Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

RobiGosc

Nowy Użytkownik
  • Liczba zawartości

    34
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

92 Bywa pomocny

O RobiGosc

  • Urodziny 07/26/1975

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    FFM

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. We Frankfurcie w komunikacji publicznej? Tak, strach. "W Niemczech" to uogólnienie, sądziłem że Ty akurat wolny jesteś od takich stereotypów... 🙂 "Nie strach" w każdym innym, "normalnym" miejscu. Czyli na lotnisku i w samolocie, w pociągu ICE, w centrach handlowych, na ulicy w "normalnych" miejscach, na wszelkich gromadnych spotkaniach w mniejszych (!) miastach, tj. wszędzie tam, gdzie człowiek identycznie i w Polsce czuje się bezpiecznie - powiedzmy, że 99% codziennej rutyny. Akurat Frankfurt ma to nieszczęście, że kiedyś opatrznie zgromadzono "element" w jednej części miasta, w tzw. Bahnhofviertel, czyli kwartale paru ulic koło dworca głównego i to tak nieszczęśliwie, że jest to obszar między dworcem a miejscami turystyczno-handlowymi, przez które aż się prosi pójść spacerkiem na dworzec 😄 Wszystkie te obrazki znane z czarnego, stereotypowego obrazu niemieckich ulic są tu 24 godziny na dobę obecne: prostytucja, narkomania, upadek społeczny, brud, syf i ubóstwo. Rezydenci tutaj oczywiście nie są zamknięci, na dragi trzeba jakoś hajs skombinować, więc się rozłażą - głównie tam, gdzie hajs się obraca, a do Hauptwache jest może z 15-20 minut spacerku. Nie zapominamy oczywiście o wszelakiej egzotycznie wyglądającej i gadającej w gardłowych językach młodzieży, zwłaszcza tej ubranej w Gucci i Prada mającej mało wspólnego z Twoim miastem. W moim odczuciu ci są nawet gorsi od tych pierwszych, bo z pożądaniem patrzący na marki i metki. I przy takich - pal sześć na być może krzywdzący stereotyp - ale ja bezpiecznie się nie czuję. To może tyle "wykładu" o Frankfurcie. Bardzo fajne miasto i zdecydowanie pozytywne, ale jak to w tym świecie bywa, też ma swoje brudne oblicze.
  2. 😄 😄 Szczerze mówiąc nawet nie zauważyłem. Tak byłem zaaferowany, żeby zrobić zdjęcie przechodząc akurat przez przejście dla pieszych, że nawet nie spojrzałem, tylko w ekran telefonu i żeby mi się żaden przechodzień w kadr nie wpakował. To okolice Hauptwache, miejsca dosyć ruchliwego, gdzie nie tylko dojeżdża S-Bahn i U-Bahn, lecz zaczyna się słynny Zeil - obecnie prestiżowa aleja handlowa, zaczyna się również parada wysokościowców, a też jest to najlepsze miejsce wypadowe, żeby dostać się w poblize Roemer - rynku miejskiego, ratusza i innych zabytków oraz samego Menu. Miejsce to jest w zasadzie sercem miasta, ta wybita szyba nawet niespecjalnie mnie dziwi (różny element się kręci). Zastanawiam się tylko, czy to ktoś z licznego w Niemczech grona lewicujących, czy pospolity głupek-złodziej, który myślał, że szybko coś przygarnie? 😉 Żeby nie było - wychodząc z salonu grzecznie podziękowałem za firmową torebkę i zapakowałem pudełko do plecaka, a spod kurtki mocno wyciągnąłem mankiet swetra. Zrobienie zdjęcia kosztowało mnie nieco stresu - do tego miejsca człowiek dostaje się poprzez park&ride, więc czekała mnie jeszcze przyjemność powrotu zbiorkomem.
  3. Dziękuję. Nie lubi? Lubi i to bardzo. Zawsze lubił. Do tego stopnia, że słyszałem przy oczekiwaniu na dopasowanie bransolety, jak jeden ze sprzedawców grzecznie po angielsku komuś wytłumaczył, że nie zapisują na zegarki ludzi spoza regionu 😉 Grzecznie zaproponował przedstawienie oferty z programu CPO, ale obaj panowie (na oko Hindusi) podziękowali i się zmyli. Jednak byli to zdecydowanie przygodni klienci, bo nawet nie bardzo zdawali sobie sprawy że od ręki stalowego R. nie kupią.
  4. Odebrany dopiero co. Populäres przeokrutny, ale cieszy 😊
  5. Jutro 🙂 Przy okazji zapytam o te Pepsi, czemu zniknęły 🙂
  6. Jeśli dajecie się tak traktować i takie macie do tego podejście, to cóż, może rzeczywiście lepiej nie brać w tym udziału. Ja mam zgoła inne doświadczenie. Wiem, że kolejka, że trzeba czekać - no to się zapisałem na ten najpopularniejszy zegarek z półtora roku temu. W międzyczasie stuknęła w kalendarzu okrągła rocznica i się wcześniej przypomniałem mojemu opiekunowi (nie komukolwiek z salonu), że może bym sobie sprawił prezent na tą rocznicę. Miałem dwie propozycje, jedną z nich opiekun podjął i za 2-3 miesiące zegarek odebrałem. W międzyczasie ze 3 razy byłem w salonie z Omegą w temacie serwisu oraz z TAGiem w temacie wymiany bransolety. W większości przypadków spotykałem mojej opiekuna (choć on zajmuje się sprzedażą, a nie serwisem) i ucinałem miłą pogawędkę. Zapowiedziałem się, że przyjdę kiedyś z zamówieniem na prezent na podobną rocznicę dla żony. I poczekam tylko to wiosny na prezentacje nowości i potem pójdę. No i tak to funkcjonuje - tu kupię zegarek (już dwa), tu kupię usługę. Trzymam się jednego salonu, nie biegam po każdym w mieście i nie zapisuje się w każdym do kolejki. Znajduję przyjemność w kontakcie z drugim człowiekiem i znajduję przyjemność z kupna czegoś w tym salonie, czy choćby w nim przebywaniu. Bywało, że zjawiałem się tam z psem i pies dostawał kawę, a ja miskę wody, czy może na odwrót... 😉 Salon, a w zasadzie to dystrybutor - ten kupiony przez Rolexa - regularnie przypomina mi się na mailu. Do tego stopnia, że może i bym się kiedyś skusił na używanego Rolexa. Powiem szczerze - jak widziałem te różne starsze modele wystawione w salonie, to oczy się same śmiały 🙂 W grudniu byłem też miło zaskoczony, gdy dostałem zaproszenie na jarmark bożonarodzeniowy, który to przed salonem był organizowany przez tą firmę. I jakże było moje zdziwienie, jak zadzwoniono do mnie z salonu w imieniu mojego opiekuna, czy się pojawię...! Grzecznie odmówiłem, bo akurat miałem urodziny znajomego, ale szczerze żałowałem, że nie mogłem tam być. A mój zamówiony populares? Kiedyś mój opiekun zadzwoni 🙂 Do tego czasu mam co założyć na rękę i ciśnienia nie mam. Takie jest moje podejście do sprawy. Uwierzcie mi, człowiek jest naprawdę kowalem swojego losu. I chodzi o podejście do innych ludzi, a nie kupno czy sprzedaż. P.S. Salon w bardzo dużym mieście w Niemczech.
  7. Nie musi być na siłę kojarzony z motorsportem, mieć szumnej historii jak TH czy wspomniane MM. Mi to dużo bardziej przypomina rasowy zegarek twardego faceta na jednośladzie, niż jak kolorowe nawiązania w wielu drogich zegarkach chcących być na siłę kojarzonymi z markami samochodowymi. A jak historia pokazuje, to wystarczy czasem jedno słynne nazwisko i częsty widok zegarka na nadgarstku i potem mamy już całą tradycję motorsportu (czytaj: marketing).
  8. Piękny! No i umiejętnie podkreśliłeś na zdjęciu jak fajny jest do dizajn, tu każdy element do siebie perfekcyjnie pasuje, a ten motoryzacyjny sznyt tego zegarka jeszcze podnosi ciśnienie 🙂 Gratulacje!
  9. Hipotetyczna sytuacja: jedziesz po odbiór, oglądasz, a tam jakiś zonk typu paproch na tarczy, dziabnięcie na kopercie... I co wtedy? Odbierasz, czy rezygnujesz? 😉 Oczywiście nikomu nie życzę takiego rozczarowania, ale tak długi lot to jednak jest pewien wysiłek (nie tylko finansowy).
  10. Ani przy takim jak pierwsza generacja PO: Myślę jednak, że jeszcze się zadziwimy, co Omega sobie umyśliła. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że to zaledwie początek prezentacji oferty, która jedynie co ma przynieść, to wzrost przychodów, czyli dla nas podwyżki cen zegarków. Tak mi się wydaje, że chce się upodobnić do... Rolexa? Podobieństw już trochę widać - płaski dekiel, design też w stronę Submarinera. Teraz wyświetla mi się cena > 40 tysięcy za ten zegarek, nietrudno sobie wyobrazić, że pojawi się potem wersja z datą tak jak wersje chrono. Nawiązania do konkurenta, czyli do Rolexa nie są nazbyt czytelne? Ta sama cena, co Submarinera bez daty, praktycznie identyczny design i też "entry" level bez zaworu helowego i daty, ale za to z większą wodoodponością. I od razy mamy dostępne dwie dodatkowe wersje kolorystyczne lunety, na co w Rolexie zawsze był hype, plus paski dla nielubiących bransolet. Także ta klockowatość moim zdaniem też nie jest przypadkowa, tylko naśladowanie trendu (może nie Rolex to wymyślił), który dopiero co dostaliśmy w wyglądzie Land-dweller'a. Szkoda, bo moim zdaniem Omega traci tu sporo z DNA swojej planety.
  11. A zostanie Ci coś do noszenia? 😉 To piękny zegarek, absolutnie top, tylko że ciężko sobie wyobrazić noszenie go na co dzień. Jako ozdoba kolekcji na fajne okazje pochwalenia się - ekstra! Złoto - nawet to roleksowe - mam wrażenie, że rysuje się nawet od schowania pod mankiet... Bardzo chciałbym mieć taki zegarek w kolekcji, ale... bym go nie nosił. Trzymałbym ze 20-30 lat jako pakiet emerytalny, ewentualnie do wręczenia wnukom (których jeszcze nie mam) na prezent ślubny... 😉 Stąd jedynie kupno nowego za metkę... i do skrytki bankowej. W mojej opinii to bardzo piękny i interesujący obiekt kolekcjonerski, jakże różny od zegarków, które wymieniłeś. Jedna z najładniejszych Dayton jakie wydano. A schodząc na ziemię - jak rozumiem używka. Wygrywa na pewno sprzedawca, bo drogi klocek zamieni na trzy zdecydowanie chodliwe zegarki, na których na pewno zarobi. Bez kalkulatora i chłodnego umysłu pozbawionego emocji nie podchodziłbym do tematu 😉
  12. Niby tak... Ale mnie nie stać na kasowanie strat po parę tysi na zegarku, który mi się chwilowo podoba, a kosztuje sporo (musi być nowy). Nie z każdym zegarkiem wychodzi jak z Rolexem, że za co najmniej metkę można sprzedać. A do naprawdę pięknych przedmiotów idzie się przywiązać na całe życie 🙂 Tyle, że to już kwestia każdego z nas.
  13. Późno to odkryłeś 😉 To zjawisko znane zaawansowanym kolekcjonerom i to jakichkolwiek przedmiotów. Marzymy, gonimy, zdobywamy i co dalej? Nic. Kupione przedmioty są tylko przedmiotami, nieważne jak rzadkimi, ładnymi i drogimi, to zawsze w pewnym momencie się znudzą. O nieosiągalnym marzymy, ale zauważmy, że są osoby, które to osiągają. Czy są szczęśliwsze od nas? Nie odniosłem nigdy takiego wrażenia - bogatsze, obracające się w innych kręgach, ale ostatecznie też... zwykli ludzie. Recepty na to nie ma, trzeba nauczyć się z tym żyć 🙂 Moim sposobem na zegarki jest oglądanie wielu z nich (choćby na zdjęciach w internecie), aby ostatecznie być dalekim od decyzji zakupowej. Nie lubię sprzedawać rzeczy, więc wszelkie decyzje zakupowe są bolesne, bo stanowią albo zamrożenie pieniędzy, albo ich zwyczajną stratę, bo przedmiotu nigdy nie sprzedam. A to są drogie męskie zabawki! Oglądanie przedmiotów, marzenia, ta droga do kupna to też moim zdaniem jest najprzyjemniejsza. Potem mamy już zakup odhaczony i czujemy pustkę, którą zapełniamy myślami o zakupie kolejnych rzeczy. Taki mądry to ja jestem w temacie zegarków, a jednak przy kolekcjonowaniu niektórych wielokrotnie tańszych pozycji już taki nie jestem. Tym samym piwnica puchnie mi od jednek kolekcji, która nie jest eksponowana nigdzie, tylko składowana w opakowaniach na regałach. I przy kupnie pozycji do tej kolekcji każdorazowo celebruję marzenie o zakupie, oczekiwanie na okazję kupna, sam moment kupna, czekanie na przesyłkę, rozpakowanie i... zapakowanie z powrotem i do piwnicy 😉 Wracając do zegarków - kiedyś marzyłem o Daytonie, konkretnie właśnie o pandzie. Zobaczyłem na żywo, założyłem na nadgarstek zegarek kumpla - odkochałem się w dwie minuty. Nie dziwi mnie Twoja decyzja o sprzedaży zegarka, moim zdaniem zegarek nie jest godzien aż tak wielkiego hype'u i trzeba korzystać sprzedając go w dobrej cenie póki można. Gdybym miał mieć w kolekcji Daytonę, to właśnie raczej jako obiekt kolekcjonerski, jako perełkę kolekcji. A wtedy szukałbym jakiejś wyjątkowej referencji, zdecydowanie nie pospolitej jak stalowe wersje leżące na wystawach niemalże każdego butiku. To oznacza jednak inwestycję w sześciocyfrowej co najmniej sumie w walucie, na co absolutnie mnie nie stać. A nawet gdyby, to nie stać mnie byłoby potem na decyzję o używaniu tak drogiego przedmiotu. WIęc po co mi on? 😉
  14. A ja rozmawiałem w poniedziałek z moim opiekunem w salonie B. we Frankfurcie z prośbą o opinię, co sądzi o tym zegarku (DW). I stwierdził, że może się podobać bądź nie i że trzeba poczekać na nowe wersje jak obecne się komuś nie podobają, ale najważniejsze wg niego było to, że jest to niejako mała rewolucja u Rolex'a znanego skądinąd z niepoddawania się zanadto trendom. Nowy mechanizm taktowany wyższą częstotliwością, wyższa rezerwa chodu, nowy wychwyt i mechanizm wymagający mniej smarowania (teoretycznie rzadszy serwis w przyszłości) zapowiadają zmiany w pozostałych mechanizmach i to się kiedyś odbędzie. Także przezroczysty dekiel jego zdaniem jest czymś nowym, co może zawitać do innych (wiadomo, że nie wszystkich) serii. Zastrzegł się, że to tak nie od razu, że może to ładnych parę lat potrwać, ale powiew zmian widać i to nie tak jak do tej pory, czyli nowy kolor tarczy czy bezela z kombinacją materiału koperty i bransolety, tylko zmiany bardziej konkretne. Obecnie zegarek na pewno odstaje od wyglądu najbardziej popularnych rolków, ale to też może o to chodzi? Żeby odciąć się od dwóch projektów w X wariantach, czyli SUB'a i OP??? Czyli najbardziej kopiowanych oficjanie i nieoficjalnie wzorów zegarków? Chociaż nie wierzę, żeby Azja zaraz nie skopiowała tego, oni są szybcy 😉 Mi osobiście DW się nie podoba. Ale jestem prawie na 100% przekonany, że podobnie jak RO AP czy te telewizory kineskopowe PP będzie przez wszystkich pożądany. I obawiam się, że kiedyś z jakimś fajniejszym projektem mogę zapragnąć go posiadać. W 100% podpisuję się pod opinią kolegi Mirosuaw. Dla mnie optycznie ta kombinacja geometrycznych wzorów typu karbowany bezel, bransoleta i ten plaster miodu nijak nie jest ze sobą spójna, a całość znakomicie utrudnia zespolona bransoleta, gdzie nie możemy sobie jej zastąpić, żeby choć trochę optycznie poprawić wygląd zegarka. Brzydki jest i tyle.
  15. 3-5 sekund zajęło mi, żeby wtedy przy rozmowie dojść do takiego samego wniosku. 🙂
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.