zadra
Użytkownik-
Postów
1796 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Osiągnięcia zadra
2043
Reputacja
-
Jakie hobby poza zegarkami..., inne nasze pasje
zadra odpowiedział(a) na Robnyc temat w PO GODZINACH
właśnie.. każde auto wymagałoby swojego grzanego garażu a wyjeżdżałoby 5x w roku na jakiś spacer.. musiałbym w ciągu 3 lat stać się regionalnym " Brzoską" zeby mieć czas i kasę na takie zachciewy.. -
Jakie hobby poza zegarkami..., inne nasze pasje
zadra odpowiedział(a) na Robnyc temat w PO GODZINACH
no ja też pamiętam a syrenkę 104 "łapacz gęsi" też z chęcią bym za-miał.. Dlatego wystrzegał się będę bytności w Dino... -
u mnie się to sprawdza. 3 motocykle w życiu 😋
-
Ile masz jednostek broni ? Jeśli to tajemnica, to nie odpisuj ..
-
Czy wg Ciebie ta 310'tka od BMW ma faktycznie tak źle dobrany wydech lub obroty pracy, że słychać narzekania na "nietypowy hałas " w czasie jazdy z wyższymi obrotami ?
-
Może wystarczyłby koł3k do łatania opon? W znaczeniu : rozwiercić dziurę, od środka dać łatkę z przetyczką do zewnątrz i obserwować co się będzie wyrabiało ?
-
niestety za mało.. Do miasta wg mnie, minimum to 40kM przy masie moto poniżej 200kg.. Swoją drogą, to wcześniej HD wypuścił też streeta 750ccm, też montowany w Azji i słabo przyjęty w Europie..
-
Kulinaria, co jeść, jak to zrobić.....? :)
zadra odpowiedział(a) na Master Yoda temat w PO GODZINACH
Źle mi, że wszedłem w ten temat. Tydzień po "wyrwaniu" woreczka żółciowego jestem na lekkim żarciu. Tu popatrzyłem sobie i wszystko bym wciągnął do południa.. A po południu bym zdechł 😵 -
Po dość długim czasie odpiszę, że niestety nic nie zastąpi mięty prosto z krzaka.. Jak mogę, to popijam naparzony susz mięty. Niestety ale herbatki pakowane w saszetki to jakiś żart w porównaniu do mięty z suszu albo prosto z krzaczka.
-
Jak pierwszy raz było w TV to do mnie nie trafił, ale szczeniak wtedy byłem . Muszę kiedyś przysiąść i jeszcze raz popróbować.
-
Możesz zadzwonić do byłego właściciela- może bedzie pamiętał co zaaplikował. Pewnie jakiegoś hipola, skoro auto mało jeżdżone było..
-
Połknąłem Lalkę. Byliśmy we trójkę i wszystkich zaskoczyła jakość podkładu muzycznego. Spójne, nie natarczywe, nie wybijające się a doskonale uzupełniające wyświetlane obrazki. Co do samego filmu, to również podobało się, lecz ja pamiętając serial z J Kamasem nie potrafiłem się przekonać do obsady głównej roli. Dorociński mi tu nie pasował, ale też sam nie wiem kto mógłby to odpowiednio zagrać.. Córka miała żal, że Rzecki był bez swojego psa a ja ponarzekam, że ominięto najważniejszy tytułowy wątek książkowy (kwestię sprawy sądowej dot tytułowej lalki).. Ogólnie ode mnie duży plus dla polskiego kina.
-
Przed 9-tą, to jeszcze można 😉 Borys jest aspołeczny. Coraz bardziej się to przejawia na spacerach, gdzie może sobie luźno bezsmyczowo pobiegać. Każdy zbliżający się pies jest traktowany jak wróg, nawet gdy nie okazuje agresji . Wczoraj np ładny Golden (facet) chciał podbiec i przywitać się ze mną, później z moją córką i zanim zbliżył się do 5m naraził się na atak ze strony "obrońcy uciśnionych sierot". Borys wystartował do niego i zjeżony obszczekał jednocześnie blokując drogę ciałem do swojego pana . Co prawda nie rzucił się do gardła, żeby rozszarpać i połknąć, ale hałasu narobił a z postawy wynikał jednoznaczny przekaz "nie wolno się zbliżać do moich zasobów". Golden niewiele sobie z tego robił, bo o głowę wyższy a i w kłębie górował, ale widać było, że lekko stropiony odpuścił i spokojnie wrócił do swojego Pana. Kolejny "atak" czyli goldenowa próba zbliżenia się i wylizania nam twarzy Borys zakończył spazmatycznym szczekaniem w stylu "wielki lament" łeb podniesiony ku chmurom i obszczekiwanie wniebogłosy(już bez agresji w postawie). Odwołany podszedł do mnie i usiadł mi na stopach kontrolując ruchy goldena i moje zachowanie. Nie ma mowy, żebym pochylił się nad innym psem i pogłaskał lub rzucił smaczka. Borys jest nieugięty w swej zazdrości o swoich ludziów. Zastanawiam się, czy powinienem z tym walczyć. Rozumiem, że jest to naturalna postawa wynikająca z charakteru i podstawowych instynktów pierwotnych. Z jednej strony to fajne, że ktoś jest o Ciebie zazdrosny, ale z drugiej to uciążliwe i dość duże ograniczenie a pies mimo iż sympatyczny, to powoduje u innych niechęć do zbliżania się ze swoimi czworonogami, bo po co narażać się na obszczekiwanie... Powoli zaczynam przyzwyczajać się do widoku baraszkujących cudzych zwierząt obserwowanych z bezpiecznej odległości.. Smaczki i zwracanie uwagi nic nie pomagają w takich sytuacjach. Być może lekka agresja z mojej strony w stosunku do własnego psa by coś zmieniła, lecz ja nadużywam głosu tylko w naprawdę skrajnych sytuacjach i nie zamierzam tego zmieniać. Musiałbym raczej szpicruty używać żeby swojego czworonoga przekonać do łagodniejszej postawy, ale nie wiem czy byłoby to dobre rozwiązanie.. Życie w stadzie łatwe nie jest ..
-
Motocyklem przejechałem ok 390km, zużywając 15litrów paliwa E10 za około 102,00 złote. Dla uściślenia wizerunku.. Mam ok 178cm wzrostu oraz 76kg wagi. Motocykl wydaje się dość wysoki. Siedząc na nim lekko się garbiłem, kierownicę ustawiłbym trochę wyżej i nieco bliżej (dla siebie) jej szerokość - 850mm również sprawiała, że ręce "stawały się" odrobinę krótsze. 200mm skoku zawieszenia powoduje, że i środek masy jest odrobinę wyżej niż w poprzednich moich motorkach. Masę czuć dopiero, gdy trzeba popracować w terenie, albo postawić motor na stopce centralnej. Przy pierwszej próbie stawiania na centralnej musiałem odpuścić i zastanowić się co robię nie tak.. Wyjechałem spod salonu na sztywniej ustawionym amortyzatorze wahacza (jakieś 2/3 napięcia), najniżej ustawionej kanapie a i tak początkowo miałem wrażenie, że jestem odrobinę za krótki na ten motor (kolejnego dnia zdjąłem napięcie amortyzatora na minimum i było jak dla mnie ok.). Wziąłem na przejażdżkę moją córkę. Pojeździliśmy około godzinę po okolicy (coś koło 80km nalotu). Motocykl dzielnie dawał radę (szosowo) a córka stwierdziła po godzince, że jednak tyłek trochę boli - za twarde siedzenie.. Trochę się odzwyczailiśmy, bo ostatni raz jechaliśmy na początku maja na moim byłym NC-ku. Wieczorem było już dla mnie za zimno, po 22-ej postawiłem moto w garażu, żeby kolejnego dnia poświęcić więcej czasu i zdobyć trochę wrażeń. Motocykl świetnie prowadzi się przez mniejsze miejscowości, węższe jednojezdniowe drogi niższej klasy, ale pozwala również skutecznie poruszać się po drogach ekspresowych. W czasie takiej jazdy zapomina się, że maszyna ma blisko 200kg masy własnej.. Mnie hamował jednak pęd powietrza - mocno przymała szybka a w zasadzie osłona licznika nie izolowała od podmuchów. Do 80km/h dało się jednak wygodnie jechać a wygoda spadała wraz ze wzrostem prędkości. Również wydech tym razem nie powodował spazmatycznego szczekania okolicznych psów, jego dźwięk przestawał być dla mnie słyszalny powyżej 80km/h wraz ze wzrostem szumu pod kaskiem. Swoją drogą dźwięk z wydechu dość płytki, nie drażniący, ale pięknym nazwać go nie potrafię Objechałem dość spory kawałek regionu. Motocykl posłusznie przyspieszał, zwalniał, skręcał. Nie potrafiłem jednak zaufać w pełni fabrycznym oponom które sprawiały wrażenie zbyt twardych, więc na zakrętach i łukach jechałem dość sztywno. Opony to zdecydowanie element który należałoby wymienić jako pierwszy w tym motocyklu. Stabilne poruszanie się przy 120km/h nie sprawia problemu. motocykl ma dużo więcej wigoru i chętnie przyspieszał do 140km/h . Znalazłem tylko kilka drobnych elementów które powodowały potrzebę większej uwagi w czasie jazdy. Lewa manetka ma "indyjski system" przełączników. Musiałem zwracać mocniej uwagę na celowanie w przełącznik kierunkowskazów a przełącznik świateł drogowych był dla mnie zupełnie nie intuicyjny. Drugim "trudnym" dla mnie elementem to manetka gazu. U mnie zakres ruchu dłoni przy odkręcaniu "kończył się" w 3/4 obrotu. Gdy chciałem wymusić pełna otwarcie przepustnicy to musiałem sprytnie kombinować przytrzymując wstępnie odkręconą manetkę dwoma palcami jednocześnie układając wnętrze dłoni trochę "wyżej" i dopiero mogłem dokręcić do oporu. To dość frustrujące bo odbywa się przy już rozbujanym motocyklu, gdy powinno się bardziej zwracać uwagę na drogę i sytuację a nie na niestandardową obsługę manetki. Kolejnym drażniącym elementem była dźwignia sprzęgła i samo działanie sprzęgła. Napęd załączał się dopiero w ostatnich mm odpuszczanej manetki a te kilka mm obsługiwało cały luz docisku tarczek ciernych. Klamki dość daleko od kierownicy, zakres pracy bardzo duży, natomiast zasprzęglenie w ostatniej chwili.. Udało mi się kilka razy "zerwać" start, bo manetka odkręcona a napęd jeszcze nie zasprzęglony i nagle lekki strzał.. Być może jest to do wyregulowania, ale na poprzedniej jeździe było podobnie. Na dużą pochwałę jednak zasługuje ekonomia jazdy. Część przebytej drogi pokonałem spokojnie i nie nadwyrężając silnika. Przełączałem biegi w okolicach 4000obr/min jakość drogi, remontowane odcinki i ograniczenia prędkości powodowały, że nie chciało się jechać znacznie powyżej ograniczeń. po ok 150km takiej jazdy komputer wskazywał średnie zużycie na poziomie 3,1 litra na sektę kilometrów. Późniejsza szybka jazda podniosła to wskazanie do 3,3 litra, natomiast półgodzinna przejażdżka po okolicznych łąkach i piaskach sprawiła, że wskazanie podskoczyło do 3,7 litra na setkę. Jestem w stanie się założyć o litra coca-coli, że na co-dzień mieściłbym się w przedziale do 3,3 litra i cieszyłbym się ekonomicznym sprzętem. Spalanie chwilowe na 6 biegu: 70km/h - 2,6litra 100km/h - 3,0 litra 140km/h - 6,0 litra Wskazanie komputera troszeczkę przekłamuje względem dystrybutora. Przy wskazaniu 3,5 litra na setkę zalałem równowartość 3,8litra na stacji paliw. Do ok 100km/h motocykl jest dość stabilny, powyżej zaczynają się lekkie drgania z singla, ale są na bardzo niskim poziomie i nie zauważyłem, żeby wraz ze wzrostem prędkości silnika i prędkości motocykla wzrastały, ale przy 130km/h trudno już było mieć pewność, czy auto widziane w lusterkach ma dwa światła, czy cztery/pięć/sześć... Wg Pana Miłosza powodem jest zdławienie jednostki pod normę Euro 5. Zwróciłem na to uwagę, bo poprzedni Himek 450 wibrował trochę mniej (okazało się, że był przystosowany do jazdy w terenie i jednocześnie "pozbawiony" normy Euro 5 na rzecz lepszej wydajności). Wracając do jazdy. Nie omieszkałem zjechać nad rzekę. Nauczony doświadczeniem najpierw obniżyłem lekko powietrze z kół. Motocykl zaczął poruszać się bardziej miękko a skok zawieszenia pozwalał na delikatne szaleństwo przy pokonywaniu nagłych wyrw w drodze. Faktycznie ten motor dobrze sobie radzi poza asfaltem i gdybym tylko posiadał jakąkolwiek technikę jazdy terenowej, to gęba śmiałaby się dookoła czaszki a nie tylko od ucha do ucha Manewrowanie na granicy uskoków drogi, przejazdy przez nagłe pagórki, wyrastające na powierzchni korzenie drzew, nagłe obniżenia wypłukane przez deszcze i "wyciągnięte" ciągnikowymi kołami to całe spektrum które motocykl robi z wielką przyzwoitością. Oczywiście jechałem bardzo uważnie, żeby krzywdy cudzemu sprzętowi nie zrobić a sobie tym bardziej ale jednak troszkę wykorzystałem i skok zawieszenia i jego możliwości. Super moto dla wędkarza Własciciel powinien zaopatrzyć się w mini kompresorek, żeby regulować sobie ciśnienie w ogumieniu i cała wschodnia Europa jest jego . Dodatkowe zdjęcia : Przespałem się i rano naszła mnie taka myśl, że jazda Himalaykiem 450 jest jak jazda autem. Takim autem ze średniej półki mocowej i jakościowej. To nie tak, że porównuję do vaz-lada albo trabanta a raczej do skody practic (lub fabii) ze standardowym trzycylindrowym benzyniakiem.. W zasadzie jedziesz przepisowo i cię to nie męczy, jak trzeba wyprzedzić wolniejsze auto lub Tira lecącego 95km/h, to odkręcasz manetkę aby bez problemu i większego stresu wyprzedzić. Tak samo jak w aucie ze średniej półki nie wszystko ci pasuje. Lewarek dźwigni biegów wymaga przyzwyczajenia, hamulce są trochę inne niż pamiętasz z poprzedniego auta. Taka jazda która pozwala dostać się do punktu docelowego niskim nakładem środków (spalanie) ale również niższą kulturą podróżowania...
-
Himalayan 450 Objawienie 2024r. motocykl łączący w sobie cechy terenowe ale też i szosowe. Unowocześniony singiel osiągający 40kM. Pozwalający rozpędzić motocykl do prawie 160km/h (licznikowo) oraz swobodną jazdę z prędkościami 90-110 km/h (dobrze czujący się już od 70km/h na 6 tym biegu przy spokojnym pokonywaniu trasy). Dla mnie kolejna odsłona tego nietuzinkowego motocykla. Podejście regionalnego salonu RE pozytywnie mnie zaskoczyło. Pan Miłosz zadzwonił z propozycją użyczenia pojazdu na zasadzie "weźmie Pan dzisiaj a odda jutro".. Nie było jak odmówić Tym razem dostałem wersję mniej terenową a bardziej drogową (tak jak chciałem). Mogłem ocenić kanapę dwuelementową (kierowca z wkładką żelową), fabryczne opony CEAT oraz standardowy wydech. Pojazd z przebiegiem ok 5500km.
