Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
mabok

Żarty żartami...

Recommended Posts


nasciturus

nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur

___

Poszukuję zegarków 24h (Pakety, etc.) oraz Slavy Medical za rozsądne pieniądze...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wczoraj wieczorem dyskutowaliśmy jak zwykle z żoną o tym i o tamtym...

 

Dochodząc do jakże delikatnego tematu eutanazji -

o wyborze między życiem i śmiercią - powiedziałem:

 

- Nie pozwól mi żyć w takim stanie, bym był zależny od jakichkolwiek

urządzeń i

karmiony przez rurkę z jakiejś butelki. Jeśli przyjdzie mi znaleźć

się w takiej

sytuacji, lepiej odłącz mnie od urządzeń, które trzymają mnie przy

życiu".

 

A ona wstała, wyłączyła telewizor i peceta, a piwo wylała do zlewu...

 

Głupia krowa..."


Jedyna różnica między mną, a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem. Salvadore Dali

Share this post


Link to post
Share on other sites

Specjalnie dla zegarkomaniaków czyli ludzi dokładnych...

Znalezione w sieci (Szyfroów?)...:

"

Oglądaliście Twierdzę Szyfrów? Nie?? Nic straconego. AJK na

pl.pręgierz streścił nam pierwszy odcinek:

 

 

Dostaliśmy w tym roku, drodzy płatnicy abonamentu i wy, pasożyty

społeczne, w prezencie serial, który śmiało można porównać z

nieświętej pamięci "Wiedźminem". Dostaliśmy dzieło tak kichowate,

takiego aktorskiego, reżyserskiego i scenariuszowego bzdeta... że

osoby wrażliwe proszone są o splonkowanie mnie zawczasu, albowiem mam

zamiar odreagować. Jednak. Nie będę w sobie dusił przeżyć i i wrażeń,

bo mnie, kurna, żywcem zeżrą od środka. A poza tym ostatnio na

pręgierzu stanowczo za dużo polityki, więc nawiążmy do dawnych

tradycji. Taki oddech... no, dobra – rzężenie.

 

Tak, macie rację. Wszelkie podobieństwa (aż do granic świadomego

plagiatu) do wiedźminowych streszczeń Radka Teklaka – jak najbardziej

nieprzypadkowe, a wręcz celowe. Wszystko już było - rzekł Ben Akiba i

Nihil Novi Singers, jak się odwoływać to do najlepszych, więc koła nie

będę wymyślał, tylko je wykorzystam. Zimorodka też.

 

Telewizja Polska niezdecydowanie, Wołoszański sp z. o.o. zapewne, jak

mawiał klasyk, proudly, a ja z bielszym odcieniem grafomanii

 

prezent...ują

 

"Tajemnica twierdzy szyfrów" – odcinek pierwszy

 

Miał być superpomysł, miała być superobsada, miała być hiperdbałość o

szczegóły, "wartkie i trzymające w napięciu kino", autentyzm i

adekwatność, sensacja, miłość, wojna, wywiad, kontrywywiad, dużo

strzałów znikąd i skądś. Ja jestem z pokolenia wychowanego na

kapitanie Klossie, czterech pancernych, "informacjach do przemyślenia"

i "Działach Nawarony", a stresy studiów i pracy odreagowywałem

mordując Szwabów w zamku Wolfenstein... zasiadłem więc pełen nadziei.

 

Czołóweczka, owszem niczego, Małaszyński ładny, inni aktorzy też z

makijażykiem, efekty są, strzały są, wybuchy są, Psikutas bez es jest,

samolot jest, muzyczka gra.

No. I to było właściwie tyle. Znaczy, dobrego. Bo kiedy tylko

skończyła się czołówka – zaczęło się dziać serialowo w kwadrancie

wiedźmińskim. Najpierw Małaszyński lata po lesie (stawiam śmietanę

przeciw Guinnesowi, że to ten sam las, po którym Apacze gonili

Geralta) i fotografuje aparatem Zorka 5 jakisik konwój, starannie

pokazując się obstawie konwoju, ale równie starannie chowając się

przed latającym w kółko samolotem. Choć na zdrowy rozum pilot samolotu

zasuwającego nad lasem nie ma prawa zobaczyć stojącego pod drzewem

Małuszyńskiego w mundurze. Raz, że za szybko zasuwa, dwa – że korony

drzew zasłaniają, trzy – że mundur maskujący, a cztery – że

Małaszyński od drzewa różni się tym, że drzewom za występ w filmie nie

płacą.

Ale to dopiero początek. Twórcy filmu stosują wyrafinowaną technikę,

formę i igrają z nerwami widza. Porzucamy zdyszanego Małuszyńskiego i

przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, a tam prezydent Franklin

Delano Lubaszenko jedzie dżipem przez pustynię. Jedzie długo, bez

ochrony, z jednym szafiorem i do hangaru. Czemu bez ochrony, czemu nie

samolotem? Skoro jest hangar, to pewnie i jakiś pas startowy powinien

być. Prezydent USA powinien być wożony samolotem, w solidnej obstawie,

a nie tak łazikiem przez piachy. Samolot powinien być, ochrona powinna

być, pas powinien być i za pasem broń... Ale to jest polski film czyli

świat według Kononowicza: nie ma bandyctwa, nie ma łachmactwa, nie ma

samolotów, nie ma ochrony, nie ma sensu, nie ma niczego, jest tylko

Dbałość o Szczegóły i Osadzenie w Realiach.

 

W hangarze prezydencki UAZ Force One robi kółko wokół Mikrobiego i

dostajemy tło historyczne, czyli pułkownika Barbasiewicza oraz

Podejrzanego Kapelusznika (Żyd, fizyk, jest w krawacie i dziwnie łypie

– kto się założy, że kapucha?), dowodzącego, że atomowy Mikrobi wygra

wojnę, chyba że Niemcy szybciej zbudują swojego. Co prawda, skoro

amerykański Mikrobi właśnie stoi w hangarze, to chyba znaczy, że

zasadniczo jest zbudowany, więc zbudowanie innego szybciej jest

zasadniczo średnio możliwe, bez wehikułu czasu, ale... zasadniczo.

 

Pułkownik Barbasiewicz Mówi. Wyraźnie. I. Dobitnie. O. Maszynie.

Która. Potrafi. Mówić. Sieeeedeeeem. Maszyna jest tajna, ważna i

dzięki niej Niemcy wiedzą wszystko od Rosjan, którzy szpiegowsko

wiedzą wszystko od Amerykanów. Gdyby więc Amerykanie mieli tę maszynę,

to wiedzieliby to, co wiedzą Niemcy, którzy wiedzą to, co wiedzą

Rosjanie, którzy wiedzą to, co wiedzą Amerykanie. W skrócie: gdyby

Amerykanie mieli Maszynę, wiedzieliby, co wiedzą obecnie. Najweselsze

jest to, że z referatu wygląda, iż taka maszyna jest tylko jedna

(twardziele nie robią backupów). Tak przynajmniej zrozumiał to

prezydent Lubaszenko i nakazuje ową maszynę zdobyć za wszelką cenę i

zanim świat się dowie, że Niemcy budują bombę atomową. Luz. Jest

marzec 1945 roku. Świat wie o tym od dawna i już dwa lata temu dość

skutecznie im w budowie przeszkadzał.

Przy okazji dowiadujemy się, że Małaszyński to nie Małaszyński, tylko

Polski Szpiek rasy York i że to dzięki niemu Amerykanie wiedzą to, że

Niemcy wiedzą, to, co wiedzą Rosjanie, którzy... i tak dalej. Polski

Szpiek działa pod płaszczykiem i pod oficerską czapką, co widzimy na

tajnym zdjęciu, które w ramach Dbałości demonstrowane jest

publiczności zgromadzonej w hangarze. Aha, i dowiadujemy się, że

"Zostawcie nas samych" tak naprawdę oznacza: "odsuńcie się o trzy

metry, ale za to będę mówił głośniej, żebyście niczego nie

przegapili".

 

Tymczasem za górami i w lasach Szpiek Małaszyński wpada w oko nie

tylko konwojowi, ale i niemieckim gajowym, skutkiem czego zaczyna się

wesoła gonitwa po lesie. Szpiek strzela szpanersko jak w "Oficerze", a

nawet lepiej, bo z parabelki usiłuje trafić poprzez szerokie jeziorko,

Niemcy strzelają do niego tylko wtedy, gdy go nie widać, a psów się

nie spuszcza, bo pogryziony aktor kosztuje. Szpiek dociera do jakiegoś

kamieniołomu, pakuje aparat fotograficzny do metalowej cipuszki,

uroczo uchyla się przed kulami, inne odbija w locie i daje nura w

wodę. Woda robi "bul-bul", kule robią "ziąąą", Niemcy robią

"donnerwetter", a nasz bohaterski Szpiek "nadludzkim wysiłkiem

woli"... ucieka. Jeziorko otoczone, ostrzelane, a Szpiek znika.

Zapewne poszedł po dnie. Łatwo mu było, bo dna w tym filmie wiele –

starczyło na trasę spod Książa do Jeleniej Góry.

 

W Jeleniej Górze garnizon biega po korytarzach na wysokości lamperii,

a Gruszka dostaje okres i idzie do domu. Po drodze miną twarzową numer

trzy broni się przed kontrolą drogową... a gdyby tu było przedszkole w

przyszłości... a po dotarciu do miejsca zakwaterowania stwierdza, że

na klatce schodowej jest krew. No, niby normalne, ale nie do końca. Po

pierwsze - Gruszka dopiero przyszła, a krew już tu była, po drugie –

Gil Grissom orzekł, że kształt kropel świadczy wyraźnie, iż ten, kto

przechodził klatką schodową, na pewno nie krwawił, natomiast

umiejętnie posługiwał się kroplomierzem.

 

Gruszka usuwa trzy krople krwi z podłogi, w ramach Dbałości

zostawiając zapapraną kamieniczną klamkę (niech się ta zdzira

Hackenschmidtowa spod szóstki wypaprze) i wpada do mieszkania, w

którym Szpiek czeka i ścieka krwawo do miski. Żebyście widzieli, jakim

gestem Małaszyński powitał Gruszkę... Pełen profesjonalizm:

błyskawiczny skręt tułowia w prawo, obrót górnej partii wzdłuż osi

kręgosłupa, połączony z energicznym wymachem i wyprostem zakończonego

przemoczoną parabelką ramienia w kierunku drzwi wejściowych. Zupełnie

jak w filmie, w którym ęspektor Clouseau, wchodził do mieszkania,

gdzie w ciemnościach czaił się Kato.

 

Gruszka-sanitariuszka polewa ranienowo Szpieka gorzałą, bandażuje go

(zwróćmy uwagę, że facet krwawi od paru godzin, nawet mu spodnie

zdążyły wyschnąć. Dużo ma krwi, albo może robił cyrkulację, wypijając

zawartość miski) i opowiada o obławie, po czym nagle się okazuje, że

to nie żadna Gruszka, tylko stara Miauczyńska, która zupę ugotowała,

może zjesz, pomidorowa, może dobra, zupę zjedz, odgrzeję ci... Szpiek

z zupy rezygnuje, więc na deser dostaje białą koszulę (obwąchaną

najpierw, czy świeża. Serio.). No i w ramach Dbałości o Szczegół

Szpiek wkłada białą koszulę na przepocony i zakrwawiony podkoszulek,

bo przecież w polskim filmie nikt z wrogów nie zapyta go podejrzliwie,

dlaczego mu pacha krwawi, tym bardziej skoro bandaż ma na bicepsie.

Poza tym, jako ranny w biceps wkłada tę koszulę nie rozpinając jej,

przez głowę. Bo trudniej, dramatyczniej i krzywić się może cierpiąco.

Fajne jest też pożegnanie: "Gdybym musiał wyjechać" – mówi

Małaszyński, Miauczyńska drży uczuciowo i robi minę twarzową nr 4, a

widz czeka na wyznanie miłości lub wyznanie tajemnicy służbowej –

"...to się nie martw". I to się, kurna, nazywa męski tekst! Nawet

Butler, król Trzystu był bardziej uczuciowo wylewny. No, ale to nie

disisparta, tylko disishirszberg.

 

A tymczaszem w Tzschosche... tymcasz... kurrrw... tym-cza-sem w

Tzscho-sche jeżdżą i chodzą. Znaczy na razie jeden jeździ i chodzi,

ale to tylko preludium i uwertura. Umberto Eco pisał kiedyś o filmach

porno i wyszło mu, że pornos to taki film, w którym bohaterowi głównie

jeżdżą. W tę i w tamtą i bez sensu - jeżdżą przede wszystkim.

"Tajemnica Twierdzy Sieeedeeem" zapowiada się na ostre porno, bo

wszyscy jeżdżą, jeżdżą długo, a gdyby widz miał jakieś wątpliwości, to

mu się jeżdżącego pokazuje jak jedzie, jak staje, jak znowu jedzie,

jak jedzie dalej, jedzie... a czasem nawet widz może zobaczyć, jak

jadący przestaje jechać, ale za to zaczyna iść. Równie długo. Piękne,

minutowe ujęcia jadących, dużo ujęć jadących... a potem ujęcia

idących... Ujmujące. Za gardło. To się nazywa "kino o wartkiej,

trzymającej w napięciu akcji".

 

No i w tej Tzschosche taki jeden jedzie. Jedzie, jedzie, jedzie,

idzie, idzie... idzie... schody... kładka... jeszcze idzie... a kiedy

już nomen omen doszedł, to się okazuje, że w Tzschosche stacjonują

Fryce: Fryc Frycz z Frycem Szycem, a wkrótce przybędzie tam znaczne

wzmocnienie w sile osób jednej. Fryce trochę się kłócą, Fryc Frycz

robi lepsze wrażenie i wygrywa na punkty, zaś Fryc Szyc ma minę: "Nie

patrz na mnie... no, nie patrz na mnie... jestem oficerem", nie

wymawia "Ę" oraz "soczewica koło miele młyn", energicznie się hajhitla

i już wiemy, że go nie lubimy.

Lubimy natomiast Szpieka, który na głupie teksty Konstruktora Trurla

odpowiada jeszcze głupszymi ("- Znamy się już cztery lata. – To już

cztery lata?") i który dowiaduje się, że trzeba ewakuować do Tzschochy

Maszynę Która Potrafi Mówić Sieeedeeem, bo Rosjanie ante portas i będą

bombardować. Następuje okolicznościowa wymiana drętwych tekstów i

znaczących śmiechów, po czym Szpiek odjeżdża. Bez Maszyny, bez Trurla,

ale za to motocyklistą. Długo pokazują że jedzie. Długo też pokazują,

że jedzie Rusek. No bo to jak w kawale – Amerykanin jechał, Niemiec

jechał, Polak jechał, to teraz musi jechać Rusek. "A diabeł?"

zapytacie... A diabeł tkwi w szczegółach o które autorzy niesamowicie

Dbają. I dlatego Ruska mamy na ekranie przez dwie minuty. Widzimy jak

jedzie, jak stoi, jak pali, jak znowu stoi, jak patrzy w lewo...

nic... patrzy w prawo... nic... i jak znowu pali. I jak idzie. Innych

Rusków też pokazują – takiego z chochelką to nawet parę razy. Mamy

także kółko chodzących zbowidowców z pagonami – podają sobie papierki

i kiwają głowami. Gdyby podawali sobie kamyczki i liście, to bym

wiedział, że bawią się w sklep, ale skoro podają sobie papierki i

robią mądre miny, to znaczy, że bawią się w sztab. Chodzący,

oczywiście. Mamy też chodzącego wielokrotnie wartownika. Tak długo

pokazywali to chodzenie i chodzenie, że jak pan Jędrula nigdzie nie

poszedł, tylko złapał się za głowę i w miejscu czapką machnął, to

sobie pomyślałem: "Wot, chudożnik!". Z tym chodzeniem i jeżdżeniem, to

chyba zresztą jakaś aluzyjna kwestia cywilizacyjna. Amerykanie i

Niemcy głównie jeździli, a Ruscy głównie chodzą. Smatri, kakaja

dzicz...

Z rozmowy pana Jędruli z przybyłym Ruskiem dowiadujemy się, że Rusek

nazywa się Czyżykow, ichni agent u Niemców nazywa się "Kruk", tatko

nazywajosie Bartosiewicz, żonka nazywasie Handzia, a Maszyna jedzie do

Tzschochy.

 

Jedzie także Małaszyński i niewiele brakowało, a cały serial

skończyłby się szybko i szczęśliwie w rzaholeckim lesie, ale niestety

ruskie samoloty chybiają celu ("Nas? Bohaterów? Bombą??"), dzięki

czemu mamy okazję obejrzeć scenę, w której Szpiek stojąc przy prawych

drzwiach samochodu, obchodzi go dookoła, żeby wsiąść od lewej. A potem

dowiadujemy się, co robi bardzo tajny oficer w bardzo tajnej misji,

kiedy ma zakaz jakichkolwiek kontaktów ze światem zewnętrznym, a

bardzo by się jednak z owym światem chciał skontaktować. Radiostacja?

Nieeee. Sygnały dymne? Świetlne? Sowa Hedwiga albo wyjec? Nieee... To

są prostackie zagrywki, niegodne kryptologicznego Małaszyńskiego w

serialu sensacyjnym osadzonym w Realiach. Małaszyński... wyjmuje list,

pokazuje go wszystkim i robi sztuczkę "Hokus pokus, a teraz list

zniknie, bo dam go szoferowi, żeby wbrew zakazom odwiózł go do

miasta". I co powiecie? Albercik, to działa...

 

W zamku Tzschocha możliwości scenarzysty i reżysera są ograniczone –

jeździć za bardzo nie ma jak, chodzić po schodach też, bo kręte,

wąskie i kamera się średnio mieści. Można siedzieć albo stać. I

żadnych pytań. Siedzi Fryc Frycz, a Szpiek stoi i czeka. I patrzy.

Minutę patrzy... Drugą minutę patrzy... I żadnych pytań. Inżynier

Mamoń, nie mogąc znieść, wyszedł, a my w oczekiwaniu na dalszy ciąg

programu słuchamy muzyki. I żadnych pytań. W końcu Małaszyński zostaje

dopuszczony przed oblicze Fryca Frycza i tutaj pytań jest aż za dużo.

Kto, skąd, co, kiedy i dyscyplina dodatkowa "wooooo wooooohnst duuu?".

Małaszyński zawiadamia, że studiował na Cambridge (z naciskiem na

"na"), a Fryc Frycz w ramach teorii większego i mniejszego zła straszy

go bolszewizmusem. Polski Szpiek zachowuje się jak na Polskiego

Szpieka przystało – gardzi demonstracyjnie germańskimkurwaoprawcą,

rzuca brzydkie aluzje i zasadniczo ma w d*pie, aż go Fryc Frycz musi

mitygować: "No, weź, kurna, pobądź choć trochę Stirlitzem i poudawaj

inteligenta, bo cię będę musiał zdemaskować w pierwszym odcinku" i

dysponuje poddanie Szpieka klasy York kłódce w areszcie domowym. Mam

wrażenie, że nawet nie tyle za teksty, co za wygląd, bo Małaszyński w

niemieckim mundurze to chodzący wstyd i ogólne wymiętoszenie: żadnej

klasy, żadnego szyku, żadnej umiejętności noszenia – tylko obwis,

niedopasowanie, czapka, pagony i wielki tyłek. Fryc Szyc też wygląda

nieszczególnie, ale przynajmniej chodzi jak dres z siłowni, gibając

się na boki, więc można się pośmiać, a nie tylko płakać za czasami,

gdy w niemieckim mundurze grali Karewicz, Chamiec czy obergefreiter

Kugel.

 

Małaszyński zostaje odesłany na kwaterę i gdyby był tylko zwykłym

Małaszyńskim, to by pewnie walnął w kimono, a gdyby był tym ładnym z

"Magdy M", to może nawet wziąłby wcześniej prysznic. Ale Małaszyński

to Szpiek, więc tylko pozoruje czynności, a tak naprawdę zaczyna

węszyć i macać. Domacywa... domacowywuje... się pluskwy ukrytej w

nakastliku i umieszczonej tak, że nie ma bola – musi się urwać przy

jakimkolwiek naturalnym korzystaniu z szuflady. Ale Szpiek nie

korzysta naturalnie – on korzysta podejrzliwie. Nie urywa więc, tylko

starannie opukuje i maca mikrofon. Jeśli ktoś właśnie podsłuchiwał, to

powinno mu urwać uszy, prawda? Nie, nieprawda. Znaczy, prawda, ale nie

w tym serialu. Czterech (słownie czterech) podsłuchujących Szwabów

plus dwaj Fryce i nikt nic nie słyszy nic, ani obstukiwania mikrofonu,

ani tego, że Szpiekowi ołówek po szufladzie hurgocze w tę i w tę.

Zresztą całe to studio nagrań jest wesołe: jeden mikrofon założyli mu

w żyrandolu (lekko licząc 4 metry na podłogą), a jeden nawet w

radioodbiorniku. Ciekawe jak działa ten podsłuch, gdy radio jest

włączone (a jest) i kto płaci podsłuchującym rentę za uszczerbek na

zmyśle? No, ale Małaszyński to nie Wkijdmuchał i demaskacyjnie

doszukuje się tych podsłuchowych wichajstrów (nie wszystkich, ale

scena i tak trwa z pięć minut, więc pewnie tylko streścili). I on już

wie, on ma już tę pewność, o którą wszystkim wam chodzi, zasypia bez

żadnych prosz... Sorki – to nie ta piosenka. Szpiek już wie, że jest

śledzony, podsłuchiwany, podejrzewany. Wróg nie śpi. Od tej pory –

szczególna ostrożność i porozumiewanie się bez słów nawet z samym

sobą. Jak pomyślał – tak zrobił: poszukał szafy, pokazał ją sobie sam

palcem, podziękował sobie skinieniem głowy i zaczął rozpakowywać gacie

Zrezygnowani Niemcy wyłączyli magnetofony: a jednak nie zaśpiewał

"Szła dzieweczka do laseczka" ani "Roty". Jest cwańszy niż

przypuszczali...

 

Odcinek trwa 44 minuty, z czego dialogów jest około 10 minut,

prawdziwej akcji – 5 minut (licząc las, jeziorko i nalot ruskich), a

jazdy i chodzenia – reszta. W tym wypadku powiedzenie "reszta jest

milczeniem" jest bardzo na miejscu. Na nagrodę za najbardziej

przejmujący tekst odcinka zdecydowanie zasłużyła partia Fryca Frycza:

"Tak, tak... Tak... Tak... Tak..." choć termit "Dobrze-dobrze..."

przebrany za ruskiego marszałka i przeciwbólowa zupa Miauczyńskiej

także były dżezi. Ballady o zimorodku nie było, choć zupełnie

spokojnie mogłaby być i wcale by to nie raziło."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mosiek ogląda film porno od tyłu.Na to wchodzi Natan i mówi-no co ty Mosiek,oglądasz porno,i to jeszcze od tyłu do przodu?Zglupiałeś?A Mosiek mówi-ciiicho bądż,teraz jest najlepszy moment-jak ona jemu pieniądze oddaje!!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wchodzi skin do fryzjera,rozwala się na fotelu,glany na ladę i mówi:O.....ić mnie krótko!!!Na to fryzjer:ty ch..u!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lodówka zrobiła imprezę. Nazapraszała samych znajomych. Wszyscy bawią sie niezle:

Odkurzacz się nawciagal, Kaloryfer juz rozgrzany, Kuchenka daje ostro w

palnik, Pralka się rozkreca, w łazience Wiatrak dmucha Suszarkę. Impreza na

całego. Gospodyni chodzi po mieszkaniu i rozdaje zimne drinki. Patrzy, a pod

ścianą stoi smutny Trabant.

Podchodzi do niego i mówi:

- Ej trabant, a co Ty taki smutny stoisz i się nie bawisz? Masz tu seteczkę

walnij sobie, to się od razu rozruszasz.

A Trabant na to:

- Nie mogę... Jestem samochodem...

 

 

Przychodzi do baru trzech Murzynów i jeden Mulat. Siadają przy stoliku, podchodzi kelner i pyta Mulata:

- Co podać najjaśniejszy panie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wchodzi koń do baru-barman pyta:jak zwykle,wiadro żytniej?-Nie,pół wiadra,jestem wozem!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzi baca na hali w szałasie,zawieja-nagle słychać pukanie do drzwi.Pyta:kto tam?Jean ClaudevanDamme!Nie znam-wszyscy czterej wy.....ć!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzi gazda na ziemi i kiwa się-przód-tył,przód-tył.Sąsiad pyta:co się tak Józuś bujasz?A waham się...Jak to się wahasz?Aaa,wczoraj byliśmy z Zośką na weselu-ja dostałem w ryj,Zośkę zgwałcili!Dziś poprawiny-Zośka chce iść,ale ja się waham!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słyszeliśta,Kowalska,w Pabianicach seryjnie gwałcą!Słyszałam,Zagulino-wczoraj byłam,dziś jadę i jutro też zajrzę....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Driver, przy Tobie nawet Karol Strasburger wymięka :neutral:

 

PS Przestań spamować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Driver, przy Tobie nawet Karol Strasburger wymięka :neutral:

 

PS Przestań spamować.

sorry,trochę sie rozpędziłem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Specjalnie dla zegarkomaniaków czyli ludzi dokładnych...

Znalezione w sieci (Szyfroów?)...:

 

ODLOT cool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gifcool-smiley-002.gif


 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdzie najlepiej wziąć dziewczynę w jej urodziny?

...Na stole

:D

W tort kładziemy buzię czy potylicę jubilatki.... ? :mrgreen:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdzie najlepiej wziąć dziewczynę w jej urodziny?

...Na stole

:D

W tort kładziemy buzię czy potylicę jubilatki.... ? :mrgreen:

 

Potylicę...!!!

Chcesz , żeby się udusiła????!!!


 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.