Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
Ciech

Klamry Ciecha, oraz inny męski szpej

Recommended Posts

Wojtku wszystko co robisz jest przepiekne i dopieszczone w kazdym calu i detalu!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję @Normad  :)

To wszystko jest kwestą wielu godzin żmudnego dłubania i wpatrywania w błyszczące metalowe przedmioty.

Zawsze z niecierpliwością czekam na efekt końcowy,  zawsze jest zagadką czy będzie wyglądać tak jak zaplanowałem.

Jeśli się uda efekt końcowy to wynagradza.

Druga sprawa to docierają do mnie sygnały że w rzeczywistości prezentują się  lepiej niż na zdjęciach.

 

... i jeszcze jedna fotka z mojej camery obscury .

Klamry 22 i 24mm wykonane z damastu nierdzewnego.

 

22i24-1010036-1024.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję @KRZYSiO  :)

 

... a przy okazji jest sposobność cofnąć się troszkę w czasie.

Klamra którą śwojego czasu zrobiłem z timascusu już od dawna jest na docelowym pasku,

a ponieważ  zegarek  jest nietuzinkowy chetnie go pokażę.

 

IMG-20190301-175335-488.jpg

 

IMG-20190301-175327-017.jpg

 

IMG-20190301-175344-439.jpg

 

IMG-20190301-175341-564.jpg

 

Miałem przyjemność wykonać klamrę dla Twórcy tego zegarka.
Gdyby kogoś interesowały szczegóły to informacje są dostępne pod adresem:
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję @Normad :)

To wszystko jest kwestą wielu godzin żmudnego dłubania i wpatrywania w błyszczące metalowe przedmioty.

Zawsze z niecierpliwością czekam na efekt końcowy, zawsze jest zagadką czy będzie wyglądać tak jak zaplanowałem.

Jeśli się uda efekt końcowy to wynagradza.

Druga sprawa to docierają do mnie sygnały że w rzeczywistości prezentują się lepiej niż na zdjęciach.

 

... i jeszcze jedna fotka z mojej camery obscury .

Klamry 22 i 24mm wykonane z damastu nierdzewnego.

 

 

Taką klamerkę 20mm byś zrobił? Albo ewentualnie z brązu?

Edited by DawPi
Nie cytujemy zdjęć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klamra super wygląda. U mnie coraz większa chęć posiadania się włącza, jak tak na nie patrzę ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pilnik jest od pradawnych czasów jednym z najważniejszych narzędzi w warsztacie rękodzielnika pracującego w metalu, więcej na temat pilników używanych w danym rękodziele metalowym przeczytamy np. w:

Jacek A. Rochacki, Techniki zdobnicze na powierzchniach gładkich stosowane w dawnym złotnictwiemateriały z VIII Sesji Naukowej z cyklu Rzemiosło Artystyczne i Wzornictwo w Polsce,Toruński Oddział Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Toruń, 2008. Strony: 45-55, także patrz dział: Ilustracje.

 

W skrócie:

 

Pilniki złotnicze, ongiś wykonywane w warsztacie złotniczym przez samego złotnika lub w warsztacie specjalistycznym - powiedziałoby się "pilnikarskim" (fajlenschmied) przez rzemieślnika specjalizującego się w ich wyrobie, powstawały w wyniku nacinania powierzchni podługowato odkutego kawałka żelaza za pomocą

 

specjalnych nacinaków - mesli, lub specjalnymi młotkami o zaszlifowanym na ostro płaskim czole roboczym, przypominającym zakończenie łopatki czekana alpinistycznego, lub młotek murarski, służący ongiś do przepoławiania cegieł. Widzimy to na rycinach z roku 1425 i z roku 1534

post-106141-0-29164900-1561979881_thumb.jpg

opublikowanych w książce Mnich Teofil i złotnictwo średniowieczne Erharda Brepohla W dobie uprzemysłowienia zmechanizowano proces wytwarzania pilników, co spowodowało znacznie równiejsze ich nacinanie. Oczywiste, iż tak różnie wytwarzane pilniki pozostawiały różne od siebie ślady, co może być przydatne dla ustalania miejsca i czasu powstania obiektu noszącego ślady pracy pilnikiem.

Pilniki występowały w różnych rozmiarach i kształtach, te większe oprawiano w drewniane uchwyty - hefty, w tych mniejszych, zwanych iglakami, a w języku starego warsztatu naderfajlami, uchwytem była odkuta w kształt okrągłego, rzadziej graniastego w przekroju trzpienia dolna część samego pilnika. Pilniki, najczęściej te małe, czyli iglaki o drobnej gradacji zwano jedwabnikami.

Koniecznie wspomnieć trzeba pilniki specjalistyczne tzw. pilniki ryflowe o charakterystycznie, płozowato wygiętych kształtach, służących do docierania w trudno dostępne zakamarki opracowywanych powierzchni.

Z punktu widzenia konstrukcji części roboczej narzędzia i biorącej się z niej techniki pracy, można podzielić pilniki metalowe na dwa rodzaje: te o powierzchniach roboczych będacych w przekroju trójkątami a raczej trójkątnymi w przekroju bruzdami o osiach prostopadłych do płaszczyzny pilnika, i te o bruzdach, których osie umiejscowione są pod pewnym kątem w stosunku do płaszczyzny pilnika. Te pierwsze nie są stosowane do pracy w metalach; ich przykładami może być pilnik o konstrukcji takiej, jak pilniki do opiłowywania elementów z masy perłowej, lub dobrze znany z życia pilniczek metalowy do manicure. Te drugie, o osiach swych "zębów" czy raczej "bruzd" naciętych pod kątem, są typowymi pilnikami do pracy w metalach a wiec i stosowanymi w złotnictwie. Naturalnąkonsekwencją takiej konstrukcji jest fakt, iż pracują one w jednym kierunku - do przodu, w przeciwieństwie do tych pierwszych, pracujących w oba kierunki. Stąd prawidłowa, efektywna praca pilnikiem nie polega na szybkich ruchach prowadzenia narzędzia do przodu i do tyłu z taką samą siłą. Praca pilnikiem to swoista obróbka skrawaniem, i ważny jest właściwy kierunek i prowadzenie skrawającego narzędzia. Piłowanie, suw pracy odbywa się podczas ruchu do przodu, co jest naturalnąkonsekwencją opisanej powyżej konstrukcji pilnika do metalu; pewną siłę należy przyłożyć tylko podczas owego ruchu do przodu. Ruch do siebie to ruch powrotny, mający jedynie umożliwić wykonanie kolejnego ruchu do przodu. Prawidłową pracępilnikiem słychać jako regularne odgłosy czy dźwieki o różnym naprzemiennie natężeniu, gdyż inny dźwięk wydaje suw pracy, a inny - suw powrotu, tak więc, wchodząc do warsztatu, gdzie złotnik pracuje pilnikiem już "na ucho" można ocenićfachowość osoby pracującej, i tak nawet wstępnie wypracować sobie zdanie na temat jakości opiłowywanej powierzchni. A skoro o odgłosach pracy pilnikiem mowa, to na zakończenie wspomnę, iż każde kilka suwów pracy przerywane jest charakterystycznym odgłosem ostukiwania pilnika o fajnagel (element stołu), dla usunięcia zeń ewentualnych drobin opiłowywanego metalu.

 

Do niedawna bardzo polecanymi pilnikami do metalu były te produkowane przez F. Dick (sygnowane wygiętą strzałą), szwedzkie Oberg (sygnowane półksiężycem)  szwajcarskie Gladron Vallorbe (sygnowane rybą).

 


- im więcej wolno

- tym mniej wypada.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dziękuję @Jacek A. R. za ciekawy rys historyczny podstawowego narzędzia do ręcznej obróbki metalu :)

Ja cofnę się w trakcie mojej historii w czasie jedynie niewiele ponad wiek.

Tuż przed pierwszą wojną światową w Bydgoszczy zaczęto wytwarzać łopaty, kilofy i siekiery oraz śruby i pilniki,

na które wystąpił zwiększony popyt w związku z produkcją na cele wojenne.

Po jej zakończeniu zakład przyjął nazwę  Bydgoska Fabryka Pilników i Narzędzi.

Fabryka ta stała się największą w Polsce wytwórnią pilników, odznaczoną za jakość wyrobów wieloma medalami krajowymi i zagranicznymi ,

m.in. Grand Prix w Paryżu w 1927 r., medal na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. 

Po zakończeniu II wojny światowej Befana  stale poszerzała asortyment produkcji, dostosowując się do potrzeb zmieniającego się rynku.

W 1985 roku fabryka była na drugim miejscu w kraju pod względem liczby wyrobów oznaczonych znakiem jakości Q,

aż 70 proc. produkcji przeznaczano na eksport do 48 krajów świata.

Obecnie Befana jest wiodącą marką pilników na rynku polskim,

oraz eksporterem pilników igiełkowych, precyzyjnych, frezowanych i specjalnych na rynek ogólnoświatowy.

Przykładowy efekt końcowy, gdzie pilniki Befany grały pierwsze skrzypce:

 

1010027-1024.jpg

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- bardzo serdecznie dziękuję za opowieść o pilnikach z Bydgoszczy. Jest mi to bardzo bliskie i interesujące gdyż kilka lat temu przeniosłem sie z rodzimej Warszawy na stałe do Bydgoszczy i tylko żałuję że tak późno podjąłem tą decyzję. Tu napisałem uważane za potrzebne i pożyteczne książki w tym wydany niedawno Słownik terminów używanych w dawnych warsztatach złotniczych.


- im więcej wolno

- tym mniej wypada.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ta nowa odsłona Wojciechu genialna. Bardzo mi się podoba. Gratuluję pomysłu po raz kolejny ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miło mi że czas spędzony nad detalami  takimi komentarzami procentuje  :)

 

Tymczasem nastepny przedmiot jest już gotowy.

... ale tym razem nie do zegarka jest ona,

 

1010014a-1024.jpg

 

tylko do paska od spodni,

 

1010040c-1024.jpg

 

by gdy kieszenie wypełnione są szpejem - jeansy się z bioder się nie ześlizgiwały   ;)

 

1010019-1024.jpg

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- chyba z wrażenia, bo klamra bardzo fajna :)

Edited by Jacek A. R.

- im więcej wolno

- tym mniej wypada.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miazga!! Klamra z damastu śni mi się po nocach. Nawet nie będę pytał ile za takie cudo. Piękne

Edited by Triptical

Time matters

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

  • Similar Content

    • By karolpietak67
      Cześć :) Tutaj jeszcze mnie nie było , także postanowiłem się pojawić . Wykonuje paski na zamówienie ze skór egzotycznych lub włoskich . Dotychczas działałem tylko na grupach facebookowych , ale postanowiłem dodać posta tutaj i wstawić kilka przykładowych zdjęć pasków wykonanych w ostatnim czasie . Zapraszam również do mnie na instagrama Ashton_watch_strap_maker , gdzie można zobaczyć moje prace :) . Każdy pasek wyceniam idywidualnie . Zapraszam do kontaktu tutaj lub na instagramie :) 





























    • By andygp1
      Od jakiegoś czasu coś tam dłubię w skórce .Co prawda na zaprzyjaźnionym forum nieco się chwaliłem , ale tutaj jeszcze nie to i nadszedł ku temu czas.
       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

    • By d_box
      Postanowiłem uszyć swój pierwszy pasek do zegarka ze starego paska do spodni. Co do warsztatu to skromny nóż do tapet, szpikulec, igły, suwmiarka i linijka.
       
      Jak wam się podoba i co trzeba poprawić następnym razem.
       
       


    • By Grawermen
      Pokazujemy w tym dziale pasówki zrobione przez Pasjonatów Czasu 😉
       
      Na początek kilka zegarków handmade zbudowanych na zegarkach znanych firm.
       
      Zapraszam do pokazania swoich 🙂
       
      .






    • Guest fidelio
      By Guest fidelio
      Weekend z BOLDRem dobiega końca, więc czas na kilka słów o nim. 
       
      Naszło mnie na kupno budżetowego zegarka w typie field watch. I pojawił się dylemat, czy postawić na sprawdzonego konia, jakim w budżecie ok. 1-2 tyś. zł bez wątpienia jest Hamilton z modelem Khaki Field Mechanical, który już dwa razy gościł w moim pudełku (aktualnie brałem pod uwagę ref. H69439531, a więc nowszą wersję tego zegarka), czy może jednak poszukać czegoś innego?
       
      Moje poszukiwania doprowadziły mnie do dalekowschodniego microbrandu BOLDR, który przykuł moja uwagę modelem Venture Automatic, występującym w czterech kolorach.
       
      Kartka papieru, z jednej z strony wspomniany powyżej Hamilton, z drugiej strony BOLDR, tabelka z plusami, minusami i …ostatecznie zdecydowałem się właśnie na BOLDRa (wersja z niebieską tarczą, a więc model NAVY BLUE, jak go określa producent). Dzięki temu, że jeden z naszych forumowych Kolegów (dzięki Jarku) jest dystrybutorem tej marki, bardzo szybko znalazł się u mnie.
       
      1.
       
      Zegarek trafił do nas zapakowany w dwa tekturowe pudełka, które skrywają niewielką rolkę, częściowo wykonaną z materiału, a częściowo ze skóry. Rolka w kolorze niebieskim opatrzona jest logo producenta i skrywa przegródki, w których znalazłem sam zegarek oraz dokumenty. Nie jest to typowa rolka, dzięki której możemy przewozić (czy przechowywać) większą liczbę zegarków. Ot, raczej ciekawy sposób na to, by w razie konieczności przewozić (przechowywać) ten tylko zegarek, bo więcej w niej się po prostu nie zmieści. Całość sprawa jednak bardzo dobre wrażenie, także gdy chodzi o jakość wykonania i w zasadzie to wypada się tylko cieszyć, że w tym relatywnie niedużym budżecie producent daje coś więcej niż tylko tekturowe pudełka.  
       




       
       
      2.
       
      Ad rem jednak. Koperta jest wykonana z tytanu. To dla mnie ciekawa odmiana, choć miałem już styczność z zegarkiem wykonanym z tego materiału. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, gdy zegarki kosztowały znacznie mniej, urzekł mnie Schaumburg z modelem Flightanium. Ot pilot, na kultowym Unitasie, dziś już nieprodukowany, który także był wykonany z tytanu. To był jednak kawał zegarka (44 mm średnicy oraz spora grubość), więc oczywiście skończyło się tak, że kilka razy grzmotnąłem w to i owo i z czasem zegarek trafił do mojego brata. Na szczęście kompaktowe wymiaru recenzowanego BOLDRa sprawiły, że zdecydowałem się na niego i to mimo tego, że tytan nie jest tak gęsty jak stal, łatwiej go uszkodzić, a i z ewentualną renowacją koperty nie jest najłatwiej (najdelikatniej to ujmując). Zegarek ma średnicę 38 mm, a dzięki bardzo mocno ściętym uszom, schodzącym od razu ostro w dół, wymiar L2L to tylko 44 mm, a więc tyle, ile w zegarkach o średnicy ok. 36 mm. Uszy są oczywiście wiercone, co bardzo mi odpowiada. Rozmiar miedzy uszami to równe 20 mm, więc  nie ma żadnego problemu z dobraniem paska. Jeśli chodzi o wymiary tego zegarka, to miałem jedną wątpliwość. BOLDR podaje na swojej stronie internetowej, że zegarek ma 14 mm grubości. Taką informację znajdziecie zresztą także w wielu sklepach internetowych, które sprzedają ten zegarek. Pomyślałem więc sobie, że te 14 mm to dużo. Nawet za dużo, biorąc pod uwagę kompaktowe wymiary tego zegarka, jak i to, że producent dostarcza go na pasku nato, który zawsze dodatkowo podnosi zegarek. Oczyma wyobraźni widziałem już więc nieproporcjonalny i klockowaty projekt, który z czasem po prostu będzie mnie drażnił. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Doszedłem do wniosku, że także z uwagi na zastosowany w nim mechanizm, te 14 mm grubości to być może jakaś pomyłka. Tym bardziej, że w internetach można także znaleźć recenzje tego zegarka, w których pojawia się informacja, że grubość tego zegarka to 12 mm. Postanowiłem więc zaryzykować, tym bardziej, że Jarek przed wysyłką dokonał sobie znanymi metodami pomiaru, który wykazał właśnie ok. 12 mm grubości. Ogłaszam więc wszem i wobec, że po zmierzeniu go suwmiarką elektroniczną okazało się, że grubość tego zegarka to …11,9 mm, co oczywiście niezmiernie mnie ucieszyło. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o koronce na godzinie 4tej (koronka jest karbowana i pozwala na całkiem pewny chwyt), która jest zakręcana oraz logowana. Koronka po odkręceniu nie wykazuje żadnych luzów. Jeśli chodzi o klasę wodoszczelności, to mamy tutaj 20ATM, więc całkiem spoko. W zegarku zastosowano szkło szafirowe (płaskie) z antyrefleksem.
       
      Co dotyczy jakości wykonania koperty, to uwag nie mam. Jak wspominałem, koperta jest wykonana z tytanu, a to powoduje, że zegarka (i tak niewielkiego) w zasadzie nie czuć na ręce. Koperta w typie poduszeczki, z bardzo krótkimi oraz wierconymi uszami. Uszy od dołu są delikatnie podcięte. Boczna krawędź koperty jest frezowana – frezowanie przebiega na całej powierzchni bocznej (od góry) i w mojej ocenie dodaje zegarkowi pewnej lekkości. Lubię takie zabiegi stylistyczne, bo dzięki nim zegarek po prostu nie wygląda jak ciosany maczetą. Koperta jest w całości satynowana, a jej kolor jest typowy dla zegarków wykonanych właśnie z tytanu. Luneta jest o średniej grubości, a dzięki kształtowi koperty (poduszeczka) zegarek wygląda, jakby składał się z wielu płaszczyzn. Krawędzie oraz wszystkie przejścia są ostre. Brak jakichkolwiek wybłyszczeń, przetarć oraz tym podobnych historii. Dekielek jest pełny oraz zakręcany. Na dekielku znajdziemy zestaw podstawowych informacji dotyczący zegarka, w tym nazwa modelu, materiał koperty oraz zastosowany mechanizm (te informacje są tak mikroskopijne, że trzeba używać zoomu w telefonie, żeby się w nich rozeznać), a także grawerunek. Producent chwali się, że ten grawerunek to „embossed limited edition designer artwork”. Grawerunek nie jest zbyt głęboki, choć powiększenie ujawnia, że został on wykonany całkiem starannie. Przedstawia on literę „X” (nie mam pojęcia, dlaczego ta, a nie inna litera), złożoną z kombinacji liter/wyrazów, przy czym na środku tej litery mamy wygrawerowane logo producenta.
       







       
      3.
       
      Tarcza to oczywiście klasyka gatunku, jeśli mowa o zegarkach w typie field watch. Jak już pisałem powyżej tarcza ma kolor niebieski (NAVY BLUE jak to określa producent) i jest matowa. Wszystkie indeksy oraz inne oznaczenia znajdujące się na tarczy są malowane. Zewnętrzna podziałka minutowa to kreseczki, przy czym co piąta minuta odznaczona jest kropeczką (wszystkie są jednakowej wielkości). Te kropeczki są wypełnione lumą. Idąc do wewnątrz tarczy mamy oznaczenia godzinowe (cyfry i liczby arabskie od 1 do 12, które również wypełnione są lumą), a dalej współgrające z tymi oznaczeniami liczby od 13 do 24, wyraźnie mniejsze. Mamy tu więc do czynieni z zestawem typowym dla field watcha, spotykanym np. w przywołanym już wcześniej przeze mnie Hamiltonie czy też Seiko z linii SNZG. Pod godziną 12tą mamy naniesione informacje dotyczące producenta (w tym jego logo), a nad godziną 6tą znajdziemy oznaczenie modelu oraz klasy wodoszczelności. Do jakości naniesienia oznaczeń nie mam uwag. Wszystko naniesione jest równo, bez strzępień. Nie dostrzegam także przysunięcie między indeksami godzinowymi i odpowiadającymi im liczbami 13-24. Na tarczy brak daty, co akurat bardzo mi odpowiada, bo w mojej ocenie field watch takiego wskazania nie musi posiadać. Wskazówki (godzinowa oraz minutowa) najbliżej typu „syringe hands”, a więc …strzykawki. Środkowy fragment tych wskazówek wypełniony jest oczywiście lumą. Bardzo przypadła mi do gustu wskazówka sekundowa recenzowanego zegarka. Jej końcówka (prostokąt z igłą) jest w kolorze pomarańczowym, a to tworzy bardzo interesujący kontrast z kolorem tarczy zegarka, ożywiając go dodatkowo. Końcówka wskazówki sekundowej (jej środkowa część) również wypełniona jest lumą. Co do lumy, to nie dotarłem do szczegółowych informacji wskazujących na to, jaką konkretnie lumę BOLDR zastosował w tym zegarku. Producent podaje jedynie, że to „Japan Superlume”. Cokolwiek pod tą tajemniczą nazwą się kryje, to luma po prostu daje radę. Zegarek naświetlony wieczorem świeci w zasadzie całą noc i nie ma żadnego problemu z odczytem godziny w zupełnej ciemności.
       
      Tarczę recenzowanego zegarka oceniam wysoko. Ma ona bowiem układ typowy dla field watcha, a do tego zegarek pozbawiony jest daty. Także do lumy nie można mieć żadnych uwag, choć uczciwie należy przyznać, że nie jest to poziom Seiko. Życzyłbym sobie jedynie, aby tarcza była jeszcze bardziej ascetyczna. Tak się stało w przypadku wspomnianego już wcześniej Hamiltona, bo jego poprzednie wcielenie, poza informacją o producencie, na tarczy zawierała także oznaczenie konkretnego modelu, nie wspominając już o komplikacji daty. Tutaj oczywiście daty nie ma, ale myślę sobie, że dla ogólnego odbioru zegarka lepiej by było, gdyby producent poprzestał na tych oznaczeniach, które znajdują się pod godziną 12tą, rezygnując jednocześnie z tego, co znajduje się nad godziną 6tą (nazwa modelu oraz klasa wodoszczelności).
       






       
      4.
       
      Jeśli chodzi o mechaniczną stronę recenzowanego zegarka, to za jego napęd odpowiada werk SII NH35A, czyli w zasadzie wszystkim znany cal. 4R35 od Seiko (niebrandowany), bardzo często stosowany w zegarkach microbrandowych. Werk pracuje z częstotliwością 21 600 bhp i łożyskowany jest na 24 kamieniach. Rezerwa chodu to 41 h. Werk wyposażony jest w „stop sekundę”, a także możliwość ręcznego dokręcania. Jest to przy okazji werk wyposażony w komplikację daty, co w przypadku recenzowanego modelu przejawia się tym, że po odkręceniu koronki nadal ma ona 3 pozycje, przy czym koronka w pozycji 2, w której ustawiamy datę, do niczego oczywiście nie służy. Pewnie jest możliwe, by w przypadku, w którym zegarek i tak pozbawiony jest komplikacji daty, koronka miała tylko dwie pozycje (1 – nakręcanie i 2 – „stop sekunda”). Takie rozwiązanie zastosowaną z Etą w moim Tudorze. Jeśli chodzi o dokładność, to wedle dostępnych informacji mieści się ona w zakresie -20s/+40s. Dla potrzeb recenzji dokonałem w tym zakresie stosownego sprawdzenia i wychodzi mi +6-7s/24 h, więc powodów do narzekania nie widzę. Werk przykryty jest oczywiście pełnym deklem i bardzo dobrze, bo w przypadku dekla transparentnego podziwiać za bardzo i tak nie byłoby czego. 
       
      5.
       
      Zegarek otrzymujemy na pasku nato w takiej samej kolorystyce, w jakiej jest tarcza zegarka. Co mogę o tym pasku napisać? Na pewno na plus to, że klamerka tego paska jest logowana. Warto wspomnieć także o tym, że zarówno klamerka, jak i pozostałe klamry, również wykonane są z tytanu, a to powoduje, że w przypadku noszenia oryginalnego paska, nie występuje tu żaden dysonans kolorystyczny, który mógłby psuć odbiór całości. Przez moje ręce przeszło już wiele pasów, w tym nato. I trzeba uczciwie napisać, że nato dostarczane przez BOLDRa nie jest najwyższych lotów. To na pewno nie jakość pasków BluShark/AlphaShark czy też takich, które dostarczają bardziej uznani producenci. Pasek jest w mojej ocenie zbyt sztywny, nie za bardzo chcę się poddać i przez to niezbyt przyjemnie się go nosi. Stąd od razu przerzuciłem zegarek na skórzane nato w stylu vintage, na którym wygląda całkiem nieźle, choć oczywiście występuje opisany przeze mnie powyżej dysonans, tym bardziej, że klamerka i klamry w tym pasku są polerowane na wysoki połysk.
       




       
       
       
       
      Czy polecam ten zegarek? Zdecydowanie tak!
       
      Jak pisałem na samym początku, zegarek ten wygrał starcie z Hamiltonem Khaki Field na manualnym werku. Zapytacie, co o tym zadecydowało? Cytując pewnego klasyka mógłbym napisać „Kasa, misiu, kasa”. Oczywiście BOLDR w cenie, jaką zaproponował mi Jarek, to zegarek wyraźnie tańszy od Hamiltona, co też miało znaczenie. Ten czynnik jednak nie był decydujący, bo przeważyły chęć posiadania zegarka w tytanowej kopercie (ach ta lekkość), o rozsądnym WR, wynoszącym przynajmniej 10ATM (w przypadku recenzowanego BOLDRA jest to 20ATM).
       
      Jest jeszcze jeden czynnik, związany z uwarunkowaniami osobniczymi. Poza pewnymi wyjątkami, noszę w zasadzie tylko małe zegarki, takie o średnicy koperty do 40 mm (optymalnie to dla mnie 36-38 mm średnicy koperty). Hamilton to też 38 mm średnicy, jednak trzeba pamiętać o tym, że ma on relatywnie długie uszy, co staje się szczególnie widoczne wówczas,
      gdy chce się ten zegarek nosić na pasku innym, niż nato. Ja poprzednią wersję
      Hamiltona nosiłem na specjalnie wykonanym pasku z podkładką
      i wówczas nie było widać szpary, jaka tworzy się między kopertą a mocowaniem paska. To powoduje przy okazji, że Hamilton nosi się jednak jak zegarek większy niż te 38 mm średnicy.
      Ot, drobiazg taki, ale dla mnie niezwykle istotny.
       
      BOLDR Venture Automatic to na pewno bardzo interesujący zegarek. Jest dostępny w kilku
      opcjach kolorystycznych, a to powoduje, że każdy znajdzie dla siebie ten odpowiedni. Jest koperta z tytanu, szafirowe szkło (z antyrefleksem), rozsądna wodoszczelność, a także werk, którego serwis na pewno nie zrujnuje kieszeni. Do tego, w mojej ocenie, cena na ten model została skalkulowana bardzo dobrze.
       
      36+3Jeśli więc ktoś szuka bardzo dobrze wykonanego field watcha, w cenie ok. 1,2-1,3 tyś. zł, to ja
      szczerze ten zegarek polecam. Należy mieć tylko na uwadze jedno. Specyficzna budowa koperty, niewielkie wymiary (w tym w szczególności wymiar L2L) będą powodować, że pewnie nie będzie to
      najlepszy wybór dla kogoś, kto szuka nieco większego zegarka.
      Ale jak powszechnie wiadomo, małe jest piękne, a field watche nigdy nie były duże   
       
       
      Jak zwykle zapraszam do lektury, komentowania i dzielenia się uwagami, Rafał. 
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.