-
Liczba zawartości
6736 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Ostatnia wygrana pmwas w dniu 12 Marca 2020
Użytkownicy przyznają pmwas punkty reputacji!
Reputacja
9969 Guru zegarmistrzostwaO pmwas
-
Tytuł
Przyjaciel Klubu
- Urodziny 11/17/1985
Informacje o profilu
-
Płeć
Mężczyzna
-
Lokalizacja
Sosnowiec
-
Hobby
.
Ostatnie wizyty
6574 wyświetleń profilu
-
Mnie tam też się all black ani w zegarkach ani w samochodach nie podobają. A z innej beczki, po powrocie z wakacji znów zapylam po mieście... ...i zdecydowanie tęsknię za smokiem 🤣
-
Ale ten czarny ma dużo dłuższego, to i zadowolenie większe. Przepraszam za "januszowy" żart, ale patrząc na to foto nie umiałem się powstrzymać.
-
Tu bardziej chodziło o komentarze do recenzji HS3. H9 to pewnie zupełnie inna bajka, natomiast HS3 to jest taki trochę wewnętrznie sprzeczny bieda-luksus. Czyli jak zrobić auto, żeby było niedrogie i luksusowe jednocześnie. I tak mamy audio nieporównywalne do zestawu HK w Alfie, premium to nie jest. Z przodu zwykle ksenony z ręczną regulacją wysokości. Kumpel w BMW na jakby nieco lepszą technologię, ale nie żebym jakoś bardzo zazdrościł. W środku niby skóra, ale ekoskóra, fajne, ale jednak czuc, że sztuczne (2.0 ma ponoć naturalną). Zatem tak, to pewnie przypadłość tańszej wersji niby-premium dla ubogich, ale akurat HS3 w tej wersji aliekspresowy nieco jest. Do tego w komorze silnika hula wiatr i widać, że wsadzono mały napęd do auta projektowanego pod większy zespół. Normalnie wygada to jakby silnik był "za mały", ale za to wszystko super widać. Nie oceniam, czy takie posunięcie producenta - tzn żeby stworzyć taką ubogą wersję prawie premium - jest mądre, czy nie, bo to rynek zweryfikuje. Ja nie narzekam, bo mnie to auto się podoba. Komfort podróżowania jest, wnętrze jest ładne i miło się w nim jedzie, ale nie powiem też, żeby było ono zachwycające, bo to nie jest tańsze premium, tylko tańsze pseudo-premium. A jeśli lepsza wersja, czy też np HS5 są wyraźne lepsze, to trzeba pamiętać, że są też wyraźnie droższe. A że jesteśmy na Forum zegarkowym, to mogę użyć porównania zegarkowego - to auto trochę mi przypomina sytuację z Beijingiem BeiHai - tym na 50 lecie marki. Niby wszystko super, tarcza jak w Pateku, mechanizm jak w Glashutte, ale diabeł tkwi w szczegółach i jak się przyjrzyjmy, to wskazówka sekundnika jakaś taka... No taka sobie, wykończenia płyty mechanizmu ładne z metra, a z bliska toporne, szatony przykręcane, ale poniżej poziomu samej płyty, mostek balansu z mikroregulacją, ale wykończenie samego mostka - koszmar, a mechanizm to tak naprawdę tylko jakiś przypudrowany klon Miyoty z mało przyjemnym naciągiem (odczucie jak w automacie). Jeszcze wspomnę, że pudełko rozsypuje się po kilku latach, ale z drugiej strony - w Primie takoż. Czy to zły zegarek? Nie, to jeden z moich ulubionych zegarków. Ale zdecydowanie nie jest tak dobry, jakim stara się być, bo jeśli nawet koperta i tarcza jakoś się bronią, to mechanizm to po prostu zwykle nic, celowo wykończone tm, żeby wyglądac z daleka jak manufakturowa perełka. Przy czym nie da się ukryć, że bez tych wykończeń zegarek nie robiłby aż takiego efektu i wcale nie uważam, że wolałbym go bez, tzn z takim całkiem zwykłym mechanizmem. Nie, fajnie to w sumie wygląda, tylko ma w sobie jednak taką dozę "udawactwa". Wiem, że to zawiłe, ale chyba wiadomo, o co mi chodzi. Inny przykład - cyrkonia. Też bardzo ładne, ale brylant to to nie jest.
-
Nie, ono jeszcze nie jest jakieś niesamowicie wielkie, ale te 4,65x1,9m to jest wystarczająco dużo, żeby w warunkach garażu podziemnego było ciężko. No i w Trieście są bardzo ciasne (i caie poobdzierane) podjazdy na wyższy poziom, gdzie HS3 naprawdę przejeżdżał niebezpiecznie blisko ściany. Żeby zmieścić przód musiałem bardzo patrzeć w lusterko, żeby nie obedrzec boku. Miejsca w większości garaży są wąskie i jak na obu miejscach po bokach stoją auta, a już zwłaszcza, jak ktoś zaparkuje przy linii, to ciężko się tym "wyrobić". Zresztą akurat Octavii też nie uważam za auto małe. Czasem się zastanawiam, jak źle musi się manewrować w takim garażu autem np 5 metrowym. Co by nie powiedziec, w mieście wygodnie się porusza autem wielkości Kii Rio, tylko tam jak się chce zrobić Jasiowi miejsce na nogi, to pasażer z przodu kolanami opiera się o deskę Zresztą szczerze mówiąc żona już słup w garażu zaliczyła i auto ma uroczą wgniotkę w błotniku, ale nawet jej nie naprawiam, bo i tak zamierzam to auto z leasingu wykupić, a jakos przestały mnie ekscytować nieistotne uszkodzenia czysto użytkowego auta. A wracając do długości - przez to, że ono ma "tylko" 4,65m, bagażnik jest stosunkowo mały, jak na rodzinnego SUVa, ale wysoki, foremny i z roletą zamiast półki, więc jest dość pakowny. Widać, że projektanci dali więcej miejsca w tylnym rzędzie kosztem bagażnika. Ale w trasie to się sprawdza, bo pasażerowie nie wychodzą z tyłu poskręcani
-
Acha, przepraszam za literówki. Niestety moje ręce nie są cudownie precyzyjne i mistrzem klawiatury nie jestem. Ale zawsze jest jakieś pocieszenie, że nie gram na fortepianie, bo to by musiało być coś
-
Nie wiem, czy kogokolwiek to w ogóle obchodzi, wiecz góry przeoraszam za spamowanie, ale że temat chińskiej motoryzacji wraca coraz częściej, postanowiłem podzielić się wrazeniami z wakacji z Hongqi HS3 Dodam, ze dla mnie to żadna nowość, na wyjazdach długodystanosowych byłęm już co najmniej naście razy, przerabiając Stilo, Imprezę, XV, Giulię a nawet Rio, wiec jakieś tam pojęcie o prowadzeniu cały dzień, zmęczeniu i zdrętwiałych nogach mam Na starcie auto mialo już jakiś tam przebieg (jakieś niecałe 4000, jak pamiętam), wiec można powiedzieć, że grube fabryczne wady powinny już wyjść, a o zużyciu jeszcze nie ma mowy, więc jechałem bez wuiekszych obaw, choć wiadomo - największa wada wyjazdu takim egzotykiem to - tfu, tfu - brak ASO po drodze. Pierwszy odcinek do Sosnowiec- Graz. Z uwagi na aferę z mandatami w samochodach leasingowanych na terenie Republiki Czeskiej, wybrałem drogę przez Słowację, zwłaszcza, ze ostatnio oddano spory kawałek S1 w kierunku granicy, co dla mnie jest nawet wygodniejsze niż A1 z Gliwic. Oczywiście trzeba się dostać z Tychów do Bierunia dróżką, ale potem do słowackiej Czadcy jest w zasadzie gładko. I od Bielska - bardzo ładnie. Następnie mamy fatalny odcinek z Czadcy do Żyliny. Dróżna jak za PRLu, do tego światła, skrzyżowania i wszechobecne remonty. Ten odcinek jest - rzadko to mówię, bo lubię jeździć i za kółkiem raczej nie narzekam - fatalny. Od Żyliny mamy piękną autostradę aż do Wiednia i dalej do Grazu. W Austrii trochę remontów, ale bez korków. Tylk pasy wąskie. Dojechaliśmy ekspresowo, zostało całe popołudnie na zwiedzanie Grazu. Rano ponownie wyjazd w stronę południową. Wyprzedzajac fakty, bo o wrazeniach z jazdy planuję napisać na koniec - w mieście HS3 jest autem raczej trudnym. Szeroki i długi SUV średnio sprawdza się w ciasnych ulicach, a tym bardziej na ciasnych parkingach. Ale ton chyba oczywiste, SUV w mieście to zawsze przekleństwo. Nawet Alfa w mieście jest już średnio fajna. Zwłaszcza, ze stare europejskie staróki zdecydowanie nie są przygotowane na tak duze pojazdy. Trasa z Austrii przez Słowenię do Zagrzebia i dalej do Zadaru - super. Same autostrady, zero korków. Dopiero końcowy odcinek spod Zadaru do Nin dróżkami lokalnymi, z reguły z ograniczeniem do 50-ciu i jeszzce progami zwalniającymi co chwila. Gorąco jak w piekle. Fakt, jest klima, ale co z tego, skoro i tak czuć ostre słońce, a ponizej 20* nie schodzę, bo zaraz choruję. HS3 dojechał bez przygód. Przez kolejny tydzień auto stało grzecznie na parkingu, z wyjątkiem jednej wycieczki do Zadaru. Sam Zadar ładny. Bardzo przyjemna starówka... Z Nin wyruszyliśmy w niedzielę do Punta Sabbioni pod Wenecją, po drodze zahaczając o Triest. Przez Chorwację (nietanią) autostradą, natomiast zachodnia częśc Slowenii to znów jak za króla Ćwieczka. Wąsko, kręto, auto zarzygane przez Jasia (a już i tak trzymałem predkość ewidentnie doprowadzającą tych za mną do szału). Nie wiem, ile w tm winy auta, a ile drogi, ale miękki i chybotliwy HS3 na tak krętej, górskiej drodze z pewnością nie pomaga. W Trieście - raczej zmęczeni podróżą, z ponad godzinnym opóźnieniem w stosunku do Googlowych prognoz - znaleźliśmy koszmar kierowcy SUVa - garaż wielopoziomowy. Kamery nie kamery - zaparkować tym cieżko, bo cpo prostu iężko wykręcić w miejsce. Triest rówież piękny, stare Cesarsko-Królewskie miasto portowe... Z Triestu już prosto do Punta Sabbioni, skad kursują tramwaje wodne do Wenecji (swoją drogą super wygodna miejscówka do zwiedzania tego miasta, korzystam już 5-ty raz) W Wenecji 2 dni i powrót do domu. W zależności od warunków planowaliśmy powrót z noclegioem lub bez, udało się bez. Jedynie z dłuższym postojem w Oldtimerze przed Wiedniem. Znowu - bez problemow - dojechalismy do domu. Jak wrqazenia z jazdy "chińskim premium"? Powiedziałbym, ze dobre, choć to auto nie jest pozbawione wad i do prawdziwego premium pewnie mu trochę brakuje. Ktoś gdzieś napisał, że Hongqi to motoryzacyjny aliexpress i moze trochę w tym prawdy jest, co nie znaczy, że to auto jest złe. Z zalet - auto jest komfotrowe, a wnętrze miłę dla oka.Jedzie się w przyjemnym otoczeniu, a auto przyjemnie się prowadzi. Nogi nie bolą, nie drętwieją, tyłek nie boli, auto sunie sobie majestatycznie po autostradzie i jest po prostu dobrze. Spalanie przy 110km/h ok 8l, przy 130 ok 8,5l/100km. Podczas jazdy na równej drodze. Z górki potrafi wyświetlic 4, natomiast jeśli autostrada się cały czas - nawet nieznacznie -wznosi (jak np na odcinku Bratysława- Zylina) i nie ma kiedy zdjac nogi z gazu - nie ma przebacz, będzie 11. Średnio wyszło koło 8.5. Silnik 1,5t ma tylko (w aucie tych gabarytów) ok 150KM i czasem mocy mu brakuje, choć przyciśnięty potrafi dośc sprawnie rozpędzać to auto nawet pod górę (na pewno sprawniej niż wyłądowane Stilo 1,4), żrąc przy tym jak prawdziwy chiński smok. Czy tej mocy jest realnie za mało? Nie. Choć auto premium powinno mieć większe możliwości (i pewnie ma, jeśli nie kupimy bieda-wersji z 1,5) . Skrzynia DCT ma złe recenzje, bo się ponoć "gubi", natomiast nie, ona się nie gubi. Sęk w tym, że faktycznie - jeśli ujłąd sterujący uzna, że chcemy dynamicznie przyspieszyć, redukuje bieg o jeszcze jeden w dół, wywala 5000 obrotów, co jednak nijak nie przekłada się na odczuwalny wzrost przyspieszenia, stad może takie odczucie recenzujących. Po prostu ten silnik już więcej nie umie z siebie wykrzesać i dalsze zwiększanie obrotów nic tu już nie wnosi. Z wad - elektronika tego auta ma (przepraszam smoki) smoczy móżdzek. W tunelu nie wyłącza wycieraczej mimo braku deszczu, dźwięk kierunkowskazó potrafi nie nadążąć za ich włączeniem (tzn miga, ale nie cyka), zwłaszcza jeśli akurat elektronika jest zajęta sygnalizowaniem najechania na linię czy auta w martwym polu, przełączniki kierunkowskazów nie zawsze kontaktują przy zamiarze trzyktrotnej sygnalizacji, a roboty drogowe przejeżdzamy na ciągłym alarmie o najechaniu na linię (wibracje na kierownicy wyłączyłem, bo to już byłby dramat). Tempomatu nie sprawdzałem, bo nie używam. Z zauważonych usterek - drzwi kierowcy domykają się trudniej niż inne i trzeba mocniej trzasnąć (moze dlatego, ze to ex-demo i pewnie były sporo używane, ale to wciąż nowe auto), nie działą także "pikanie" czujników parkowania (tylko kolorki na kamerze) mimo że teoretyczie jest ono w systemie włączone na maksymalną głośność. Na YT dowiedziałęm się, ze w innych pika normalnie, znaczy zepsute, ale to czysto elektroniczny 'bug', bo same czujniki działają dobrze. Nie mam natomiast zgłaszanych problemów z wyłączajacymi czy zawieszajacymi się ekranami, tu wszystko działa dobrze. Komfort podróży jest bardzo dobry. Zwłaszcza dużo miejsca jest z tyłu, dzięki czemu osoby na tylnej kanapie mają go aż nadto, nawet gdy miejscaz przodu zajmują osoby wysokie. NIe ma problemó z miejscem na nogi, z przesuaniem przedniego fotela do przodu, gdy z tyłu jest dziecko w foteliku. Wnętrze jest ciche, silnik słychać okazjonalnie, nawiewy szumią, ale nie ponadprzeciętnie. Jak już pisałem - na krętych drogach auto jest nieco za miękie, przez co nieco wymiotne, ale też środek cieżkości jest w nim dość wysoko. Prowadzenie bardzo przyjemne, auto prowadzi się całkiem pewnie, choć zakrety na pewno tzreba pokonywać wolniej niż autka niskie czy leciuitkie "gokarty" z seg. B., zwłaszcza na śliskiej nawierzchni, gdzie taką krową nietrudno o poślizg. Choc z drugiej stony jak niespodziewanie wjechałem w konkretną ulewę na bardzo mokrą jezdnię bna Słowackiej D1, to auto również żadnych głupich numerów nie robiło mimo litrów wody rozchlapywanych po całym świecie. Ogólnie? Ja nie powiem, że jestem tym autem zachwycony, ale to jest zupełnien dobre, wygodne auto na trasę, bo zdecydowanie nie do miasta. Nie jest to Lexus (znajomy ma, to wiem ), ale też wyraźnie lepsze niż auta popularne. Wygodniejsze znaczy, bo w prowadzeniu - po prostu tłusta krowa. Na długie trasy autostradami - zdecydowanie super. Na kręte górskie drogi - nie. Czyli dokładna odwrotność Imprezy, któras na zajkrętach jak ryba w wodzie, ale na autostradzie żarła jak głupia i tyłek bolał od średnio wygodnego fotela. Jeśli okaze się bezawaryjne - zdecydowanie będe zadowolony z wyboru, bo w taki długi wyjazd to zdecydowanie najlepsze auto, jakim w taką trasę miałem okazję jechać*, nawet jesli na lokalnych drogach i w miastach ma swoje ograniczenia. *wiadomo, że lepiej prowadziła się Giulia, ale z jej ciasnym wnętrzem i mizernym bagażnikiem byłoby zdecydowanie ciasno, więc HS3 zdecydowanie wygrywa praktycznością. No i - może to kwestia mojego przyrastajacego jednak wieku - w Giulii jak bym nie ustawił fotela, i tak mi lewa noga drętwieje po 5-6 godzinach i to tak "grubo". Nie wiem, czemu, bo fotel niby "sztos"...
-
Zgadza się, próbowałem kiedyś przybliżyć jakiś fragment większego zdjęcia z iphonea i nic z tego, jakość dramat. Natomiast tak, żeby mieć co wspominać, wychodzą zupełnie przyzwoicie. No i w górach na skałach taki Sony to upierdliwy tobołek, przez co w wyższych partiach mieszka w plecaku i nie bardzo da się na bieżąco robić zdjęć szlaku (skał, łańcuchów itp) do relacji na Forum o Tatrach. W erze słabych komórek miałem dwa aparaty. Sony do lepszych zdjęć i bylejakiego Nikona do robienia tych gorszych. Ten Nikon nawet jeszcze żyje, ale on naprawdę już nie ma przewagi nad przeciętnym telefonem i leży zapomniany. Kiedyś może Jaś będzie miał aparat do zabawy w małego fotografa.
-
Chyba zależy od reszty stylówy. Jak dla mnie pierwszy i czwarty.
-
Po raz kolejny odkurzyłem starego Sony DSC H5. Aparat kupiła kiedyś moja mama. Decyzja była podyktowana ceną, bo był to jeden z tańszych "poważnych" aparatów wówczas dostępnych. Łączył zalety małej, kompaktowej "idiotenkamery" i lustrzanki. Czyli coś gorszego niż porządne aparaty, ale lepszego niż te malutkie. Głownie za sprawą dużego obiektywu Zeissa z pięknym zoomem optycznym i niezłym makro. Wady? Tylko 2 baterie AA, które szybko padają przy tym poborze prądu oraz wąski kąt. Byle telefon robi zdjęcia o wiele szersze, co w warunkach np Wenecji czy górskich panoram jest dużym kłopotem. Do aparatu był dostępny obiektyw poszerzający ten kąt, ale był on drogi i wtedy, lata temu, ta cena była dla mnie zaporowa. Ostatnio znalazłem na allegro używany z stówkę i postanowiłem, że grata dounwestuję na starość. Szkoda, że nie miałem tego w Wenecji, ale już się nie mogę doczekać wyjścia w Tatry Fajne zdjęcia ten aparat robi, choć z drugiej strony przyzwoite telefony już za bardzo mu nie ustępują... Pamiętam jeszcze czasy, gdy takie zdjęcia w porównaniu z telefonem to były zdjęcia. W sumie przypadkiem wróciłem do tych czasów z moją zepsutą komórką
-
Odpaliłem w końcu aparat Sony. Po wakacjach uważam, że jednak dobry aparat w telefonie to skarb, bo ten dodatkowy grat jednak bardzo przeszkadza, ale wakacje kosztowały tyle kasy, że nowy telefon znow musi poczekac.
-
Przerobiłem biednego, starego "portugalczyka" na takie monstrum. Nie podobała mi się koperta tego portugalczyka. Fakt, że pierwotnie plan zakładał tylko wymianę wskazówek, ale ze w kopercie pękło szkło przy zamykaniu, zamówiłem taką kopertę na aliexpress i teraz mam fajny zegarek. Podiba mi się. Może i jest trochę krzyczący, ale na pewno dużo fajniejszy niż portugalczyk z ostrymi kantami, marnym szczotkowaniem i kopną limitacją
-
Klub Miłośników Zegarków Venezianico/ Meccaniche Veneziane
pmwas odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → MICROBRANDY I PRODUCENCI NIEZALEŻNI
Specjalnie wziąłęm go na wakacje, zeby zrobić to zdjęcie: Co na zegarku, to i w tle- 3172 odpowiedzi
-
5
-
- meccaniche veneziane
- redentore
- (i 26 więcej)
-
Mam takie wrażenie, że pewne rzeczy dzieja się same, bo tak jest lepiej. Parnisa traktowałem jako ciekawostkę, ale nie nosiłem go, bo go za bardzo nie lubiłem. Postanowiłem zatem kupić nowe wskazówki, licząc na ożywienie tego nieciekawego jednak zegarka, ale przy wymianie wskazówek, a właściwie już po wymianie, rozwaliłem tylne szkiełko. Można je było oczywiście wymienić, ale ta koperta raz, ze nieciekawa, dwa, że średnio wykończona, a trzy - te idiotyczne numerki... Postanowiłem kupić nową kopertę. Koperta przyszła i poskładałem "monstrum". Skłądano oczywiście przy piwku Wszystko pasowało bez problemów, nawet oryginalny wałek okazał się mieć właściwą długość, choć - na wszelki wypadek - wraz z kopertą kupiłem też nowy. Sama koperta wykonana przeciętnie, w jednym miejscu brakuje wypełnienia, le i tak - za te pieniądze - nie jest źle. Minus? Zakręcana koronka. To nigdy nie jest dobre połączenie z ręcznie nakręcanym mechanizmem. Czarne wykończenia koronki ładnie "grają" z wykończeniami - ładnego moim zdaniem - mechanizmu. Wyszło naprawdę dobrze. Tzn. ten zegarek jest za duży, przerysowany i taki ogólnie 'over', ale tarcza supere pasuje do otworu koperty, wskazówki do całości i jeszcze ma granatowy pasek do niebieskich wskazowek. Faknie. Na mój chudy nadgarstek jest ciut za duży, ale jednak w miejsce "żadnego" Parnisa mam coś, co jednak mogę określić jako ciekawy czasomierz. W sumie... nawet mi się podoba, a już na pewno dużo bardziej niż oryginalny 'homar' IWC.
-
Parnis-monstrum już poskładany. Wskazówki są ładne, niebieskie, ale komórka tego nie widzi, a jak widzi, to są okropne refleksy od szkła. Jest przerysowany, zbyt duży, taki 'over', ale i tak lepszy niż zwykły biedny 'strojny' parnisek
-
https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-fiat-oglosil-duza-akcje-serwisowa-usterka-zagraza-bezpieczen,nId,23507203?utm_source=share&utm_medium=share&utm_campaign=share&iwa_source=share W UAZie w deszczu bez gąbki do szyb nie ma co ruszać i nikt dramy nie robi 🤣
