Bywają momenty, kiedy czas, zazwyczaj nieuchwytny i bezlitosny, zdaje się na moment zwalniać, gęstnieć, aż wreszcie zastyga w czystą formę sztuki. 18 czerwca 2026 roku, dokładnie w samo południe, Warszawa stała się tłem dla takiego właśnie fenomenu. Gdy zegary w całej stolicy wybijały godzinę 12:00, a czerwcowe słońce stało w swoim zenicie, rzucając ostre, czyste światło na fasady luksusowych budynków, wprawny obserwator ludzkich namiętności i k Zobacz pełną treść