Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Gość Cyrhla

Smarowanie...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Cyrhla

Witam! Rozmawiałem niedawno z zegarmistrzem na temat smarowania, przeglądu itd. Doradził mi aby kupując nowy zegarek ściągać olej fabryczny z mechanizmu i nakładać nowy (podobno fabryczny kiepski, można podać nowy a czynność oczywiście dla zegarmistrza;). Co o tym sądzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli jest to zegarek chiński, lub tani ruski czy japoński, to może i racja. Jeśli dobrej klasy "Rusek", a tym bardziej Szwajcarski, to po co??? Polscy mistrzowie zawsze wiedzą lepiej od producentów, jaki olej nadaje się do zegarka, tylko że czasem taki zegarek chodzi gorzej i zużywa się szybciej, choć jest "lepiej" nasmarowany. Producent zegarek zaprojektował i z reguły używa oleju dobrej klasy i o odpowiednich parametrach. Uważam zresztą, że podczas konserwacji powinno się używać olejów zalecanych przez producenta. Nie jestem wprawdzie zegarmistrzem, ale na logikę biorąc w zegarku jak w samochodzie, używa się oleju o parametrach zalecanych przez producenta. Poza tym po takim zabiegu tracisz gwarancję producenta.


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nasunęło mi się właśnie jedno pytanie: czy producenci, używają smarów o różnych parametrach, ze względu na rynek przeznaczenia. Pomijam tu fakt czy jest to ruski czy swiss - ale wiadomo, że jak partia zegarków idzie np. na Skandynawię to klimat tam zimniejszy, a jak na Hiszpanię to cieplejszy - i czy w związku z tym używają różnych olejów. Ma ktoś jakieś info na ten temat??


Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.

Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie.

Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

podejrzewam ze zegarmistrz chcial sciagnac nie smar ale troche kasy z twojej kieszeni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wątpię czy smary różnią się w zależnosci od klimatu. Zegarek zawsze może przecież wyjechać z właścicielem, może być kupiony w czasie wakacji itp. Nowe syntetyki maja spora tolerancję, a warto też pamiętać, że zegarek grzany przez ciało właściciela (i pod ubraniem) rzadko osiąga ekstremalne temperatury. Myślę wiec, że wszystkie sa smarowane tak samo, choć może się mylę.


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Rzeczywiście pewne oleje są dzielone ze względu na miejsce użytkowania zegarka. Jest to bezpośrednio związane z lepkością w danym

zakresie temperatur, która jest optymalna dla prawidłowej pracy zegarka.

Wpływ lepkości w funkcji temperatury występuje we wszystkich olejach. Zarówno mineralnych, półsyntetycznych jak i fetyszyzowanych

syntetycznych. Napisałem "fetyszyzowanych" bowiem na forum spotkałem się wychwalaniem syntetyków jako ósmego cudu świata.

Tak jednak nie jest. Syntetyki wcale nie są takie idealne. Mają kilka zalet w stosunku do olei mineralnych ale nie są to parametry lepsze

o rząd wielkości. Podobnie do mineralnych mają logarytmiczną charakterystykę lepkości w funkcji temperatury a to bezpośrednio rzutuje

na możliwości ich stosowania w określonym zakresie temperatur. Chciałbym też nadmienić, że lepkość podawana dla danego oleju jest

wartością umowną oznaczaną na specjalnym przyrządzie i nie koniecznie określa to do czego można stosować dany olej. Sam skład

oleju ma istotny wpływ na własności smarne w danym mechanizmie.

Obecnie na dwóch werkach testuję smarowanie suche lub częściowo suche. W częściowo suchym wszystkie elementy po za sprężyną

naciągu i osią bębna są smarowane suchym smarem. Żeby jednak obiektywnie zweryfikować użycie takich smarów trzeba czasu.

Co do dobrej rady zegarmistrza to... Jestem mocno sceptyczny. No może po za bezsprzeczną kwestią, którą wyjaśnił już arturfifa.

Weź pod uwagę fakt, że aby pozbyć się smarów należy rozebrać mechanizm i poddać go krótkiemu działaniu rozpuszczalników smarów.

Występuje spore ryzyko, że zegarmistrz przy okazji coś sp... Chyba, że jest to solidny fachowiec.

Smarowanie olejami Moebius nie jest jedyną słuszną i nieomylną metodą właściwego oliwienia mechanizmów zegarowych. Za oceanem

używają olei Nye i jakoś sobie radzą B). Na marginesie dodam, że Nye robi również smary np. do F-15 i F-16 i różnych innych takich "zabawek"

pracujących w naprawdę ekstremalnych różnicach temperatur.

Wracając na ziemię, to nawet stosując dobre oleje Moebiusa i tak można źle nasmarować mechanizm używając niewłaściwego oleju w

danym miejscu, dając go za dużo lub za mało lub mieszając oleje. Takiej fuszerki nie będzie widać nawet przez długi czas.

Smarowanie fabryczne jest zwykle zoptymalizowane pod kątem czasu jego przeprowadzania. Od kiedy u dobrych producentów zegarków

zatrudnia się na pełen etat roboty/manipulatory przemysłowe nie ma problemu z precyzyjnym nanoszeniem nawet piko litrów oleju w

odpowiednie miejsca mechanizmu. To cała tajemnica produkowania miliona albo i więcej mechanizmów rocznie.

Czasy gdy przy taśmie siedziały panie i codzienni przez 8 godzin składały np. ćwiertnik lub balans odchodzą w przeszłość. Obecnie

nie ma problemu z jakością. Wszystko jest podokręcane z odpowiednią siłą bowim robot ma na końcówce wkręcającej czujnik

dynamometryczny. A to skutkuje tym, że "na dzień dobry" odpada problem wielu niedomagań i przy stosowaniu nawet tego samego

mechanizmu i smarów czas do pierwszego przeglądu rośnie o minimum 50%.

Skomplikowane mechanizmy składa się nadal ręcznie ale to oddzielny segment rynku, z którym zwykli zjadacze bułek nie będą mieli

wiele wspólnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to ponieważ myślę, że kolega rzeczowo nakreślił nam kwestie smarowania, pozwolę się zapytać jak jest ze zużyciem werku.

 

Otóż, każdy z nas słyszał, miał lub ma zegarek, który pracował lub pracuje bezawaryjnie już naście lat.

I tutaj pytanie, jak z mechanicznego i ekonomicznego punktu widzenia ma się celowość przeprowadzania co np. 2-3 lata (wyczytany na forum, zalecany czas serwisowania zegarka) czyszczenia werku.

Wielokrotnie na forum, podnoszony był temat, że niektórzy bateryjkarze, albo w ogóle nie smarują werku lub robią to źle - a prawda wychodzi na jaw przypadkiem, a nie ze względu na problemy z werkiem.

Większość zegarków cccp, zegarmistrza widziało tylko, jak były sprzedawane, a później pracowały nieprzerwanie co najmniej kilkanaście lat, i po czyszczeniu werku śmigają jak nowe.

 

Więc pytanie co się tak naprawdę zużywa i w jakim stopniu - moje pytanie wynika być może z faktu, że tych zużyć nie widać - proszę o wyjaśnienie; czy te zużycia są, aż na tyle niebezpieczne dla zegarka, że należy ich unikać.

Oraz pytanie czy w takim razie skoro po wielu latach wystarczy czyszczenie, żeby zegarek był " jak nowy", to po co zaleca się czyszczenie i smarowanie co 2-3 lata - a nie dopiero wtedy, kiedy są problemy z mechanizmem.


Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.

Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie.

Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Zegarki a właściwie ich mechanizmy to raczej mój nowy pomysł na odreagowanie dnia codziennego. Widać to po liczbie moich wpisów.

Nie mniej różne mechanizmy smaruję już dawna i mój stosunek do smarowania zmienił się w tym czasie zasadniczo. To nie takie łatwe

ja by się mogło wydawać.

To co napiszę dalej oczywiście jest moją skromną opinią, której będę bronił do upadłego, chyba że ktoś zmieni ją rzeczowymi argumentami.

Konserwację zegarka co 2-3 lata uważam za lekką przesadę. Jeśli zegarek nie wykazuje objawów "przemęczenia" to nie powinien

dotykać się do niego zegarmistrz. Pod pojęciem przemęczenia rozumiem znaczne odchyłki dokładności, znaczną zmianę dokładności pod

wpływem niskiej temperatury, zaparowywanie zegarka znaczną utratę rezerwy chodu, "inny" dźwięk pracującego mechanizmu i

wszystko to co zmienia się nagle.

Konserwacja po 5 latach zwykle jest konieczna ale wtedy zegarek zaczyna już wykazywać jakieś objawy "zmęczenia".

Oddając zegarek, miejmy nadzieję solidnemu zegarmistrzowi, i tak narażamy mechanizm na lekkie poturbowanie np. śrub. Widać

to w starych zegarkach, które przez np. 50 lat użytkowania trafiły np.8 razy do zegarmistrza. Doświadczony zegarmistrz nie ma w

ręku klucza dynamometrycznego za to może mieć gorszy dzień. Co do wyczynów mniej doświadczonych zegarmistrzów można

poczytać na forum.

Niestety na pierwszy rzut oka trudno określić zużycie mechanizmu ale pod lupą x10 można już całkiem sporo zobaczyć. Pierwszy

i największy wróg to nie tyle brak smaru lecz kurz i brud czyli cały czarny syfek, który zbiera się tu i tam. W połączeniu ze smarem

działa jak środek ścierny niszcząc nie tylko czopy osi ale i same łożyska nawet te rubinowe. Dlatego zegarki w pełni hermetyczne

jeśli takimi pozostają mają zwykle dłuższe okresy między konserwacyjne.

Drugim nawet bardziej niebezpiecznym czynnikiem niszczącym mechanizm jest wilgoć. Ta to dopiero potrafi napsuć.

Brak smarowanie będzie objawiał się skróceniem rezerwy chodu bowiem wzrosną opory ruchu na poszczególnych osiach a bilans

energetyczny musi się zgadzać. Spieszenie lub późnienie zegarka to objaw, że zrobiło się sucho w okolicach mechanizmu balansu.

To co napisałem to dosyć duże uogólnienie problemów ale zwykły użytkownik te dwa objawy wykryje najszybciej.

Dobrym przykładem zużycia werku są miejsca najbardziej obciążone w mechanizmie. Czyli naciąg i mechanizm przeniesienia tam

zwykle na płycie werku są wytarcia chromowania, które ma nie tylko zabezpieczyć mechanizm od warunków atmosferycznych ale

i ograniczyć tarcie. Pewien czas temu robiłem Wostoka 2209, który chodził w miarę poprawnie. Po rozebraniu nie mogłem wyjąć

III koła pośredniego z górnej płyty werku. Dopiero nafta uwolniła czop. A wszystko to dzięki "grzybkowi", który wytworzył się na

górnej części czopa. Oczywiście z brudu. Na szczęści łożysku ani czopowi nic się nie stało. Tym przykładem chciałem zilustrować co

może się dziać w chodzącym w miarę dokładnie mechanizmie.

Zegarki z ZSRR były smarowane raczej oszczędnie. Dlatego niewiele przywarło do ich łożysk brudu. Rubinowe łożyska same z siebie

dają pewne bezpieczeństwo suchego smarowania. Na dodatek największe opory ruchu w zegarku są na przekładni z bębna sprężyny

naciągowej. Dlatego taki mechanizm zacznie szwankować zanim uszkodzeniu ulegną dużo delikatniejsze osie.

Źle działający werk skłaniał właściciela do wizyty u zegarmistrza albo też włożenia go do szuflady gdzie twardniejący z czasem smar

w połączeniu z brudem zasklepił mechanizm na długie lata. Nie tak dawno opisywałem UMF44 a właściwie UMF54-32 z połowy lat

'50, która nie była raczej serwisowana od nowości. Wskazywały na to oksydowane śrubki w stanie dziewiczym. Po wyczyszczeniu,

smarowaniu i ustawieniu włosa działa jak dawniej. Ale w mechanizmie nie było śladu rdzy! I to ją zapewne uratowało. Tak na marginesie

dodam, że pierwszy raz widziałem w łożyskach pozostałości oleju kostnego.

Tu dochodzimy do ostatniego czynnika jakim są stosowane smary. Od czasów gdy królowały smary towatopodobne i olej kostny minęły

dwie epoki. Dzisiaj stosuje się oleje półsyntetyczne i syntetyczne, które nie żywiczeją z czasem i nie tracą własności smarnych pod

wpływem tarcia. Zanim one spłyną z łożysk czy zużyją się mechanicznie minie naprawdę więcej niż 2-3 lata. No chyba, że

zegarmistrz nie wyczyści dobrze mechanizmu albo, źle nałoży smary.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bomba, aż miło poczytać B) . Dzięki!


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oraz pytanie czy w takim razie skoro po wielu latach wystarczy czyszczenie, żeby zegarek był " jak nowy", to po co zaleca się czyszczenie i smarowanie co 2-3 lata - a nie dopiero wtedy, kiedy są problemy z mechanizmem.

 

Podobne pytania pojawiały się już na forum i były omawiane.

Odpowiem Ci pytaniem - czy w samochodzie zmieniasz olej w silniku i w tych zespołach, które tego wymagają, co określony czas lub przebieg, czy dopiero wtedy, gdy silnik, czy inny zespół się zepsuje?

Są pewne zasaday eksploatacyjne, których nalezy przestrzegać o ile chcemy swój zegarek (i kazde zresztą urządzenie mechaniczne) zachować w dobrej formie przez długie lata. Producent na ogół podchodzi asekuracyjnie do zagadnienia i zaleca takie konserwacje stosunkowo często - to jasne. Ale czekanie z konserwacją do momentu "aż się popsuje" to przesada. Oczywiście - jak się popsuje, to zawsze można naprawić i znowu będzie "jak nowe", ale takie podejście chyba nie jest właściwe B)


Czas, to coś, co mówi, jak długo musimy czekać...

a305ed90f05795c0.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobne pytania pojawiały się już na forum i były omawiane.

Odpowiem Ci pytaniem - czy w samochodzie zmieniasz olej w silniku i w tych zespołach, które tego wymagają, co określony czas lub przebieg, czy dopiero wtedy, gdy silnik, czy inny zespół się zepsuje?

 

W podanym przykładzie jest jednak pewna różnica: w samochodzie wymiana oleju nie wymaga praktycznie demontażu zespołu; w zegarku natomiast aby nałożyć nowy olej trzeba usunąć stary, co wiąże się z koniecznością rozdzielenia współpracujących elementów. W dziedzinie zwanej tribologią istnieje teoria mówiąca, że każdy demontaż i ponowny montaż pary kinematycznej (czyli np. połączenia czop - kamień łożyskowy) powoduje docieranie tych elementów, co w rezultacie skraca czas "życia" połączenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i trzeba pamiętać, ze w samochodzie wymieniasz olej wtedy gdy trzeba - olej samochodowy zużywa się szybko, bo pracuje w trudnych warunkach i gromadzi cały syf powstały w procesie spalania. Wymiana oleju w zegarku co 3 lata to tak, jakby zmieniać w samochodzie olej co kwartał. Można, tylko po co? Skrzyni biegów, silnika, półosi itd. też nie rozbierasz profilaktycznie co parę lat, żeby sobie obejrzeć. Przy obecnej sytuacji z jakością usług jest ogromna szansa, ze oddając do zegarmistrza 3-letni zegarek dostaniesz go w gorszym stanie niż był. Bo który zegarmistrz stosuje tyle oróżnych olejów i w takich ilosciach jak zaleca producent? Z reguły smarują sobie "po uważaniu", do tego często oszczędzają na olejach stosując gorsze lub przeterminowane. Faktem jest, że zegarek z kiepskim olejem będzie dawał sygnały, że ma kiepski olej - nie utrzyma wysokiej amplitudy wychyleń balansu bez dobrego oleju, co z kolei rzutuje się na dokładność chodu i dźwięk pracujacego mechanizmu. Widziałem nawet na stronie jednego z amerykańskich autoryzowanych serwisów wypowiedź, ze mechanizmy ETA pracujące kilkanaście lat bez serwisu są wciąż w bardzo dobrej kondycji, gdy do nich trafiają - gdyby po 3 latach olej był do wymiany, to po 15 zostałaby "sieczka". To, co może nie dać objawów złego smarowania to łożysko wahnika i wogóle układ automatu, dlatego to akurat być może warto czasem wyczyścić i przesmarować. A reszta - jak ma dobrą i równą amplitudę wychyleń balansu, to nasmarowana jest dobrze, nie ma cudów.


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgoda, Panowie. Ja też uważam, że rozkładanie werku i smarowanie co 2-3 lata, to przesada i - jak kazda przesada - przynosi więcej strat, niż zysków. No ale czekanie z konserwacją aż zegarek się zatrzyma, czy zacznie jakoś drastycznie dopominać się o przegląd, to przesada w drugą stronę.

Uważam, że okres 5-6 lat to optymalny czas miedzy kolejnymi smarowaniami.

No i zakładam, że zegarek trafia do zegarmistrza, który robi to uczciwie. Przez analogię do samochodów - powierzając mechanikowi samochód, wierzę, że w silniku znajdzie się świeży syntetyk i nowy filtr, a nie najtańszy minerał i filtr wytarty szmatą :)


Czas, to coś, co mówi, jak długo musimy czekać...

a305ed90f05795c0.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dużo zależy od sposobu eksploatacji zegarka. Mój zegarmistrz mówi zawsze że jak na codzień używam to zaprasza za 4 max 5 lat jeżeli natomiast nakręcam nie częściej niż raz na tydzień lub 2 tygodnie to i 10 lat pochodzi bez potrzeby konserwacji :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Z ilości odsłon wnioskuję, że burza dopiero przed nami :).

Analogia z samochodem nie wydaje mi się trafna choćby dla tego, że to nie ten rząd sił, zmian temperatury czy prędkości a i

założenia dotyczące smarowania nie koniecznie takie same.

W uzupełnieniu tego co napisałem dodam, że zegarek, który chodzi od ~5lat i późni się o 1.35min/24h właśnie czeka w kolejce

do czyszczenia. Wprawdzie można byłoby skorygować to stosowną przesuwką ale... No właśnie jest małe ale! Czy należy

czekać z przeglądem skoro na wyjściu z fabryki dostał ~ +30s teraz złapał ponad półtorej minuty opóźnienia? Nie sądzę.

I jeszcze jedno. Nie rozwinąłem opisu problemu syfku. Większość zanieczyszczeń z powietrza zawiera związki siarki. Dodając

do tego wilgoć mamy kwas, który trawi metal. Wprawdzie powoli ale nieubłaganie. Dlatego zegarki, które nie są wodo i pyło

odporne wymagają częstszego czyszczenia od tych z solidną kopertą. Większość radzieckich zegarków nie miało takiego

zabezpieczenia albo było ono wykonane dalece nie starannie. Dlatego uważam, że problem smarów to tylko wycinek

problemu właściwej konserwacji zegarka czyli werku koperty, koronki i szkiełka. Stosowanie byle jakiego smaru uszczelniającego

raczej nie przedłuży życia mechanizmowi mimo starannego czyszczenia i smarowania.

Jest wiele opinii np. o zegarkach szwajcarskich, które nie wymagają smarowania przez 10 lat i dłużej ale... Zwykle są to jednak

zegarki z wystarczająco wysokiej półki by miały szczelne koperty nie zrobione z byle czego i były automatami, w których koronki są

używane incydentalnie. To potwierdza moją opinię o wadze szczelności koperty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Analogia z samochodem nie wydaje mi się trafna choćby dla tego, że to nie ten rząd sił, zmian temperatury czy prędkości a i

założenia dotyczące smarowania nie koniecznie takie same.

 

Ritter, analogia miała być OBRAZOWA. Tak, jak nie czekamy z wymianą oleju, aż silnik się zatrze, tak nie czekamy z konserwacją zegarka, aż się zatrzyma... TYLE.

Akurat zdaję sobie sprawę z różnic w obciążeniach, temperaturach i ogólnie warunkach i parametrach pracy między silnikiem spalinowym, a mechanizmem zegarka :)


Czas, to coś, co mówi, jak długo musimy czekać...

a305ed90f05795c0.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Ritter, analogia miała być OBRAZOWA. Tak, jak nie czekamy z wymianą oleju, aż silnik się zatrze, tak nie czekamy z konserwacją zegarka, aż się zatrzyma... TYLE.

Akurat zdaję sobie sprawę z różnic w obciążeniach, temperaturach i ogólnie warunkach i parametrach pracy między silnikiem spalinowym, a mechanizmem zegarka :)

 

Nie miałem na celu "przyczepiać się" do twojej wypowiedzi. Okresy eksploatacyjne - zgoda. Nie mniej jak sam zauważyłeś najważniejszy jest zdrowy rozsądek.

Staram się moimi wpisami zwrócić uwagę, że samo czyszczenie i smarowanie to nie wszystko. No właśnie jak sądzisz czy zegarek, który kilka razy zaparował

powinien być dla dobra mechanizmu czyszczony? Jestem ciekaw twojej opinii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie jak sądzisz czy zegarek, który kilka razy zaparował

powinien być dla dobra mechanizmu czyszczony? Jestem ciekaw twojej opinii.

 

A to zalezy, jaki zegarek. Jeśli zaparował zegarek ze znaczną WR, to na pewno coś nie tak. Wizyta u DOBREGO zegarmistrza konieczna i wnikliwe oględziny. Jeśli to było tylko zaparowanie, a zegarek był jakoś niedawno smarowany, to kolejne rozbieranie werku może włąśnie przynieść więcej szkody, niż pożytku.

Jeśli zaparował jakiś garniturowiec vintage, to raczej bez sensu go rozbierać i smarować. Takie zegarki nie są wodoodporne i jakieś incydentalne zaparowanie raczej werku nie wykończy. W takim przypadku po prostu nie należy dopuszczać do zaparowania, a jesli już się zdarzy, to raczej bez paniki.

Jeśli takie zaparowania zdarzają się często, no to zdecydowanie trzeba usunąć przyczynę i ja bym jednak odżałował te parę złotych na przesmarowanie.


Czas, to coś, co mówi, jak długo musimy czekać...

a305ed90f05795c0.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.