-
Liczba zawartości
56 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez peisert
-
Tak "by the way"... Czy analizowana była zamieszczona wrzutka prasowa (ostatnio odkopana z początku wątku przez Anansi)... Ciekawe. Mowa, że po wizycie w Karlstein Franke zakupił tamtejszą fabrykę Pfeilsche Uhren-Engros. Mowa jest również o ZAMIARZE SPRZEDAŻY firmy w Cieszynie założonej w 1875 r. Zatem wychodzi na to, że po zakupie w Karlstein Ok. 1889 r. Franke chciał sprzedać biznes w Cieszynie, ponieważ w pełni zaangażował się w biznes w Karlstein. Natomiast już w 1890 r. sprzedawał fabrykę w Karlstein... I to mnie ciekawi co się stało. Czy chodzi tylko o to że były problemy z dostępnością pracowników (o czym wspominałem w moim wcześniejszym wpisie)? Czy biznes okazał się nietrafiony, miał być żyłą złota, a zaledwie kilka miesięcy pokazało zupełnie inne oblicze biznesu w Karlstein? Nikt nie chciał kupić fabryki w Cieszynie? Co się wydarzyło w Karlstein, że zdecydował się niejako "wrócić" do Cieszyna... z czym... ludźmi, maszynami...? Po nieco 10-ciu latach od tych "zawirowań" Franke umiera, biznes przejmują synowie i rozbudowują fabrykę... Intryguje mnie ten okres czasu...
-
Zgadza się. Pisałem późną nocą 🌃 i wtedy różne myśli chodzą po głowie... Znalazłem pewne żywe źródło w Karlstein... Zobaczę czy uda się jeszcze pozyskać jakieś informacje... Ale ciekawe dlaczego pojawił się właśnie w Karlstein... Skąd informacja... Wychodzi na to że prawdopodobnie przejął fabrykę i co, zabrał część maszyn do Cieszyna, zostawił w całości jako nietrafiony i daleki biznes? Drążymy dalej!
-
Zaintrygowała mnie historia początków Johana Franke, tzn. co było jeszcze przed Cieszynem. Grzebałem, zestawiałem i poniżej macie efekt. Co prawda nigdzie nie przewija się nazwisko Franke czy jego współpracownika - Gronemanna (być może jeszcze wpadnę na ich przedcieszyński trop ;)), natomiast pojawia się historia pokazująca to jak powstała przejęta przez Franke fabryka Karlsteiner Uhrenfabriken-Ges.mbH (prawdopodobnie chodzi o Karlstein an der Thaya czyli nad rzeką Dyja). W miejscowości tej nie było jednej fabryki, a KILKA. Z reguły małych fabryczek określanych mianem "chałupniczych", które z czasem urosły (w porywie do 150 zegarmistrzów). Fabryka Franke w czasie przejęcia miała 50 osób z czego wiele odeszło po przekształceniu produkcji w system maszynowy. Wyłania się również obraz kryzysu w zakresie pracowników oraz prośby o pomoc bezpośrednio do CESARZA AUSTRYJACKIEGO, którego interwencja doprowadziła do powstania w tej małej miejscowości, w której generalnie nie było potrzeby realizacji aż tak dużego zatrudnienia, prężnie działającego ośrodka kształcenia zegarmistrzów. Pojawiają się informacje jak handlowano zegarami i dlaczego handel przenoszono do Wiednia. Co więcej, pojawiają się liczby w zakresie ilości produkcji rocznej (niestety) ze wszystkich zlokalizowanych w tym ośrodku fabryk. Jednak zawsze jakaś informacja dająca pewien ogląd... No to ... historio płyń... Historia zegarmistrzostwa Karlstein w skrócie: Ponieważ rolnictwo w Waldviertel było zawsze raczej słabe ze względu na jałową glebę i surowy klimat, ludność szukała dodatkowego zajęcia, które znajdowała głównie w tkactwie. W wielu miejscach przemysł tekstylny nadal miał dominującą pozycję („Bandlkramerlandl”), ale pod koniec XX wieku nastąpił jego upadek. Z drugiej strony w Karlstein i okolicach rozwinęło się zegarmistrzostwo, któremu ten niewielki region zawdzięcza nazwę „Horologenland”. High-tech w firmach Pollmann i Andres & Dworsky, a także Mechatronics HTL, pod którego dachem mieści się tradycyjna szkoła zegarmistrzowska, byłby nie do pomyślenia bez tradycji zegarmistrzowskiej Karlstein. Dla Karlsteina poczucie precyzji jest „genius loci” (prawdopodobnie z francuskiego. "genialne miejsce" lub z łac. "geniusz tego miejsca"). Pierwsi „zegarolodzy” (około 1730 r.) Aby zapewnić sukcesję tronu swojej córce Marii Teresie, cesarz Karol VI złożył ofiarę dla dobra Anglików Kompanii Wschodnioindyjskiej. Skutkiem tego było bankructwo hrabiego Mallentheina, „ojca Bandlkramerlandl” w Groß Siegharts, i związany z tym upadek przemysłu przędzalniczego bawełny w tym regionie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dokładnie w tym czasie - około 1730 roku - przybył tu imigrant z Lasu Czeskiego o nazwisku Pfeiffer. W Münchreith próbował swoich sił w zdobyciu w ojczyźnie wiedzy zegarmistrzowskiej. Znalazł pracowników, którym przekazał swoją wiedzę. Niedługo potem w Karlstein i okolicach pojawia się tytuł zawodowy „Horologicus”, co jest eleganckim określeniem zegarmistrza. Proste zegary ścienne wykonywano z drewna, a koła z drewna gruszowego gotowanego w oleju lnianym. Zegary posiadały tylko wskazówkę godzinową i czas działania 12 godzin. Mechanizm wychwytowy początkowo miał poprzeczną drewnianą belkę balansową (dźwignię balansową), którą później zastąpiono okrągłym kołem balansowym, a dopiero około 1830 roku wahadłem, które było już w użyciu w Schwarzwaldzie około 1740 roku. Koła były rozszczepiane i piłowane ręcznie, aż zegarmistrzowi udało się skonstruować narzędzie z dwoma równoległymi frezami do wycinania zębów. Mieszkańcy Karlstein dowiedzieli się o maszynie tnącej od podróżującego zegarmistrza. Pierwszy szczyt produkcji (około 1830/40) Z tych skromnych początków stopniowo rozwinął się szanowany przemysł, który można nazwać raczej "chałupniczym". W ciągu 100 lat od 1730 r. liczba domów w Karlstein wzrosła dwukrotnie z 60 do 120. Przy produkcji zegarów drewnianych zatrudnionych było około 100 rodzin (600 osób); W samym Karlstein mieszkało 285 osób, więcej niż w okolicznych wioskach aż do Groß-Siegharts. Rocznie produkowano około 140 000 zegarów. Ale nie tylko ilość, ale i jakość uległy poprawie z biegiem czasu. Nastąpiło przejście od poprzecznej belki równoważniowej do wahadła, od szklanych dzwonków do metalowych, od drewnianych zębatek do drucianych, od drewnianych kółek do mosiężnych. Wcześniej części takie jak koła mosiężne sprowadzano z Moraw Południowych (Zlabings), teraz zaś produkowano je tutaj. Rozwinęła się specjalizacja. Oprócz samych zegarmistrzów, byli też producenci ram, tarcz, malarze, producenci gongów, odlewnicy i narzędziowcy. Potrzebne były szczypce, szydła, cyrkle, młotki, noże i dłuta tokarskie, imadła, tokarki i narzędzia do cięcia kół. Najczęściej produkowanymi zegarami ściennymi były 12-godzinne drewniane zegary z gongami i dzwonkami, na sznurku lub łańcuszku. Istniały również zegary ćwierćdolarowe i repetycyjne z początkowo poziomymi, później pionowymi osłonami przeciwwietrznymi, zegary z mechanizmami alarmowymi oraz zegary z kukułką. Dystrybucja zegarków wyglądała mniej więcej tak: 12–20 zegarów pakowano na zabudowany, tzw. "garbaty" wóz i dostarczano je pieszo, zwykle zimą, w stylu handlarzy. Cena wahała się od 6 do 15 guldenów. Po sprzedaniu towaru zegary wysyłano do handlarzy w określonych miejscach. Kupcy więc przenieśli się do Wiednia, na ziemie austriackie, na Morawy i na Śląsk. Skrzynie zawierające około 40–60 zegarów wysłano do zakładów handlowych w Brnie i Ołomuńcu. Handlarze docierali do krajów bałkańskich przez Węgry. Upadek branży zegarmistrzowskiej prowadzący do powstania szkoły technicznej - 1874 Rok 1848 przyniósł upadek zegarmistrzostwa. W okresie boomu gospodarczego zapanowała pewna niedbałość. Zegarmistrzowie w „Horologenlandl” stali w miejscu i zapomnieli, jak udoskonalać swoje produkty i nadążać za rozwojem. Podczas gdy monarchia została osłabiona gospodarczo przez rewolucję z 1848 r. i kolejne lata wojny, pojawiła się przytłaczająca konkurencja ze Schwarzwaldu, której Karlsteinerowie nie mogli dorównać ani jakością, ani ceną. Mimo swojej prostoty, zegary z tamtych czasów wymagały dużego nakładu pracy. Koła mosiężne, sworznie i silniki trzeba było montować w drewnianych wałach. Rodzina zegarmistrzów była w stanie wyprodukować do 10 zegarków tygodniowo, lecz rodzina ta, która zazwyczaj składała się z wielu członków, musiała pracować ponad 10 godzin dziennie i zarabiała tylko około 1 guldena. Zegarmistrz z Karlstein, Josef Demmer (ur. 1815), donosi: „27 września 1855 r. odwiedził mnie Jego Ekscelencja, gubernator Dolnej Austrii, dr Emminger, i zamówił zegar repetycyjny, który 6 października zawiozłem do Raabs. W 1858 r. wysłałem dwa zegary z kukułką do Feldsberg na wystawę i otrzymałem mały brązowy medal za zasługi. W 1859 r. wysłaliśmy (Josef i Alois Demmer, Josef Seybezeder, Franz Lengenfelder i Franz Breuer von Thuma) pierwsze zegary testowe do Konstantynopola”. Niestety, próby pobudzenia sprzedaży nie powiodły się. W latach 1854–1866 liczba osób zatrudnionych w branży zegarmistrzowskiej spadła z 81 do 32 (w samym Karlstein z 40 do 18), a dochody podatkowe zmniejszyły się ze 162 do 69 guldenów; roczna sprzedaż wyniosła zaledwie 10 000 zegarków. W obliczu trudnej sytuacji mieszkańcy Karlstein zwrócili się o pomoc do gubernatorstwa Dolnej Austrii i bezpośrednio do cesarza. W rezultacie w 1867 roku przedstawiciel rządu Ritter von Dorn przybył do Karlstein i złożył rządowi raport, w którym zaproponował utworzenie wzorcowego warsztatu. Z powodu nieporozumień między zainteresowanymi stronami i zawirowań politycznych minęło sześć lat, zanim w 1873 r. udało się w końcu założyć warsztat szkoleniowy. W 1874 r. przekształcono go w szkołę techniczną dla przemysłu zegarmistrzowskiego i umieszczono w nowym budynku (na miejscu obecnej szkoły z internatem). Szkoła była zbyt dużym przedsięwzięciem jak na niewielką skalę lokalnego przemysłu. Dopiero gdy udało się przekształcić go w ośrodek szkoleniowy cieszący się zainteresowaniem w całej Austrii, zapewniono mu dalsze istnienie. Pierwsze fabryki zegarków Mimo to instytut szybko osiągnął swój pierwszy cel, jakim było przyczynienie się do rozwoju zegarmistrzostwa w Karlstein. Od 1880 roku powstało kilka fabryk: Mühlhauser i Pleskot, Andres i Dworsky (której korzenie sięgają Pfeiffera, który imigrował w 1730 roku) oraz Pollmann i Stekl (1888). Przed I wojną światową co roku wysyłano na cały świat od 100 000 do 120 000 zegarów. Jednakże ten wzrost gospodarczy miał też swoje złe strony: dzięki postępowi technologicznemu wielu pracowników stało się zbędnych jeszcze przed końcem stulecia. Stopniowo zanikł także przemysł chałupniczy. W roku 1900 niezależnych zegarmistrzów pozostało już tylko kilku. Ostatni z nich, Rudolf Leyrer, zmarł w 1915 roku w wieku 63 lat. Curt Dietzschold – „ojciec” szkoły technicznej Po początkowych trudnościach szkoła techniczna zaczęła się odradzać w 1879 r., gdy jej dyrektorem został inżynier mechanik Curt Dietzschold. Pochodził z Drezna i przywiózł ze sobą bogate doświadczenie w dziedzinie precyzyjnego zegarmistrzostwa, które zdobył w Glashütte (Saksonia), mekce niemieckiego zegarmistrzostwa. Był pionierem i uznanym ekspertem w dziedzinie mechanicznych maszyn liczących. W Karlstein zreorganizował trzyletnią szkołę techniczną i stworzył koncepcję nauczania specjalistycznego. Napisał książki, które wywarły wielki wpływ na niemieckie szkoły zegarmistrzowskie, a jego program nauczania obowiązywał we wszystkich niemieckojęzycznych szkołach zegarmistrzowskich. Jego osobowość i związki z przemysłem zegarmistrzowskim przyciągnęły do Karlsteina innych zdolnych mężczyzn: norymberskiego mistrza rzemiosła Paula Hellmutha, Johanna Triskę i Reinholda Pilza z Wiednia, a także byłego dyrektora genewskiej szkoły zegarmistrzowskiej Oskara Enzmanna. W 1881 roku ustalono podstawowe zasady programu nauczania. Przeprowadzono ponad 60 godzin zajęć dydaktycznych tygodniowo, z czego 50 godzin odbywało się w warsztacie. Studenci musieli sami wykonać elementy zegarów, w tym toczyć i polerować kamienie łożyskowe itp. Mimo że musieli pracować wieczorami przy świetle lampy naftowej, osiągnęli najwyższą precyzję. Liczba uczniów rosła bardzo szybko i w 1886 r. osiągnęła 54. Około połowa z nich pochodziła z Dolnej Austrii, reszta została rozproszona po krajach koronnych monarchii od Śląska po Dalmację (szkoła Karlstein była jedyną w Austro-Węgrzech), poszczególni uczniowie pochodzili ze Szwajcarii, Niemiec, a nawet Rosji. 20 studentów było synami zegarmistrzów. Szkoła zyskała międzynarodowe uznanie. Do Karlstein przyjeżdżały gwiazdy z Paryża i Budapesztu. W 1900 roku bandera okrętu liniowego kk. Marynarka wojenna wysłała okręt do Karlstein w celu zbadania kwestii użytkowania chronometrów morskich. Już w 1894 roku absolwenci Karlsteina pracowali w Londynie, Paryżu, Hamburgu, Lipsku, Monachium, Szwajcarii i na Węgrzech. Dietzschold był dyrektorem szkoły od 1879 do 1903 roku. Jego dom w Karlstein był pierwszym na lewym brzegu rzeki Thaya (dzisiejszy Haus Philipp). Od 1900 roku jego długoletni towarzysz Oskar Enzmann reprezentował tego już chorego i niewidomego człowieka. Dietzschold zmarł w Krems w 1922 roku. Jego następcą został prof. Alois Irk, który sam uczęszczał do tej szkoły i był tu nauczycielem. Udoskonalił on dalej koncepcję nauczania przedmiotowego zaproponowaną przez Dietzscholda. Dla uczniów zatrudnionych w lokalnych firmach założono szkołę kształcącą, do której uczęszczało 6–7 uczniów. W 1912 roku w szkole powołano komisję egzaminacyjną dla mistrzów rzemieślniczych. W tym samym roku Irk został wybrany przewodniczącym komitetu wystawy podczas Niemieckiego Dnia Zegarmistrza w Eisenach. Irkowi zależało na porządku i dyscyplinie. Studenci mieszkali w prywatnych kwaterach, chyba że pochodzili z okolicy. Kadra dydaktyczna przeprowadzała losowe kontrole prywatnych kwater, aby upewnić się, że uczniowie przestrzegają godzin nauki i odpoczynku nocnego. Relacja jednego z uczniów: "W niedzielę poszliśmy razem do kościoła w Münchreith. Dyrektora i stałych nauczycieli widziano w mundurach i z mieczami w dłoniach. Po nabożeństwie spotkaliśmy się, aby kontynuować naukę przez resztę poranka." W 1913 roku szkołę rozbudowano i powiększono także skrzydło podłużne. Budynek przy Sieghartser Straße pozostał w tej formie aż do wybudowania nowego internatu w 1983 roku. Wojny światowe i okres międzywojenny: 1914-1945 Szkoła techniczna Istnienie szkoły technicznej i dalsze istnienie przemysłu zegarmistrzowskiego Karlstein zostało zagrożone w burzliwym okresie od początku I do końca II wojny światowej. Przygotowania do 40. rocznicy istnienia szkoły rozpoczęły się już w 1914 r. W 1923 roku obchodzono 50. rocznicę powstania szkoły. Rok później odwiedzili ją prezydent federalny Harnisch i gubernator Buresch, a w 1929 roku przybył z Berlina generał dywizji jako przedstawiciel Niemieckiego Towarzystwa Naukowego. Przez dziesięć lat dyrektorem szkoły był radca rządowy prof. inż. Theodora Amesedera (1925-35) i prof. Wenzela Landauera (1935-45). Oboje angażowali się w życie kulturalne miasta i szkoły. Krach na giełdzie w 1929 r., który zapoczątkował Wielki Kryzys, dotknął również przemysł zegarmistrzowski. Nagle dalsze istnienie szkoły zostało zagrożone. W 1931 roku do pierwszej klasy zapisało się tylko czterech uczniów. Dyrektor Ameseder osobiście promował frekwencję szkolną w okolicznych miejscowościach. Gmina i kasy oszczędnościowe ufundowały stypendia. 21 lokalnych rodzin regularnie zapewniało obiady potrzebującym uczniom. W ten sposób niebezpieczeństwo zostało zażegnane, a szkoła ocalała. Po przyłączeniu Austrii do Rzeszy Niemieckiej w 1938 roku nasiliły się kontakty z niemieckimi ośrodkami zegarmistrzowskimi. Walter Lange, syn znanego producenta zegarków, przybył do Karlstein jako student z Glashütte w Saksonii, gdzie pracował już Dietzschold i gdzie mieściła się ważna niemiecka szkoła zegarmistrzowska. W ten sposób know-how, które Dietzschold wniósł do Karlstein, mogło zostać zwrócone. Kontakt z Glashütte i Lange trwa do dziś. Z inicjatywy burmistrza i producenta zegarków Ernsta Pollmanna, który również uczył w tej szkole, w 1941 r. do szkoły technicznej przyłączono szkołę zawodową dla uczniów zegarmistrzostwa z (byłych) terenów austriackich i z Południowego Tyrolu; szkoła ta istnieje do dziś na tym samym obszarze (z wyjątkiem Wiednia). Firmy Upadek monarchii naddunajskiej doprowadził do utraty dużych rynków zbytu, co z kolei spowodowało gwałtowny spadek produkcji zegarów. Zamiast 150 zegarmistrzów udało się zatrudnić zaledwie 70, a produkcja spadła do jednej trzeciej poziomu sprzed wojny. Reszty dokonał światowy kryzys gospodarczy. Niektóre z przedsiębiorstw założonych w tym okresie miały krótkotrwałą działalność, jak na przykład Wiener-Karlsteiner Uhrenfabriken-Ges.mbH czy firma Morawetz, która działała w miejscowym zamku. W 1925 roku kilku bezrobotnych zegarmistrzów połączyło siły, aby utworzyć „Stowarzyszenie Ekonomiczne Zegarmistrzów w Karlstein, rGmbH” (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością). Przy udziale 10 pracowników oraz kilku chałupników produkowano zegary ramowe i zegary wahadłowe specjalnego rodzaju. Spośród zaangażowanych w tę zbrodnię przeżył tylko Leopold Resl. Anton Baronek (Villa Sogerer) prowadził małą, wysoce wyspecjalizowaną firmę: zatrudniając czterech pracowników, produkował wiedeńskie zegary wahadłowe, eleganckie zegary podróżne i zegary astronomiczne. Do grona jego klientów należał Federalny Urząd Metrologii i Geodezji. Jednakże w tej formie biznes nie był rentowny. Jedną z najstarszych firm była fabryka wyrobów metalowych i zegarów Josef Mühlhauser. Produkowano w niej mechanizmy zegarowe, tzw. zegary Japy (stabilne zegary użytkowe), mechanizmy do pomiaru i zapisu czasu, aparaturę oraz ich części. Wydajność wynosiła około 30 000 mechanizmów zegarowych rocznie. Zatrudnionych było około 20 pracowników (przed I wojną światową było ich 40). Firma została założona w 1884 roku jako fabryka zegarów z napędem silnikowym przez Mühlhausera i Pleskota. Nowy budynek wybudowano w 1909 roku i do dziś jest to jeden z najciekawszych domów w Karlstein (pomiędzy kościołem a szkołą podstawową). Pod koniec lat dwudziestych XX wieku również Mühlhauser musiał zakończyć działalność. Okazuje się że produkcja zegarów w Karlstein trwa nadal... Aż do dnia dzisiejszego... Andres & Dworsky - Najbardziej tradycyjną i w tamtym czasie największą firmą, zatrudniającą około 50 pracowników, była połączona firma Andres & Dworsky, która - jak wspomniano - sięga czasów A. Pfeiffera, który miał sprowadzić do tego regionu rzemiosło zegarmistrzowskie około 1730 roku. Pollmann: Firma Pollmann ma ponad 100-letnią tradycję w zakresie rozwoju i produkcji innowacyjnych, precyzyjnych produktów. Firma została założona w 1888 roku przez Franza Pollmanna jako przedsiębiorstwo rzemieślnicze zajmujące się produkcją precyzyjnych urządzeń mechanicznych i zegarów. Na chwilę obecną tyle udało mi się wydobyć dodatkowych informacji historycznych pokazujących, że firma w Cieszynie nie wzięła się znikąd ale z prężnie działającego ośrodka zegarmistrzostwa Austryjackiego. Wiemy teraz, że pierwsi zegarmistrzowie przyuczający kolejnych pracowników pojawili się zapewne ze szkoły zegarmistrzostwa w Karlstein. Jest jeszcze trochę do ustalenia, jak widać nowe karty historii się otwierają... ZBIERAM UCIĄŻLIWIE PUNKTY REPUTACJI... NIE BĘDĘ SIĘ GNIEWAŁ ZA WASZĄ SZCZODROŚĆ...
-
Ciekawe, że w ramach jednej firmy nie mieli wypracowanego spójnego modelu oznaczania. Tak samo jak na niektóre mechanizmy (sprzedawane na większe zamówienia) nie wprowadzali numeracji - mam chodzik JFT bez nazwy producenta, bez nuneru... Widzę, że nawet różnią się "grubości" cyfr... To musi wskazywać na różne miejsca produkcji. Mechanizm, który zamieściłem pochodzi raczej z fabryki w miejscowości Karlstein (prawdopodobnie Karlstein an der Thaya nad rzeką Dyja) - jednak mogę się mylić i może to być początek produkcji cieszyńskiej max. w pierwszych dwóch latach od rozpoczęcia produkcji (1891-1892). Twój ... ciężka sprawa ... dziwi mnie ta "cienka" czcionka wybicia numeru... Spotykałem się z "grubą", jak u mnie... Może kol. Anansi coś wymyśli... Jest sporo zamieszania w źródłach z tamtego okresu, które opisywały m.in. historię powstania fabryki Franke w Cieszynie. Jakoby w 1889 roku Franke miał przejąć fabrykę Watch Factory Company Ltd. w Karlstein z powodu wycofania się firmy Eduard Pfeil. Z kolei inne źródło prasowe mówi o tym że w Karlstein znajdowała się fabryka firmy Karlstein Uhren-Industrie-Gesellschaft (hurtownia zegarów Pana Eda Pfeila zlokalizowana w Wiedniu). Firma ta była podobno spółdzielnią 50 zegarmistrzów. Dość ważne jest stwierdzenie "hurtownia zegarów Pfeila w Wiedniu. Podjęto decyzję o sprzedaży aby ratować zakład w Karlstein. Nabywcą miał być zegarmistrz Johann Franke z Cieszyna na Śląsku (zm. lipiec, 1903 r.), który miał tutaj wprowadzić pracę maszynową, co bardzo nie spodobało się załodze - bunt - odejścia z pracy. Trudności w rekrutacji nowych pracowników oraz odległe położenie względem Cieszyna czy nawet Wiednia spowodowały przeniesienie produkcji do Cieszyna w 1890 r. DYSTRYBUCJĄ miał się zająć handlarz Gronemann. Rzekomy podpisywał się jako były współpracownik Pfeila. Oboje stworzyli firmę Franke & Gronemann, która prowadziła dystrybucję zegarów z Wiednia w związku z umiejscowieniem handlarza, którym był Gronemann. Zatem wychodzi na to że zarówno firma sygnowana FG jak również później JFT były od zawsze własnością Johanna Franke, który tylko współpracował z Gronemannem, który prowadził mu handel z Wiednia. Od 1897 r. po odejściu Gronemanna dystrybucja (podobno) odbywała się z Cieszyna. Franke chciał dodatkowo otworzyć produkcję w Izersdorfie koło Wiednia, jednak nie doczekał finalizacji. Po 1903 r. interes przejęli synowie Alfred i Hans Franke. Nie produkowali sprężyn i tarcz (zamawiali, łącznie z wahadłami Rieflera). Cieszyńskie budynki rozbudowali w 1907 r. a dział sprzedaży przenieśli ponownie do Wiednia. Firma nie była wielka, w 1908 r. zatrudniała ok. 100 osób. Ciekawostką jest to że prawdopodobnie była to jedyna fabryka zegarów posiadająca w pełni austryjacki kapitał i zarządzana przez austryjaków. Znacjonalizowana w 1920 przez polski rząd. Dzięki za zdjęcia
-
Hej. Wypadłem z obiegu, narodziny dziecka, praca... DZIEJE SIĘ... Słuchajcie... W ręce wpadł mi kwadransik Franke & Gonemann... Mam zagwostkę... Na tylnej płycie mechanizmu ma wybity numer 20 963, natomiast na przedniej płycie 963... Czy chodziło o to aby nie wybijać całego, dłuższego numeru i wybijali z przodu tylko trzy cyfry aby na pewno połączyć płyty wykonane pod konkretny mechanizm ?? Pozdrawiam wszystkich!
-
Czyszczenie skrzyni zegara
peisert odpowiedział peisert → na temat → "Zrób to sam" - wskazówki przy samodzielnych naprawach
Ha, ha... Mam to samo! Jednak spokojnie, nadchodzą chłodniejsze dni, robota jak na prawym zdjęciu się skończy i będzie czas na robotę na lewym zdjęciu. Zamieszczę w tym miejscu garść informacji odnośnie możliwości, sposobów odświeżenia skrzyni. Do dyskusji, dodawania własnych spostrzeżeń, pomysłów -
Cześć. Piszę tutaj, ponieważ nie mogłem znaleźć innego rozsądnego miejsca. Czy pamiętacie stronę: starezegary.issu.pl ? Jakiś czas temu znikła, widziałem, że zegary z tej strony pojawiły się na allegro... jednak nie pamiętam jak nazywał się na allegro ten użytkownik. Czy kojarzycie może? Często miał ciekawe zegary, oczywiście często za worek pieniędzy, albo dwa worki, ale jednak można było coś ciekawego i w bardzo dobrym stanie wyhaczyć. Za pomoc w odnalezieniu na allegro serdecznie dziękuję i pozdrawiam wszystkich!
-
Czyszczenie skrzyni zegara
peisert odpowiedział peisert → na temat → "Zrób to sam" - wskazówki przy samodzielnych naprawach
Cześć wszystkim. Dziękuję za zainteresowanie z Waszej strony i podpowiedzi. Również jestem za tym aby zrobić miejsce na forum tyczące się renowacji, odświeżenia skrzynek zegarów. Zawsze pomożemy, a uchronimy kogoś przed zaszkodzeniem zegarowi ale przede wszystkim swoim emocjom i wyrzutom jeśli "renowacja na pałę" się nie powiedzie. Zgłębiam temat, zaopatruję się również w literaturę specjalistyczną. Będę czytał wątki forum. Jesteśmy w kontakcie! -
Robi się ciekawie :) Dziękuję za zdjęcia :)
-
No proszę... Ja szukałem ale nic podobnego nie namierzyłem... Ale wiemy koło czego może to leżeć?
-
Trafiłem na coś takiego... Czy ktoś wie co to za zegar? Na tarczy widnieje "Ł. Chmiełewski" Czy to nazwisko zegarmistrza czy raczej osoby, dla której wykonano zegar? Będę wdzięczny za pomoc i ew. ORIENTACYJNĄ wycenę. Pozdrawiam serdecznie!
-
Zgadza się. Zatem obstawiamy, że prezentowana skrzynia może być FG? Trzeba by trochę trudu aby plecki z prawidłowym zawiesiem mechanizmu dostawiać do innej skrzyni. Może przy droższych zegarach gra warta świeczki ale w tym przypadku...
-
Sygnowany FG. Sprężyna z okrągłym młoteczkiem. Pod tym względem jest ok.
-
Przy dużej dozie wyobraźni... Można by powiedzieć, że zgadza się tarcza, po trosze wykończenia kolumienek, górna część zegara również by nawiązywała łącznie z grubościennością skrzynki w podstawie... ale drzwiczki... te zaokrąglenia szkła ... to mi bardziej pasuje na budkę braci Resch... czy to z kolei ja mam za bujną wyobraźnię... Jednak jak się patrzy na "eklektyki" to wszystkie do siebie podobne... i taki z nimi problem właśnie...
-
Byłem nieprecyzyjny... Gronemanna... Chodziło o wyciągi zamieszczone przez użytkownika lusyk...
-
Dzień dobry wszystkim! Uprzejmie zapytuję czy skrzynka widoczna na poniższych zdjęciach pasuje Wam na produkcję Franke Gronemann ? Uprzejmie dziękuję za pomoc w identyfikacji, gdyż przeglądając wątek nie natrafiłem w prezentowanych katalogach Gronemanna na taką skrzynkę. Pozdrawiam serdecznie!
-
Dzień dobry wszystkim. Może nie jest to najlepsze miejsce ale innego sensownego nie znalazłem... Może ktoś pomoże, przeniesie temat, za co z góry dziękuję. Nie widziałem w ostatnich tematach aby był aktywny temat odnośnie tego w jaki sposób bezpoecznie podejść do tematu czyszczenia drewnianej skrzyni zegara aby jej nie zaszkodzić, tj. aby nie uszkodzić starej politury, często wykonanej z naturalnych materiałów na bazie wosku pszczelego. Skrzynie zegarów są też czesto fornirowane. Fornir jakoś zabezpieczony. No właśnie. Jak podejść bezpiecznie do tego tematu aby nie zakończył się on na wstępie czyli "to robota dla fachowca"? Mam przed sobą temat nie renowacji ale odświeżenia skrzynki zegara ściennego. Moja pokryta jest fornirem. Inny zegar jest z litego drewna. Zastanawiam się nad użyciem środka polecanego w środowisku renowacji starych mebli tj. Renuwell Mobel Regenerator. Środek ma również wiele opinii pozytywnych w Internecie. Podobno jest bezpieczny zarówno dla politur, lakierów, mebli olejowanych, litego drewna jak i forniru. Jest do wszystkich kolorów drewna. Chodzi mi o delikatne przeczyszczenie z wieloletniego brudu aby skrzynka ujednoliciła się barwowo aby zetrzeć stary kurz ze snycerki i jej zakamarków który nie schodzi po prostu wilgotną szmatką. Może macie jakieś swoje sprawdzone sposoby, środki? Dajcie proszę znać. Pozdrawiam wszystkich!
-
Dzień dobry wszystkim! Może ktoś posiada pasujący kluczyk do nakręcania wagowców Franke - Cieszyn? Będę wdzięczny za pomoc w doborze właściwego. Życzę wszystkim spokojnego dnia i pozdrawiam!
-
Uprzejmie liczę na pomoc Koleżanek i Kolegów, którzy wiedzą, że ktoś chce sprzedać cieszyński zegar lub też sam zastanawia się nad sprzedażą. Czekam na kontakt i pozdrawiam Was serdecznie! Wojciech - tel. 660 756 246
-
Dodam trochę od siebie dla Kolegi ale pewnie pojawią się mądrzejsze głowy. Jak ja identyfikuję ten zegar: - skrzynki nie rozpoznaję (w sensie frontu, znam inne wzornictwo). - zaczepy mechanizmu wydają się charakterystyczne jak w zegarach Franke - charakterystyczna śruba wyważenia wahadła - charakterystyczny motyw na kółeczku wagi - co do mechanizmu dyskusji nie ma... jest oznaczony, wychwyt się zgadza - spirala gongu pojedyncza, później rozpoczęto wykonywać również podwójną o różnej tonacji (w związku z przyjęciem nowego mistrza, który w ramach swojej pracy mistrzowskiej zaprojektował taki gong, który wdrożono w fabryce Franke, nie Franke und Gronemann). Widzę, że mechanizm zdemontowany. Umieść na miejscu i zobacz odległość między szybą a tarczą, czy się zgadza, czy mechanizm nie dotyka szyby czy jest niewielki dystans. Tyle z mojej strony, są lepsi.
-
Wszystko jasne. Dziękuję za poświęcenie czasu i wiedzy. Oczywiście temat śledzę i również będę się dzielił wiedzą!
-
Czyli tak jak tutaj już ustalaliśmy... Franke wrócił do Cieszyna ok. 1900 r. Zmarł 1903 r. Po 1903 r. interes przejęli synowie... Może dlatego brak oznaczeń bo nie wybijali już JFT? Czyli okres 1903 - 1910 jak najbardziej realny?
-
Czyli generalnie będziemy mówili o fabryce cieszyńskiej z okresu 1910 - 1920 ?
-
Szanowni. Dodaję kolejne zdjęcia, może ułatwią identyfikację
-
A jaki wpływ na datowanie czy regulacja będzie czy nie? Będziemy wtedy mówić, że <90 lub >90 lat? No to Kolega Yahagi zabłysnął Przyda się aby odzyskać jakieś informacje... Będzie chwila to zacznę archiwizować... Dzięki! Jak to mówią jesteśmy "in touch"
