Tak mi się dzisiaj przypomniałem...
Komputer dostałem na komunięi miałem tam kilka gier. Pirackich oczywiście. Za to MS-DOS 6.22 legalny z certyfikatem.
Absolutnie nie bylo nas stać na żadne gry, wszystko było nielegalne, ale w coś trzeba było grać. Jednak sumienie mnie ruszyło i postanowiłem, że zacznę kupować gry z pieniędzy na rozne okazje.
Aktuat w centrum Sosnowca był sklep z grami, to rozpocząłem zakupy.
Zaczęło się od gry Task Force 1942. Miałem demo, bardzo chciałem tą grę.
Kupiłem i... lipa. Jedna z bodaj czterech dyskietek byłą od innej gry. Poszedłem z reklamacją, to nie mieli drugiego egzemplarza, ale polecili mi grę Humans.
Rzadko zdarza się tak xle zainwestować pieniądze, gra byłą (chyba) absolutnie bezndziejna, internetu nie było, instrukcja nieprzydatna i nie udało mi się przejśc nawet 1. levelu.
Ot - wtopa.
Następni byli Polanie.
Poteżna gra na az 6 dyskietkach, z których 3-cia byłą uszkodzona, a 5 - pusta (przed wysłaniem 3-ciej do producenta gry sprawdziłęm pozostałe i na 5-tej nie było nic nagrane),
Dyskietki wysłąłem z reklamacją, czekam, czekam, czekam, wróciły,
5-ta dobra, 3-cia znów uszkodzona. nie wiem, czy ta sama, czy inna z tej wadliwej partii.
Tym razem po prostu poszedłem dom kolegi po pirata, ale już z czystym sumieniem, bo za grę przecież zapłaciłem
Ot, takie początki.
Potem weszly CD i było już lepiej, tylko niestety napędy CD były drogie i co chwila się psuły. Zatem parę miesięcy grania i potem powrót do staroci w oczekiwaniu, aż przyjdą urodziny i rodzice sypną groszem na nowy napęd.
Ech... wspomnienia. Nie wiem, co mnie tak naszło, ale to były takie fajne czasy.
A potem, gdzieś po studiach, nagle z dnia na dzień przestałem grać i nigdy już do grania nie wróciłem.