Są tacy, dla których powierzchnia ziemi to za mało. Ludzie, którzy prawdziwy dom odnajdują dopiero wtedy, gdy nad ich głowami zamyka się gładkie, lśniące lustro wody. Zostawiasz za sobą zgiełk portu, krzyk mew i palący żar południowego słońca. W uszach brzmi już tylko Twój własny, miarowy oddech. Jeden głęboki wdech – prosto z płuc, bez pomocy butli – i dajesz nura w dół. Schodzisz w głąb potężnego, pulsującego organizmu, jakim jest ocean. To nie jest zwykłe zanur Zobacz pełną treść