Każdy ma prawo do wyrażenia subiektywnej opinii w temacie. Jednak z tą opinią chętnie popolemizuję.
Zacznę od tego, że zegarki Ruhla, dla byłych obywateli DDR , to swego rodzaju kultowa marka – coś jak dla nas Błonie. Ładnie zachowane egzemplarze potrafią zostać zlicytowane w ramach aukcji internetowych za całkiem przyzwoite sumy (wiem że to pojęcie subiektywne).
Zegarki rozdawane uczestnikom kolejnych kongresów partii SED stanowią coś w rodzaju całkiem oddzielnej marki, oznaczanej zawsze mianem „Parteitag Uhr” lub „Parteitagsuhr”, co w obu przypadkach można przetłumaczyć jako „Zegarek Dnia Partii”. Są to zegarki typowo kolekcjonerskie. Przykładowo zegarek z poprzedniego zjazdu SED (1976r.) można obejrzeć w muzeum DDR w Berlinie.
https://www.ddr-museum.de/de/objects/1014416
Relatywnie często na aukcjach pokazują się zegarki opisywane jako „Parteitagsuhr” , niemające ze wspomnianymi kongresami zupełnie nic wspólnego. Taka próba wciśnięcia komuś kitu. Chociażby sam ten fakt już o czymś świadczy.
Warto również nadmienić, że na żadnym wcześniejszym kongresie , nigdy nie rozdano jego uczestnikom zegarków marki Ruhla. Zawsze były to szwajcary lub Glashutte. Zegarek jest w całości grubo pokryty złotem, łącznie z deklem, co biorąc pod uwagę fakt zastosowania specjalnie do niego skonstruowanego mechanizmu , zaprzecza domniemaniu, że była to zwykła „reklamówka” dla wybranej garstki towarzyszy partyjnych. Analogicznie - wcześniej rozdawane zegarki, np. ten w berlińskim muzeum to Glashutte 26 J z dedykowaną temu kongresowi tarczą.
Osobiście nie odważyłbym się sklasyfikować żadnego z tych zegarków do kategorii produktu śmieciowego. Być może jestem odosobniony w mojej ocenie, ale dla mnie stanowi on ważne uzupełnienie skromnej kolekcji zegarków wyprodukowanych w słusznie minionej epoce, głównie radzieckich.
Pozdrawiam serdecznie Artur.