Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

symforjan

Nowy Użytkownik
  • Content Count

    25
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Początkujący

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Warszawa

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Szanowni Klubowicze. Przede wszystkim należą się Wam przeprosiny za kilkudniową zwłokę, co do dalszego ciągu mojej rodzinnej opowiastki. Nie chciałem pisać o tym na forum, ale muszę się wytłumaczyć. Niestety różne rodzinne kłopoty powodują, że nie mogę swobodnie spełniać swoich zachcianek. Domowe zajęcia skutecznie ograniczają mój "wolny" czas. Moją historyjkę właściwie chciałem tylko uzupełnić kilkoma, być może ciekawymi zdjęciami z krótkim komentarzem. Nie jestem jednak pewny swoich działań ponieważ mam kłopot ze zmniejszeniem fotografii do wymaganych rozmiarów. Mam jednak nadzieję, że się uda. Za wszelkie uchybienia z góry przepraszam. Wszystkie fotografie dotyczą Osób, rzeczy i zdarzeń przywołanych w moim tekście i pochodzą ze zbiorów rodzinnych, a więc do dzieła. Na początek witryna Firmy T. Gałecki - 1938 rok, firma znajdowała się wtedy przy ulicy Jasnej 8. a to, dom przy ulicy Marszałkowskiej 111- niestety nie widać witryny Firmy dziadka. Foto odnalezione gdzieś w internecie. Niestety dalej nie mogę umieścić żadnych zdjęć, są zbyt duże, muszę jeszcze popracować nad ich zmniejszeniem. cdn. Dziękuję za pocieszającego posta, pozdrawiam.
  2. Szanowni Klubowicze. Chciałem podzielić się z Wami odrobiną wspomnień rodzinnych dotyczących mojego dziadka Teodora Gałeckiego, przedwojennego zegarmistrza. Opowiastka ta trochę łączy dwie epoki, ponieważ nieoczekiwanie sięga dnia dzisiejszego. Mój dziadek był zasłużonym społecznikiem, stąd zrodził się pomysł, aby uhonorować go, nadając nazwę ulicy, czy jakiemuś innemu obiektowi miejskiemu, jego imieniem. Pomysł wydawał się szalony, ale po dwóch latach starań udało się. Od 30 grudnia 2016 roku, w Radości (warszawska dzielnica Wawer), jedno z rond nosi nazwę "Rondo Zegarmistrza Gałeckiego". To jeden z powodów, dla którego napisałem mój tekst - nie wiem czy w Warszawie istnieje, jakakolwiek ulica, czy choćby jakiś "skrawek ziemi" poświęcony, któremukolwiek zegarmistrzowi? Od 30 grudnia 2016 roku, tak. To oczywiście nie jedyny powód mojego pisania, ale ciąg dalszy nastąpi, jeśli dalszy bieg spraw przybierze pomyślne kierunki. Poniżej tekst właściwy. Teodor Gałecki (1876-1944) – obywatel i mieszkaniec Radości Zegarmistrz przedwojennej Warszawy Teodor Gałecki, urodzony w Warszawie 11 grudnia 1876 roku, był znanym przedwojennym zegarmistrzem, kontynuatorem tradycji starej stołecznej firmy Józefa Gołembiowskiego, prosperującej od 1880 roku. Jego Firma mieściła się w sąsiedztwie przedwojennego Dworca Wiedeńskiego, przy ulicy Marszałkowskiej 111. Współpracował z najlepszymi manufakturami szwajcarskimi i niemieckimi takimi, jak Longines, Omega, Supera, Kinzle, Gustaw Becker czy Schafhausen. Jego profesjonalizm doceniany był między innymi prawem podpisu własnym nazwiskiem wyrobów niektórych z tych firm. Swoją firmową serię ściennych zegarów skrzyniowych skonstruował na bazie elementów pochodzących z tych zakładów zegarmistrzowskich, a projekt i wykonawstwo skrzyń powierzył Stanisławowi Ignacemu Witkiewiczowi. Jeden z egzemplarzy tej serii Teodor Gałecki podarował schronisku na Hali Gąsienicowej (prawdopodobnie zegar ten, spłonął potem w pożarze schroniska). Niestety z tych unikatowych zegarów zachował się tylko jeden. Teodora Gałeckiego cechowały nie tylko profesjonalizm i mistrzostwo w zawodzie. Był również człowiekiem niezwykle pracowitym, sumiennym i uczciwym, a przede wszystkim pielęgnował w swoim codziennym życiu gorący patriotyzm, wyniesiony z pewnością z rodzinnego domu, w którym przykładem świecił jego ojciec, również Teodor, zegarmistrz XIX wiecznej Warszawy, uczestnik Powstania Styczniowego 1863 roku, jak głosi rodzinna legenda. Jego Zakład mieścił się przy ulicy Tamka. Cechy te również wpajał piątce swoich dzieci, wychowując je wraz ze swoją żoną Stanisławą Kozielewską (1877-1956), której brat stryjeczny Ignacy Kozielewski (1882-1964), był jednym z współtwórców skautingu i harcerstwa polskiego oraz autorem hymnu "Wszystko, co nasze, Polsce oddamy". Ignacy Kozielewski był częstym gościem w radościańskim letnisku rodziny Gałeckich, zawsze gorąco witany, szczególnie przez dzieci, jako ukochany stryjek. Te wszystkie szlachetne cechy i tradycje obecne od pokoleń w rodzinie Teodora Gałeckiego i pieczołowicie pielęgnowane, przekazywane były pokoleniom następnym. Potomkowie Teodora Gałeckiego do dziś mieszkają w Radości i darzą wielkim szacunkiem swoich antenatów, starając się zachować nieliczne już ślady tamtych czasów. Dom, w którym Teodor Gałecki mieszkał ze swoją rodziną (dawniej przy ul. 3 Maja, obecnie Panny Wodnej), zachował się do dziś, chociaż nosi liczne ślady minionego stulecia. Nieliczne zdjęcia i pamiątki rodzinne (wiele z nich przepadło w zawierusze wojennej) przechowywane są w domowym archiwum z wielkim pietyzmem tak, jak jedna z najcenniejszych – papieski order "Pro Ecclesia et Pontifice", który Teodor otrzymał wraz z godnością szambelana papieskiego. Związek Teodora Gałeckiego z dzisiejszą Radością, a przedwojennym Letniskiem Radość rozpoczął się około 1910 roku. Początkowo, jak większość letników warszawskich, mieszkał tu okresowo, chociaż we własnej posiadłości, a od 1930 roku przeprowadził się wraz z rodziną właściwie na stałe. Szybko zakochał się w urokach tej podwarszawskiej miejscowości, liczącej przed wybuchem wojny zaledwie około 350 budynków. Od początku był bardzo aktywnym społecznie mieszkańcem, wykorzystując swój dar łatwego zjednywania sobie ludzi poprzez niezwykle przyjazny do nich stosunek. Był inicjatorem lub współorganizatorem wielu przedsięwzięć podejmowanych dla wspólnego dobra lokalnej społeczności. Jako założyciel i wieloletni prezes (1916-1936) Stowarzyszenia Miłośników Letniska Radość skupiał wokół stowarzyszenia i podejmowanych inicjatyw wielu znanych i znamienitych obywateli pozyskując ich jako zaangażowanych zwolenników. Byli wśród nich m.in. Antoni Fertner (1874-1959), znany przedwojenny aktor, Karol Hoffman (1855–1937), polski aktor, reżyser i dziennikarz w „Kurierze Warszawskim”, warszawski fotograf Marian Fuks (1884-1935), Pelagia i Franciszek Skonieczni, fundatorzy nieruchomości pod budowę miejscowego kościoła oraz wiele znamienitych postaci spoza kręgu stałych mieszkańców. Warto tu przede wszystkim wspomnieć takie osoby, jak ojcowie kapucyni – błogosławiony Symforian Ducki (1888-1942) i błogosławiony Anicet Kopliński (1875-1941), zwany jałmużnikiem Warszawy, beatyfikowani 13 czerwca 1999 roku w stolicy przez Jana Pawła II. Obaj ci zakonnicy byli częstymi gośćmi w domu Teodora Gałeckiego, a wiązała ich z gospodarzem wieloletnia przyjaźń. Zginęli w niemieckim obozie Auschwitz. Mało znanym wątkiem w biografii Teodora Gałeckiego jest jego znajomość i serdeczna przyjaźń z autorem słynnej serii książek o zegarmistrzostwie, franciszkaninem, bratem Wawrzyńcem Marią Aleksandrem Podwapińskim. Nie istnieją, a w każdym razie nie są mi znane, żadne dokumenty, które mogłyby o tym świadczyć, ale z pewnością, tak wynika z rodzinnych ustnych przekazów, Teodor Gałecki ma swój udział i w tym dziele. W trzeciej części "Zegarmistrzostwa", w rozdziale "Ideowi Współpracownicy" wymieniony jest syn Teodora Gałeckiego, Stanisław Gałecki (1905-1986), mój wujek, również zegarmistrz. Zdobywał swoje szlify zawodowe pod kierunkiem ojca, a po II wojnie prowadził własny zakład zegarmistrzowski na bazie jego zbiorów i zdobytych doświadczeń. Zakład ten nieprzerwanie działał aż do końca lat 70 ubiegłego stulecia, w Warszawie przy ulicy Targowej 3. Z pewnością też Teodor Gałecki działał w Cechu, chociaż jedynym znanym mi dokumentem dotyczącym tego wątku jest ocalałe zdjęcie zatytułowane "Egzamin Zegarmistrzowski", na którym najprawdopodobniej znajdują się członkowie Komisji Egzaminacyjnej i grupa składających egzamin. Niestety zachowały się nieliczne, szczątkowe pamiątki, większość z nich przepadła w wojennej i okupacyjnej zawierusze. Teodor Gałecki nie tylko brał czynny udział w realizowaniu różnych inicjatyw, ale również czynnie wspomagał je materialnie. W swoim radościańskim domu zorganizował i wyposażył pierwszą pocztę, a właściwie agencję pocztową z centralką telefoniczną. Później, również w swoim domu, zorganizował i wyposażył tymczasową kaplicę, w której odbywały się niedzielne nabożeństwa. W tej właśnie kaplicy okazjonalnie odprawiali Msze święte wspomniani zakonnicy, bł. Anicet i bł. Symforian. Częstym gościem był również, mniej znany, ks. dr Wacław Siekierko, proboszcz parafii w podwileńskich Święcianach, wielki patriota. Często odwiedzał Radość z okazji Święta 3 Maja biorąc udział w uroczystych celebrach, wygłaszając płomienne, patriotyczne kazania. Niestety zginął w niemieckim bombardowaniu Wilna 22 czerwca 1941 roku podczas sprawowania posługi kapłańskiej. Równolegle Teodor Gałecki brał czynny udział przy budowie radościańskiego kościoła, zarówno jako organizator działań miejscowej społeczności skupionej wokół Stowarzyszenia Miłośników Letniska Radość, jak również świadcząc osobistym wkładem, jako fundator wielu fragmentów wyposażenia kościoła, między innymi elementów tabernakulum, zegara, filarów nośnych i wielu innych. Prace te, prowadzone etapami, trwały przez wiele lat. Inspirował i wspierał także i inne inicjatywy często angażując własne środki. Był między innymi fundatorem sztandaru miejscowej szkoły podstawowej przy obecnej ul. Wilgi, dziś chyba już nikt o tym nie pamięta, wspierał działalność miejscowego Koła PCK, a w okresie okupacji na terenie posesji i w domu Teodora Gałeckiego działało przedszkole, zorganizowane dla okolicznych dzieci. Teodor Gałecki był osobą powszechnie lubianą i znaną w ówczesnym radościańskim społeczeństwie. Pomagał wielu ludziom, zwłaszcza w trudnym okresie tuż przed wybuchem II wojny światowej, jak i w czasie okupacji hitlerowskiej. Wielu ludzi znalazło w tych trudnych czasach schronienie i opiekę pod dachem jego domu. Robił to po cichu, bez rozgłosu, nie oczekując od nikogo wdzięczności i pochwał. Robił to, ponieważ był człowiekiem prawym i szlachetnym, czynienie dobra traktował zaś jako sposób na życie, jako normalny, ludzki odruch, nie upatrując w tym niczego nadzwyczajnego. W swojej codziennej pracy kierował się uczciwością, zaangażowaniem i skromnością Był po prostu zwyczajnym człowiekiem. Dziś jednak tacy zwyczajni ludzie powinni stanowić wzór do naśladowania. Teodor Gałecki zmarł 18 sierpnia 1944 roku w Radości, pochowany na cmentarzu przykościelnym, ekshumowany do grobu rodzinnego na Powązkach w 1949 roku. Niedawno więc minęła 70 rocznica jego śmierci. Witold Winnicki Radość, 19 września 2014 roku Teodor Gałecki, warszawski zegarmistrz (1876-1944) Ulotka reklamowa zakładu T. Gałecki Egzamin zegarmistrzowski - Teodor Gałecki, razem z komisją egzaminacyjną w dolnym rzędzie, pierwszy od prawej. To na początek, mam jeszcze kilka ciekawych zdjęć, ale prześlę je następnym razem, jeśli Koledzy mnie nie zrugacie, c.d.n.
  3. Nie zupełnie o to mi chodziło. Jak użyjesz zwijarki, jeśli jeden z zaczepów sprężyny jest uszkodzony, a sprężyna "siedzi" w bębnie? Przecież nie naciągniesz sprężyny, żeby "zamknąć" ją w tulei, a potem rozwinąć. Do użycia zwijarki oba końce sprężyny muszą być sprawne.
  4. Wtrącę swoje trzy grosze, jeśli można. Zwijarka jest dobrym narzędziem, ale co począć, jeśli sprężyna jest pęknięta? Mam na myśli uszkodzony zaczep lub ucho, zostają tylko ręce i głowa, pod warunkiem, że sprężyna nie jest zbyt mocna )
  5. Kur de balans, jak mówią fachowcy, nie było mnie tu trochę, ale widzę, że niewiele straciłam . Ciekawe ile QV stracił wagi przez te miesiące, to trzeba mieć pasję, wielki szacunek.
  6. Nie obiecuję na pewno, ale w przyszłym tygodniu postaram się wkleić kilka fotek zgodnie z Pana sugestiami. Mam nadzieję, że się uda, dorwałem jakiś stary telefon, z którego daje się skopiować fotki do komputera, więc jest nadzieja, tylko zdjęcia na pewno nie będą najlepsze. Pozdrawiam, Witold.
  7. Skończy się na dwóch nagich mieczach, jak w XV wieku. Praktyczne, poręczne i z tradycjami, nawet krzyżacy wymiękli.
  8. Może na liście dać dodatkową kolumnę jako ankietę gdzie każdy wpisze nr noża i dalej, jak na wyborach QV wybierze, to oczywiście do połowy żart.
  9. Witam. Na bratnią duszę bardzo się zgadzam, chociaż ja jestem nawet mniej niż majsterkowiczem. Kocham zegary i bardzo chciałbym naprawdę umieć w nich "grzebać", ale nie jestem w tym dziele "mocarzem", chociaż kilka zegarów mniej lub bardziej fachowo naprawiłem. Co do "Dziadziusia", zważywszy, że Firma J. Gołembiowski prosperowała od 1880 roku może to być końcówka XIX lub początek XX wieku, jakby nie było myślę, że ponad stówkę Niestety nie doszukałem się żadnego szczegółu ani na werku, ani na skrzyni, który mógłby naprowadzić na jakiś bardziej szczegółowy wniosek. Niestety z dwóch powodów nie mogę zamieścić zdjęć mojego "Dziadziusia" - brak dobrego aparatu i kiepsko się poruszam po komputerze. Z drugim dałbym sobie może radę, ale to pierwsze na razie jest nie do przeskoczenia, oczywiście finanse. Może jednak jakoś pokonam trudności i zrobię parę fotek, chociaż to pewnie potrwa, proszę czasem mnie "odwiedzić". Pozdrawiam, bardzo serdecznie, Witold.
  10. Witam. Mam identycznego GB z sygnaturą J. Gołembiowski. Stary, poczciwy "Dziadziuś", tak go nazywam. Miło popatrzeć. Pamiątka po moim Dziadku Teodorze Gałeckim, który kiedyś pracował u Gołembiowskiego, a potem odziedziczył firmę i prowadził ja pod swoim nazwiskiem. Pozdrawiam.
  11. Jak mi się zdaje, większość (znaczna) Klubowiczów, to faceci, nie wyobrażam sobie procesu realizacji takiego projektu w przypadku, gdybyśmy byli kobietami. Wiadomo byłoby tylko jedno na pewno - nożyk nigdy by nie powstał, a tak jest jakaś szansa. QV, już to kiedyś pisałem, podziwiam Twoją cierpliwość. Pozdrawiam bardzo, zresztą w interesie wszystkich. Gdyby nożyk jednak nie powstał, mimo wszystko, pozostalibyśmy mężczyznami, jak mi się wydaje, bo próbowałyśmy.
  12. Dobry wieczór. QV, ale Ty masz cierpliwość, iście zegarmistrzowską. Pozdrawiam.
  13. Witam. Fajny pomysł, jestem chętny na jedną sztukę, wersja klubowa, to pierwsza rzecz, na którą mogę sobie pozwolić
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.