Mam trochę czasu więc postanowiłem opowiedzieć Wam zabawną historię, jaka wydarzyła mi się będąc na kontrakcie w Czechosłowacji. Było to chyba w roku 80. Dojechał do naszej ekipy Rysiek ze Szczecina, który przywiózł kilka Orientów cesarskich. Był nawet taki moment, kiedy wziąłem dla siebie "cesarza" podpalanego/brązowego/. Szybko jednak przekonałem się, że to nie to - zegarek dawał ok. 13-15 sek na + /dobę. I tu chyba zaczyna się cała opowieść. Po tym jak odsprzedałem cesarza i dotarło to do Ryśka, zauważyłem, że jakoś dziwnie się na mnie patrzy. Ponieważ ja już w tym okresie miałem Rodzinę swoją w komplecie, więc siłą rzeczy musiałem wynająć mieszkanie u Czechów. Ale trafiła się jakaś wieksza biba no i pojechałem do kolegów. Po części oficjalnej zrobiło się lużniej i zaczęły się też lużniejsze tematy. Rysiek siedział prawie vis a vis mnie i w pewnym momencie pyta: czego sprzedałeś tego mojego Orienta? Ja na to, że za dużo mi przyspieszał i to był cały powód. Musiałem mu chyba nieżle rozchuśtać "gula", bo zaczął wypytywać o mój zegarek i jego osiągi. Po jakimś czasie spytał, czy on jest wodoszczelny - oczywiście odpowiedziałem. Jeszcze muszę dodać, że mój kolega Rysio nie omieszkał mi zadać pytania o osiągi mojej Doxy i jak usłyszał, to oczywiście skwitował to w ten sposób - a mój "cesarz" daje -2sek. w skali m-ca, na co ja parsknąłem śmiechem mówiąc, że to nierealne. I wtedy zaczęła się jazda pod adresem mojego suba: że g...o jest wodoszczelny, a w ogóle to jest bez wygladu i takie tam. Ponieważ ja nie chciałem ciągnąć dalej tego tematu w pierwszej chwili nie reagowałem udając, że nie słyszę, ale już jak zaczął już przeginać to musiałem się odezwać. I dalej to już poleciało. Przyszło mu do głowy , żeby dwa zegarki zagotować w garnku z wodą. Pokazałem mu, że ma coś z sufitem, ale to tylko go bardziej rozjuszyło. Zaczął się tak nakręcać, że za sobą miał już kilku "kibiców". Próbowałem go powstrzymać, ale skutek był jednak odwrotny. Stworzyła się już pokażna grupa kibiców, którzy jeszcze bardziej go namawiali do tego eksperymentu. Skończyło się tym, że wylądowaliśmy w kuchni. Wpuściliśmy widelcami nasze zegarki do naczynia z wodą i czekamy. Woda zaczęła się gotować - wyjęliśmy je , oba chodziły. Już myślałem.że to koniec tych zapasów, kiedy jeden z kolegów rzucił hasło, żeby zagotować w piwie. Aż przysiadłem. Jeszcze sądziłem, że on sam oceni, że to poroniony pomysł, ale on już miał błyski w oczach. I z nowu próbowałem go powstrzymać, ale był już nie do zatrzymania. Próbowałem się z tego wycofać, ale nawet nie udałoby mi się wyjść z kuchni, tylu kibiców już się zeszło. W końcu zgodziłem się. Wpuściliśmy znów zegarki do naczynia. Po jakimś czasie wyjęliśmy je, mój dalej chodził, a cesarz niestety już nie. Rysiek był załamany. Oglądał go kilka razy sądząc, że moze jeszcze się "obudzi", ale niestety to był zgon.