Już mnie irytuje jak kolejny raz, pęka prawie w tym samym miejscu, standardowy (żywica/guma(?)) pasek w jednym zegarku. Kolejny raz bulić za to samo co jest ewidentnie — źle zrobione.
No i chciałem sobie zamiast tego, zrobić jakiś skórzany.
Tylko, że potrzebują bardzo cienkiej skóry, w pewnym fragmencie, żeby owinąć/okleić tym fragmentem taki "plastikowy dings', który jest dopasowany do kształtu zegarka, powoduje, że pasek do niego przylega i nie opada gdy się zdejmie z ręki...rozumiecie o co chodzi.
No i na początek, wziąłem po prostu jakiś stary pasek od spodni, przyciąłem. Oglądam jakiś filmik jak oni to cieniują (chociaż przyznaję, tam cieniują tylko końcówkę, pod kątem, a nie taki dłuższy, równomierny obszar). Ale chodzi o to, że gdy oni to cieniują, to się zachowuje to tak — jakby strugali drewno z kory Sztywne, solidne płaty. Prawie, że słychać to cięcie jak w drewnie I jeśli mają nawet jakieś drobniejsze fragmenty, to te kawałki przypominają sztywne wióry z drewna.
A mój pasek...u mnie jak zaczynam coś ścinać od tej strony nie gładkiej...to to przypomina bardziej...POLAR. To są jakieś farfocle, jakieś kłaczki kota 😕 To jest zupełnie inna konsystencja niż to co widzę na tych filmikach. Bardziej tam zastosowanie ma "skrobanie" (jak ryby), a nie ścinanie 😕 Już myślę czy przypadkiem nie będzie szybciej jak wezmę jakiegoś Dremela z papierem ściernym na bębnie i to będzie bardziej efektywne.
I teraz pytanie.
Czy ta — diametralna — różnica w materiale, konsystencji, to jak się zachowuje przy cięciu, nie wynika przypadkiem z tego, że oni mają jakąś..."inną" skórę? Tzn. z innego zwierzęcia albo garbowana w jakiś inny sposób?