We Frankfurcie w komunikacji publicznej? Tak, strach. "W Niemczech" to uogólnienie, sądziłem że Ty akurat wolny jesteś od takich stereotypów... 🙂
"Nie strach" w każdym innym, "normalnym" miejscu. Czyli na lotnisku i w samolocie, w pociągu ICE, w centrach handlowych, na ulicy w "normalnych" miejscach, na wszelkich gromadnych spotkaniach w mniejszych (!) miastach, tj. wszędzie tam, gdzie człowiek identycznie i w Polsce czuje się bezpiecznie - powiedzmy, że 99% codziennej rutyny.
Akurat Frankfurt ma to nieszczęście, że kiedyś opatrznie zgromadzono "element" w jednej części miasta, w tzw. Bahnhofviertel, czyli kwartale paru ulic koło dworca głównego i to tak nieszczęśliwie, że jest to obszar między dworcem a miejscami turystyczno-handlowymi, przez które aż się prosi pójść spacerkiem na dworzec 😄 Wszystkie te obrazki znane z czarnego, stereotypowego obrazu niemieckich ulic są tu 24 godziny na dobę obecne: prostytucja, narkomania, upadek społeczny, brud, syf i ubóstwo. Rezydenci tutaj oczywiście nie są zamknięci, na dragi trzeba jakoś hajs skombinować, więc się rozłażą - głównie tam, gdzie hajs się obraca, a do Hauptwache jest może z 15-20 minut spacerku.
Nie zapominamy oczywiście o wszelakiej egzotycznie wyglądającej i gadającej w gardłowych językach młodzieży, zwłaszcza tej ubranej w Gucci i Prada mającej mało wspólnego z Twoim miastem. W moim odczuciu ci są nawet gorsi od tych pierwszych, bo z pożądaniem patrzący na marki i metki. I przy takich - pal sześć na być może krzywdzący stereotyp - ale ja bezpiecznie się nie czuję.
To może tyle "wykładu" o Frankfurcie. Bardzo fajne miasto i zdecydowanie pozytywne, ale jak to w tym świecie bywa, też ma swoje brudne oblicze.