O proszę
Fajnie, że jest taki temat na forum o zegarkach.
U mnie będzie nieco dłużej, ponieważ trochę tego było.
Moja kariera na dwóch kołach zaczęła się w wieku lat trzydziestu na przepięknym BMW R nineT -16r zakupiony z przebiegiem około 3500km.
Co do BMW R nineT absolutnie zabawowa bestia. Bardzo wygodny, przyjazny idealny poważny sprzęt na start.
Zrobiłem nim dobrze ponad 50k km w dwa sezony.
Następnie podczas jak się okazało ostatniego serwisu R nineT zobaczyłem i miałem okazję odbyć jazdę testową tym wynalazkiem.
Dosłownie w salonie padło licz pan na tym poniemieckim liczydle ile on będzie dla mnie jak zostawię R nineT.
I udało się.. go przerobić, zrobić 35k km i finalnie go rozbić.. poszedł w kozły podczas wietrznej pogody i jazdy na kole.
Były służby i szpital ale bez większych atrakcji wyszedłem bez uszczerbku na zdrowiu.
Absolutny majstersztyk konstrukcyjny. Tak bym opisał S1000R. Hamulce i silnik, systemy przy tym wyczerpuje pojecie słowa Bajka a miałem go w 2021 roku.
Za kasę z komunii i trochę dołożyłem z ubezpieczenia za BMW, albo w sumie na odwrót. Kupiłem moim zdaniem najgorszy motocykl w mojej karierze.
Kawasaki Ninja 1000SX jak to się nim ludzie zachwycali.. Boże jedyny. Poza wyglądem oferuje tyle co przeciętny kalkulator z targu w połączeniu z czymś z przed dwóch dekad.
Przez te kanapowe przednie zawieszenie i "pompę" z tyłu dwukrotnie byłem najbliżej bram nieba niż czymkolwiek innym wcześniej.
Kompletnie się z nim nie polubiłem i zostawiłem go w rozliczeniu po 15k km za najbardziej szalony sprzęt jaki moim zdaniem można mieć na dojazdy do pracy.
KTM 1390 R EVO absolutna petarda na dwóch kołach.
Dla tych co jeżdżą powiedzmy czymś naprawdę mocnym i szybkim co ma lekko ponad 8s do pierwszych 200km/h.
Wyobraźcie sobie, że ta bestia bez systemów przy 160km/h na trzecim i czwartym biegu bez większej różnicy przy mocniejszym odkręceniu gazu idzie w pion jakby to było coś tak normalnego jak włączenie kierunkowskazu.
Motocykl wart absolutnie każdych pieniędzy. Kupiłem go jadąc obok salonu Rapid w Poznaniu z zakupów po pracy.. tylko wejdę zobaczę jak to wygląda. O 17:40 wchodzę do salonu z pomalowanymi paznokciami każdy w inny kolor.. brokat itd.
Na drugi dzień już była kartka motocykl sprzedany prosimy nie siadać. W porównaniu do S1000R to systemowo po prostu lepiej. Silnikowo nic nie ma podjazdu i ten bak 18L przy spokojnej jeździe wystarczał na ponad 300km w trasie.
Co by nie było zbyt pięknie
Komuś się spieszyło i wyjechał na ślepo skręcając w lewo zza busa, kompletnie nie widząc nadjeżdżającego motocykla.
Skrócił przygodę i zatrzymał przebieg przed wcześnie, ponieważ przy jedynych 8800km.
Tu już dochodziłem do siebie bardzo długo. Od zdarzenia minęło pół roku a nadal nie mogę biegać itd.
Na otarcie łez kupiłem absolutną okazję Suzuki delfina GSXS1000F.
Ten pocieszny pyszczek skradł moje serce od razu.
Od boku drapieżny jak jasna.. a jadąc za kimś, ktoś ma wrażenie, że goni go skuter.
Silnik i zawieszenie klasa światowa, bezobsługowy i idioto odporny.
Jednak po takich zabawkach jak wyżej i wcześniej trochę brakowało.
Został wymieniony na mój aktualny sprzęt Suzuki GSXS1000 z 2025 roku.
Tak go kocham jak i nie nawidzę na raz. Taki jest brzydki, że aż mi się podoba.
Silnik i zawias super. Do miasta niesamowicie zwrotny. Aktualnie przebił 10k km i jest już przygotowany do zimowania.
Jeżeli ktoś dotarł do końca to bardzo mnie cieszy
Miło poznać i powitać kolegów z jednośladów.