Ledwie ruszyłem ze świateł skręcając w lewo w ulicę, kilka dosłownie metrów jazdy na wprost, drugi bieg, może ze 30km/h- zero szansy na wciśnięcie hamulca bo zawrwcający w zasadzie był przede mną 4m.
Automatycznie odbilem w lewo, bo nie spodziewałem się że będzie zawracał na podwójnej ciągłej i trafiłem w jego przednie koło..
Nawet nie upadłem z moto, tylko jakoś prosto na buty - sam nie wiem jak, stałem przy leżącej hondzie a na ciuchach, kasku, rękawicach butach dosłownie zero śladu, czy kurzu z asfaltu..
Ręka chyba udarem dostała od szarpnięcia kierownicą przy uderzeniu i najsłabsza kość śródręcza (przedłużenie małego palca w dłoni) nie wytrzymała.
Po akcji sam moto podnosiłem do pionu i przepchałem na chodnik..
Do wakacji nie pojeżdżę a i tak maszynę muszę odstawić gdzieś w naprawę.
Taki palec Boży, żeby jeszcze bardziej uważać w przyszłości..
Ręka się zrośnie, moto się naprawi..
Wyjątkowo wcześnie wyjechałem do pracy, żeby się nie spieszyć i spóźniłem się 1,5h żeby na koniec dostać na ten przepracowany dzień L4 😀
W sumie życzyłbym wszystkim uczestnikom wypadków motocyklowych co najwyżej moich obrażeń bo naprawdę miałem wiele szczęścia w nieszczęściu.