Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
eye_lip

Co nam w ....CD (i nie tylko) gra?

Recommended Posts

Tylko Rock z wkładkami zbierałem (niestety przy przeprowadzce, Żona się z tym rozprawiła, a ja za późno się zorientowałem).

 

:( szkoda...

ja nie mogę przeboleć, że przed laty moja siostra wyrzuciła mi (przez pomyłkę, chyba...) 5 numerów "Sport Bildu", z lat 1990 i 1992...

 

No oczywście, syntezatory stosowane ze smakiem uwielbiam. I mooga :) ale nadmiar akurat tych instrumentów jednak, moim zdaniem, muzyce szkodzi. Jest tak np. na "Ze słowem biegnę do ciebie".

 

SBB z Opola posłucham. A dziś wysłuchałem pierwszy dysk "Yessongs" - i słucha się dobrze! Rzeczywiście, jest w tym więcej nieskrępowanej energii niż w studio. Ale też nie ma takiej perfekcji, jak na "Made in Japan" [choć czy jakaś koncertówka może się z tym równać?]

 

W ostatnich dniach nie miałem wiele czasu na muzykę, ale zdążyłem też poznać kilka nagran ciekawego wykonawcy - Juliana Cope'a (nie mówiłem dotąd, że czasem lubię zajrzeć w kręgi w stylu Talking Heads/Bowie/Eno - choć to nie dziwi, skoro jest się fanem King Crimson 81-84). I jest to ciekawa muzyka, przywodzi na myśl berlińskie płyty Bowiego, a trochę krautrocka. Muszę się wsłuchać (a raczej wczytać, bo jestem wzrokowcem) w teksty, choć wydaje mi się, że z pewnymi poglądami Cope'a zgadzać się nie będę... ;)

 

A teraz słucham sobie jeszcze (ale tak bez całkowitej uwagi na razie) płyty, która ma jedną z najpiękniejszych okładek w historii rocka, czyli "Supernatural Fairy Tales". Brzmi dobrze, lepiej niż np. frisco sound.

 

600full-supernatural-fairy-tales-cover.j

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tia!

 

Nieskrępowanej energii!!!..........Mnie starego, łysego hipisa pacyfistę :lol:

niczym nie krępuje energia wydobywających się dźwięków z mojej zmieniarki.

Kiedy jadąc swym starym paździerzem z pogłośnionym na ful tym krążkiem,

załadowanym od lat wielu, tak że dach podskakuje!

Szczególnie kiedy mam nerwa i potrzeba mi go rozładować,

wtedy rura ile fabryka dała, muzyczka i adrealinka w serduchu,

załatwia sprawę.

Swoją drogą, to działali tak krótko

a tyle kapitalnych rzeczy stworzyli!

 

 

A to rozpala me zmysły do białości!

 

 


<p>Czasem lec-e w gruchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Edmund Exley, dnia 02 Kwie 2014 - 00:15, napisał:Edmund Exley, dnia 02 Kwie 2014 - 00:15, napisał:Edmund Exley, dnia 02 Kwie 2014 - 00:15, napisał:Edmund Exley, dnia 02 Kwie 2014 - 00:15, napisał:

 

(...) "Made in Japan" [choć czy jakaś koncertówka może się z tym równać?]

 

 

 

Witam,

pełna zgoda :) , tuż za nią podąża Uriah Heep Live i to IMO są dwa koncertowe posągi hard rocka. W dalszej kolejności Led Zeppelin The Songs Remains The Same, ale za to co zrobili ze Stairway To Heaven (oszukany mix), trochę się na nich pogniewałem :) .

Porannej energii doda z pewnością, niezbyt spopularyzowany u nas Grand Funk Railroad >

Edited by Jacek K.

 
 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

witam

 a ja proponuje kolegom coś takiego, to inna "dziwna" płyta armii z fajnymi momentami progresywnymi, poza tym świetna gra perkusisty

Share this post


Link to post
Share on other sites

@lec

Leszku, dałeś kopa tym wpisem! :) moim Creedence'owym "powerplayem" jest "Fortunate Son".

 

@Jacek K.

Jacku, z "The Song Remains..." mam bardzo miłe wspomnienia, sięgające licealnych wakacji - tata kupił mi ten album na urodziny i po prostu nie przestawałem go słuchać. Dwa lata później, po maturze, dostałem "How The West Was Won" - brzmi znacznie lepiej, sam zespół jest w lepszej formie, ale płyta ta ma jedną, niezawinioną wadę - została wydana 30 lat za późno... [cóż, podobnie było z "The Great Deceiver"] Ale mój tata słucha jej bez przerwy, więc jak się wyprowadzałem, to mu ją zostawiłem. A wracając do "TSRTS" - nie masz wrażenia, że cała płyta nie ma "dołu", że wszystko jest na zbyt wysokich tonach? Przez to nagrania są ostre, ale nie mają ciężaru (Jones dużo siedzi tez przy klawiszach), który jest już na "How The West...".

 

Moja lista koncertówek (ulubionych, więc dla mnie najlepszych) wygląda tak:

1. Made In Japan

2. The Great Deceiver [w sumie to razem z "The Night Watch" - podział tych albumów jest w sumie umowny]

3. SBB

4. Absent Lovers

5. Live At Leeds

6. Absolutely Live (The Doors)

7. koncertowa połowa "Wheels of Fire"

8. B'Boom

9. How The West Was Won

10. The Song Remains The Same

11. SBB Live In Karlstadt

12. ELP Live at Mar Y Sol

13. Keep Them Freaks a Rollin' (Edgar B. B.)

14. Live at Winterland (Hendrix)

15. Ten Years After - Fillmore East 1970

 

Pozdrawiam!

Edited by Edmund Exley

Share this post


Link to post
Share on other sites

:)

 

Zważ, iż większość utworów tej kapeli było mi znane w końcówce lat 60.  :P

Z tym albumem związana jest też i takie moje wspomnienie:

 

Jest rok 81. Jak większość polaków wyjechałem na saksy i po różnistych przygodach o których by książkę napisał, wylądowałem na południu Reichu w mieście Stockach nie daleko j. Bodeńskiego. Zatrzymałem się u polaka który pozostał tam po wojnie jako, iż był obozowym dzieckiem. Kiedyś prowadził wraz z żoną hotel i do niego zaprowadził mnie los. Cały hotelowy budynek był pusty i mieszkał w nim sam od chwili tragicznego wypadku żony i córki. Potężne z kamienia wysokie podpiwniczenie i na nim reszta dwu piętrowa część budowli z pruskiego. Otóż w tydzień od przyjazdu szlajając się po obiekcie odkryłem, iż w podpiwniczeniu była kiedyś dyskoteka! I tam właśnie pod konsoletą z "patefonami" zobaczyłem winyle o których mogłem tylko kiedyś marzyć. Cztery kolumny 1000W i na ful puszczona płyta CCR zrobiła na mnie wrażenie nie do zapomnienia! Chałupa trzęsła się w posadach a muzykę słychać było na tyle, że przejeżdżające niemiaszki zatrzymywali się, pytając czy dyskoteka jest czynna. I to tam właśnie odkryłem na nowo urok tego albumu a rozpalający mnie utwór już do śmierci, będzie mi przypominał ten jakże piękny czas.

 

King Crimson,  mnie kojarzy się jedynie z nazwą Crime Crimson a ich "Epitafium" było jedną z pierwszych suit rokowych a "Von Graf-owie" daleko później stworzyli maistersztyk czyli niezatapialne "Schody do nieba" :D

 

Ktoś, tu wspomniał o perkusji?  :D

 

To czy znacie ELP? I Carla Palmera?

 

 

a ten wykon z koncertu 1974

 

http://youtu.be/w8BkXMycmBc

 

Ich "Lucky Man" towarzyszył  mi w czasie oczekiwania przyjścia na świat mej córki. :wub:  

 

http://youtu.be/hwCWCJLm6M0 

 

 

Zresztą Greg Lake w 69 r działał z King Krimson.

 

Pozdrawiam

Dziadek Wyler

:)

Edited by lec

<p>Czasem lec-e w gruchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Edmund Exley, dnia 03 Kwie 2014 - 16:44, napisał:Edmund Exley, dnia 03 Kwie 2014 - 16:44, napisał:Edmund Exley, dnia 03 Kwie 2014 - 16:44, napisał:Edmund Exley, dnia 03 Kwie 2014 - 16:44, napisał:Edmund Exley, dnia 03 Kwie 2014 - 16:44, napisał:

 (...) z "The Song Remains..." mam bardzo miłe wspomnienia, sięgające licealnych wakacji - tata kupił mi ten album na urodziny i po prostu nie przestawałem go słuchać. Dwa lata później, po maturze, dostałem "How The West Was Won" - brzmi znacznie lepiej, sam zespół jest w lepszej formie, ale płyta ta ma jedną, niezawinioną wadę - została wydana 30 lat za późno... [cóż, podobnie było z "The Great Deceiver"] Ale mój tata słucha jej bez przerwy, więc jak się wyprowadzałem, to mu ją zostawiłem. A wracając do "TSRTS" - nie masz wrażenia, że cała płyta nie ma "dołu", że wszystko jest na zbyt wysokich tonach? Przez to nagrania są ostre, ale nie mają ciężaru (Jones dużo siedzi tez przy klawiszach), który jest już na "How The West...".

 

 

Cześć,

ja też mam masę podobnych wspomnień ... tylko sprzed prawie 40 lat :) . Zgadzam się z Tobą, dźwięk na The Song RTS jest słaby. Jako, że to kultowa muzyka mojej młodości mam ten koncert na winylu (kupiony niedługo po ukazaniu się płyty > cena z kosmosu), CD, DVD i Blu-ray. Wszędzie brzmi słabo, nie ma dołu, dźwięk nie jest czysty, selektywny. Na Blu-ray obraz jest bardzo dobry. Film był wyświetlany w kinach, transformacja z taśmy filmowej na nośnik cyfrowy HD udała się znakomicie. BTW (małe OT), bardzo korzystnie wypadają również (analogowe) slajdy zeskanowane do postaci cyfrowej.

How The WWW i towarzyszące mu LZ DVD brzmią lepiej, nawet mimo może zbyt dużego podbicia np. w Immigrant Song, to jednak słucha się tego lepiej, ma ogień. 

Wracając do The Song RTS - ciekawostka, od zawsze coś mi nie pasowało w Schodach Do Nieba > chodzi o moment w 9 min 16 sek (wersja youtube). Im nowsza wersja, kolejny remaster tym słychać to mniej. Po latach i po ściągnięciu wielu bootlegów odkryłem, że utwór ten został "zmanipulowany" i składa się z dwóch połączonych wykonań (z dwóch dni koncertów). W tym miejscu jest "sklejka". Zresztą zrobiono tam dużo porawek. Gdyby Cię to interesowało (a Tatę chyba z pewnością :)  ) to warto poczytać http://www.thegardentapes.co.uk/tgt11.html  Dogłębność analiz robi wrażenie. Wg mnie to takie malowanie trawy na zielono, żeby było ładnie, nie podoba mi się to, ale nie dotyczy to tylko ich. Np. na Genesis Box Archive 67-75, w "Baranku" głos poprawiał Gabriel, a partie gitary Hackett ... brrr. Tak więc niektóre koncerty nie do końca są wiernym świadectwem przeszłości.  

Co do jakości dźwięku na płytach koncertowych z tamtych lat, to również ubolewam nad moją "muzyczną biblią", czyli YESSONGS - dramat, perkusja brzmi jak pudełka po butach, remastery nie wiele wnoszą. Za to wspomniany Made In Japan broni się pod każdym względem, choć w miarę lat i remasterów jest coraz bardziej okrawany - masz wersję z zapowiedziami ?

Pzdr.

 

P.S. Może z czasem też zrobię listę moich najlepszych koncertówek.

 https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=9Q7Vr3yQYWQ

 

edycja: dopiszę tak dla porządku - warto posłuchać (jeśli nie znasz :) ):

 

Edited by Jacek K.

 
 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
lec, dnia 04 Kwie 2014 - 09:34, napisał:

 

To czy znacie ELP? I Carla Palmera?

----------------------------------------------------

Pozdrawiam

Dziadek Wyler

 

 

Witam szacownego Kolegę,

EL&P znamy, lubimy, zbieramy płyty, nagrania itd.

Płyta Welcome Back My Friends TTSTNE z IMO absolutnie genialnym wykonaniem Tarkusa to jedna z moich ulubionych płyt w ogóle.

 

Pozdrawiam.

Jacek (jeszcze nie dziadek :) )


 
 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jacek K.

Hoho Jacku, strona z analizami rzeczywiście bardzo, bardzo szczegółowa. Poczytam sobie.

"Made in Japan" mam w wydaniu opatrzonym napisem "The Remastered Edition", z fajną książeczką i bonusowym dyskiem ("Black Night", "Speed King", "Lucille") - czyli to chyba jest to najpowszechniejsze. Zapowiedzi są tam takie, jakie znałem wcześniej, jeszcze z kasety magnetofonowej (jeśli dobrze pamiętam: przed "Highway Star", "Lazy", "Smoke on the Water", no i jest oczywiście genialny wrzask Gillana po "Strange Kind...")

 

No a majstrowanie przy koncertach to jednak powszechna praktyka - na "Absolutely Live" Doorsi grają bodajże "Soul Kitchen" z dwóch koncertów zmiksowane. Na "USA" Wiadomo Kogo też z tymi skrzypcami różnie bywało, choć chyba 40th ma już Crossa? [co ciekawe, choć suchałem kiedyś tej płyty, to nie mam jej - w kolekcji powinna być, ale chyba i tak do posłuchania zawsze wybierałbym "Great Deceiver" lub "Night Watch"]

 

@lec

A tak, ja również jestem fanem EL&P, mimo ich pewnych słabości. Ale zawsze bronię chłopaków za odwagę, no i oczywiście poziom wykonawstwa. Moja kolekcja EL&P obejmuje na razie to:

 

post-64635-0-99216700-1396629756_thumb.jpg

 

Czyli dość skromnie, bo pozostałe albumy mam na razie w wersji "tymczasowej", ale sukcesywnie jest to nadrabiane :)

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Edmund Exley, dnia 04 Kwie 2014 - 18:59, napisał:

(...) Zapowiedzi są tam takie, jakie znałem wcześniej, jeszcze z kasety magnetofonowej (jeśli dobrze pamiętam: przed "Highway Star", "Lazy", "Smoke on the Water", no i jest oczywiście genialny wrzask Gillana po "Strange Kind...")

 

 

Tak to jest wersja nieokrojona + jeszcze zapowiedzi przed i po The Mule. Mam taki 2-płytowy remaster, gdzie jest to wycięte. Ale mam też komplet wszystkich koncertów z Tokio, w tym wszystkie (więcej) zapowiedzi :) .

Co do EL&P to ja też pochwalę się:

 

Tarkus - wersja 3 płytowa

 

Tarkus.jpg

 

i Welcome Back MFTTSTNE (Japan)

 

WelcomeBack.jpg

 

Użyłeś terminu "wersja tymczasowa". Przyznam, że po osiągnieciu stanu posiadania w pewnym momencie ~ 200 winyli + ~ 2000 CD + ~ 200 DVD + ~ 100 kaset audio (w tym 1 Maxell MA-R :) ), zrobiło się dość ciasno i trafiłem na czynny opór ze strony Żony :) . Skutek jest taki, że podążając z duchem czasu i postępem przeszedłem obecnie na wersje cyfrowe (320, flac). Zrobiło się dość wygodnie, szybki dostęp, nie trzeba szukać po półkach, a na 4 TB mam jakieś 5000 płyt,  w tym wiele bootlegów, praktycznie nie osiągalnych w inny sposób. Co do jakości, nie jestem audiofilem, choć przez jakiś czas byłem lekko zainfekowany :) . Dokonałem wielu stosownych odsłuchów w sklepach/studiach, zdarzyło mi się być kilkakrotnie na IFA w Berlinie, gdzie widziałem i słuchałem prawdziwego Hi End'u. Po dłuższych przemyśleniach doszedłem jednak do wniosku, że jest to pogoń bez końca > zawsze coś będzie grało lepiej, trochę inaczej. Utwierdziłem się tym samym na stanowisku melomana - dobra muzyka, nawet z radia tranzystorowego, a tak pamiętam słuchałem po raz pierwszy np. Tubular Bells, zawsze się obroni. Oczywiście sprzęt powinien być poprawny na miarę możliwości.

Pzdr.


 
 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@lec


A tak, ja również jestem fanem EL&P, mimo ich pewnych słabości. Ale zawsze bronię chłopaków za odwagę, no i oczywiście poziom wykonawstwa. Moja kolekcja EL&P obejmuje na razie to:

 

attachicon.gifIMG_0025.JPG

 

Czyli dość skromnie, bo pozostałe albumy mam na razie w wersji "tymczasowej", ale sukcesywnie jest to nadrabiane :)

 

Ależ nie! Nie czuj się przypadkiem zobligowany! :)

Mówisz o słabości i obronie. Sami się bronią, bowiem w tych czasach zarówno EL&P jak i Crime Crimson byli tymi, co jak tłumaczy mi wujek Google, tym innym spojrzeniem na muzykę, naruszali swymi występkami, ogólne spojrzenie, na nią. Sami zresztą przyznacie, iż zarówno jedni i drudzy "warstat" mieli opanowany do perfekcji. 

Jasne, że stare nagrania pełne są niedoskonałości, co może dla tego oceniasz jako słabość, ale to jakby oceniać osiągi aut z tych lat do ich późniejszych następców.

 

@ Jacku K

 

Nie będę już bawił się w pełny cytat, bo myśl moja jest niezwykle ulotna, ale ostatnim swym stwierdzeniem troszkę mnie rozbawiłeś.

.....dobra muzyka, nawet słuchana z radia tranzystorowego, się obroni....Poprzedzając stwierdzeniem, iż .....Utwierdziłem się na stanowisku melomana!!!!!!

 

Mocne! Dobre i całkowicie dla mnie słuszne!

 

Choć czasem złość mną targa, że obecnie Wy macie wszystko na wyciągniecie ręki i do pomocy ogólnie szanowanego wujka G, oraz szeroki dostęp do wiadomości o kapelach i ich historii czy też wydarzeniach które były ich udziałem.

Jak teraz jest łatwo, toczyć wysublimowane dyskusje, mając takie możliwości i zaplecze.

To tylko fakt i mam nadzieję, że nie weźmiesz sobie tego dosłownie do siebie!!! :)

Gdy ja zdobywając swą rodzącą się w bólach świadomość muzyczną, dokumentowałem w młodości w głowie a później na jakże "rewelacyjnym" i dostępnym mi sprzęcie! Często z anteną w zębach, ręku czy mocowaną na żyrandolu tudzież karniszu, dla zapewnienia lepszego odsłuchu stacji na starym wysłużonym radiu. Mimo wszystko nagrania były pierwszoklaśne i nie miałem się czego wstydzić. Poświęcenia wielkiego i zarazem dużo czasu wymagało, uchwycenie ciekawych kawałków. Do ELP jak już pisałem dotarłem przez ich "Lucky Men", co nie znaczy, że wszystko ich mi się podoba. Już od dawna prawdą jest, że powstająca płyta zawiera w sobie dwa, trzy utwory perełki a reszta to otoczka często zupełnie odstająca od nich.

Też czasem, zadawałem sobie pytanie, czy ja prosty jak sznurek człowiek, mogę, nawet tak dla siebie uważać, iż jestem melomanem? Odbierając muzykę uchem, serduchem i tzw. duszą, często nie mając pojęcia o czym śpiewają (ułomność związana z brakiem znajomości angielskiego) a jednak nieskromnie uważam, iż me wybory były słuszne. Ale czy, to jest, śmisznie mówiąc "Melomaństwo", nie wiem!

Mój katalog i zbiory nie zajmują miejsca na ścianach czy w meblach, mieszczą się w zakurzonej otchłani mego mózgu i nie rozerwalnie związane są ze zdarzeniami, które kiedyś przeżyłem a które odcisnęły na mnie jakieś piętno.

Znacie pewnie Profesora "Fletni Pana" Zamfira a odkrytego przeze mnie jeszcze w 60 latach.

Z jego wykonaniami związane jest wiele mych osobistych zdarzeń o których jeszcze może wspomnę (o ile mnie nie olejecie tzw. ciepłym moczem?), tym czasem napiszę o jednym.

"BILITIS" w wykonaniu Zamfira i wiersze Safony, deklamowane przez Annę Nehrebecką w oglądanym kiedyś programie, jeszcze na czarno/białym TV. Ta muzyka, wraz z subtelnością wierszy i jej ciepłym głosem, była ucztą dla mych uszu i wywarła na mnie, jak się okazało trwale, niesamowite wrażenie! Jeszcze teraz, słuchając tego utworu, zawsze na serduchu mi robi mi się ciepło.

 

 

Wiem, jestem nostalgiczny co może, uwypukla się z wiekiem ale:

 

Czyż potrzeba wielkiej wyobraźni, by poczuć piękno chwili, jadąc latem czy też kolorową jesienią, autem w słoneczny dzień, wśród okalającej drogę przyrody z urocza dziewczyną, zasłuchaną w melodie Zamfira np. w "EINSAMER HIRTE",

 

 

i z nadzieją w sercu, czekać na coś, co się może wydarzy? :wub:

Bywało i to wiele razy.

 

Pozdrawiam Panów,

lubicieli mrocznego uderzenia,

serdecznie! :)

Edited by lec

<p>Czasem lec-e w gruchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

W CD nic mi nie gra, no chyba że w samochodzie.

Jeśli chodzi o domowe granie to już 2 lata jak się przerzuciłem na PC-Audio. :)

CD to umierająca technologia i już nie warto sobie nią głowy zawracać.

A co gra?

Dzisiaj "Slow Train Coming" Dylana, Składanka Kula Shaker i boska, jedyna, niepowtarzalna Carmen McRae. :)

 

http://www.youtube.com/watch?v=uefyB7r7AIE

Edited by il Dottore

Share this post


Link to post
Share on other sites

@lec

Leszku, Zamfir najbardziej kojarzy mi się z "Dawno temu w Ameryce". Bardzo, bardzo lubię ten - uwaga! słowo kluczowe - nostalgiczny film.

 

 

Co do EL&P to ja też pochwalę się:

 

Wygląda efektownie! No i właśnie...

 

CD to umierająca technologia i już nie warto sobie nią głowy zawracać.

 

...poniekąd racja. Sam też mam wiele nagrań - jak to mówię - w wersjach tymczasowych. Ale CD to jednak książeczki ze zdjęciami, grafiką, tekstami, wspomnieniami i komentarzami muzyków. Coś, co można wziąć do ręki, zatrzymać się nad tym. I ja jednak wciąż "zawracam sobie tym głowę". Mam nadzieję, że nawet po śmierci płyt CD w dystrybucji, będzie je można sobie odtwarzać :)

W sumie ktoś mógłby coś takiego powiedzieć o zegarkach - czas można odczytać w samochodzie, na telefonie, nawet na kuchence mikrofalowej. Ale czy zastąpi to zegarek?

 

Wracając do Jacka, Leszka i innych miłośników lat 60./70. - znacie grupę Skip Bifferty? Słucham sobie trzeci czy czwarty raz. Nagrali kilka singli i jeden album, taka przyjemna psychodelia z Newcastle.

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Edmund Exley, dnia 06 Kwie 2014 - 11:12, napisał:

 

 "znacie grupę Skip Bifferty? Słucham sobie trzeci czy czwarty raz. Nagrali kilka singli i jeden album, taka przyjemna psychodelia z Newcastle."

 

Witam,

nie znałem, ale już nadrobiłem ... raczej nie do końca moje klimaty :) ... choć, rok 1968, to rok powstania, tego IMO genialnego utworu, BTW, tak naprawdę to od tego nagrania zacząłem wówczas swoją muzyczną "przygodę" i pasję, która trwa do dziś :)

Pzdr.

 

 

 

edycja: w uzupełnieniu :) zgadzam się częściowo z Edmundem > pewne (ważne) płyty trzeba mieć - tu piękna edycja deluxe Rhino z "ruchomym" motylem.

IronButterfly-800.jpg

Edited by Jacek K.

 
 
 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

...poniekąd racja. Sam też mam wiele nagrań - jak to mówię - w wersjach tymczasowych. Ale CD to jednak książeczki ze zdjęciami, grafiką, tekstami, wspomnieniami i komentarzami muzyków. Coś, co można wziąć do ręki, zatrzymać się nad tym. I ja jednak wciąż "zawracam sobie tym głowę". Mam nadzieję, że nawet po śmierci płyt CD w dystrybucji, będzie je można sobie odtwarzać :)

W sumie ktoś mógłby coś takiego powiedzieć o zegarkach - czas można odczytać w samochodzie, na telefonie, nawet na kuchence mikrofalowej. Ale czy zastąpi to zegarek?

 

Rozumiem Twój pogląd choć do takich celebracji IMO winyl nadaje się lepiej. :)

Oczywiście - przejście na pliki to tylko moja decyzja i żadnej krucjaty nie zamierzam tu prowadzić.

Niech każdy słucha nośnika, który mu pasuje i który jest dla niego wygodny. Zresztą - to muzyka jest ważna, nie nośnik.

Co do zegarków - to niestety bardzo wiele osób już sobie nimi "nie zawraca głowy" z powodów które opisałeś wyżej.

Ale wierzę, że zegarek mechaniczny przetrwa, tak jak przetrwał narodziny i rozkwit technologii kwarcowej.

Świat się zmienia, nic nie poradzimy na to...

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jacek K.

Nie no, oczywiście - Skip Bifferty to nic wielkiego, ja lubię sobie takie niezobowiązujące rzeczy włączyć, gdy muszę coś przygotować na komputerze. Dziś poza tym słuchałem "Truth" Becka, "Sacrifice" Black Widow, a teraz z głośników rozbrzmiewa... Sinatra :)

A Twoje wydanie "In-a-gadda..." - :o :o :o :o :o

 

@il Dottore

Racja - jak to mówi książę Salina z "Lamparta": "Wszystko musi się zmienić, by wszystko mogło pozostać takie samo...". I zgoda co do winyli, ale ja odłożyłem sobie takie hobby na później, po 30-tce, 40-tce, może 50-tce... ;)

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wow!

Sinatra! :blink:

Zaskoczyłeś mnie i nie powiem, że nie miło. :)

Tymczasem ja wczoraj znów wróciłem do dawnych nastrojowych kawałków. :rolleyes:
W wykonaniu jakby nie patrzył rockmena.
Fajna pozytywna zmiana z wiekiem. :)

http://youtu.be/7d-DHH_USHY

Edited by lec

<p>Czasem lec-e w gruchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jacku z Refugee trafiłeś w dziesiątkę. Co za album! Patrick Moraz robi niesamowite rzeczy.

Zastanawiam się jak mogłem nie znać tego zespołu słuchając The Nice.

 

Tymczasem u mnie:

http://youtu.be/tUD7fwiiL4Y

 

Słuchając tej płyty nie mogę zrozumieć, jak przy tak dużej rotacji muzyków i ogromnej różnorodności prezentowanego materiału udało się utrzymać twórczość na najwyższym poziomie. Niebywałe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mnie wczoraj najszło

na odsłuchanie takiej sobie kasetki,

dodatkiem do zakupionej kiedyś książki. :)

Niewątpliwie dla tego,

iż jestem tych aparatów "cichym wielbicielem" :wub:  :lol:

"Dialogi na cztery nogi", to coś jak "treflowe rozmówki"

na dzielni gdzie się wychowałem. :wacko:

No i oczywiście Ciszewski, 

komentujący walkę bokserską gajowego Maruchy! :ph34r:

Perełka sama w sobie! :)

Pierwsze wykonanie "Bęc wuja w czoło"

miałem okazję wysłuchać jeszcze będąc u Pietrzaka "Pod Egidą"

Ech! Nie ma co gadać (pisać). :(

 

 

 

a to tak ku przestrodze pożyczko dawcom i biorcą  :D

 

 

i nie pozostaje nic innego, tylko  :(

 

http://youtu.be/w-e1RIsUAII


<p>Czasem lec-e w gruchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wow!

 

Sinatra! :blink:

 

Zaskoczyłeś mnie i nie powiem, że nie miło. :)

 

Tymczasem ja wczoraj znów wróciłem do dawnych nastrojowych kawałków. :rolleyes:

W wykonaniu jakby nie patrzył rockmena.

Fajna pozytywna zmiana z wiekiem. :)

 

:) szanuję Sinatrę. Mam słabość do amerykańskiej kultury popularnej lat 40., 50. - i choć nie są to tak do końca moje kilmaty, to czasem lubię sięgnąć po taką muzykę (zresztą, gdy jest się fanem King Crimson, niejako naturalnie dostrzega się inną muzykę, bo to rozwija). A w grudniu, w okresie Świąt - obowiązkowo!

A jeśli chodzi o Stewarta, to w niedzielę też go słuchałem - na płycie Jeffa Becka, którą bardzo lubię.

 

Słuchając tej płyty nie mogę zrozumieć, jak przy tak dużej rotacji muzyków i ogromnej różnorodności prezentowanego materiału udało się utrzymać twórczość na najwyższym poziomie. Niebywałe.

 

Różnorodność brzmieniowa, kompozycyjna, ale idea pozostaje ta sama - zawsze do przodu, w nowe rejony. ja akurat "The Power to Believe" słucham rzadziej niż np. "THRAK" czy "the construKction of light", ale to jest dobra płyta.

 

A znacie belgijską grupę Irish Coffee? Pracuję przy komputerze i sobie włączyłem - może niespecjalnie odkrywcze, ale solidne granie. Teraz pozostanę w kontynentalnych klimatach - włączyłem sobie krautrockowy Grobschnitt. Czasem sięgam do tych rejonów, na szczęscie krautrockowcy nie zawsze śpiewali po niemiecku. Jest w tej muzyce dużo "chłodu" (nie umiem tego inaczej określić), ale jednak zjawisko było znaczące.

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.