Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
pmwas

Peugeot 201 rocznik 1930

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)
2 godziny temu, pmwas napisał(-a):

Jednak taki widok zawsze mnie smuci, bo jak ktoś tak zapieczętował sobie korek, to kij wie co jeszcze zepsuł ;). 

 

Musiałem i tak wrócić do garażu, bo zauważyłem na zdjęciach jeszcze coś. Naprawdę auto trzeba by przed zakupem obfocić z lampą i obejrzeć zdjęcia, bo nie widziałem tego. 

 

Ale najpierw korek. Na korku to coś jak silikon. W każdym razie miękkie. Zatem albo uszczelnione silikonem albo... Wklejone. Się odkręci, się zobaczy... 

 

Ale przede wszystkim... To 😡 

 

DSC01779.thumb.JPG.26f17a6a8bb7aaeb9c8976de2f5b6a17_edit_205798393607139.jpg.0a4c0a23d09acdcc3387c81244a98e5b.jpg

 

Wgięcie w ramie. 

Az normalnie wróciłem to obejrzeć, ale gra światła i cienia jednak mocno wyolbrzymiła problem. Faktycznie jest tam lekke wgniecenie, ale jak widać na tym zdjęciu:

 

DSC01783.thumb.JPG.613796168192f12a39570a80c54e8d34.JPG

 

...nie jest ono duże, bo tu go nie widać. 

 

Ale czemu ten cytat na początku? 

Otóż oględziny wykazały niemal dokładnie takie samo wgniecenie po drugiej stronie. 

 

W pierwszej chwili pomyślałem, że może auto na czymś zawisło, ale to niemożliwe, bo tam tyle rzeczy jest poniżej ramy, że nie ma opcji, żeby tak symetrycznie ramę wgniotło cokolwiek innego niż podnośnik. 

 

Ale kto by podnosił auto na wysokości fotela pasażera? No i wlasnie.

 

Nie wygląda to źle, płytkie wgniecenie i tyle, bardziej zastanawia mnie, kto to popełnił? 

 

Dodam, że to nie jest pancerna jak w terenówkach, to profil otwarty tzw. ceownik to się chyba nazywa? 

Dobrze, bo łatwiej będzie tą powierzchowną korozję ogarnąć. 

Edytowane przez pmwas

Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, pmwas napisał(-a):

zaczynam rozumieć, czemu pan jakoś "nie znalazł czasu" na wymianę oleju przed sprzedażą.

Myślę, że zdawał sobie sprawę, ale przy ostatniej wymianie sytuacja go zaskoczyła i ratował się tak jak potrafił "na szybko".

Może wystarczy miedzianą uszczelkę podłożyć. W gorszym przypadku naderwany gwint albo obruszane gniazdo gwintu w misce - najgorsza sytuacja. 

Auto nie jest totalnie zadżumione, wręcz przeciwnie.

Widać kilka ruszanych śrub,  na pewno była otwierana obudowa pompy cieczy chłodzącej (pewnie pociekło orzy uszczelnieniu), wymieniona też cewka zapłonowa ale też najpewnie aparat zapłonowy i przewody nie są oryginalne bo by dawno silnik nie odpalał.

Motor sam w sobie jak i najważniejsze podzespoły jezdne moim zdaniem spokojnie da się wyleczyć z niesprawności i wycieków nawet niskim nakładem kosztów (samemu) biorąc pod uwagę prostotę konstrukcji. Przede wszystkim należy zakupić arkusze kręgielitu i powolutku rozkładać, czyścić, docinać uszczelki i składać na powrót nie przesadzając z siłą dokręcania śrub.

Ja pokusiłbym się o diagnostykę silnika jakąś kamerką endoskopową (choćby przez gniazda świec ) oraz kontrolę kompresji dla kontroli czy wszystkie cylindry mają podobne ciśnienienie sprężania. 

Należy również zwrócić uwagę na stosowanie odpowiedniego niskoenergetycznego paliwa. Za moich lat młodzieńczych pamiętam paliwo 87oktan ale jakie było na początku zeszłego wieku ? 

Myślę, że bezpośrednio wlane z "instrybutora" mogłoby zaszkodzić staruszkowi.. 

 

Jak nie kibicuję ruskiemu złomkowi, tak tu kładę całe serce licząc, że będziesz remontował choćby z dekadę .. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Dzięki! 

 

Auto miało renowacjęvw Belgii, około 10 lat temu. Pan kupił, zarejestrował i nawet jeździł parę lat, ale wiadomo, bedzie się starzeć. 

 

Z tą kompresją i kamerą to też mnie korci, choć nie wygląda, żeby silnik coś bolało. 

 

Bardziej bym się bał wsadzać kamerę do cylindrów wspomnianego tu ruskiego złomu, bo to on akurat żre olej i pracuje nie zawsze idealnie równo. 

 

Ale pisałem w dziale o samochodach, gdy walczyłem z gaznikiem, żeby mi Peugeocik w ogóle pojechał. Gdyby nie cała ta przygoda z 💩, to nad takim Peugeotem mógłbym tylko płakać. 

 

Ogolnie ja zawsze mam taki lęk w temacie używanych aut, że a co jeśli ktoś pomierzył kompresję, wsadził kamerę i... Dlatego sprzedaje 😆? 

Edytowane przez pmwas

Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale mi raczej chodziło nie o to, żeby szukać problemu, ale żeby zrobić tzw "punkt początkowy" i poznać aktualny stan.

Za 5 lat być może będziesz się zastanawiał czemu coś dzwoni albo gorzej jedzie lub odpala inaczej to wejdziesz kamerką, albo pomierzysz i będziesz miał wcześniejsze dane do porównania z aktualnym zmierzonym stanem.

Jesli nawet kupiłeś, bo ktoś wcześniej się zawiódł, to i tak nie popsujesz bardziej taką kontrolą. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, zadra napisał(-a):

Ale mi raczej chodziło nie o to, żeby szukać problemu, ale żeby zrobić tzw "punkt początkowy" i poznać aktualny stan.

Za 5 lat być może będziesz się zastanawiał czemu coś dzwoni albo gorzej jedzie lub odpala inaczej to wejdziesz kamerką, albo pomierzysz i będziesz miał wcześniejsze dane do porównania z aktualnym zmierzonym stanem.

Jesli nawet kupiłeś, bo ktoś wcześniej się zawiódł, to i tak nie popsujesz bardziej taką kontrolą. 

 

A pewnie. Zwłaszcza, że nawet mam kamerę. Kupiłem kiedyś i leży. Wciąż zresztą nierozpakowana. 


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spytałem pana o ten korek, to mowi, że nie wie co z gwintem bo on odsysal olej przy wymianie przez wlew i korka w ogóle nie ruszał, taki już był. 

 

Ech, dobrze. Zajmę się tym kiedyś kiedyś, jak auto będzie stacjonowało w Tarnowskich Górach, gdzie planuję mieć kanał. Ale to temat na za dwa - trzy lata. 

W międzyczasie może skorzystam w w/w metody, w sumie jakis sposób jest. 

Edytowane przez pmwas

Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odkręcenie miski olejowej nie powinno być dużym wyzwaniem.

Musisz jednak przeznaczyć sobie na to kilka dni, żeby dobrze opracować uszczelnienie po złożeniu.

Nie wstawiłeś odpowiedniego zdjęcia, ale wydaje się jakby misa miała płaską krawędź, więc docięta uszczelka z odpowiedniej gumy lub nawet korka powinna wystarczyć, zresztą chemii na uszczelnienia jest teraz dużo.

Po zdjęciu miski olejowej można dokonać wszelkich napraw gniazda.

Chyba bym własnie tak zrobił - spuściłbym olejowej korkiem, obejrzał gwinty a jeśli byłoby źle, to rwałbym miskę i naprawiałbym lub dał jakiemuś fachowcowi- zależnie co tam bym wypatrzył. 

Ale oczywiście nie da się tego zrobić bez najazdów, podnośnika lub kanału . 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, zadra napisał(-a):

Odkręcenie miski olejowej nie powinno być dużym wyzwaniem.

Musisz jednak przeznaczyć sobie na to kilka dni, żeby dobrze opracować uszczelnienie po złożeniu.

Nie wstawiłeś odpowiedniego zdjęcia, ale wydaje się jakby misa miała płaską krawędź, więc docięta uszczelka z odpowiedniej gumy lub nawet korka powinna wystarczyć, zresztą chemii na uszczelnienia jest teraz dużo.

Po zdjęciu miski olejowej można dokonać wszelkich napraw gniazda.

Chyba bym własnie tak zrobił - spuściłbym olejowej korkiem, obejrzał gwinty a jeśli byłoby źle, to rwałbym miskę i naprawiałbym lub dał jakiemuś fachowcowi- zależnie co tam bym wypatrzył. 

Ale oczywiście nie da się tego zrobić bez najazdów, podnośnika lub kanału . 

 

 

Tak, dlatego myślę, że póki co wymienię olej faktycznie z użyciem odsysacza, a resztą zajmę się jak już będę miał kanał. On i tak nie będzie dużo jeździł, to jest głównie do tego, żeby po prostu był. 


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, pmwas napisał(-a):

 

Tak, dlatego myślę, że póki co wymienię olej faktycznie z użyciem odsysacza, a resztą zajmę się jak już będę miał kanał. On i tak nie będzie dużo jeździł, to jest głównie do tego, żeby po prostu był. 

Myślisz zabierać go na jakieś zloty staruszków 🤔🤔🤔

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, TomcioMiki napisał(-a):

Myślisz zabierać go na jakieś zloty staruszków 🤔🤔🤔

 

Być może ta takie, na które będzie umiał sam dojechać, gdzieś lokalnie.


Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobrze, ale wrócę może do początku historyi.

 

Fakt faktem, zdarzyło mi się od czasu do czasu przeglądać przedwojenne Fiaty na otomoto, ale wszystkie, które się tam pojawiały były raz, że do renowacji a dwa, że niezarejestrowane. 

 

Pewnego dnia podczas przeglądania internetu, wyświetliła mi się reklama otomoto, z pięknym Peugeotem - wydawało się - nieźle wycenionym. 

 

Peugeot był w Legnicy. Legnica i blisko i daleko, więc znalazłem wolne przedpołudnie i pojechałem. 

 

Pan zabrał mnie do garażu i odpalił. 

 

Auto było piekne. Fakt, trochę korozji z wierzchu w miejscach, gdzie lakieru albo nie da się nałożyć, albo zaraz się wytrze (zawiasy drzwi, maski itp). 

 

Pod autem sucho, znalazłem jedną 2-3cm kropkę, ale - jak widać - myślę, że to zostało wcześniej przygotowane. 

 

Auto pieknie wyglądało, pachniało olejem i smarem, nie wydawało się kopcić za bardzo. 

Silnik pracował równo i bez niepokojących odgłosów. 

 

Na koniec pojawiła się "czerwona flaga" - gdy poprosiłem pana, by mi pokazał, jak to odpalić, auto już odpalić nie chciało. 

 

Ale dobra. Ładne bardzo, to się zdecydowałem. 

Nie miałem zresztą za dużo czasu. Na 16 musiałem byc z powrotem, a jeszcze trzeba uwzględnić, że A4 to A4 i godzina korka to dzień jak co dzień. 

 

Formalności załatwiliśmy później, zdalnie.

 

Autko przyjechało na lawecie na parking jakieś 300m od wynajętego garażu. 

 

I tu spory zawód. O odpaleniu nie było mowy. 3 próby i padł - ewidentnie dawno nieładowany - akumulator. 

 

Na popych auto kilka razy zapaliło i zaraz zgasło, za każdym razem pracując krócej. 

 

Do tego pod autem pojawiła się plama - jak się potem okazało - benzyny. 

 

Szczęście w nieszczęściu, na odbiór auta przyjechał mój kolega, entuzjasta motoryzacji, bo sam byłbym w kaczym zadzie. 

 

Jako że przyjechałem UAZem, a zapadł już zmierzch, postanowiliśmy, że sholujemy auto do garażu UAZem. 

 

To jest ten moment, gdy UAZ jednak się przydaje. 

Gdybym był Alfą czy Rio, nie byłoby nawet haka. A UAZ jeszcze ma linę kinetyczną. 

 

W Peugeocie haków z przodu brak, linę przywiązaliśmy do przedniej belki zawieszenia. 

I pajechali. 

 

Jako że asfalt, rozpiąłem przednią oś i wrzuciłem reduktor. 

Auto ruszyło z taką łatwością, że myślałem, że lina spadła z haka. 

 Zero oporu, jakbym ciągnął rower. 

 

Niedługo potem auto wepchaliśmy do garażu i do domu. 

 

Wróciłem do tematu po dwu dniach. Auto nie odpalało, gasło, widać było, że ma jakiś kłopot. 

 

W pewnym momencie po włączeniu ssania gaźnik zaczął lać benzyną na podłogę garażu, i to nawet na zgaszonym silniku. 

 

Jak się potem okazało, winnym kłopotów był nieszczelny i utopiony pływak. 

 

Znaczy - zaczyna się. 

 

Pływak wyciągnąłem. 

Był juz 3x lutowany, pękł na jednym z lutów... 

 

IMG_20260830_114218.thumb.jpg.f5635c8d2d4eb3b52d7768d6df037685.jpgIMG_20260830_114530.thumb.jpg.e0edd49ffb3b9bf38b4d1c01f23ecc76.jpg

 

Jak się okazuje, dostać taki pływak to spory kłopot. Do Fiata 508 czy Willisa, bez problemu, ale ten - dramat. 

Koniec końców znalazłem pływak w Niemczech i mam, ale zanim doszedł - zalutowałem ten, co był. 

 

Największym problemem było zalutować "otwór technologiczny" na górze. 

Bo żeby opróżnić pływak z paliwa trzeba zrobić dziurkę. 

Żeby nie rozlutowywać, nawierciłem lut na górze wiertłem nieco ponad 0,5mm.

Opróżnienie pływaka przez taką dziurkę trochę trwało, ale dało się. 

 

Potem zalutowałem pęknięcie i chciałem szybko zalutować dziurkę. 

Trzeba to robić na zimnym pływaku, żeby potem nie powstało w nim podciśnienie. 

 

Niestety przy dotknięciu lutownicą lut roztopił się i ukazał... Dziursko. Dosłownie. 

Ktokolwiek robił to przede mną, wywiercił otwór o wiele za duży. 

 

Szybkie lutowanie bylo trudne, bo nagrzewające się wewnątrz powietrze rozsadzało lut. 

 

Nawet gdy wyglądał już dobrze, po włożeniu do wody i tak okazywał się nieszczelny. 

 

W koncu za nastym razem mi się udało. 

Pływak zagotowałem w wodzie, zanurzyłem i nic. 

 

Od tego czasu gaźnik pracuje dobrze, ale cieszę się, że mam nowy pływak w zapasie. 

 

I tak to zaczęła się ta historia. Teraz zobaczymy, jak się potoczy... 

 

 

Edytowane przez pmwas

Miłego dnia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.