Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

mpivo

Pilot albo chronograf - duża tarcza, szafir, stalowy do 1000 zł

Recommended Posts

Witam,

 

szukam zegarka który:

1. jest wykonany z metalu (nie z tytanu), posiada metalową kopertę i solidną metalową bransoletę

2. koniecznie szkło szafirowe

3. napęd preferowany automat ale może być np eco drive w ostateczności kwarc

4. max do 1 000 PLN

5. duża koperta około 44 mm

5. podobny do np CA0021-53E, bądź AS4020-52E

 

macie jakieś pomysły? :)

 

Zegarki które wizualnie mi się podobają:

 

as4020-52e_start_zoom.jpg?mssid=b6784cde

 

ca0021-53e_00_6.jpg

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wolałbym nowy :)

 

Nowka czy noze byc uzywany?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki - faktycznie sporo mają tych zegarków do wyboru ;) Ten który mi sie podoba niestety kosztuje 525 $ :(  :(

 

Poszukaj na dutyfreeislandshop - tam na pewno znajdziesz coś ciekawego w swoich kryteriach. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ktoś ma jeszcze jakiś pomysł co w tej kwocie i wymaganiach mogło by się zmieścić? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poszukaj na dutyfreeislandshop. Duży wybór z Citizena i Seiko.

Share this post


Link to post
Share on other sites

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

  • Similar Content

    • By Enkil
      Temat dotyczy cenionego przez kolekcjonerów radzieckiego chronografu kaliber 3017 czyli Strela i jej kolejne warianty. Postanowiłem o tym napisać ze względu na powszechnie panującą opinię iż Rosjanie, podobnie jak potem Chińczycy, bezczelnie skopiowali szwajcarski mechanizm i produkowali zegarki nie posiadając żadnej umowy z pierwotnym twórcą werku, czyli firmą Venus.
       
      Firma Venus została założona w 1923 r. w Moutier w kantonie Bern w Szwajcarii, chociaż niektóre źródła sugerują, że nazwa ta była używana w zegarkach wyprodukowanych w La-Chaux-de-Fonds już w 1902 r. przez Paula Arthura Schwarza i Olgę Etienne-Schwarz. Venus, która poza produkcją zegarków pod własnym logo zajmowała się wytwarzaniem i sprzedażą mechanizmów zegarkowych dla innych marek miała w swej historii kilku właścicieli. Jedna ze zmian właścicielskich nastąpiła w 1928r. gdy problemy finansowe sprawiły, iż La Fabrique Venus został przejęty przez Ébauches S. A. Pod marką Ébauches S.A. koncern Venus nadal wytwarzał i rozwijał mechanizmy zegarkowe. W 1933 r. opatentowano kaliber chronografu 103. Mechanizm ten miał być pierwszym z długiej linii mechanizmów chronografów Venus, przy czym skoncentrowano się na dalszych modernizacjach wprowadzając w 1938 roku na rynek kaliber 150. Venus Cal. 150 to seria 13 podtypów chronografów z kołem kolumnowym. Zawierają subtarcze na godz. 3-9 lub 3-6-9, z małymi sekundami na 9:00 i 30-minutowym licznikiem na 3:00. Większość wersji ma 12-godzinny licznik chronografu na 6:00, a wiele z nich ma wskaźnik daty lub pełny kalendarz na 12:00. W początku lat czterdziestych na bazie Cal. 150 stworzono rodzinę chronografów cal. 175. W 1940 roku Breitling opatentował swój pierwszy model Chronomat z obrotowym bezelem. Zegarek wprowadzono do sprzedaży w 1941r. i był wyposażony w mechanizm Venus 175, mechanizm przeszedł lekką modernizację w 1949r.  

      W latach pięćdziesiątych koncern ponownie borykał się z problemami w budżecie, postanowiono sprzedać przestarzałą linię calibru 150. Z ofertą wystąpili Sowieci, którzy wykupili sprzęt produkcyjny, wraz z odpowiednimi rysunkami i wszystkimi szczegółami technologicznymi oraz z pakietem części startowych do rozpoczęcia produkcji i dalszych wdrożeń. Cała linia produkcyjna używana do wytwarzania modelu Venus 150/152 została sprowadzona ze Szwajcarii do Związku Radzieckiego. Jednocześnie zawarto "umowę", mówiąca iż Szwajcarzy nie sprzedadzą tych rozwiązań żadnemu innemu krajowi demokracji ludowej. Chodziło głównie o NRD i Czechosłowację.
      W roku 1960 Venus zaprzestał produkcji calibru 175. W szwajcarii istniało w tych latach trzech konkurujących producentów mechanizmów chronografów: Lemania, Valjoux i Venus. Konkurencja w tej przestrzeni była zacięta i Venus potrzebowała pieniędzy na rozwój nowych mechanizmów, w związku z czym złożono ofertę sprzedaży całej linii calibru 175 wraz z dokumentacją i maszynami. Najpierw zwrócono się z ofertą do swego ostatniego partnera w interesach – czyli do Związku Radzieckiego - jednak Sowieci mieli już swój chronograf Strela (powstały po zmodernizowaniu zakupionego Venus Cal.150), co oznaczało, że nie byli zainteresowani, natomiast swoje zainteresowanie wyrazili Chińczycy - maszyny i dokumentacja została sprzedana dla Tianjin Watch Company w Chinach. Transakcja ta stała się podwaliną dla powstania rodziny zegarków Sea-Gull ST19, wprowadzonej na rynek w 1963 roku.

      Poniżej wojskowy chronograf ST3

      Wróćmy jednak do tematu, ponieważ artykuł nie jest o marce Breitling czy Sea-Gull, lecz o Poliocie. W tym miejscu nie omieszkam pochwalić się swoim egzemplarzem, który jest niewątpliwie perełką w mojej nader skromnej kolekcji, i który nawet czasem zakładam – przy specjalnej okazji.

      Mechanizm Venus

      Mechanizm Strela

      Po zakupie linii montażowej przystąpiono do prac nad własnym chronografem z przeznaczeniem wojskowym. Pierwsze radzieckie chronografy nazwano „Strela” - strzała, i wyposażono w mechanizm, któremu nadano kaliber 3017. Mechanizm 3017 jest wyjątkowy, radziecki Chasprom zdołał stworzyć mechanizm wysokiej jakości, na 19 kamieniach zamiast 17, jak w zakupionym Venus. Również zmodernizowano licznik minut chronografu, wskazówka sub-tarczy obsługiwała podziałkę 45-cio minutową, a nie 30-sto jak w przypadku Venus. Na tarczy tego zegarka znajdowały się dwie subtarcze – stały sekundnik i wskaźnik minut chronografu, a także środkowa wskazówka sekundowa chronografu. Koperta była chromowana. Poniżej jeden z pierwszych modeli.  

      Pierwszy model 3017 został wyprodukowany w Pierwszej Moskiewskiej Fabrykce Zegarków po raz pierwszy w 1959 roku i był produkowany do 1979 roku, a więc równo 20 lat – w tym czasie powstało 100 000 zegarków z mechanizmem 3017. Początkowo był dostępny wyłącznie dla oficerów sił powietrznych, a także niektórych wyższych urzędników. We wczesnych latach swojej historii chronografy Streli były używane w armii radzieckiej, a było to spowodowane rosnącym zapotrzebowaniem na wyjątkową dokładność pomiaru czasu, zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. To właśnie w Streli Aleksiej Leonow wyszedł w otwartą przestrzeń kosmiczną, jego spacer na zewnątrz statku trwał 12 minut 9 sekund, na rękawie skafandra był zamocowany zegarek Strela cal. 3017 - jest to więc pierwszy zegarek, który znalazł się w otwartym kosmosie. Poniżej zdjęcie Streli Leonowa.

      W 1964 r. na fali dumy z radzieckich osiągnięć w kosmonautyce nazwę fabryki zmieniono na „Poljot” - Lot. Projekt oryginalnego rosyjskiego chronografu przeszedł pewne zmiany w całej swojej historii. Strela stała się dostępna w wielu różnych modelach i wzorach, różnych funkcjach i tarczach. Te odmiany modeli zostały również wydane pod różnymi nazwami. Początkowo chronografy tej marki zostały wydane wyłącznie z cyrylicą na tarczy. Nieco później, na początku lat siedemdziesiątych, model ten pojawił się pod nazwą „Полёт” , a także z łacińskim napisem na tarczy„Poliot” . To wtedy chronografy Streli stały się dostępne dla szerszego kręgu użytkowników, w szczególności członków partii, pracowników kolei radzieckiej, naukowców - Strele nosili piloci, astronauci, „wybitne postacie partii i rządu”. Pod koniec lat siedemdziesiątych wydano modele pod marką „Sekonda”. To właśnie te modele pojawiły się na wolnym rynku i prawie każdy mógł je kupić. Na koniec 1979 r. łączna liczba chronografów Streli wydanych pod nazwą Strela, Полёт, Poliot, Sekonda (eksport), a także w postaci zegarków kieszonkowych „Mołnia” produkowanych przez Czelabińską Fabrykę Zegarków, osiągnęła 100 000 sztuk.
      Poniżej znana większości kolekcjonerów radzieckich czasomierzy tablica przedstawiająca wydane modele, numery seryjne i lata w których były produkowane zegarki cal. 3017

      Wersja z Drugiej Moskiewskiej Fabryki Zegarków

      Różne wersje z Pierwszej Moskiewskiej Fabryki Zegarków - oczywiście nie wszystkie.





      Fabryka Молния - Czelabińsk. 

      W 1974 r. ZSRR zakupił w Szwajcarii sprzęt do produkcji nowego chronografu opartego na mechanizmie Valjoux 7734. Nowy kaliber miał numer 3133 i został zainstalowany w chronografie Okean, który ponownie był przeznaczony wyłącznie na potrzeby wojska, tym razem dla oficerów marynarki wojennej. Zegarek miał 30-minutowy licznik i był produkowany w masywnej kopercie ze stali nierdzewnej. W pełni autentyczny „Okean” jest niezwykle rzadki i jest przedmiotem polowania wielu kolekcjonerów. Oprócz tarczy (która jest teraz z powodzeniem kopiowana w Chinach), wyróżniającą cechą „Okeana” jest dekielek, który sam w sobie jest teraz unikatem.


      W 1979 roku, po wprowadzeniu nowego chronografu Poliota kaliber 3133, model 3017 został wycofany. To był koniec wielkiej i heroicznej historii zegarków, które kilkakrotnie podróżowały w kosmos. Nieco później na mechanizmie 3133 uruchomiono produkcję zegarków „штурманские” - „Szturmańskie” (Nawigatorski) dla lotniczych sił powietrznych ZSRR , jako zamiennik chronografu Strela, którego produkcję zakończono. Te zegarki również zostały wyprodukowane dla wojska i nie trafiły do sprzedaży. Na dekielku widniał emblemat Sił Powietrznych i napis „штурманские”.

      Na poniższym zdjęciu mechanizm nie jest właściwy, produkcja tego modelu zakończyła się wraz z latami 1987, natomiast tu widzimy datę 1988.

      Z czasem również one trafiły do sprzedaży w wersjach cywilnych i pod różnymi nazwami, jednak w odróżnieniu od wojskowych - cywilne miały chromowane koperty a nie stalowe.

      Powstało także wiele reedycji radzieckich chronografów zarówno Okean, czy Szturmański, jak również Strela, lecz Strela była już wyposażona w mechanizm 3133.


      Tu na werku Seiko

       
      Oczywiście na rynku są także dostępne, w wielu wariantach, wszystkie powyższe modele; a raczej ich kopie, w wydaniu chińskim, ale ich fotografii już nie będę zamieszczał.
      Za konsultację i nakierowanie na temat dziękuję koledze Alamo z Forum C.W. oraz koledze Voli z forum KMZiZ 
       
      Ponizej inne źródła informacji.
      https://moneyinc.com/the-history-and-evolution-of-the-breitling-chronomat/ https://kaminskyblog.com/2017/09/12/seagull-st19-chronograph-movement-review-brief-history/ https://thewatchforum.co.uk/index.php?/topic/118064-venus-watches-an-enigmatic-history/ https://reference.grail-watch.com/family/venus-175/ https://www.liveinternet.ru/users/bismark667/post406800603 https://pikabu.ru/story/polet_i_strela__khronografyi_iz_sssr_6234983 https://watch-wiki.org/index.php?title=Poljot_-_Erste_Moskauer_Uhrenfabrik https://whale-roma.livejournal.com/11558.html https://www.drive2.ru/b/2942710/ https://www.kommersant.ru/doc/1620938 https://imidge.com.ua/celeb-clock/chasy-alekseya-leonova/ https://life.ru/p/1004220 https://www.watch-wiki.net/index.php?title=Venus
    • By fidelio
      Weekend z BOLDRem dobiega końca, więc czas na kilka słów o nim. 
       
      Naszło mnie na kupno budżetowego zegarka w typie field watch. I pojawił się dylemat, czy postawić na sprawdzonego konia, jakim w budżecie ok. 1-2 tyś. zł bez wątpienia jest Hamilton z modelem Khaki Field Mechanical, który już dwa razy gościł w moim pudełku (aktualnie brałem pod uwagę ref. H69439531, a więc nowszą wersję tego zegarka), czy może jednak poszukać czegoś innego?
       
      Moje poszukiwania doprowadziły mnie do dalekowschodniego microbrandu BOLDR, który przykuł moja uwagę modelem Venture Automatic, występującym w czterech kolorach.
       
      Kartka papieru, z jednej z strony wspomniany powyżej Hamilton, z drugiej strony BOLDR, tabelka z plusami, minusami i …ostatecznie zdecydowałem się właśnie na BOLDRa (wersja z niebieską tarczą, a więc model NAVY BLUE, jak go określa producent). Dzięki temu, że jeden z naszych forumowych Kolegów (dzięki Jarku) jest dystrybutorem tej marki, bardzo szybko znalazł się u mnie.
       
      1.
       
      Zegarek trafił do nas zapakowany w dwa tekturowe pudełka, które skrywają niewielką rolkę, częściowo wykonaną z materiału, a częściowo ze skóry. Rolka w kolorze niebieskim opatrzona jest logo producenta i skrywa przegródki, w których znalazłem sam zegarek oraz dokumenty. Nie jest to typowa rolka, dzięki której możemy przewozić (czy przechowywać) większą liczbę zegarków. Ot, raczej ciekawy sposób na to, by w razie konieczności przewozić (przechowywać) ten tylko zegarek, bo więcej w niej się po prostu nie zmieści. Całość sprawa jednak bardzo dobre wrażenie, także gdy chodzi o jakość wykonania i w zasadzie to wypada się tylko cieszyć, że w tym relatywnie niedużym budżecie producent daje coś więcej niż tylko tekturowe pudełka.  
       




       
       
      2.
       
      Ad rem jednak. Koperta jest wykonana z tytanu. To dla mnie ciekawa odmiana, choć miałem już styczność z zegarkiem wykonanym z tego materiału. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, gdy zegarki kosztowały znacznie mniej, urzekł mnie Schaumburg z modelem Flightanium. Ot pilot, na kultowym Unitasie, dziś już nieprodukowany, który także był wykonany z tytanu. To był jednak kawał zegarka (44 mm średnicy oraz spora grubość), więc oczywiście skończyło się tak, że kilka razy grzmotnąłem w to i owo i z czasem zegarek trafił do mojego brata. Na szczęście kompaktowe wymiaru recenzowanego BOLDRa sprawiły, że zdecydowałem się na niego i to mimo tego, że tytan nie jest tak gęsty jak stal, łatwiej go uszkodzić, a i z ewentualną renowacją koperty nie jest najłatwiej (najdelikatniej to ujmując). Zegarek ma średnicę 38 mm, a dzięki bardzo mocno ściętym uszom, schodzącym od razu ostro w dół, wymiar L2L to tylko 44 mm, a więc tyle, ile w zegarkach o średnicy ok. 36 mm. Uszy są oczywiście wiercone, co bardzo mi odpowiada. Rozmiar miedzy uszami to równe 20 mm, więc  nie ma żadnego problemu z dobraniem paska. Jeśli chodzi o wymiary tego zegarka, to miałem jedną wątpliwość. BOLDR podaje na swojej stronie internetowej, że zegarek ma 14 mm grubości. Taką informację znajdziecie zresztą także w wielu sklepach internetowych, które sprzedają ten zegarek. Pomyślałem więc sobie, że te 14 mm to dużo. Nawet za dużo, biorąc pod uwagę kompaktowe wymiary tego zegarka, jak i to, że producent dostarcza go na pasku nato, który zawsze dodatkowo podnosi zegarek. Oczyma wyobraźni widziałem już więc nieproporcjonalny i klockowaty projekt, który z czasem po prostu będzie mnie drażnił. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Doszedłem do wniosku, że także z uwagi na zastosowany w nim mechanizm, te 14 mm grubości to być może jakaś pomyłka. Tym bardziej, że w internetach można także znaleźć recenzje tego zegarka, w których pojawia się informacja, że grubość tego zegarka to 12 mm. Postanowiłem więc zaryzykować, tym bardziej, że Jarek przed wysyłką dokonał sobie znanymi metodami pomiaru, który wykazał właśnie ok. 12 mm grubości. Ogłaszam więc wszem i wobec, że po zmierzeniu go suwmiarką elektroniczną okazało się, że grubość tego zegarka to …11,9 mm, co oczywiście niezmiernie mnie ucieszyło. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o koronce na godzinie 4tej (koronka jest karbowana i pozwala na całkiem pewny chwyt), która jest zakręcana oraz logowana. Koronka po odkręceniu nie wykazuje żadnych luzów. Jeśli chodzi o klasę wodoszczelności, to mamy tutaj 20ATM, więc całkiem spoko. W zegarku zastosowano szkło szafirowe (płaskie) z antyrefleksem.
       
      Co dotyczy jakości wykonania koperty, to uwag nie mam. Jak wspominałem, koperta jest wykonana z tytanu, a to powoduje, że zegarka (i tak niewielkiego) w zasadzie nie czuć na ręce. Koperta w typie poduszeczki, z bardzo krótkimi oraz wierconymi uszami. Uszy od dołu są delikatnie podcięte. Boczna krawędź koperty jest frezowana – frezowanie przebiega na całej powierzchni bocznej (od góry) i w mojej ocenie dodaje zegarkowi pewnej lekkości. Lubię takie zabiegi stylistyczne, bo dzięki nim zegarek po prostu nie wygląda jak ciosany maczetą. Koperta jest w całości satynowana, a jej kolor jest typowy dla zegarków wykonanych właśnie z tytanu. Luneta jest o średniej grubości, a dzięki kształtowi koperty (poduszeczka) zegarek wygląda, jakby składał się z wielu płaszczyzn. Krawędzie oraz wszystkie przejścia są ostre. Brak jakichkolwiek wybłyszczeń, przetarć oraz tym podobnych historii. Dekielek jest pełny oraz zakręcany. Na dekielku znajdziemy zestaw podstawowych informacji dotyczący zegarka, w tym nazwa modelu, materiał koperty oraz zastosowany mechanizm (te informacje są tak mikroskopijne, że trzeba używać zoomu w telefonie, żeby się w nich rozeznać), a także grawerunek. Producent chwali się, że ten grawerunek to „embossed limited edition designer artwork”. Grawerunek nie jest zbyt głęboki, choć powiększenie ujawnia, że został on wykonany całkiem starannie. Przedstawia on literę „X” (nie mam pojęcia, dlaczego ta, a nie inna litera), złożoną z kombinacji liter/wyrazów, przy czym na środku tej litery mamy wygrawerowane logo producenta.
       







       
      3.
       
      Tarcza to oczywiście klasyka gatunku, jeśli mowa o zegarkach w typie field watch. Jak już pisałem powyżej tarcza ma kolor niebieski (NAVY BLUE jak to określa producent) i jest matowa. Wszystkie indeksy oraz inne oznaczenia znajdujące się na tarczy są malowane. Zewnętrzna podziałka minutowa to kreseczki, przy czym co piąta minuta odznaczona jest kropeczką (wszystkie są jednakowej wielkości). Te kropeczki są wypełnione lumą. Idąc do wewnątrz tarczy mamy oznaczenia godzinowe (cyfry i liczby arabskie od 1 do 12, które również wypełnione są lumą), a dalej współgrające z tymi oznaczeniami liczby od 13 do 24, wyraźnie mniejsze. Mamy tu więc do czynieni z zestawem typowym dla field watcha, spotykanym np. w przywołanym już wcześniej przeze mnie Hamiltonie czy też Seiko z linii SNZG. Pod godziną 12tą mamy naniesione informacje dotyczące producenta (w tym jego logo), a nad godziną 6tą znajdziemy oznaczenie modelu oraz klasy wodoszczelności. Do jakości naniesienia oznaczeń nie mam uwag. Wszystko naniesione jest równo, bez strzępień. Nie dostrzegam także przysunięcie między indeksami godzinowymi i odpowiadającymi im liczbami 13-24. Na tarczy brak daty, co akurat bardzo mi odpowiada, bo w mojej ocenie field watch takiego wskazania nie musi posiadać. Wskazówki (godzinowa oraz minutowa) najbliżej typu „syringe hands”, a więc …strzykawki. Środkowy fragment tych wskazówek wypełniony jest oczywiście lumą. Bardzo przypadła mi do gustu wskazówka sekundowa recenzowanego zegarka. Jej końcówka (prostokąt z igłą) jest w kolorze pomarańczowym, a to tworzy bardzo interesujący kontrast z kolorem tarczy zegarka, ożywiając go dodatkowo. Końcówka wskazówki sekundowej (jej środkowa część) również wypełniona jest lumą. Co do lumy, to nie dotarłem do szczegółowych informacji wskazujących na to, jaką konkretnie lumę BOLDR zastosował w tym zegarku. Producent podaje jedynie, że to „Japan Superlume”. Cokolwiek pod tą tajemniczą nazwą się kryje, to luma po prostu daje radę. Zegarek naświetlony wieczorem świeci w zasadzie całą noc i nie ma żadnego problemu z odczytem godziny w zupełnej ciemności.
       
      Tarczę recenzowanego zegarka oceniam wysoko. Ma ona bowiem układ typowy dla field watcha, a do tego zegarek pozbawiony jest daty. Także do lumy nie można mieć żadnych uwag, choć uczciwie należy przyznać, że nie jest to poziom Seiko. Życzyłbym sobie jedynie, aby tarcza była jeszcze bardziej ascetyczna. Tak się stało w przypadku wspomnianego już wcześniej Hamiltona, bo jego poprzednie wcielenie, poza informacją o producencie, na tarczy zawierała także oznaczenie konkretnego modelu, nie wspominając już o komplikacji daty. Tutaj oczywiście daty nie ma, ale myślę sobie, że dla ogólnego odbioru zegarka lepiej by było, gdyby producent poprzestał na tych oznaczeniach, które znajdują się pod godziną 12tą, rezygnując jednocześnie z tego, co znajduje się nad godziną 6tą (nazwa modelu oraz klasa wodoszczelności).
       






       
      4.
       
      Jeśli chodzi o mechaniczną stronę recenzowanego zegarka, to za jego napęd odpowiada werk SII NH35A, czyli w zasadzie wszystkim znany cal. 4R35 od Seiko (niebrandowany), bardzo często stosowany w zegarkach microbrandowych. Werk pracuje z częstotliwością 21 600 bhp i łożyskowany jest na 24 kamieniach. Rezerwa chodu to 41 h. Werk wyposażony jest w „stop sekundę”, a także możliwość ręcznego dokręcania. Jest to przy okazji werk wyposażony w komplikację daty, co w przypadku recenzowanego modelu przejawia się tym, że po odkręceniu koronki nadal ma ona 3 pozycje, przy czym koronka w pozycji 2, w której ustawiamy datę, do niczego oczywiście nie służy. Pewnie jest możliwe, by w przypadku, w którym zegarek i tak pozbawiony jest komplikacji daty, koronka miała tylko dwie pozycje (1 – nakręcanie i 2 – „stop sekunda”). Takie rozwiązanie zastosowaną z Etą w moim Tudorze. Jeśli chodzi o dokładność, to wedle dostępnych informacji mieści się ona w zakresie -20s/+40s. Dla potrzeb recenzji dokonałem w tym zakresie stosownego sprawdzenia i wychodzi mi +6-7s/24 h, więc powodów do narzekania nie widzę. Werk przykryty jest oczywiście pełnym deklem i bardzo dobrze, bo w przypadku dekla transparentnego podziwiać za bardzo i tak nie byłoby czego. 
       
      5.
       
      Zegarek otrzymujemy na pasku nato w takiej samej kolorystyce, w jakiej jest tarcza zegarka. Co mogę o tym pasku napisać? Na pewno na plus to, że klamerka tego paska jest logowana. Warto wspomnieć także o tym, że zarówno klamerka, jak i pozostałe klamry, również wykonane są z tytanu, a to powoduje, że w przypadku noszenia oryginalnego paska, nie występuje tu żaden dysonans kolorystyczny, który mógłby psuć odbiór całości. Przez moje ręce przeszło już wiele pasów, w tym nato. I trzeba uczciwie napisać, że nato dostarczane przez BOLDRa nie jest najwyższych lotów. To na pewno nie jakość pasków BluShark/AlphaShark czy też takich, które dostarczają bardziej uznani producenci. Pasek jest w mojej ocenie zbyt sztywny, nie za bardzo chcę się poddać i przez to niezbyt przyjemnie się go nosi. Stąd od razu przerzuciłem zegarek na skórzane nato w stylu vintage, na którym wygląda całkiem nieźle, choć oczywiście występuje opisany przeze mnie powyżej dysonans, tym bardziej, że klamerka i klamry w tym pasku są polerowane na wysoki połysk.
       




       
       
       
       
      Czy polecam ten zegarek? Zdecydowanie tak!
       
      Jak pisałem na samym początku, zegarek ten wygrał starcie z Hamiltonem Khaki Field na manualnym werku. Zapytacie, co o tym zadecydowało? Cytując pewnego klasyka mógłbym napisać „Kasa, misiu, kasa”. Oczywiście BOLDR w cenie, jaką zaproponował mi Jarek, to zegarek wyraźnie tańszy od Hamiltona, co też miało znaczenie. Ten czynnik jednak nie był decydujący, bo przeważyły chęć posiadania zegarka w tytanowej kopercie (ach ta lekkość), o rozsądnym WR, wynoszącym przynajmniej 10ATM (w przypadku recenzowanego BOLDRA jest to 20ATM).
       
      Jest jeszcze jeden czynnik, związany z uwarunkowaniami osobniczymi. Poza pewnymi wyjątkami, noszę w zasadzie tylko małe zegarki, takie o średnicy koperty do 40 mm (optymalnie to dla mnie 36-38 mm średnicy koperty). Hamilton to też 38 mm średnicy, jednak trzeba pamiętać o tym, że ma on relatywnie długie uszy, co staje się szczególnie widoczne wówczas,
      gdy chce się ten zegarek nosić na pasku innym, niż nato. Ja poprzednią wersję
      Hamiltona nosiłem na specjalnie wykonanym pasku z podkładką
      i wówczas nie było widać szpary, jaka tworzy się między kopertą a mocowaniem paska. To powoduje przy okazji, że Hamilton nosi się jednak jak zegarek większy niż te 38 mm średnicy.
      Ot, drobiazg taki, ale dla mnie niezwykle istotny.
       
      BOLDR Venture Automatic to na pewno bardzo interesujący zegarek. Jest dostępny w kilku
      opcjach kolorystycznych, a to powoduje, że każdy znajdzie dla siebie ten odpowiedni. Jest koperta z tytanu, szafirowe szkło (z antyrefleksem), rozsądna wodoszczelność, a także werk, którego serwis na pewno nie zrujnuje kieszeni. Do tego, w mojej ocenie, cena na ten model została skalkulowana bardzo dobrze.
       
      36+3Jeśli więc ktoś szuka bardzo dobrze wykonanego field watcha, w cenie ok. 1,2-1,3 tyś. zł, to ja
      szczerze ten zegarek polecam. Należy mieć tylko na uwadze jedno. Specyficzna budowa koperty, niewielkie wymiary (w tym w szczególności wymiar L2L) będą powodować, że pewnie nie będzie to
      najlepszy wybór dla kogoś, kto szuka nieco większego zegarka.
      Ale jak powszechnie wiadomo, małe jest piękne, a field watche nigdy nie były duże   
       
       
      Jak zwykle zapraszam do lektury, komentowania i dzielenia się uwagami, Rafał. 
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
    • By fidelio
      Jakiś czas temu miałem sposobność ponosić model C60 Trident Pro 600 Vintage od Christophera Warda, wyposażony w werk automatyczny Sellita SW200-1. Choć zegarek ten nie zagościł u mnie zbyt długo (w zasadzie jedynym powodem rozstania była jego wielkość, bo zdecydowałem się na zakup wersji o średnicy 43 mm, kiedy wydawało mi się jeszcze, że mogę nosić tak duże zegarki), to jednak zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, przede wszystkim jakością wykonania. Do tego, był to mój najdokładniejszy wówczas zegarek (ok. +2s/24h).
       
      Po rozstaniu się z prawdziwym nurkiem do Christophera Warda,
      kilka razy zastanawiałem się nad kupnem jakiegoś mniejszego zegarka od tego producenta,
      jednak za każdym razem, kiedy taki pomysł kiełkował w mojej głowie, ostatecznie coś innego, na krócej bądź dłużej, lądowało w moim pudełku z zegarkami.
       
      Nie tak dawno, korzystając z możliwości obejrzenia zegarka przed zakupem, od jednego z forumowych Kolegów (dziękuję Tomek raz jeszcze), kupiłem model C65 Trident Diver, w wersji z czarną tarczą oraz na czarnym skórzanym pasku (oznaczenie katalogowe producenta: C65-41H3H1-S0KK0-VK), którego na tyle, na ile tylko potrafię, postaram się obiektywnie dla Was zrecenzować.
       
      1.
       
      Czasami o tym piszę,  czasami nie. Tym razem postanowiłem jednak, że kilka zdań poświęcę pudełku, w którym Krzysia dostajemy po zakupie. Gustownie wykonane, drewniane pudełku, z logo producenta, bez wątpienia sprawia wrażenie obcowania z produktem wyjątkowym, co nie ukrywam, bardzo lubię. Pudełko ma kształt wydłużonego prostopadłościanu i skryte jest w skórzanym (względnie skóropodobnym) etui, z wytłoczonym na nim motywem podwójnej flagi, zaś sam zegarek spoczywa w nim na płasko, ustabilizowany gumkami przymocowanymi do czarnej wyściółki. Oprócz zegarka w pudełku znajdujemy oczywiście także wszystkie papierki oraz kartę. Drewniane pudełko dodatkowo opakowane jest w pudełko kartonowe, w kolorze czarnym. Na pudełku kartonowym również znajduje się wytłoczona podwójna flaga.
       


       
      2.
       
      Po ok. 2-3 latach pasjonowania się zegarkami stało się dla mnie oczywistym, że powinienem nosić w zasadzie tylko takie, których średnica koperty nie przekracza 40 mm. Nie licząc Moona, Krzyś jest tutaj wyjątkiem, bo średnica jego stalowej koperty (stal 316L) to 41 mm, mierzone bez koronki. Zegarek ma jednak stosunkowo krótkie uszy, a wymiar „od ucha do ucha” to 47 mm, a więc mniej niż w posiadanym przeze mnie Damasko DA38 Black (tam jest to 48 mm) i w zasadzie tyle samo, co w Moonie. Do tego ok. 11,5 mm grubości, razem z wypukłym i wstającym nad bezel szafirowym szkłem. To niewiele gdy weźmie się pod uwagę, że mamy do czynienia z zegarkiem, który przez producenta określany jest jako diver (tak z kronikarskiej dokładności, to „retro dive watch”). Milczy o tym oficjalna strona internetowa producenta, nie ma o tym mowy w dokumentach dostarczonych razem z zegarkiem, ale zarówno z dostępnych informacji, jak i z moich obserwacji wynika, że szkło ma wewnętrzny antyrefleks.
       
      Szerokość między uszami to 22 mm, a zegarek, dzięki krótkim uszom oraz rozsądnemu (z mojej perspektywy) wymiarowi „od ucha do ucha”, świetnie układa się na nadgarstku i w związku z tym nosi się go bardzo wygodnie. Stosunkowo nieduża grubość tego zegarka sprawa, że będzie on także bardzo dobrym towarzystwem dla tak lubianych przeze mnie wzorzystych koszul z długim rękawem oraz swetrów. Z uwagi na stosunkowo niedużą grubość, na pewno nie będzie przyciągany przez futryny.
       





       
      3.
       
      Posiadany przeze mnie wcześniej C60 Trident Pro 600 Vintage przypadł mi do gustu m. in. z powodu bardzo wysokiej jakości wykonania. Co dotyczy modelu C65 Trident Diver, to z docierających do mnie już wcześniej na jego temat informacji wynikało, że i ten jest bardzo dobrze wykonany, co w szczególności dotyczy koperty. W temacie poświęconym zegarkom tej marki pisał o tym m. in. Kolega @Krygo. I przyznaję, koperta tego Krzysia jest po prostu świetna. Trochę uprzedzając fakty napiszę, że biorąc pod uwagę cenę, jaką przyszło mi za niego zapłacić, nie przypominam sobie zegarka w zbliżonej kwocie, którego koperta byłaby tak dobrze wykonana.
       
      Mamy tu bowiem do czynienia z połączniem powierzchni polerowanych na wysoki połysk oraz szczotkowanych, co oczywiście samo w sobie nie świadczy jeszcze o tym, że koperta jest bardzo dobrze wykonana. Jeśli chodzi o szczegóły, to szczotkowana jest górna powierzchnia uszu, przy czym same uszy są nie tylko podcięte od spodu, ale dodatkowo ich krawędź jest fazowana na wysoki połysk, a samo fazowanie biegnie przez cały boczny profil koperty, przechodząc płynnie do drugiego ucha. Jakby tego było mało, poniżej tego fazowanie mamy kolejne fazowanie, tym razem szczotkowane, które również biegnie przez cały boczny profil koperty, do drugiego ucha. Pod tym środkowym szczotkowanym fazowaniem, cały boczny profil koperty jest nieznacznie podcięty (w tym fragmencie koperta znowu polerowana jest na wysoki połysk). Podcięty fragment koperty, w połączeniu z szczotkowanym fazowaniem biegnącym przez boczny profil koperty, tworzy wyraźnie wyczuwalny pod palcem stopień. Odcięcie powierzchni polerowanych na wysoki połysk od tych szczotkowanych jest wyraźne oraz ostre, a sama koperta jest po prostu wielopłaszczyznowa, co może (a w mojej ocenie nawet musi) się podobać, ponieważ wygląda to niezwykle efektownie i bez wątpienia wyróżnia ten zegarek na tle innych. Warto odnotować i to również, że także między uszami tego zegarka producent nie poszedł na łatwiznę; koperta jest tam szczotkowana, a wewnętrzne powierzchnie uszu są polerowane na wysoki połysk.
       
      Stosunkowo cienki bezel nurkowy jest koloru czarnego i ma wkładkę z aluminium. Na bezelu mamy podziałkę minutową w postaci pionowych kresek oraz cyfr arabskich (cyframi arabskimi oznaczono co piątą minutę). Oznaczenia na bezelu są w kolorze srebrnym. Na godzinie 12tej srebrny trójkąt, a w jego środku wypukła kropka z lumą – to jedyny świecący element bezela. Bezel jest delikatnie karbowany, przy czym to karbowanie na pewno nie pozwala na to, by bezelem wygodnie operować pod wodą, szczególnie w rękawicach do nurkowania (po prostu wówczas nie uda się go pewnie chwycić). Bezel jest również pochylony (na zewnątrz). Jest to oczywiście bezel jednokierunkowy (120 klików), przy czym do jego pracy nie mam żadnych zastrzeżeń, bowiem obraca się on z wyczuwalnym oporem, w zasadzie bez jakichkolwiek luzów, a oznaczenia na nim świetnie zgrywają się z oznaczeniami na tarczy. Bardzo dobrze stało się, że w recenzowanym zegarku producent nie zdecydował się na zastosowanie wkładki bezela z ceramiki czy szafiru. Może to i rozwiązanie funkcjonalne, pozwalające na ustrzeżenie się przed porysowaniem bezela, jednak do pewnych zegarków, w szczególności tych mocno osadzonych w klimacie vintage, ceramika po prostu nie pasuje i wówczas, z estetycznego punktu widzenia, wkładka aluminiowa jest po prostu lepszym wyborem.  






       
      Koronka umieszczona została tradycyjnie na godzinie 3ciej i jest ona relatywnie duża (gdy chodzi o jej proporcje, to przypomina mi koronkę, jaką znajdziemy w modelu Big Crown Pointer Date od Orisa). Koronka jest karbowana, a jej wielkość umożliwia pewny chwyt, co ma dość istotne znaczenie, ponieważ mamy tu do czynienia z zegarkiem z ręcznym naciągiem. Sama praca koronki jest bardzo przyjemna, można by rzecz (napisać), że aksamitna. Powierzchnia boczna koronki jest niemal w całości satynowana, a w to satynowanie wpisana jest wyraźnie wyczuwalna pod palcem podwójna flaga Christophera Warda, polerowana na wysoki połysk. Parametr wodoszczelności recenzowanego zegarka to 150 m, o czym informuje także napis na tarczy oraz na dekielku, przy czym koronka nie jest zakręcana.
       
      Dekielek pełny oraz zakręcany, w zasadzie typowy dla Christophera Warda, bo z świetnie wykonanym grawerunkiem trójzębu. Do tego standardowy pakiet informacji, obejmujący oprócz numeru seryjnego dane o materiale, z jakiego zegarek został wykonany, o wodoszczelności, a także o pochodzeniu zegarka. Trochę z wrodzonego czepialstwa zastanawiam się, czy skoro recenzowany zegarek nie jest typowym diverem (w sensie funkcjonalnym), a sam werk jest jak twierdzi producent zdobiony (na stronie internetowej znajdziemy informację o „Christopher Ward 'Colimacone' finish on movement”), to nie należało jednak zastosować dekla transparentnego, przez który ten werk można by oglądać? Tak czy inaczej, zastosowania dekla pełnego nie traktuję jako wady o charakterze obiektywnym. Ot, takie moje widzimisię. 
       


       
      Tak jak napisałem powyżej, nie przychodzi mi na myśl żaden inny zegarek, w kwocie zbliżonej do tej, jaką zapłaciłem za tego Krzysia, który miałby tak wykonaną kopertę. Zaryzykuję stwierdzenie, że w tej materii recenzowany Krzyś wyznacza pewien nowy standard, którym bardzo długo było dla mnie Seiko, z modelami SARB 033/035. Pójdę jeszcze dalej i napiszę, że także w cenie regularnej, która wynosi niecałe 700 GBP w przypadku wersji na skórzanym pasku, niewiele zegarków może się z nim mierzyć, gdy chodzi o jakość wykonania koperty. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Póki co nie dotarłem jeszcze do informacje, gdzie te koperty są produkowane (i przez kogo), choć bardzo mnie to interesuje. Z estetycznego punktu widzenia trudno tu się do czegoś przyczepić, choć do pełni szczęścia brakuje mi wierconych uszu, tym bardziej, że zegarek jest paskolubny. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że brak zakręcanej koronki czy też delikatnie karbowany bezel, który nie pozwala na wygodne używanie tego zegarka w warunkach „bojowych” powodują, iż C65 Trident Diver nie jest typowym zegarkiem nurkowym. Myślę jednak, że nie taki był zamysł producenta, w którego portfolio z łatwością można znaleźć bezkompromisowe zegarki przeznaczone do tego typu aktywności. Przykładem niech będzie przywołany już wcześniej model C60 Trident Pro 600.
       
      4.
       
      Co dotyczy tarczy tego zegarka, to od razu zastrzegam, że nie będę zabierał głosu na temat tego, czy ładniejsze jest stare, czy też nowe logo Christophera Warda. Skupię się raczej na estetycznej stronie tarczy recenzowanego zegarka i zacznę od tego, że jest ona w kolorze matowej czerni, przy czym jeśli przyjrzeć się tarczy z bliższej odległości, to bez wątpienia można zauważyć, że nie jest ona gładka. Nawiązanie do vintage w przypadku tarczy widać już w kolorze indeksów (godzinowych), bo pomijając podziałkę minutową (ta jest w kolorze białym) mamy tu do czynienia z kolorem przywodzącym na myśl zegarki produkowane kilkadziesiąt lat temu. W interesującym nas przypadku mamy po prostu do czynienia z zastosowaniem „Old Radium SuperLuminova” (pokryte nią zostały indeksy godzinowe, a także wskazówki godzinowa oraz minutowa, a także końcówka sekundnika).
       
      Indeksy godzinowe są nakładane (wyjątkiem jest tutaj indeks na godzinie 6tej) i mają one bardzo prosty kształt, który w mojej ocenie zdecydowanie pasuje do charakteru tego zegarka. Myślę, że gdyby producent zdecydował się w przypadku recenzowanego zegarka na fasetowane indeksy, to nie współgrałoby to z ogólnym pomysłem na ten zegarek. Indeksy na godzinie 12tej (nakładany) oraz na godzinie 6tej (malowany) są w kształcie kwadratów. Pozostałe indeksy godzinowe to prostokąty, przy czym wyróżnione (poprzez odmienna grubość oraz długość są te na godzinie 3ciej oraz na godzinie 9tej). Na godzinie 6tej oraz 12tej, oprócz kwadratowych indeksów, mamy także namalowane cyfry/liczby arabskie, oznaczające te godziny. Do jakości nałożenia (namalowania) indeksów godzinowych, a także namalowania cyfr/liczb arabskich, nie mam żadnych uwag. Wszystko jest tu równo, a także ostro i bez strzępień. Nie odnotowałem także przesunięć namalowanych na tarczy cyfr/liczb względem odpowiadających im indeksów godzinowych.
       
      Pod liczbą 12 mamy wytłoczoną podwójną flagę Christophera Warda, która w żaden sposób nie jest wyróżniona kolorystycznie. Nad godziną 6tą mamy informacje o wodoszczelności (w kolorze białym). Także napis „SWISS MADE”, pomiędzy którym znajduje się arabska 6ka, jest w kolorze białym. Do tego momentu więc całkiem symetrycznie (zegarek nie ma komplikacji daty) i wobec tego docieramy do logo, w postaci napisu „Christopher Ward”, które umieszczone zostało, całkiem nietypowo, na wysokości godziny 9tej. Pomijając już spór dotyczący tego, które logo (stare czy nowe) jest ładniejsze, to oczywiście nie ulega wątpliwości, że logo zostało umieszczone w dość nietypowym miejscu, co bez wątpienia zaburza symetrię tarczy. Czy z mojej perspektywy jest to jakiś problem? Czy zegarek zyskałby w moich oczach, gdyby logo zostało umieszczone w innym miejscu (np. pod godziną 12tą)? Z perspektywy czasu wiem, że nie. Nie przeszkadzało mi to w posiadanym wcześniej modelu C60 Trident Pro 600 Vintage, nie przeszkadza mi to w recenzowanym zegarku. Z mojej perspektywy takie umieszczenie logo na tarczy jest pewną ciekawostką, pozytywnie wyróżniającą ten zegarek na tle innych, w których logo znajdujemy zazwyczaj pod godziną 12tą (podobnie mam z datownikiem na godzinie 12tej, w przypadku Longinesa Conquesta z linii Heritage). Pomiędzy indeksami godzinowymi na tarczy znajduje się podziałka minutowa (w kolorze białym), a pomiędzy indeksami minutowymi mamy do czynienia z kolejnymi subindeksami, których jak dla mnie, mogłoby tak w ogóle nie być.
       
      Wskazówki godzinowa oraz minutowa mają kształt „baton hands”, a ich środkowa część wypełniona jest lumą – „Old Radium SuperLuminova”. Ciężko mi to uchwycić na zdjęciach, ale wskazówki nie są płaskie; ich zewnętrzne krawędzie  schodzą lekko w dół. Wskazówka sekundnika jest prosta i zakończona została przeciwwagą w kształcie trójzęba, typową dla zegarków Christophera Warda. Na końcówce srebrnej wskazówki sekundnika również znajdziemy lumę „Old Radium SuperLuminova” (do ok. 1/5 długości tej wskazówki). Jeśli chodzi o świecenie, to zegarek oczywiście świeci (na zielono). Nie jest to jednak luma bardzo mocna i daleko jej do tego, co znajdziemy w diverach od Seiko czy np. w posiadanym przeze mnie Aquisie. Na pewno jednak zegarek świeci wyraźnie lepiej niż posiadane przeze mnie Damasko DA38 Black i wobec tego odczyt godziny w nocy nie jest żadnym problemem.
       









       
      Tarcza zdecydowanie współgra ze stylistyką całego zegarka, który utrzymany jest przecież w klimacie vintage. Podoba mi się, że producent zdecydował się na użycie lumy „Old Radium SuperLuminova” na indeksach godzinowych oraz na wskazówkach, bo dzięki temu mamy czytelne nawiązanie do kolorystyki indeksów oraz wskazówek, jaka można było spotkać w zegarkach produkowanych kilkadziesiąt lat temu. Przy okazji dobrze się stało, że producent zastosował także biały kolor na tarczy (logo, informacje o wodoszczelności, napis „SWISS MADE”, indeksy minutowe oraz subindeksy). Biały kolor świetnie kontrastuje z kolorem tarczy, a do tego wyraźnie odcina się od koloru indeksów godzinowych oraz wskazówek. Nie miałbym jednocześnie nic przeciwko temu, gdyby producent zrezygnował z dodatkowej podziałki między podziałką oznaczającą minuty, bo jakoś nie znajduję uzasadnienia dla takiego rozwiązania.
       
      5.
       
      Szukając informacji o tym zegarku dość szybko zorientowałem się, że zastosowano tutaj werk manualny. Rzut oka na wymiary zegarka (dotyczy to m. in jego grubości) uzmysłowił mi, że na pewno nie jest to Unitas. W przypadku recenzowanego zegarka mamy do czynienia z Sellitą SW210-1, z którą nigdy nie miałem sposobności.
       
      Jak informuje producent na stronie internetowej, werk jest zdobiony – „Christopher Ward ‘Colimacone’ finish on movement”, o czym oczywiście nie przekonany się, bo dekielek jest pełny. Z informacji dostępnych na zagranicznych forach zegarkowych wynika jednak, że werk faktycznie jest zdobiony. Sellita SW210-1 to werk o grubości 3,35 mm, łożyskowany na 19 kamieniach i pracujący z częstotliwością 28 800 BPH. Rezerwa chodu to 42 h, zaś deklarowana przez producenta zegarka odchyłka zegarka mieści się w przedziale -15s/+15s na dobę. Faktycznie jest zdecydowanie lepiej, bo odnotowałem odchyłkę na poziomie +2s na dobę (na noc zegarek był odłożony dekielkiem do góry), więc powodów do narzekania nie mam. Mechanizm jest oczywiście wyposażony w „stop sekundę”.
       
      6.
       
      Wcześniej napisałem, że recenzowany zegarek jest paskolubny i to stwierdzenie podtrzymuję. Zegarek otrzymujemy na czarnym skórzanym pasku z włoskiej skóry, z logowaną klamerką. Pasek jest postarzany oraz przeszywany białą nicią. Pasek jest dobrej jakości – jest miękki, przyjemny w dotyku i dobrze układa się na nadgarstku. Jego szerokość przy klamerce to 20 mm. Pasek dostarczony przez producenta nie do końca przypadł do gustu, choć bliżej prawdy będzie jak napiszę, że nie zachwyciła mnie sama kompozycja kolorystyczna, a więc zestawienie czarnego paska z czarną tarczą zegarka. Zakładając (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością), że zegarek zostanie przeze mnie zakupiony po tym, jak będę miał możliwość go obejrzeć, umówiłem się od razu zapobiegawczo z innym forumowym Kolegą (przy tej okazji pozdrowienia dla Ryśka), od którego kupiłem pasek nato od Blu Shark, w kolorystyce „vintage Bond”. W mojej ocenie pasek ten bardzo dobrze pasuje do recenzowanego zegarka. Przy okazji, z uwagi na to, że zegarek nie jest przesadnie gruby, pasek nato nie podnosi go nadmiernie i w związku z tym, w takim zestawieniu zegarek nadal nie będzie przyciągany przez futryny. Bez wątpienia zegarek będzie dobrze wyglądał także na innych paskach, w szczególności wszelkiego rodzaju zamszach. Z kronikarskiego obowiązku wypada dodać, że oryginalny pasek Christophera Warda wyposażony jest w teleskopy „quick release”, co zdecydowanie usprawnia proces jego zdejmowania/zakładania.
       




       
      Christopher Ward C65 Trident Diver bardzo przypadł mi do gustu. Jeszcze bardziej do gustu przypadła mi cena którą za ten zegarek przyszło mi zapłacić (o połowę niższa od tej, którą znajdziemy na stronie internetowej producenta).
       
      Zegarek jest świetnie wykonany, co w szczególności dotyczy jego koperty. Bez wątpienia mamy to do czynienia z bardzo spójnym projektem, który stylistycznie nawiązuje do lat 60tych XX wieku, przy czym jednocześnie nie ma się wrażenia, że ten zegarek jest homarem jakiegoś konkretnego modelu pochodzącego od innego producenta. Ot, zegarek po prostu czepie ze stylistyki tamtego okresu, co w mojej ocenie nie może być traktowane jako wada.
       
      Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest to rasowy diver, nie tylko z powodu WR na poziomie 150 m, ale głównie dlatego, że koronka w tym zegarku nie jest zakręcana, zaś karbowanie bezela jest raczej delikatne i bez wątpienia nie pozwala ono na wygodne operowanie bezelem pod wodą, w rękawicach do nurkowanie. Nie jest to więc typowy „tool watch”, ale przecież w tym przypadku nie chodziło o stworzenie takiego właśnie zegarka, tym bardziej gdy zapoznany się z bogata ofertą Christophera Warda, w ramach której znajdziemy choćby model C60 Trident Pro 600.
       
      Na pewno zegarek jest niezwykle interesującą propozycją dla kogoś, kto szuka zegarka mocno osadzonego w stylistyce vintage, o rozsądnych choć nie przesadnie dużych wymiarach, nie ginącego jednocześnie na nadgarstku, a przy tym wyróżniającego się jakością wykonania oraz parametrami technicznymi, które pozwalają na bezstresowe z tego zegarka na co dzień.
      No więc ja polecam. Zdecydowanie!
       
      Zdjęcia (wszystkie) moje i z telefonu 
       
      Jak zwykle zapraszam do lektury, uwag i komentarzy 
       
      Rafał 
       
       
       
       
       

       
       
       
       
       

       
       

       

       
    • By Mike S
      Poljot 3017
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.