to jest efektem bo z drugiej strony pasek musi być albo w kolorze tarczy albo czarny bo każdy inny daje już totalny misz masz kolorystyczny a to nie wygląda dobrze. Może gdyby wkładka bezela była całkiem czarna?? Oceńcie sami do czego serdecznie zachęcam tych co dotrwali do końca. Mieszko
  6. Pierwotnie tekst został zamieszczony w dziale o zegarkach Orient http://zegarkiclub.pl/forum/topic/32066-orienty-forumowicz%C3%B3w/page-279?do=findComment&comment=2541474 ale bardziej pasuje tutaj. Zwłaszcza, że mowa też o zegarkach innych marek: Seiko i Omega. I o kolorach. Jeśli dobrniesz do końca, to będzie znaczyć, że przeczytałeś aż 13 paragrafów (w dodatku coraz dłuższych, jak sury w Koranie) i jesteś miszczu. A jeśli czujesz potrzebę, żeby mi się odwdzięczyć, to zaczynaj od słowa "mnie" takie zdania, które zamierzałeś zacząć od "mi" (np. "mnie się podoba" - tak jest prawidłowo, bo zaimek jest na początku). Będę zachwycony, dziękuję. Mój pierwszy Orient, a od razu uzależnia. Werk, szafir, look, koronka na 4 - dla mnie same zalety. Dam dłuższy opis, bo po pierwsze uważam, że warto docenić ten model (na zdjęciu wersja RA-EL0003B00B), a po drugie zwracam uwagę na nieco inne rzeczy, niż autorzy większości opinii w internecie (nie tylko o zegarkach). Jak wiecie, nabywcy zegarków dzielą się na zwykłych użytkowników i freaków, przy czym na świecie przeważa kategoria pierwsza, a na niniejszym forum raczej ta druga. Kategorii pierwszej powiem, że Orient Triton to zegarek wysokiej jakości, który można mieć za naprawdę nieduże pieniądze (jak na segment rynku i jakość, które prezentuje), dlatego warto go przynajmniej obejrzeć i przymierzyć. Kategorii drugiej, do której mi bliżej, muszę napisać trochę więcej. Od razu powiem, że dotąd moimi ulubionymi zegarkami były Omegi, Speedmaster Day-Date 3520.50 (https://www.fratello...r-day-date-mk40) a potem Seamaster AT 2503.33 (https://www.omegawat...ometer-25033300). Nie żartuję. Tzn. nie chodzi mi o to, żeby twierdzić, że "Orient jest lepszy od Omegi" albo coś w tym stylu, tylko żeby pokazać, że ten Orient może się znaleźć w tej samej kolekcji, co zegarki z innego przedziału cenowego i pod pewnymi względami wybitne, a poza tym, że może podobać się komuś, kto na ogół wybiera zegarki zaprojektowane spokojniej; może też sportowe w charakterze, ale nie aż tak. Z Orientem było tak: od dawna bardzo cenię markę Seiko (znów nie żartuję; wiem, miało być o Oriencie, ale historia zaczyna się od Seiko). Grand Seiko pominę, chociaż chciałbym mieć, a z "normalnych" Seiko bardzo podobają mi się klasyczne divery (również te umiejętnie odświeżone, takie jak nowy "żółw", ale z wyjątkami, do których należy przekombinowana wzorniczo seria Velatura). Dlatego "żółw" mnie nęcił. Początkowo był to model SRP775K1 (wersja "J" chyba też występuje, ale nie spotkałem się), bo złote cyferki na lunecie nadają mu fajny vintage look i przypominają o długiej historii tego modelu. Za złotem w zegarkach nie szaleję, ale w tym żółwiu jakoś mi to grało. Potem odkryłem, że istnieje "żółw" całkowicie złoty (tzn. PVD; diver w kopercie z litego złota to by już było przegięcie, chociaż np. w Dubaju albo w Las Vegas mógłbym to sobie wyobrazić, ale nie w Europie). Chodzi o model Seiko SRPC44. Patrzysz na to i myślisz: "o kurde, ale obciach...". Patrzysz drugi raz i myślisz: "w sumie, ma coś w sobie...". Patrzysz trzeci raz, przymierzasz i kupujesz. Tak mogło być, ale nie kupiłem, bo jednak tyle złota na zegarku znieść nie jestem w stanie. Zwłaszcza na diverze, grubym i wykonanym "przeciwpancernie". Prawdę więc mówiły badania rynku, zlecone przez Seiko, że ta złota cegła nada się świetnie na rynek amerykański, ale już na europejski nie za bardzo. Dlatego SRPC44 dostępny jest wyłącznie w USA (ktoś go tam nazwał "C3PO", ale nie był to George Lukas) i jeszcze gdzieś na Dalekim Wschodzie, a w Europie nie. Co nie znaczy, że nie można go sprowadzić, jeśli ktoś chce. Nie chciałem, szukałem dalej. To ciągle nie było to, zwłaszcza że typowy problem w "żółwiach" to niedokładne położenie pierścienia z podziałką, tego pod szkłem, nałożonego na tarczę (misaligned chapter ring). I jeszcze bardzo podobał mi się "kultowy" SKX z koronką na 4, ale tarcza już mniej. Tak trafiłem na Orienta. Nazwa kojarzyła mi się kiedyś głównie z zegarkami typu "patelnia" (modele zwane "cesarskimi" albo multi-year, z wiecznym kalendarzem, który wyglądał dziwnie, ale nadal jest to produkowane w kilku kolorach tarczy), czyli niezbyt dobrze. "Patelnie" przyćmiły w moich oczach inne zegarki tej marki, które często bywały piękne, jak wiele egzemplarzy Orient Star albo Bambino. A spośród diverów Orienta znałem dwa bieguny: profesjonalny Saturation Diver (OSD) i bardziej codzienny Mako (są trzy generacje i na tym koniec, bo teraz już ma się to nie nazywać Mako, żeby klientom trudniej było się zorientować; przy okazji, marketing ma Orient beznadziejny, jeśli traficie na YouTube na reklamę Tritona, to nie oglądajcie). A Triton ma właśnie wypełniać miejsce w ofercie pomiędzy Mako a OSD. Doradzam nie sugerować się za bardzo zdjęciami (załączam jedno, inni mają o wiele lepsze). Przede wszystkim, na zdjęciu nie widać głębi, która gra tu znaczną rolę (i pewnie w każdym diverze, bo to są zegarki z głęboką kopertą - inaczej mówiąc, wysoką - więc od górnej powierzchni szkła do tarczy jest dużo dalej, niż w normalnym zegarku, i na żywo tę odległość widać, a na zdjęciach nie). Na zdjęciach nie widać też, jak ten zegarek leży na przegubie. Trzeba go poczuć na nadgarstku, a dla oceny wyglądu zobaczyć całą rękę, nie tylko przegub. Wiecie, dlaczego koronka na godzinie czwartej tak dobrze wygląda na nadgarstku, chociaż niekoniecznie na zdjęciach? Bo przy swobodnie wyprostowanej dłoni zgadza się z położeniem kciuka (pomijam aspekt użytkowy, że taka koronka nigdy nie hamuje zakresu ruchu w nadgarstku, mimo rozmiarów koperty). Dlatego taki zegarek wygląda na ręce jakby tam był od zawsze. Chociaż nie na każdej ręce, oczywiście. Przed zakupem, jak wiadomo, spędzamy długie godziny robiąc research, czyli ryjąc we wszystkich możliwych wpisach internetowych, zdjęciach i filmikach na temat zegarka. Tak robi każdy normalny freak, więc ja też. I jeśli autorzy tych wpisów na coś w Tritonie narzekają, to na ogół na bransoletę. Że klekocze, że zawias przy zapięciu ma tłoczony a nie frezowany, że przedłużenie bransolety (takie na kombinezon) jest na dodatkowym zawiasie ale bez zapadki, itd. Inni odpowiadają, że to przesada, bo to jest normalna solidna bransoleta z pełnymi ogniwami i nie ma na co narzekać, a zegarek i tak najlepiej wygląda na pasku. Możliwe. Ja myślę, że po prostu trzeba samemu obejrzeć i się przekonać. Osobiście do zawiasu nic nie mam, a moja bransoleta nie klekocze, bo nie zapinam jej z dużym luzem. Muszę natomiast przyznać, że czasem bransoleta potrafi... zaskrzypieć (dźwięk jak zawias od furtki, tylko bardzo cichy), tak że może coś w tych negatywnych komentarzach jest, ale mnie to wygląda bardziej na szukanie dziury w całym (szczególnie przy tej cenie). Jeszcze o bransolecie, ma ona tę cechę, że jest dosyć sztywna. Tzn. zegarka z rozpiętą bransoletą nie położy się zapięciem w dół na stole zupełnie na płask, koperta będzie uniesiona ponad stół. W drugą stronę wszystko w porządku, czyli na ręce bransoleta układa się tak, jak powinna. Przy dopasowaniu rozmiaru trzeba zwrócić uwagę na to, ile ogniw zdjąć z której strony (dla mnie to ważne, w Oriencie zdjąłem dwa od strony godziny 12 i jedno od 6, dopiero wtedy było dobrze), a przede wszystkim na tuleje wewnętrzne. Tuleje potrafią być denerwujące, bo są małe i łatwo je zgubić, dlatego trzeba zdejmować ogniwa bez pośpiechu i nad jakąś bezpieczną powierzchnią (kuweta, pokrywa dużego pudełka, itp.). W niektórych Seiko tuleje umieszczone są na końcu każdego z trzpieni bransolety (wtedy przeciwny koniec trzpienia jest pogrubiony), a w Oriencie bliżej środka (trzpień bez pogrubień), wewnątrz kanału środkowej części ogniwa. Stąd mogą się brać uwagi o hałasującej bransolecie, bo przy takiej konstrukcji łączeń ogniwa mają większy zakres bocznego ruchu wahadłowego (w płaszczyźnie ogniw bransolety, musiałbym to narysować albo sfilmować). Jeden Amerykanin wypowiedział się o tej bransolecie, że jest niedokładnie wykonana, bo segmenty łączące bransoletę z zegarkiem nie przylegają dobrze do koperty. Jest to przykład autora, który zakwalifikował jako usterkę coś, co było celowym zabiegiem projektanta. Chodzi o to, że ten segment (wypełniający miejsce między ogniwem bransolety a kopertą, między uchami koperty) został tak opracowany, żeby pokazać fragment bocznej powierzchni koperty, wypolerowanej na lustro. Dzięki temu zabiegowi całość wygląda lżej, po prostu lepiej. Można też spotkać komentarze na temat zbyt krótkiej, zdaniem autorów, wskazówki minutowej albo godzinowej (nonsens), albo o koronce, że po okręceniu i odciągnięciu za bardzo się chwieje na boki, a potem trzeba "trafiać w gwint" żeby ją z powrotem dokręcić (nie zauważyłem; moim zdaniem sztuczny problem). Komuś nie podoba się brak ramki na okienku daty, komuś położenie tej daty na 4, komuś półkolisty indeks sąsiadujący z datą, a komuś innemu to, że data w ogóle jest. Dajcie spokój. Poza licznymi dalszymi niuansami, o których nie będę pisał (wybaczcie, umiłowani bracia freaks, ale w końcu to tylko zegarek), pozostaje doniosła kwestia: jaki kolor wybrać? Są tacy, którzy kupują trzy Tritony (niebieski, czarny i czarny ze złotym), bo nie mogą się zdecydować. Ja też nie mogłem, więc - zamiast wydawać duże kwoty - stoczyłem ze sobą walkę wewnętrzną. Niebieski jest piękny, to wie każdy, kto kiedykolwiek zakochał się w dziewczynie o niebieskich oczach. A Orient potrafi zrobić szczególnie piękny odcień niebieskiego (widać na zdjęciach w wątku). Ale mimo wszystko (tzn. mimo to, że do mojej skóry, oczu, koloru włosów i ubrań, niebieski mało pasuje) w tym pięknym niebieskim Tritonie denerwowały mnie szczegóły: czarne wgłębienie w poprzek koronki (idealnie pasujące do czarnej tarczy i lunety, ale za cholerę nie do tej niebieskiej) i czarne tylne końce wskazówek (myślę, że zostawione w tej wersji tylko po to, żeby czarny pasek na koronce tak bardzo nie raził i miał do czego pasować). Czarny też jest piękny (też widać na zdjęciach kolegów). Dyskretny, mimo typowej dla diverów masywności, understated, coś dla prawdziwych mężczyzn. Szacun. I ta czerwona wskazóweczka rezerwy, co w żadnej innej wersji kolorystycznej nie wygląda tak dobrze. Tylko, jak się potem popatrzy na wersję ze złoceniami, to te złocenia trochę "podkręcają" całość. Nie bardzo, tylko trochę, więc nie wygląda to tak obciachowo jak C3PO. I wtedy okazuje się, że indeksy bardziej trójwymiarowo "wychodzą" z tarczy, a szerokie wskazówki robią się, dzięki złotym obwódkom, trochę węższe, więc całość nabiera nieco więcej równowagi. W dodatku okienko daty wydaje się chować głębiej w tarczy, cały zegarek nabiera trochę więcej głębi. Złocony brzeg obrotowego pierścienia lunety daje z kolei trochę efektu vintage, jakby zegarek, kupiony w starych dobrych czasach, przeleżał w szufladzie co najmniej 40 lat (ja to akurat lubię). A poza tym, na tej samej ręce noszę obrączkę, do której nic innego nie pasuje. Wziąłem czarny ze złotym i nie zdejmuję, Omegi leżą w szufladzie.
  7. Czołem, ostatnio wpadłem sobie w necie na takie festiny: -Certyfikowany diver 200m, kwarc,minerał niestety: https://twojezegarki.com.pl/Festina-Diver-F20461/4 -automat (czy on ma certyfikat?) "tylko" 100m,szafir,szkoda że nie ma czarnej tarczy: https://zegarkicentrum.pl/zegarek-meski-festina-diver-f204781/ Miał ktoś z was te zegarki? Jak się to spisuje? Słyszałem duzo dobrego o Festivalkach, ale znajomy strasznie narzeka. Coś się mu zepsuło (jakaś głupotka) i mówi że serwis to porażka. Nie wiem w jakim sensie - jakość usług czy "dostępność" serwisu.
  8. Witam, Szukam jakiegoś fajnego divera podobnego do SRP313K2 najlepiej do 1-2,5k. Musi być bransoleta, rozmiar 42-45max. Chyba, że da się gdzieś jeszcze kupić te Seiko? Z góry dzięki i pozdrawiam, PB
  9. Cześć wszystkim Szukam divera, który będzie używany na co dzień, nie do kolekcji. Będzie pierwszym (od długiego czasu) i jedynym zegarkiem, chciałbym więc żeby cieszył oko za każdym razem, gdy będę go zakładał. Podstawowe założenia: -diver (będzie schodził pod wodę) -dokładność chodu -precyzja wykonania -szafir (raczej) -ceramiczny bezel -dobra luma -data -budżet tak 2000 do 3000 zł To tak z grubsza. Chciałbym, żeby był dokładny (tak max kilka sekund na dobę, im mniej tym lepiej), nie pytajcie dlaczego, taki fix na tym punkcie, poszukiwania zacząłem nawet od solarów z synchronizacją czasu, gps itp. Ostatecznie jednak stanęło na automacie. Precyzja wykonania - będę go nosił codziennie, nie chciałbym patrzeć na niecentrujący bezel, indeksy czy co tam jeszcze może się nie udać. Szafir myślę że obowiązkowy, a z ceramicznym bezelem to już Was chcę zapytać, w czym on lepszy od innych. Zegarek nowy lub używany, ale w b.dobrym stanie. Co do marek nie mam uprzedzeń, może być znana marka, mogą być też microbrandy. Na pewno nie modowe. Nadgarstek mam 18-18,5 cm, raczej "płaski", więc raczej nie za duże zegarki, ważne żeby dobrze się nosił. Swoje poszukiwania naturalnie zacząłem od Seiko, Wśród moich typów znalazły się SPB097J1, SPB083J1, SRPC91K1, SRPD21K1. Niestety część z nich wykracza poza budżet (nowe), Potem, po przeczytaniu tematu "nurasy - fanclub" znalazłem wiele innych, ciekawych propozycji. Problem w tym, że wybrać muszę (chcę) tylko jeden zegarek i tu liczę na Waszą pomoc. Wiem, że budżet ogranicza i być może wymagania są zbyt wysokie, ale liczę, że pomożecie wybrać coś najlepszego w tej cenie. Dzięki.
  10. Seiko Turtle, popularny Żółw to taki zegarek, który zawsze mi się podobał. Jakieś dwa lata temu zdecydowałem się na podstawowy model – SRP773, który przez kilka miesięcy gościł w moim pudełku. Specyficzna konstrukcja tego zegarka, a co za tym idzie przyjazny dla mnie wymiar „od ucha do ucha” powodowały, że nosiło się go bardzo wygodnie (z mojej perspektywy wygodniej niż np. Sumo). Z Żółwiem miałem jednak od początku pewien problem, bo choć uważam ten zegarek za taki, który prezentuje dobrą relację jakość/cena, będąc tym samym interesującym wyborem dla kogoś, kto szuka ciekawego divera w cenie ok. 1500-2000 zł, to jednak mój SRP773 miał dość typowy feler, związany z niecentrowaniem bezela, co wówczas bardzo mi przeszkadzało. Choć nie raz i nie dwa, tu na Forum polecałem Żółwia szukającym ciekawego divera w podanym wyżej budżecie, to jednak nie zakładałem, że ten zegarek jeszcze kiedyś zagości w moim pudełku. Wszystko zmieniło się kilkanaście dni temu, gdy w temacie poświęconym tym zegarkom dostrzegłem bohatera tej recenzji, czyli Seiko ref. SRPD21K1, a więc kolejny (sam już nie wiem który) wypust z edycji SAVE THE OCEAN. I przyznam, że zegarek od razu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, pewnie dlatego, że jednak w paru aspektach różni się od typowych Żółwi. Pisanie recenzji zegarka, który każdy zegarkomaniak zna nie jest łatwe, bo w końcu …jaki Żółw jest, każdy widzi. Nie będę przy tej okazji sięgał do korzeni Seiko, a także pisał o tym, jaki historyczny model stanowił inspirację dla tego zegarka, bo to akurat nie jest moją mocną stroną. Bez wątpienia zegarek ten zawdzięcza swoją nazwę specyficznej budowie koperty, która przypomina, a jakże, skorupę …Żółwia. Boczny profil koperty jest mocno zaoblony, a przy tym wyraźnie pocięty ku dołowi, co oczywiście jest przyczyną, dla której ten zegarek tak wygodnie się nosi. Stalowa koperta tego zegarka ma aż 45 mm średnicy. Piszę aż, bo z perspektywy osoby, której nadgarstek ma obwód około 16-16,5 cm, to bardzo dużo. Jednak charakterystyczną cechą Żółwia jest relatywnie nieduży wymiar „od ucha do ucha”, wynoszący ok. 47 mm. Wymiar ten, w połączeniu z profilem koperty sprawia, że zegarek, choć optycznie całkiem spory, może być ciekawym wyborem także dla osób, które mają nieco mniejsze nadgarstki, a nie koniecznie chcą nosić divery w rozmiarze, który niektórzy mogliby uznać za damski. Wysokość tego zegarka to 13 mm. Było to dla mnie pewnym zaskoczeniem, bo optycznie wygląda to na więcej. Taki efekt wynika jednak w mojej ocenie z tego, że relatywnie gruby (wysoki) jest karbowany bezel, zapewniający bardzo dobry chwyt i możliwość pewnego nim operowania. Szerokość między uszami to 22 mm i w mojej ocenie dzięki temu całość wygląda bardziej proporcjonalnie niż w przypadku Seiko Sumo. Koperta tego zegarka jest co do zasady polerowana na wysoki połysk, przy czym jej górna powierzchnia, płynnie przechodząca w uszy, jest szczotkowana. To szczotkowanie, gdy chodzi o jego jakość, jest w mojej ocenie po prostu adekwatne do ceny, jaką trzeba za ten zegarek zapłacić. Nic spektakularnego, ale jednocześnie nic takiego, co mogłoby prowokować wniosek o słabej jakości tego szczotkowania. Karbowana koronka, o średnicy ok. 6,8 mm znajduje się na godzinie 4tej, przy czym nie jest ona logowana. Boczna powierzchni koronki jest szczotkowana, co odróżnia ten model od innych Żółwi, w których ta powierzchnia jest polerowana na wysoki połysk. Koronka jest oczywiście zakręcana, przy czym specyficzny profil koperty powoduje, że koronka jest bardzo dobrze zabezpieczona przed uderzeniami. Tarczę przykrywa utwardzone szkło mineralne, czyli seikowy HARDLEX. Miałem z nim już trochę do czynienia przy okazji innych zegarków od tego producenta i powodów do narzekań nie widzę, raz biorąc pod uwagę cenę tego zegarka, a dwa z tej przyczyny, że szkło zamocowane jest poniżej górnej krawędzi bezela. Oczywiście zastosowanie takiego szkła (a nie szafirowego) ma swoje uzasadnienie gdy weźmie się pod uwagę, że choć HARDLEX na pewno jest mniej odporny od szkła szafirowego na zarysowanie, to jednak z uwagi na jego większą (od szkła szafirowego) miękkość, jest bardziej odporny na uderzenia, co w przypadku zegarka, który ktoś chciałby używać nie tylko do „desk divingu”, może mieć istotne znaczenie. Ja oczywiście przy okazji obcowania z zegarkami Seiko z tego przedziału cenowego, z tym typem szkła od jakiegoś czasu zawsze się zastanawiam, dlaczego inni producenci (dotyczy to w szczególności microbrandów – np. Armida, Borealis, Nethuns czy Zelos), w przypadku zegarków w zbliżonej cenie są w stanie zaoferować szkło szafirowe, o ceramicznej wkładce bezela już nie wspominając? Dekiel oczywiście pełny i zakręcany, z typowym dla diverów od Seiko grawerunkiem oraz z podstawowym zestawem informacji. Jeśli chodzi o wodoodporność, to mamy tu WR200, a tym, co przy tej okazji mnie zaskoczyło, to dodatkowa zawieszka informująca o tym, że zegarek ten spełnia standard ISO6425:2018. To mój trzeci diver od Seiko (poza SRP773 było jeszcze Sumo, które miałem odwagę nosić na pięknym skórzanym i pomarańczowym pasku od Filipa) i pierwszy, do którego taka zawieszka została załączona. Wypada napisać teraz kilka słów o jednym z tych elementów, dla których ten zegarek tak bardzo mi się spodobał. Bezel. Zupełnie inny niż te, które zastosowano w większości Żółwi, a może i we wszystkich. I nie chodzi wcale o połączenie kolorów, to jest granatowego, na 2/3 obwodu i szarego (od trójkącika z kropeczką z lumą na godz. 12tej do wygrawerowanej 20ki). W tym względzie wersji kolorystycznych jest tyle, że w istocie nie ma się czym ekscytować. Tu chodzi o to, w jaki sposób wygląda wkładka tego bezela. To w dalszym ciągu aluminium, które oczywiście ma swój urok i w mojej ocenie bardzo dobrze pasuje do charakteru Żółwia, który poprzez kształt koperty przypomina przecież divery z lat 70-tych XX wieku. Nie jest to jednak gładkie aluminium, z malowanymi indeksami. Mamy tu bowiem do czynienia z wzorem, który przypomina rowki płyty winylowej i trzeba przyznać, że wygląda to bardzo dobrze, a efekt ten potęgują grawerowane indeksy (cyfry arabskie, kropki oraz kreski, oznaczające minuty). Szkoda tylko, że poza kropką na godzinie 12tej, Seiko nie zdecydowało się na wypełnienie lumą na bezelu także grawerowanych indeksów, bo wówczas całość wyglądałaby w nocy jeszcze efektowniej. Bezel jest oczywiście jednokierunkowy – 120 klików, pracuje bardzo przyjemnie, z wyraźnym choć nieprzeszkadzającym oporem, a także z delikatnym luzem. Jeśli chodzi o centrowanie bezela, względem chapter ringu, to pod tym względem na pewno jest lepiej niż w moim poprzednim Żółwiu, choć uważam, że do ideału ciut brakuje i na tym polu Seiko ma jeszcze trochę do zrobienia, w szczególności gdy przypomnę sobie, jak ta kwestia wyglądała w kilku Zelosach, które przewinęły się przez moje pudełko. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że trudno tu mówić o oczywistych niedoróbkach, psujących radość z noszenia tego zegarka. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jak na budżetowy bądź co bądź diver od Seiko, jest ponadprzeciętnie (jak na Seiko oczywiście) dobrze pod tym względem. Tym co sprawiło, że od razu zwróciłem uwagę na ten zegarek jest oczywiście tarcza. Co do zasady mamy tu do czynienia z typowym dla Żółwia zestawem nakładanych indeksów, wypełnionych LUMIBRITE, a także z typowym (z jednym wszelako wyjątkiem) zestawem wskazówek. Bliższy rzut oka na nakładane indeksy ujawnia, że w odróżnieniu od innych Żółwi, w tym przypadku mamy do czynienia z bardzo wyraźnie zaakcentowanymi metalowymi obwódkami. Widziałem kilka recenzji tego zegarka i pojawiała się w nich informacja, że indeksy godzinowe są większe niż w typowych Żółwiach. Ja tego jednak nie dostrzegam, choć pisząc recenzję tego zegarka nie miałem pod ręką żadnego innego Żółwia. Proste okienko datownika znajduje się w typowym dla tej linii zegarków miejscu, czyli na godzinie 3ciej. Koło datownika w kolorze białym, co dobrze kontrastuje z kolorem tarczy. Oczywiście w tym przypadku mamy do czynienia z „day – date” (oznaczenia oddzielone są kreską w kolorze czarnym), przy czym dni od poniedziałku do piątku mają kolor czarny, sobota to kolor niebieski, a niedziela jest koloru czerwonego. Mamy oczywiście zewnętrzny chapter ring, zamocowany pod kątem, z podziałką minutową w kształcie kreseczek (co piąta kreseczka jest grubsza, przy czym ta oznaczająca początek/koniec skali minutowej jest najgrubsza). W mojej ocenie, indeksy godzinowe są całkiem dobrze (równo) wpasowane w chapter ring i nie ma za bardzo do czego się tu przyczepić. Sama tarcza, z typowym dla Seiko zestawem informacji (m. in. oznaczenie linii PROSPEX oraz oznaczenie wodoodporności), jest wyraźnie jaśniejsza od koloru granatowego/ciemnoniebieskiego, jaki zastosowano na wkładce bezela. Rozmawiałem na ten temat z żoną i ona stwierdziła, że tarcza jest w kolorze lazurowym, więc jej wierzę. Nie jest to jednak kolor przesadnie jasny, cukierkowy, a sam odbiór tarczy zależy w dużej mierze od oświetlenia. Skoro linia SAVE THE OCEAN, to oczywiście na tarczy musi coś się dziać i w przypadku recenzowanego zegarka tak właśnie jest. Mamy więc wygrawerowane (grawerunek nie jest zbyt głęboki, ale przy okazji dość wyraźny) nieregularne fale, dzięki czemu tarcza żyje, pięknie załamując światło słoneczne. Ten konkretny model określa się też mianem GREAT WHITE SHARK i nie potrzeba zbyt dużo czasu żeby zorientować się, z jakiej to przyczyny. I tak, w okolicach indeksy na godz. 8mej mamy wyłaniającą się z fal płetwę rekina (grzbietową), a wskazówka sekundnika to nie typowy „lolipop”, jak w przypadku innych Żółwi, tylko również płetwa rekina, tym razem ogonowa. W mojej ocenie tarcza wyróżnia się na tle innych Żółwi, także tych pozostałych z linii SAVE THE OCEAN, w czym także zasługa wskazówki sekundnika o zmienionym kształcie. Z mojej perspektywy to właśnie tarcza tego zegarka jest tym co sprawia, że ten zegarek tak bardzo mi się spodobał. Tak po prawdzie to w związku z jego zakupem już nie mogę się doczekać przyszłorocznych wakacji, nurkowania i obserwowania rafy koralowej. Żartuję oczywiście, nurkował będzie co najwyżej mój starszy syn, a i przy tej okazji Żółw, oczywiście jeśli dotrwa ze mną do przyszłego roku, raczej pod wodę nie zejdzie Jeśli chodzi o lumę, to wiadomo, jest po prostu ...topowo. Zegarek po naświetleniu może robić za latarkę W recenzowanym zegarku zastosowano mechanizm 4R36, łożyskowany na 24 kamieniach, zapewniający ok. 41 h rezerwy chodu. Mechanizm pracuje z częstotliwością 21 600 bhp i wedle mojej wiedzy zapewnia dokładność w przedziale od - 35 s do + 45 s na dobę. Mechanizm posiada możliwość ręcznego dokręcania i wyposażony został w „stop sekundę”. Nie należę do tych, którzy w przypadku zegarków z tego przedziału cenowego ekscytują się precyzją chodu. Póki co niczego niepokojącego nie dostrzegam, a moje wcześniejsze doświadczenia z Żółwiem pokazują, że dokładność może być na zdecydowanie wyższym poziomie. Żeby nie było tak różowo, to z mojej perspektywy, najsłabiej wygląda bransoleta. Dla mnie nie jest to wielki problem (kwestią czasu jest zamówienie przeze mnie czegoś od Strapcode względnie jakiegoś fajnego nato), ale dla uczciwości muszę o tym napisać. Bransoleta to pełne ogniwa (pełne są także end linki). Boczne powierzchnie ogniw są polerowane na wysoki połysk. Ogniwa są łączone na piny, czego po prostu nie cierpię i co jest dodatkowym argumentem za tym, żeby jak najszybciej zaopatrzyć się w jubilee od Strapcode Wewnętrzna cześć ogniw jest w całości szczotkowane. Także zewnętrzne części ogniw są na prawie całej swojej górnej płaszczyźnie szczotkowane, za wyjątkiem ich wewnętrznych krawędzi, które są polerowane na wysoki połysk. To w zestawieniu ze szczotkowanym środkiem ogniwa tworzy ciekawy efekt wizualny. Zapięcie typowe dla Seiko, w całości szczotkowane, z grawerunkiem, zapewniające możliwość czterostopniowej mikroregulacji. Jest oczywiście przedłużka nurkowa. Problemem w przypadku tej bransolety jest jej spasowanie w uszami zegarka. Pod tym względem jest po prostu słabo, co widać na jednym z poniższych zdjęć. Zlicowanie bransolety z uszami jest całkiem w porządku, jednak między bransoletą o uszami jest widoczna szpara, co powoduje, że całość nieprzyjemnie lata. Jak napisałem wyżej, ja jestem w stanie z tym żyć, bo albo będę go nosił na jakiejś bransolecie od Strapcode, a już zdążyłem się przekonać, że ich bransolety są bardzo wysokiej jakości albo założę jakieś fajne nato. W tytule tej recenzji napisałem, że SRPD21K1 to taki Żółw na sterydach. W mojej ocenie tak właśnie jest, a zmiany dotyczące bezela (dostępne porównania wskazują na to, że w przypadku tego konkretnego modelu wysokość bezela jest większa, dzięki czemu operowanie nim jest łatwiejsze), jego strukturalnej aluminiowej wkładki z grubym i dość głębokim o dobrze wykonanym grawerunkiem czy też te związane z innym wyglądem indeksów godzinowych tarczy, to na pewno krok w dobrym kierunku, będący swoistym powiewem świeżości w przypadku tej linii. To na pewno powody, dla których warto rozważyć zakup tego i tak bardzo ciekawego zegarka, tym bardziej, że i z jakością wykonania, wedle mojego rozeznania, także jest wyraźnie lepiej. Seiko SRPD21K1 to na pewno nietuzinkowy zegarek, z efektownie wyglądającą i pełną smaczków tarczą, który nadal jest pełnoprawnym diverem, czerpiącym pełnymi garściami z DNA całej linii. Pewnym zgrzytem jest jakość wykonania bransolety, co odnoszę do opisanej powyżej kwestii jej kiepskiego spasowania z uszami zegarka. Oczywiście zawsze w odwiedzie pozostaje możliwość zakupienia jakiejś innej bransolety, choć z drugiej strony, wydając na zegarek ok. 1500-2000 zł można już oczekiwać, że spasowanie będzie lepsze. W ostatecznym rozrachunku ten zegarek, który na pewno świetnie sprawdzi się jako towarzysze wakacyjnych podróży, czy zimnych i deszczowych jesiennych poranków, zdecydowanie polecam. Jak zwykle zapraszam do lektury, komentowania i uwag. Rafał
  11. Witam! Szukam szwajcarskiego diver'a do 3000 zł max. Założenia: - szwajcar - obrotowy bezel - szafirowe szkło - budżet 3 tys - bransoleta może być ale z opcją założenia paska (tak jak w większości Seiko mają) Mam obecnie Seiko 5 Sports Automatic Open-Heart SSA329K1 i jestem z niego baaardzo zadowolony aczkolwiek strasznie brakuje mi obrotowego bezela (bezelu?) Dlaczego teraz szwajcar? Prawdopodobnie zostawiam tego Seiko w kolekcji więc dla odmiany chciałbym teraz szwajcara. Proszę forumowiczów z wbudowanymi katalogami zegarków w głowie o pomoc
  12. Są zegarki mało znane, są takie, które zna większość z nas oraz modele absolutnie kultowe. Do takich na pewno zalicza się Doxa SUB 300, która jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych diverów w historii. Ale czy to jedyny warty uwagi "nurek" z Neuchatel? Niekoniecznie. Zapraszam do lektury. https://zegarkidonurkowania.pl/kultowe-divery-z-neuchatel-doxa-shark-hunter-i-sub-300/
  13. Witam chcę na lato wyposażyć się w jakiegoś oryginalnego divera do ok 6 tyś, mam na oku Jean Richard, Super Kontiki i Squale, co wybralibyście w tej cenie? dzięki
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.