U mnie kłopot.
Sąsiad posądza mnie, że motocykl przewrócił się na jego auto (sfatygowana alfa romejro 159) twierdząc, że motor przewrócił się przez działanie wiatru.
Motor stał ponad 2 tygodniena parkingu pod blokiem nie ruszany w tym samym miejscu i przykryty pokrowcem.
Parking w zaniżaniu terenu, wśród drzew i żywopłotów które niewątpliwie ograniczają wszelkie podmuchy - nawet dość mocne wczorajsze.
Lekka wgniotka na tylnych drzwiach i głębsza punktowa przy tylnej lampie .
Właściciel auta chce naprawiać z mojego oc a ja mam wrażenie, że motor sam się nie przewrócił bo musiałby polecieć na stronę "prawą" (po lewej nóżka) a na nóżce jest dość mocno pochylony.
Nie wiem jak mocno musiałoby wiać, żeby wiatr przewrócił 200kg maszynę i jestem w rozterce czy przyznać Mu rację, czy iść w zaparte .
W spokojnej rozmowie wspomniał o zawiadomieniu policji i oczekuje ode mnie zadośćuczynienia.
Z mojej perspektywy - jeśli faktycznie wiatr rzucił motorem, to mogę wziąść na klatę choć widmo zwyżek OC nie jest dla mnie miłe, nie wiem czy jestem w stanie udowodnić w sądzie, że ktoś pomógł motocyklowi się przewrócić (ale w I Świeto Wielkanocy niejeden osobnik chwiał się na nogach i mógł też mieć głupie pomysły) a sprawa do sądu trafi, jeśli uprę się i nie przyjmę mandatu.
Jakie macie doświadczenia z wiatrem ?
Jak mocno musi wiać, żeby przewrócić motor na stronę przeciwległą od nóżki ?
P.S.
Uszkodzeń u siebie nie odkryłem, ale nie miałem też czasu mocno się przyglądać i przejechać.