Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

pmwas

Moderator
  • Content Count

    5,640
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

pmwas last won the day on March 12

pmwas had the most liked content!

Community Reputation

520 Mistrz

About pmwas

  • Rank
    4-85
  • Birthday 11/17/1985

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Sosnowiec
  • Hobby
    Głownie zegarki, muzyka

Recent Profile Visitors

1,556 profile views
  1. Czasem popękaną (tzn bez ubytków) tarczę można skutecznie umyć przez wielogodzinne moczenie w odpowiednim środku czyszczącym, byle mało agresywnym. Brud znika i włosowate pęknięcia przestają być widoczne. niestety raz (fakt faktem, ze w niskiej jakości zegarku szwajcarskim) zmyły mi się cyfry a pęknięcia zostały...
  2. Ta tarcza to ciekawostka, bo IWC - co oczywiste - nie przyznaje się do nie swojej koperty, ale nie przyznaje się także do tej tarczy, twierdząc, ze to nie ich tarcza... dziwne... naprawić się jej raczej nie da, ale nie jest AŻ tak zła.
  3. Moj rosyjski franken-IWC musialem jeszcze trochę popracować nad tiretem, bo wałek lubił wypaść przy próbie nastawiania. Teraz już chyba dobrze...
  4. Z tym roztoczeniem to jest kłopot, bo obręcz się cała przez to „rozkalibrowuje” i przestaje tworzyć okrąg. Raczej owal...
  5. Przy zwykłym wybijaniu można balans uszkodzić lub nie. Zależy to od grubości balansu oraz tego, jak mocno jest zanitowany. Czasem balans schodzi z osi dość łatwo, bez uszkodzeń. Jeśli jednak dojdzie do poszerzenia (rozbicia) otworu w kole balansowym - przestaje ono być idealnie okrągłe i - co gorsza - w zasadzie nie da się tego naprawić. Raz mi się zdarzyło, balans niestety nigdy już nie będzie „dobry”... jak to mawia Gus Tarbals w Jagged Alliance - „próby i błędy, kołku”. nie myślałem, ze upadnę tak nisko by cytować gry komputerowe, ale ten cytat pasuje mi tu idealnie..:
  6. Napisane „warranted 20 years” - pozłacana
  7. Druga pieczeń :) Zegarek Zenith, który przyjechał z Argentyny. Zegarek kupiłem z przeznaczeniem na części, jednak okazał się nie byc tym, czym myślałem, że jest i... na przemiał nie poszedł. W życiu zegarka też - widać - przydaje się trochę szcześcia. Dezel straszliwy i szlag mnie chciał trafić, gdy podliczyłem cenę zakupu zegarka, przesyłkę z Argentyny i VAT. W ogóle nie warty swojej ceny, a jeszcze trzeba doliczyć cenę mechanizmu - dawcy kupionego na allegro... Fakt - mechanzim już posłuzył jako dawca koła zapadkowego dla innego Zenitha... Ogólnie - "argentyński" Zenith ma ślad poważnego upadku. Myślę, ze poleciał na kamień, czy beton (czy cos równie twardego), bo ma paskudne wgniecenie w kopercie. Tak paskudne, że gwint na który nakręca się lunetę wygiął się, i luneta nie dokręcała się do końca, pozostawiajac szpetna szczelinę. Oczywiście taki upadek powoduje ogromne zniszczenia w mechanzimie i tak też było. Mechanizm miał wiele, w większości lepiej lub gorzej naprawionych, uszkodzeń. Zniszczona była oś czwartego koła przekładni. Oś została naprawiona, ale wstawiony czop znów został złamany. Udało mi się nawet usunąc resztki czopa, jednak ktoś, kto nawiercał oś czwartego koła zrobił to niecentrycznie. Nie było bardzo źle - w zasadzie oś po wstawieniu czopa powinna działać, jednak wstawiony przeze mnie czop wymagał niewielkich poprawek, a poprawianie scentrowanego czopa to murowana demolka i czop ponownie się odłamał. Zamiast poświęcać kolejne godziny na ratowanie złamanej osi, postanowiłem wypróbować system powtarzalnych, wymienialnych częsci i spróbowac z mechanizmem-dawcą. Oczywiście koło czwarte przekładni chodu to nie koło zapadkowe - tu potrzebna jest o wiele większa dokładność pasowania elementu i mogłem tylko liczyć, że 15 kamieniowy mechanizm-dawca ma takie same średnice czopów jak 15 kamieniowy mechanizm-biorca... Ale o tym wkrótce, bo trzeba jeszcze wrócić do podstaw bieżącej naprawy, czyli koperty, bo z taką szczeliną między lunetą a kopertą zegarek i tak byłby totalnie "niewyjściowy". Jak widać zostawiłem ślady swojej działalności, ale efekt osiągnąłem - gwint wyprostowałem na tyle, że luneta zakręca się ładnie i do końca. Kolejnym etapem były nóżki tarczy. Wygięcie charakterystyczne dla upadku z duzej wysokości. Na tyle duże, że otworek w tarczy dotykał osi sekundowej. Takie wygięcie można delikatnie poprawić, jednak szarpanie za nóżkę zbyt mocno czy zbyt gwałtownie może zdemolować znajdującą się ponad nią emalię. Koniec końców udało mi się nóżki wyregulować w stopniu zadowalającym. I można było zająć się mechanizmem: Oprócz uszkodzeń mechanicznych, zegarek ma także korozję powierzchni. Niewielką, płytką, ale wpływającą negatywnie na jego wygląd. Składanie rozpocząłem od mechanizmu naciągowo nastawczego... Tu wersja składana od strony tarczy, chyba nowsza od tej składanej od drugiej strony, ale wciąz z dwuczęściowym wałkiem naciągowym (pół montowane w zamku w kominku koperty). Zasadniczo jest to przemyślany system dźwigni i mocna sprężyna. Po zmontowaniu można go zablokować w pozycji do nakręcania przesuwając blokadę znajdująca się przy brzegu płyty. Koła nie testowałem przed składaniem - zaufałem Zenithowi że część będzie pasować. Ne zawiodłem się, pasuje, nie ma luzów, chodzi bez oporów. Prosta konstrukcja - standardowa przekładnia chodu i stalowy wychwyt szwajcarski z podwójnym plato. Koła naciągowe przyrdzewiałe, ale polerowanie zniszczyłoby ich szczotkowane wykończenie więc... musza takie zostać. Nie wiem, czy i os kotwicy była naprawiana, ale musiałem przesunąć kamień nieco wyżej w otworku mostka, bo oś była ściśnięta w ożyskach i kotwica nie chciała pracować. Śrubkę mocującą mostek kotwicy również pozyskałem z "dawcy", ale okazuje się nieco wystawać (wyższy łebek :) ). Balans zegarka jest bimetaliczny, kompensacyjny, z breguetowskim włosem (w świetle odbytej na Forum dyskusji przypominam, że nie jest to włos z głowy pana Bregueta ;) ). Oś została kiepsko wymieniona, balans niestety jest scentrowany, co wyklucza jego prawidłową pracę. Do tego jest nieco za długa, przez co musiałem użyć podkładki pod półmostek. Korciło mnie, żeby skrócić długie czopy, ale podkładka jest szybsza i bezpieczniejsza. Musiałem tylko jeden z czopów wyprostować, a że to nieoryginalna oś nie było z tym wielkiego problemu (czop dość miękki i nagrzana pęsetą ładnie się wyprostował). Tarcza ma przyzwoita centrację. nie idealną, ale ile można miętosić te nóżki, w końcu coś strzeli... Zwraca uwagę jej ładny stan... I już. koperta ze stopu niklu, oryginalna, z logo Zenitha. Wychylny pierścień na mechanizm, w nieco amerykańskim stylu. Płyty mają ładne, niklowe wykończenie z połyskiem. Zastanawiam się, czy nie są polerowane, ale oprawki kamieni nie mają ewidentnych śladów polerki, a na płycie głównej (pod mostkami) widać podobne, świecące wykończenie, więc może jest fabryczne. Mechanizm chodzi, spieszy, balans lata we wszystkich płaszczyznach. Cóż - i tak to bardzo ładny Zenith na Amerykę Południową. I przede wszystkim - Zenith :D
  8. Na pewno ciekawszy niż „zwykle” cylinderki, nie jest to jednak nic „wielkiego”. Przyzwoity, średniej klasy zegarek z Chaux de Fonds
  9. Przyjechał z Argentyny pierwotnie na części, ale się naprawił balans - jak widać, ale to akurat nie moje dokonanie
  10. Teraz pora na wymienne części w praktyce. Kupilem resztki Zenitha... Brak mu części, które wymontowalem. Potrzebowałem np koła zapadkowego do pięknego, dużego Zenitha, którego kupiłem na wakacjach w Cremonie. Pięknie wyglada, a biorąc pod uwagę nieodległe numery seryjne, pewnie mogło być dokładnie takie, razem z oznaczeniami patentu (zapadka?). A ze lubię piec dwie pieczenie na jednym ogniu, czwarte koło przekładni idzie do... ale to później. Na razie taki marsz: SYRENA GRAND RECORD, Warszawa, 1909-14. Długo szukałem ładnie zachowanej płyty za rozsądne pieniądze. Ta przyjechała z Charkowa
  11. pmwas

    SENTA- Langendorf

    Tak, Amerykanie zawsze musza mieć TĄ KONKRETNĄ cześć do danego modelu, inaczej naprawić się nie da
  12. Owszem, złocony zegarek z Penzy. Moja babcia miała identyczny w środku 1800/1, w zasadzie to samo co później w Luczach
  13. Syrena Grand Record, Warszawa, 1910-14. Orkiestra im. Franciszka Józefa I w Berlinie.
  14. Z reguły producenci amerykańscy podawali prawdziwą liczbę kamieni. Jak się nie zgadza to zawsze sugeruje ze ktoś coś kombinował. Czasem nieprawdziwą liczbę nabijał nieuczciwy sprzedawca, ale z reguły widać wtedy, ze napis nie powstał w fabryce...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.