Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ZenonD

Nowy Użytkownik
  • Liczba zawartości

    47
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ZenonD

  1. Proszę bardzo: I jak już tak ładnie wyprostowaliśmy sobie temat, to bardzo proszę o poradę, czy ten zegar ładuje się tylko od Słońca, czy od sztucznego światła też? Mam stopień naładowania na medium i ne wiem, czy smażyć zegar pod lampą, czy poczekać do wiosny, bo teraz to nawet mój balkonowy solar nie chce się ładować. wiem, że jest w instrukcji, ale...:)
  2. Zacząłbym mottem fotograficznym – ludzie patrzą, a fotograf widzi. Patrzę na te wszystkie cuda mechanicznej techniki pomiaru czasu i widzę, że w statystycznej większości są to „inspiracje”. Szczególnie producentów uznanych, renomowanych, czyli nie ruskich. Patrzę na swoją Amfibię 150348 i im więcej patrzę, tym bardziej ją doceniam. I tak sobie myślę, że gdyby Rosjanie dali tam jakiś tryt na indeksy i wskazówki, szybką zmianę daty i dokręcanie koronką, to nawet przy nieznacznym podniesieniu ceny mogliby skasować mechaniczną konkurencję – na pewno cenowo, porównywalnie jakościowo a stylistycznie, to wiadomo – jak komu leży. Mi leży bardzo. Porządna bransoleta z pełnych ogniw to jest do zrobienia we własnym zakresie za stówkę, a szczotkowana koperta, to jak to lubi. I mamy Mercedesa, no może co najmniej niezniszczalnego Golfa. Retrospektywnie patrzę na radziecką stylistykę i fakt, mają „inspiracyjne” szusy, ale zasadniczo mało. Coraz bardziej mi się to podoba., czyli od pogardy czegoś z założenia odpustowego i dziadowskiego, do głębszej oceny, czy też doceny. Też tak macie?
  3. Witam, Błądzi mi po głowie pewien model zegarka – w celu zwykłej identyfikacji a nie kupna, tak dla zwykłej satysfakcji. Wydaje mi się, że był to model jakiegoś Casio i dlatego daję tutaj. Może ktoś pomoże? Zegar „elektroniczny” stosunkowo duży i ciężki. Osłona koperty z czarnego tworzywa sztucznego, pasek tak samo. Cztery przyciski. Tarcza okrągła i czytelna, nie pamiętam dokładnie ile wyświetlanych wierszy, ale obstawiam dwa. Nie pamiętam, czy tam było podświetlenie, raczej tak, natomiast wiem na pewno, że zegarek miał solidne dźwięki i zakręcany, bardzo wypukły, stożkowy dekiel. W zarysie mógłby przypominać G-Shock Mudman G-9000, ale bez tych kantów na obwodzie – taki raczej okrągły, stonowany kształtem. Bez kolorków – czerń, biel, może trochę niebieskiego. No i znacznie, choć nie przesadnie większy od gabarytów G-9000. W retrospektywnej ocenie organoleptycznej waga tego zegarka to było solidne 100g najmniej. Całość robiła wrażenie konstrukcji solidnej i niezniszczalnej. Świetnie za to pamiętam ramy czasowe, kiedy to cudo widziałem – był to sierpień 1990r., byliśmy z kumplem na nocce na rybach a w radiu, które wtedy się na takie eskapady zabierało zawsze, powiedzieli, że akurat rozpoczęła się wojna Irak – Kuwejt. W tamtych czasach w moim mieście jedynym źródłem zakupu takich rzeczy był komis z zachodnią elektroniką, na marginesie wielce oblegany, i tamże mój kolega go zakupił. Oznacza to, że zegarek został wyprodukowany do 1990r. Co to mogło być? Ktoś nakieruje? Dopowiem też, że w tych czasach namiętnie oglądaliśmy u kolegi umocowanego zachodnio niemieckie katalogi Quelle – każdy, co kogo tam interesowało. Mnie interesowały wiatrówki i zegarki elektroniczne. Te zegarki miały kosmiczne i absurdalne ceny, nie do pojęcia na dzisiejsze realia oglądane poprzez ówczesną siłę nabywczą pieniądza – to były kwoty rzędu do kilkuset marek zachodnioniemieckich. Wtedy za taką kwotę w Polsce można było kupić wiele wartościowych i deficytowych rzeczy a spoglądając inaczej, opłacić czynsz mieszkaniowy na kilka lat do przodu. A piszę o tych katalogach dlatego, że wydaje mi się, że nie wszystkie (a może żadne – pamięć zawodna) te elektroniczne cuda pomiaru czasu miały napis Casio. Ktoś starszy i zorientowany mógłby powiedzieć, co wtedy się produkowało i sprzedawało w tym segmencie w Europie? Ja ściśle pamiętam tylko tani segment Q&Q.
  4. No to chyba jednak nie. Ekologia powiadasz? Kupiłem zupełnie niedawno pewne urządzenie mechaniczne i dostałem do tego instrukcję w postaci około 1,0kg papieru wytworzonego ze ściętych, oczywiście ekologicznie, drzew. W tej ekologicznie wytworzonej trzystu stronicowej książce napisanej czcionką 8pt mogłem wyczytać wiele różnych bzdur, np. aby nie używać tego urządzenia po zażyciu narkotyków, ale musiałem się wiele nagimnastykować, aby znaleźć fragmenty istotne, w tym podstawowy – jaki stosunek benzyny do oleju? I dobrze, że poszukałem, bo to nie było klasyczne 50:1. Wyrwałem sobie cztery interesujące kartki, resztę ekologicznie spaliłem w piecu. A w czasach minionych, kiedy na świecie były tylko dwie płcie, pod blokiem max 5 samochodów i nie było tiktoka, instagrama i innych takich, to takie nieekologiczne instrukcje zajmowały cztery strony formatu B5 lub mniejszego, były napisane czytelną czcionką, pół z tego to był katalog części a jak była tam jaka elektronika, to była płachta w postaci pełnego schematu. I to starczyło zupełnie. Były to jednak czasy, kiedy to nieekologiczne kołtuny spalały zagrzybione gałęzie w ogrodzie i liście na jesień aby zabić patogeny, dla rozrywki palili sobie ogniska, a butelki, papier i szmaty oddawali do skupu dostając za to pieniądze, na zakupy chodzili z wielorazowymi torbami a folię to widzieli tylko gdzieniegdzie w ogrodach. Dziękuję za przekierowanie do instrukcji na stronie producenta, przeczytałem, skorzystam. Jednak powinna być w pudle z towarem bez względu na to, czy będzie to sprzedane oficjalnym kanałem dystrybucji, czy innym. Tak buduje się markę firmy. Może jednak też być tak, że rynek rynkowi nie równy i pewne obszary producent ma gdzieś. I chyba coś w tym jest skoro dzisiaj w statystycznym zagranicznym zlokalizowanym w Polsce markecie obsługa wykłada towar w czasie pracy sklepu i to nawet nie na półki, tylko sprzedaje prosto z palet. I tylko w Polsce.
  5. Proszę Pana, proszę przeczytać dokładniej, to co wcześniej napisałem, albo jeszcze raz to poniżej, i to ze zrozumieniem proszę: Wielojęzyczna "instrukcja obsługi" dołączona do tego zegarka, to jest bloczek napisany czcionką taką, że tylko młody byk przeczyta to bez okularów lub lupy. W tej "instrukcji" nie ma większości kluczowych rzeczy. Na stronie Casio może sobie być jakakolwiek instrukcja a ja mam to gdzieś, bo takowa ma być w pudle z przysyłanym towarem. I to w języku kraju, w którym towar się sprzedaje. Czyli w Polsce i po polsku w opisywanym przypadku. Ja afery nie robię, bo cenię sobie sklep, w którym kupiłem i potrafię sobie poradzić. Nie zmienia to faktu, że inni kupujący mogą mieć uzasadnione pretensje. Jak 20 lat temu kupowałem Mudmana, to była polska instrukcja. I, o dziwo, zrozumiała, bez absurdalnych błędów w tłumaczeniach, jak na przyklad w polskich wersjach instrukcji obsługi japońskich urządzeń radiokomunikacyjnych, gdzie był dylemat kto to pisał - upośledzony tłumacz, upośledzony technik, czy nie wiadomo kto? Dyskutantom od gadżetów przypominam, że to jest "recenzja zegarka" a nie recenzja gadżetów i wyjaśniłem to w poście nr 7 tegoż tematu. Każdy lubi co chce i gdzie chce. A wracając do meritum dodam, że w tymże zegarku, czyli Casio Protek PRW - 30, przyciski chodzą elagancko i nie trzeba się z tym gimnastykowac, jak rzekomo w zegarkach GW-5000.
  6. Kilka dodatkowych uwag po pierwszym użytkowaniu: Instrukcja do bani. I nie chodzi o to, że w językach obcych, bo z co najmniej angielskim sobie radzę, choć nie każdy musi. W tej instrukcji wielu rzeczy brakuje. Na ten przykład zupełnym przypadkiem doszedłem do tego, że aby zegarek wskazywał prawidłowe godziny wschodu i zachodu Słońca, należy tam wprowadzić współrzędne geograficzne miejsca. Jak to zrobić, trzeba sobie wyguglać albo wyjotubować. Do teraz nie umiem skalibrować kompasu. Niepotrzebny mi, ale przez chwilę pobawiłem się. Pokazuje zupełne bzdury. Podobnie z altimetrem i barometrem. Również trzeba skalibrować wskazania temperatury. A tak w ogóle nie wiadomo, czy to kalibracja, czy arbitralne ustawienie do wzorca? A to nie to samo. Czas świecenia wyświetlacza można ustawić. Jest to jedna sekunda, albo trzy sekundy. Ja ustawiłem na 3s. Instrukcja nie wspomina o tym, że można ustawić tryb oszczędzania energii i czym różni się tryb oszczędny od trybu zwykłego. Podobnie instrukcja nie wspomina o funkcjonalności i nawigacji po zapisanych danych, np. wysokości. Dźwiękowe wskazania pełnej godziny jak i alarm są jako tako słyszalne w warunkach niskiego tła hałasu. Można to zatem usłyszeć w cichym pomieszczeniu i tylko wtedy, kiedy zegarek jest zakryty co najwyżej mankietem cienkiej odzieży lub leży zdjęty z ręki.
  7. Dla mnie idea montowania w zegarkach naręcznych altimetru, kompasu, termometru jest kompletnie niezrozumiała – ani to funkcjonalne, ani potrzebne. Pozycjonowanie rynkowe dla gadżeciarzy – fajnie mieć, ale po co? Ja na treking na rękę zakładam radziecką Wostok Amfibię bo mam sentyment i na trekingu odpoczywam, czyli nie jestem niewolnikiem czasu. Może sobie zatem robić odchyłki nawet +/-3min/24h. W takich okolicznościach sprawy nawigacyjne i statystykę drogi (i również dokładny czas, jeżeli potrzebny) załatwiam turystycznym odbiornikiem GPS pod nazwą Garmin GPSMap 60CSX. To cudo używam również od ponad 20 lat. Jest nie za duże, nie za małe, mocne, odporne na warunki pogodowe. Na dwóch bateriach paluszkach, czy akumulatorach pracuje 16-18 godzin. Nie zamienię na nic innego dopóki będzie działać i nie zepsuje się. A co do zgubienia się np. w górach, to ja staram się zawsze zabrać papierową mapę terenu, po którym będę chodził a w plecaku mam zawsze klasyczny kompas. Mając te rzeczy trzeba być głęboko upośledzonym, aby zgubić się w ocywilizowanych górach. Udając się zaś w tereny niecywilizowane trzeba być również głęboko upośledzonym jeżeli ktoś zakłada, że nawigację załatwi naręcznym urządzeniem. Jak 30 lat temu jeździłem na szkolne rajdy górskie organizowane w szkole średniej to po wejściu grupy do schroniska opiekunowie grupy ogłaszali komunikat następujący: chłopaki, jesteśmy na wywczasach, ale zalecamy kupno mapy zamiast piwa bo kosztuje to tyle samo:) Ja kupowałem jedno i drugie. Doskonała obserwacja z tym syfem. W tych zakamarkach zalega „beton” złożony z łoju, potu, pyłu i włosów. Siedlisko wszelkiego badziewia – bakterie, roztocza i inne takie. I możesz to czyścić codziennie od zewnątrz i będzie ładnie, ale w zakamarkach to zostaje i emituje. Casio ma bardzo szeroką ofertę, ale rzeczywiście ciężko każdemu dogodzić. Być może wynika to ze strategii rynkowej – klient ma szukać najlepszego kompromisu. Słowo klucz: szukać, czyli kupować i zmieniać. Firma ma zarabiać. Ciężko podejrzewać tak zacną firmę o niesłuchanie potrzeb klientów, bo gdyby zrobili zegarek idealny, byłoby to urządzenie dedykowane dla określonej klienteli odpowiednio sytuowanej finansowo a nic innego nie sprzedałoby się. A tak mamy paletę cenowo-jakościowo-funkcjonalną dla każdego. Na tej mniej więcej zasadzie swego czasu zniknął z rynku telefon komórkowy marki Nokia 6310i lub wcześniej samochód marki Mercedes 190D. Gdyby produkcja tych wyrobów była kontynuowana przez dłuższy czas, w odpowiednio długim czasie okazałby się, że klient nie potrzebuje nic innego, czyli będzie kupował rzadko. A żyć przecież trzeba. Tak działa marketing i ogólnie kapitalizm.
  8. Od blisko 20 lat użytkuję Mudmana G-9000. Chciałem coś nowocześniejszego, z waveceptorem i solarem. Współczesny Mudman jest zdecydowanie za duży dla mnie, to coś jest dla mnie tak duże, jak mały radziecki budzik mechaniczny, którego używano w moim domu czterdzieści lat temu. Tak zwana kostka, czyli Casio GW-5000 nie podoba mi się, więc wybrałem tego „małego” Protreka. Według mnie ma wady i zalety i są to moje prywatne odczucia. A wygląda to tak: Zalety: 1) Zegarek jest zbudowany na solidnej metalowej platformie, w zasadzie jest to zegarek dokręcony do solidnej płyty metalowej, płaskiej od dołu. To bardzo ważne z punktu higieny – kto kiedykolwiek wymieniał baterię w dowolnym G-Shocku, ten pewnie wie ile syfu gromadzi się pod tymi zewnętrznymi dolnymi nakładkami plastikowymi. Nie ukrywam, że był to jeden z głównych argumentów, poza oczywiście wavem i solarem, za wyborem tego zegarka 2) Zegarek ma klasyczne mocowanie paska/bransolety, co oznacza, że możemy tam zapiąć co chcemy. A to oznacza, że zawsze może być tanio i nigdy pasków, czy bransolet nam nie zabraknie, nawet kiedy Casio i producenci niezależni przestaną wspierać ten model. I nigdy nie będziemy musieli czekać na dostawę extra paska, bo kupimy to u dowolnego zegarmistrza – bateryjkarza, czy nawet wydziergamy sobie sami. I to był trzeci powód wyboru tego modelu. 3) Zegarek naprawdę dobrze wygląda na małym i średnim nadgarstku. Na zdjęciach wygląda na maleństwo, ale tak nie jest. U mnie jakieś dwa milimetry więcej na średnicy spowodowałoby komiczny wygląd a inne Protreki wyglądałyby karykaturalnie. 4) Ogólnie zegarek wygląda świetnie – ma zrównoważony, nienachalny wygląd. Naprawdę super! 5) Zegarek ma bardzo czytelny wyświetlacz, co jest bardzo istotne dla osób z wadą wzroku lub/i starszych. I tak na przykład mój wiekowy brat, poszukujący zegarka z wyraźnymi wskazaniami powiedział mi tak – kup sobie, ja popatrzę jak to wygląda a potem może sam kupię. I chyba tak zrobi. 6) Dla mnie zegarek musi jedynie wskazywać dokładny czas oraz datę, mieć stoper a korzystniej dwa niezależne oraz mieć podświetlenie. No i oczywiście teraz bezobsługowość w postaci solara i wava. Wszystkie te inne, jak to mówi młodzież, ficzery nie interesują mnie. Pozytywnie jednak zaskoczyła mnie funkcjonalność w postaci informacji o wschodach i zachodach Słońca. Dla mnie, jako średnio zaawansowanego amatora fotografii jest to funkcjonalność wielce przydatna (tzw. złota godzina). Nie muszę już grzebać w internecie, czy kalendarzu, mam na ręce. 7) Synchronizacja czasu działa perfekcyjnie. Nie czytam, co tam zegarek zrobił w tym kierunku, tylko odpalam stronę time.is i porównuję. Zgadza się co do sekundy I tyle, a teraz wady: 1) Podświetlenie tego zegarka wygląda blado – dosłownie i w przenośni. Jakieś dwie żaróweczki rzucające nierównomierną sino fioletową poświatę na tarczę. Wygląda to jak w „elektronikach” z lat 80’ zeszłego wieku a może i gorzej. I świeci za krótko – być może czas świecenia można zmienić, za krótko mam zegarek. Jest to po prostu najzwyczajniej odrażające i komiczne w zegarku dedykowanym do trekingu, szczególnie w kontekście tego filmu reklamowego z gwiazdami i namiotem. Co Casio chciało pokazać, na czym przyoszczędzić, to tylko jedno Metacentryczne Nanowykluczenie wie. 2) Dźwięki w tym zegarku są niemalże niesłyszalne. Casio G-9000 bije to na głowę a tani Timex, którego kupiłem w 1997r. to już w ogóle – budził umarłego mimo że wcale nie był głośny Niby nic, ale ja lubię mieć wyraźnie słyszalne dźwiękowe wskazania pełnej godziny. Alarmy mnie nie interesują. 3) Metalowy bezel jest za niski w stosunku do powierzchni tarczy. Trzeba będzie uważać na szkło 4) „Szkło” jest z nie wiadomo czego. Może to zwykłe szkło. Skrapla parę ponadprzeciętnie denerwująco. Fakt, że z ZEWNĄTRZ, ale to denerwuje. W żadnym innym zegarku tak nie miałem. Ma też taką przypadłość, że ciężko to doczyścić mimo, że nie ma z czego czyścić (nowy zegarek) – cokolwiek szklanego (okulary, obiektyw aparatu, inne zegarki) przeczyszczę dedykowaną szmatką i jest idealnie a tutaj cały czas zostają jakieś smugi. Jakaś ponadprzeciętna adhezja, specjalna powłoka, czy co? 5) Wyświetlanie daty w formacie miesiąc/dzień albo nazwa dnia/dzień najzwyczajniej denerwuje mnie. Na tak dużym wyświetlaczu nie można było zmieścić tych wszystkich trzech informacji? 6) Wyświetlanie sekundy w wierszu poniżej gg:min to będzie dla mnie kwestia przyzwyczajenia 7) I na koniec najważniejsza wada, według mnie oczywiście. To jest zegarek specjalnej troski, trzeba na niego uważać - wiadomo, że to nie jest G-Shock i nie można taplać się z nim w błocie, czy betonie. Rzecz w tym, że ja mam robotę taką że trochę w biurze, trochę w laboratorium chemicznym. W takim laboratorium to ja myję ręce i naczynia po kilkadziesiąt razy dziennie. Zegarka nie ściągam, mydliny chlapią, dotychczasowego G-9000 codziennie płukałem pod kranem a i tak raz na kilka dni musiałem go szorować z tego białego nalotu szczotką. Z tym PRW-30 tego ne zrobię, bo tych zakamarków nie domyję a prędzej go zepsuję. I to samo będzie prawdopodobnie u każdego, kto nie ściąga zegarka do prostych gospodarsko – higienicznych czynności Zaznaczam, że to jest moja subiektywna opinia. To jest porządny, ładny, bezobsługowy i funkcjonalny zegarek, ale z istotnymi ograniczeniami i koniecznością dbałości. Casio lokuje go jako treking, ale ja z tym zegarkiem nie poszedłbym na ognisko, pod namiot, gdzie w plenerze robi się żarcie, czy na jakieś ryby. To jest, moim zdaniem, zegar pod czysty mankiet i nie koszuli, a bardziej outdorowej bluzy skutecznie chronionej kurtką. Gdyby zrewitalizowano G w rozmiarach i kolorystyce G-9000 z solarem i waveceptorem a jeszcze z niezależnym mocowaniem pasków i zakręcanym deklem, byłby to dla mnie zegar idealny. Chciałem zegar dokładny, na co dzień, dopasowany do mojego trybu życia i pracy, ale chyba się pomyliłem.
  9. Panie adventure, chyba rozmawiamy tutaj o zupełnie innej idei. Zegarek to zegarek, a coś wymagające częstego ładowania przez kabel, to już nie jest zegarek. Ludzie dążyli do opracowania niemalże bezobsługowego zegarka i tak powstały najpierw mechaniczne automaty a później zegarki ładowane solarnie. Co do koperty, to trzeba zrozumieć pewną rzecz. Koperty z tworzyw sztucznych to jest ślepa uliczka w kwestii trwałości. Tworzywa sztuczne, to jest akurat moja branża, a konkretnie chemia. Statystyczna większość nie ma pojęcia, co to jest tworzywo sztuczne i później łykają bzdury o jakichś mikroplastikach rozkładających się tysiące lat albo niezniszczalnych „karbonowych kompozytach”. A sprawa jest prosta – każde tworzywo sztuczne – od woreczka śniadaniowego po skomplikowany hełm strażacki – to jest mieszanina organicznych związków chemicznych, nieorganicznych związków chemicznych i minerałów. W takim czymś nadal zachodzą różne przemiany chemiczne – to po prostu się „rozkłada”. Jak szybko, to zależy jak wytwórca to skomponował. Stal też „gnije” – korozja powierzchniowa, korozja międzykrystaliczna. Ale stal tzw. nierdzewna już znacznie mniej (w specyficznych warunkach), albo wcale. Można też spojrzeć filozoficznie-biznesowo na wyroby wytwarzane w ostatnich kilkudziesięciu latach – kiedyś głównym czynnikiem cenotwórczym wyrobu była elektronika, dzisiaj elektronika jest tania jak barszcz (zegarek, wyświetlacz, odtwarzacz muzyki, czy radio możesz mieć w byle jakim breloczku), a głównym czynnikiem cenotwórczym są materiały – miedź, stal, aluminim, magnez, cynk, lit. Spróbuj kupić telewizor ze stalowym szkieletem i zobacz ile on kosztuje w porównaniu do takiego całego „plastikowego”. Albo oceń, jaki procent ceny urządzenia elektrycznego (wkrętarka, piła do żywopłotu, itp.) stanowi cena baterii. Jakieś trzydzieści pięć lat wstecz takie coś jak magnetowid marki Sanyo kosztował astronomiczną sumę 300USD, czyli taką, za którą mogłeś opłacić czynsz mieszkaniowy na kilka lat z góry, dzisiaj zaawansowany odtwarzacz DVD kosztuje poniżej 10% ceny porządnego markowego roweru, w którym elektroniki nie ma żadnej a za cenę tego odtwarzacza nie opłacisz miesięcznego czynszu kawalerki w jakimś pierdziszewie. A na koniec prosta historia – pooperuj swoim plastikowym zegarkiem (często) przy ognisku albo przy pracach spawalniczych albo przy pracach z podczerwienią albo przy pracach w wysokiej temperaturze. Raz dwa się Tobie wyjaśni. I jeszcze jedno – są ludzie (między innymi ja), którzy lubią czuć ciężar zegarka na nadgarstku. Taki mój Mudman to jest 56g, ale kiedyś przez chwilę miałem Orange Monstera i jego prawie 250g to było coś! To tak o gustach.
  10. Troszkę zbaczamy z tematu, ale gdyby moja Amfibia miała tryt zamiast lumy, szybką zmianę daty i klasyczny mechanizm nakręcany zamiast automatu i nadal kosztowała tyle, ile kosztuje, czyli jakieś 500PLN, to byłby to najlepszy zegarek mechaniczny - dla mnie oczywiście. A za ten patent uszczelnienia dekla, gdzie przy dokręcaniu uszczelka nie jest skręcana, to Rosjanie powinni dostać mechanicznego Nobla. I niech nikt nie mówi, że skopiowali to od kogoś.
  11. Niezależne paski – rzecz gustu czy szczegół? Gustu jak najbardziej, szczegół nie do końca, ale na pewno jest to kwestia ceny – dedykowane oryginały będą zawsze istotnie droższe. Na pewno zyskujemy możliwość personalizacji – co tam włożymy, czy sami wyrzeźbimy, to nasze. Ale najważniejsza sprawa jest taka – co będzie, jak tych oryginalnych pasków zabraknie? Zegarek do szafy? Rozmiar rzecz gustu? Absolutnie tak. Zasadzałem się na nowego Mudmana, ale przezornie pojechałem go obejrzeć do stacjonarnego sklepu. Przestraszyłem się – to nie dla mnie. Czy to tylko rzecz gustu? Nie do końca, to też funkcjonalność. Wysuwanie tego spod mankietu swetra, bluzy, czy kurtki może być kłopotliwe. Chyba, że nosi się to na ubraniu? Być może wtedy to ma sens. Ktoś nie zrozumiał idei G? Być może, ale chyba tylko marketingowo. Tymi opisywanymi przeze mnie „dwuprzyciskowymi elektronikami” w kolorze czarnym przywożonymi z RFN mogłeś grać w hokeja i nic im nie było. A kosztowało to ówcześnie tylko 5 dojczmarek zachodnich, czyli tyle, ile paczka papierosów w automacie. Miały tylko jedną wadę – podświetlenie jak malutka żaróweczka. Wtedy nie było nic lepszego, ale było to jednak lepsze, niż zapałka odpalana aby zobaczyć godzinę na czymkolwiek innym. Jestem bardzo mocno zaangażowany w ideę taką, że na podstawie tego taniego niemieckiego badziewia powstała „kultowa kostka” Casio, albo odwrotnie – że Niemcy potanili tą kostkę i wypuścili swoje pięciomarkowe” zegarki. 10 czy tam 20 atmosfer i loty kosmiczne? Jaki przeciętny użytkownik zegarka schodzi 100 czy 200m pod wodę z Casio G lub znajduje się w warunkach, gdzie panuje takie ciśnienie? A jeżeli już, to jak często i czy tylko z G, czy jeszcze z czymś bardziej dedykowanym i profesjonalnym? A opowieści o Casio G w kosmosie, to jak opowieści o profesjonalnych nurkach z jakimś Seiko diverem, czy innym Citizenem, czy o ruskich Amfibiach skonstruowanych dla radzieckich podwodniaków – czy oni wyłazili z tych okrętów podwodnych 200m pod powierzchnią wody, że musieli mieć takie zegarki? Zakręcane dekle w Casio G? Słuszna i zbożna idea i nie ma tutaj dyskusji. Znam wszystkie modele. Rzecz w tym, że część jest niedostępna, reszta DLA MNIE jest za droga ale mogłaby okazać się nie za droga, gdyby którykolwiek z nich podobał mi się. Ale nie podoba się. Idea niezniszczalności poprzez wymianę elementów? Jasne, toć przecież tak działa cała mechanika i elektronika świata i nazywa się to części zamienne. Ale! Zapłacisz za wymianę klocków hamulcowych w swoim samochodzie 60% ceny nowego auta, czy 80% ceny nowego auta za wymianę opon? No właśnie. Adaptery do G dla niezależnych pasków? Nie wpadłem na to, nie szukałem, nie widzę tego w moim starym Mudmanie więc szukał nie będę. Ja jestem zdania, że wydanie na plastikowy w większości zegarek elektroniczny kwoty powyżej 500PLN to jest coś mało rozsądnego o ile nie zależy nam na solarze i automatycznej synchronizacji czasu oraz innych ficzerach. Inną rzeczą jest, kiedy kryterium wyboru jest własne widzimisię, czyli gust – wtedy nie istnieją żadne granice cenowe. W takim jednak wypadku przekładanie własnego widzimisię na jakieś teorie o wybitnej jakości jest zwykłym nadużyciem co najmniej. Ja to doskonale znam i przerabiałem. Moja pasja to między innymi noże. Wzdychałem do kosmicznych stali, poszukiwałem, później kupowałem, też sprzedawałem, a gdy już znalazłem ten naj naj, to nieoczekiwanie okazało się, że po zachwytach leży on sobie w kuchni a outdoorowo załatwiam sprawy czymś innym – tańszym, lżejszym, równie dobrym a te wszystkie marketingowe opowieści o tych legendarnych stalach to zwykle bzdury były. To samo miałem z aparatami fotograficznymi, rowerami i paroma innymi rzeczami. Cóż, do pewnych rzeczy się dojrzewa, z pewnych spraw się wyrasta. Albo i nie. Na koniec zaskoczenie będzie. Napisałem wcześniej, że mojego Mudmana G-9000 nie ściągam z ręki, z wyjątkiem wymiany baterii i okresowego czyszczenia zewnętrznego. Troszkę tu nakłamałem, gdyż istnieje kilka dni w roku, kiedy zamiast tego G zakładam ruskiego mechanika pod nazwą Amfibia 150348. Te dni są na jesień i jest to grzybobranie. Na grzybobraniu u mnie ma być luz, tradycja i wspomnienia starych czasów – kanapki w papierze, herbata w termosie, śniadanie na mchu, papierosy bez filtra i takie tam. Ten mechanik może sobie przyspieszyć czy opóźnić nawet 3 minuty na pól doby a mi to nie będzie przeszkadzało. Kupiłem sobie tego ruska bo najzwyczajniej urzekł mnie swoją urodą i takiego miał (a przynajmniej mocno podobnego) mój nieżyjący dziadek. Kiedy zatem ogół społeczeństwa obwiesza się obecnie wyrafinowaną elektroniką z masą czujników i rejestratorów na zwykłe wyjście do miejskiego parku bojąc się o swoje tętno, kalorie i inne takie i dbając o statystyki wszystkiego, ja, stary dzwon, do dzikiego lasu biorę archaiczny wytwór radzieckiej myśli mechanicznej. I nic więcej nie potrzeba.
  12. Witam, Większość się zachwyca G-Shockami, na tym forum zaś udało mi się wyczytać tylko jedną opinię wyraźnie inną od ogółu - stosunkowo krytyczną i rzeczową naprawdę. To i ja coś dodam. Obiektywnie i rzeczowo. Użytkuję Casio G-9000, czyli starego Mudmana. Nie pamiętam dokładnie kiedy go kupiłem, bo zawieruszyły się papiery, ale na zasadzie skojarzeń sytuacyjnych mogę powiedzieć, że było to pomiędzy rokiem 2005 a 2010, ale raczej bliżej dolnej granicy. Wcześniej, a to dokładnie pamiętam (zakup w 1997r.) używałem pewnego modelu Timexa. Były to moje czasy studenckie, telefony komórkowe to była wtedy bardzo droga i mało popularna zabawa, smartfony wtedy nie istniały a ja potrzebowałem urządzenia, które miało robić tylko trzy rzeczy – wskazywać czas, mieć wyraźne podświetlenie oraz mieć budzik. Kolega mi powiedział, że jest takie coś jak Timex, poszedłem do sklepu w pewnym mieście wojewódzkim, wybrałem tego, który najbardziej mi się podobał i kupiłem. Był to bardzo duży wstrząs dla mojej studenckiej kieszeni, ale miałem jakąś nadwyżkę zarobioną w czasie wakacji, a że bardzo chciałem mieć, to kupiłem. Ten Timex był niezniszczalny przy moim bardzo mocnym użytkowaniu a zmieniłem go ostatecznie tylko dlatego, że zmieniły się moje priorytety – przestała mi się podobać idea zegarka typu wskazówki+wyświetlacz oraz rozmiar był dla mnie jakiś taki za mały. Oddałem go bratu, który cieszył się nim następne kilka lat. Wybrałem sobie zatem Casio G-9000, bo według MOICH gustów był to najładniejszy G-Shock – rzeźbę miał cywilizowaną, a nie jak cała reszta, która wyglądała jak akcesoria z filmów fantastycznych lub towary ze sklepu z zabawkami, był na tyle duży a jednocześnie na tyle mały, że doskonale prezentował się na moim raczej skromnym nadgarstku, design miał elegancki, a przede wszystkim to zestawienie czerwonych przycisków z ogólną czernią. W dalszych latach użytkowania okazało się, że bardzo częstą użytkowaną przeze mnie funkcjonalnością zegarka (oprócz godziny i podświetlenia) był stoper, a raczej stopery. To bardzo ważne dla mnie. Za to zrezygnowałem z budzika. W późniejszych latach okazało się, że bardzo cenna dla mnie jest funkcjonalność wskazywania czasów w różnych strefach czasowych. Za ten zegarek zapłaciłem kwotę równą około 16% mojej ówczesnej pensji netto. Na bazie tego zegarka pozwolę sobie na pewną generalizację, czyli opinię na temat linii Casio G. Czy te zegarki są naprawdę istotnie bardziej odporne od innych tego typu zegarków (zegarków tzw. elektronicznych) dostępnych na rynku? To zależy, co kto robi z zegarkiem. U mnie zegarek nie jest ściągany z ręki, z wyjątkiem wymiany baterii i okresowego czyszczenia zewnętrznego. Zakres użytkowania: noszenie codzienne, jazda na rowerze, bieganie, prace gospodarskie (koszenie trawnika, rąbanie drewna, prace ogrodnicze, prace budowlane i remontowe typu kucie ścian, wiercenie, murarka, taplanie się z betonem/cementem, prace ciesielskie). Rekreacja typu pływanie w jeziorze i wędkarstwo. Zegarek, z racji prac gospodarskich, hobbystycznych i zawodowych bardzo często jest zanurzany w wodzie, narażony na zapylenie i ekspozycję na słońce. Nie wiem, co innego bardziej brzydkiego można robić z zegarkiem, w każdym razie odpowiedź na postawione pytanie brzmi NIE. To samo zniósł Timex i to samo znosiły zegarki używane do roboty przez znajomych, rodzinę i współpracowników, a były to zegarki klasy Q&Q przywożone masowo z Republiki Federalnej Niemiec w latach 80’ i 90’ zeszłego wieku (takie czarne plastikowe). Czy te zegarki są naprawdę trwałe i niezniszczalne? Tutaj odpowiedź jest prosta – ABSOLUTNIE NIE. Historia mojego G-9000 jest następująca: a) Wymiana paska co 3 lata, bo pęka. Nie ma możliwości montażu paska niezależnego. Koszt zakupu paska dedykowanego (z wysyłką oczywiście), to jakieś 22% ceny pierwotnej zakupu zegarka. W ciągu całego okresu użytkowania pasek zmieniłem trzy razy. b) Gumowy bezel zegarka jest nieestetycznie wytarty po około trzech latach. c) Po około trzech, czy czterech latach użytkowania pękła ta czerwona osłonka przycisku (prawy dolny). Zrozumiałem, że obecnie mam zegarek wodoszczelny tylko z nazwy. Zapomniałem o tym i wskoczyłem do jeziora. W ten sposób wymieniłem zalany moduł, czyli serce zegarka no i oczywiście ten gumowy bezel. Kosztowało to prawie tyle, co nowy zegarek. d) Profilaktycznie i ze względów estetycznych bezele wymieniałem jeszcze dwa razy. Koszty porównywalne lub wyższe z wymianą paska. e) Przy którejś wymianie baterii przekręciłem jedną śrubkę. Działałem z wyczuciem, ale cóż, stało się. Kupiłem zatem nową kopertę. Koszt to kilkadziesiąt procent ceny zegarka. f) Baterie wymieniam samodzielnie. Dobra praktyka mówi o tym, że nowa bateria, to nowa uszczelka. Koszt uszczelki: 15PLN+wysyłka, czyli jakieś 30PLN Zużycie energii Na fabrycznie zamontowanej baterii zegarek działał trzy lata przy intensywnie używanym alarmie i dźwiękowych wskaźnikach pełnej godziny i przycisków. Na kolejnych bateriach wymienianych samodzielnie, przy wyłączonych dźwiękach, zegarek nie mógł przepracować więcej, niż dwa lata. Serwis Baterie wymieniam sam, bo nie jestem upośledzony manualnie. Rzecz w tym, że nie mam komory próżniowej, zatem zegarek skrapla sobie zaokludowaną wilgoć wesoło. Do pełnej funkcjonalności należy zatem doliczyć serwis u wyposażonego machera. Ile to kosztuje, to nie wiem? Czy te zegarki są drogie? Według mnie, na podstawie użytkowania, zdecydowanie tak choć jest to pojęcie subiektywne. Czy kupię drugi raz? Raczej nie – kiedy mój G-9000 zrobi mi jakiegoś kolejnego psikusa z pękającym paskiem, czy czymś innym, to powędruje do szafy. Sentyment sentymentem, ale ileż to można. Co w zamian? Z punktu widzenia ceny, według mnie oczywiście, można sobie kupić taką jednorazówkę na jakieś 3-4 lata w postaci DW-290. Design ładny, cena śmiesznie mała, trwałość zapewne podobna do G. Z punktu widzenia wyobrażeń to musiałoby być to coś z zakręcanym deklem i baterią long life, czyli solarem, aby tego nie otwierać niepotrzebnie. Mamy tutaj GW-5000U. I w dodatku waveceptor. Rzecz w tym, że nadal jest problem z dedykowanymi paskami, a dla mnie ten model jest nieatrakcyjny wizualnie. Jest oczywiście GMW-B5000, ale cena jest absurdalna. Dlatego ja sobie wymyśliłem tak: a) bezobsługowość (solar i waveceptor) b) niezależne paski c) ludzki rozmiar, czyli nie na łapę Pudziana d) jakieś, najprawdopodobniej zbędne, ficzery w postaci altimetru, kompasu i czego tam – niech sobie są Zatem spróbuję CASIO PROTREK PRW-30. Dekiel to ma nadal na czterech śrubkach, ale ja tego ruszał nie będe. Mój wpis jest opinią subiektywną, popratą rzeczwistymi i długotrwałymi doświadczeniami i w żadnym razie nie ma na celu deprecjonowania czegokolwiek. W ewentualnej merytorycznej dyskusji chętnie wezmę udział a krytyke przyjmę dzielnie.
  13. Będzie pewnie złota łopata, ale akurat trafiłem na ten post szukając uszczelki do Casio G-Shock Mudman G-9000. Zegarek dla mnie ładny, dobry wymiarowo na mój średni nadgarstek, podobający się kolorystycznie. Funkcjonalny – podświetlenie, stopery, alarmy – tego potrzebuję. Wytrzymały – rower, pływanie, robota na działce, rąbanie drewna, praca przy betonie nie robią na nim wrażenia. Ale: Pasek do wymiany średnio co trzy lata, bo pęka a zamiennika nie ma; 80PLN. Pękające te czerwone osłonki przycisków; przez taką awarię zalałem jednego G-9000 więc musiałem kupić nowego. I sumarycznie dwie nowe obudowy (bezele) – wymiana jak znowu pękło w nowym + zapas: 2x~80PLN. Uszczelkę przy pierwszej wymianie baterii dałem starą i zegarek był nieszczelny. Więc trzeba nową: ~15PLN. Bateria w nowym zegarku działa przyzwoicie jakieś 2 lata, te nowe kupowane w sklepie jakoś mniej. A każda wymiana baterii, to wymiana uszczelki. Do wszystkiego oczywiście doliczyć trzeba koszty wysyłki. Zegarki G-Shock są odporne, ale nie TRWAŁE! Alternatywy na razie nie szukam. Całometalowy G w obecnej cenie około 2 400 PLN to jakiś absurd! Znajomy w robocie też rozeźlił się na legendarną „trwałość” G-Shocków i kupił chiński odpowiednik (NIE PODRÓBĘ!). Jest ogromnie zadowolony, a pracuje z tym zegarkiem w dziale utrzymania ruchu.
  14. Panie Ritter, bardzo dziękuję za odpowiedzi. Jakkolwiek przygniotłeś mnie swoją wiedzą zegarmistrzowską, to odpowiedź zrozumiałem. Jeszcze raz dzięki.
  15. +80h od punktu zero: (2021-10-12, 20:00): +66s (na ręce od 2021-10-11, 17:00 do 2021-10-12, 5:00 czyli nocka z zegarkiem w łóżku, potem odłożony do 2021-10-12, 20:00). Ciężko wysnuć jakieś miarodajne wnioski – czy mechanizmowi służą dobowe odpoczynki, czy średnio napięta sprężyna? Na razie mogę powiedzieć, że jest bardzo dobrze. Zrobię mu w miarę porządny test, czyli po prostu założę go na tydzień na rękę a w tym czasie mój Casio G będzie robił jako kieszonkowy. @zadra: ten mechanizm ma 31h rezerwy chodu; w odchyłki +/-5s/24h nie będę celował, bo takie oczekiwania w stosunku do mechanicznego zegarka znaczą dla mnie więcej tyle, co ostrzenie noża użytkowego na krawędź lustrzaną.
  16. No to jeszcze szybkie podsumowanie na temat chodu: +24h od punktu zero (2021-10-10; 12:00): +23s (noszony całą dobę - nie zdjęty na noc) +55h od punktu zero: (2021-10-11; 19:00): +46s (zdjęty z ręki 2021-10-10; 19:00, założony na rękę 2021-10-11, 17:00). Albo trafił mi się wyjątkowy egzemplarz, albo Rosjanie poprawili co nieco. Może też być jak w przysłowiu: nie chwal dnia przed zachodem słońca, a teściowej przed śmiercią.
  17. Witam, Zawsze nurtowało mnie to pytanie. W czasach, kiedy ludzie używali tylko zegarków mechanicznych zwracano uwagę na różne informacje naniesione na tarczy zegarka, a jedną z takich informacji była liczba kamieni. Laicy w wiedzy dotyczącej konstrukcji zegarków, czyli znakomita większość społeczeństwa uważali, że im więcej kamieni tym lepiej. Tak sobie myślę, że to nie do końca może być prawda. Co to jest „kamień”? To jest mineralna panewka, która wraz z czopem wału stanowi łożysko wzdłużne. Czy w zegarkach występują osie łożyskowane poprzecznie na łożyskach mineralnych (kamieniach), to nie wiem. Cel kamieniowania jest oczywisty – mniejszy współczynnik tarcia, niż modelowy stal/mosiądz (według zegarmistrzów), mniejsze zużycie/większa trwałość elementu łożyskowanego. Niech mnie ktoś poprawi, jeżeli piszę źle. O czym więc świadczy liczba kamieni? Czy większa liczba kamieni oznacza, że: 1. Mechanizm jest bardziej skomplikowany, bo ma więcej punktów łożyskowania, a więc elementów obrotowych? 2. Mechanizm niekoniecznie jest bardziej skomplikowany, bo pewne punkty łożyskowania mogą być bezkamieniowe ze względów ekonomicznych? 3. Mechanizm niekoniecznie jest bardziej skomplikowany, bo istnieją rozwiązania, w których punkty łożyskowania mogą być bezkamieniowe ze względów konstrukcyjnych – nie ma uzasadnienia technicznego ułożyskowania na kamieniu danego punktu pracy lub konstrukcyjnie występuje łożyskowanie jednopunktowe (półwał) lub kombinowane, czyli kamień plus metal/metal? 4. Mogą istnieć dwa identyczne mechanizmy tego samego producenta (o identycznej komplikacji), ale z różną ilością kamieni ze względów ekonomicznych (patrz punkt 2). Czy jakiś zegarmistrz zaspokoi moją ciekawość?
  18. To jeszcze uzupełniające info na temat dokładności chodu: Wczoraj punktualnie w południe zsynchronizowałem zegarek z wzorcem czasu. Wzorcem czasu dla mnie jest: https://time.is/pl/ Dzisiaj o 12:00 zegarek zameldował +23s. To jest dla mnie jakieś de javu, bo pamiętam jakby to było wczoraj, że taki sam wynik miałem po pierwszej dobie w posiadanym kiedyś Orange Monsterze (później zszedł na +17s). Warunki testu Amfibii: noszony cały dzień, nie zdjęty na noc. Info według papierów: дата выпустка 06.07.20, czyli zegarek przeleżał gdzieś ponad rok. Wynik według mnie rewelacyjny. Jeżeli ten trend się utrzyma, to naprawdę jest bardzo dobrze. Złe wrażenie jest takie, że jedna noc w łóżku z zegarkiem spowodowała brzydkie odkształcenie bransolety, która teraz haczy o kopertę, zatem zegarek trzeba zdejmować na noc, albo zmienić bransoletę. Poniższa fotka wyjaśni, o co mi chodzi:
  19. Zrobiłem kilka fotek. Jak mówiłem, specem w tym względzie nie jestem. Robiłem na szybko, smartfonem – lustrzanka została w domu: Solo z bliska Solo w cieniu z półdystansu: Solo w półcieniu z półdystansu: Tak fiksuje. Widać na kopercie pierwsze użytkowe paprochy: I tak też fiksuje: Z elektronicznym bratem w cieniu: Z elektronicznym bratem w słońcu. Myślę, że widać co znaczy optymistyczna wakacyjna tarcza – podoba mi się ta pofalowana zieleń:
  20. W fotografii produktowej słaby jestem, tym bardziej patrząc na klimatyczne fotki zegarków wklejane tu przez forumowiczów. Przez weekend spróbuję.
  21. Witam, Muszę mierzyć czas precyzyjnie, bo taki mam tryb życia i robotę i do tego mam sprawdzony zegarek. Czasem jednak nachodzi mnie ochota na mechanika, takiego na niedzielę, urlop, ogólnie na luźny czas, tak aby ponosić kawał żelaza na ręce i posłuchać jak cyka. Dla takiego niedzielnego zegarka mam specyficzne, być może paranoiczne dla niektórych, wymagania – ma być ciężki, solidny, ale dobrze leżący na średnim nadgarstku. Ma być unikalny, czyli taki, którego mało kto ma lub mało który odważyłby się założyć na rękę ze względu na ogólne trendy. Ostatnio miałem taką zajawkę w 2005r. bawiąc się z Seiko Orange Monster a później Samurajem. Było tanio ówcześnie u sprzedawców z Singapuru. Teraz znowu mnie naszło i znowu miało być tanio. W pierwotnym zamiarze miał być produkt chiński, a skończyło się zakupem wytworu przemysłu rosyjskiego, czyli Wostok Amfibia. Chciałbym opisać swoje pierwsze wrażenia na temat tego zegarka. Będą to moje subiektywne opinie, często pojawią się porównania do Seiko Monstera, które być może spowodują posądzenie mnie o herezję lub brak rozumu. Model. Wybrałem model z kopertą 150, polerowaną (szczotkowanej w tym wariancie kształtu nie było). Waga i geometria. Ile waży Amfibia 150 z oryginalną bransoletą? Nie potrafiłem znaleźć rzetelnego info w sieci, więc kupiłem i zważyłem: 134g. Orange Monster to około 240g jak pamiętam. Amfibia ma bardzo wypukły grzbiecik i płaskie plecki, Monster ma mniej wypukły grzbiecik, ale za to solidne plecy. Plus dla Japończyków. Domyślam się jednak, że Amfibia, jako kontynuacja trendu z lat minionych, to dążenie do maksimum użyteczności/wytrzymałości przy jak najmniejszych gabarytach i dlatego wyszło takie chude rosyjskie WR 200. Koperta Amifibi model 150 jest dla mnie rewelacyjna, gdyż jest oryginalna – nie jest to nudny roleksowy ojster, nie jest to seikowski czy doxowski żółwik, nie znajduję też analogii do innych popularnych seikowskich diverów. Odkryte uszy też są dla mnie atutem i to mocnym, rozstaw uszu 22mm takoż, bo typowy i uniwersalny. Długo myślałem nad wyborem modelu koperty (a wybór jest ogromny w Amfibiach) i mimo że wyboru mogłem dokonać tylko na podstawie zdjęć, to uważam że wybrałem bardzo dobrze. Koperta jest polerowana, co uznaję za minus, nie przeszkadza mi to jednak, gdyż od razu założyłem, że ją wyszczotkuję. Zrobię to jednak dopiero wtedy, gdy koperta załapie odpowiednią ilość szpecących rys a będzie to pewnie nieprędko, wszak to zegarek na niedzielę. Koperta jest wykonana przyzwoicie, nie ma tu uchybień tokarza/frezera, jest ogólna symetria. Wysuwane tu i ówdzie zarzuty co do braku profilu koperty na osłonę koronki są bezzasadne – kto urwie taką masywną koronę? Być może pijany rosyjski wojskowy w trakcie bójki, ale na pewno nie przypadkowe, często zdarzające się w życiu, spotkanie nadgarstka z futryną. No i jest oryginalność. Plecki zegarka są płaskie, jak nie powiem co, trudno. Grawer na pleckach jest siermiężny – trudno, ale kto ogląda plecy zegarka zbyt często? Sytuację ratuje wypukły grawer nazwy modelu Amfibia, za to konkurencję miażdży sposób mocowania pleców do koperty opracowany przez Rosjan – obrotowy pierścień dociskający plecki zablokowane w dwóch podfrezowaniach koperty na wypustach plecków – nie niszczy uszczelki, nie ma wątpliwości co do skuteczności uszczelnienia i nikt inny tak nie ma. Szacun dla inżynierów z Rosji! Bezel obrotowy tego zegarka działa, jakby nasypano tam piasku. Może się dotrze? Na pewno jednak nie u mnie, gdyż ja tego nie używam i uznaję taką konstrukcję za ozdobnik projektowy. Równie dobrze mogłoby go dla mnie tam nie być, dlatego w przyszłości planuje zakupić bezel zastępczy w formie gładkiego, zwykłego pierścienia. Wymiana jest banalnie prosta, a bezele bajecznie tanie. Szkło tego zegarka, to jest miód i smoła jednocześnie. Fajnie fiksuje załamaniami światła na tej sferycznej konstrukcji, ale będzie podatne na zarysowania bo to tworzywo sztuczne. Takie zarysowania będą jednak łatwe do wypolerowania, co zmusi jednak użytkownika do systematycznej dbałości o zegarek. Za to rozbić to szkło, to będzie wielka sztuka, nie mniejsza, niż urwanie nieosłoniętej korony. No i mamy oczywiście, ponownie już, oryginalność. Szkło jest jedynym elementem, o którego wymianie/modyfikacji możemy zapomnieć – nawet gdyby znaleźć hardleksowy czy szafirowy zamiennik, to wstawienie czegoś takiego z zachowaniem WR200 będzie raczej niemożliwe. Tarcza zegarka to jest kwestia wyboru w ramach oferowanej linii modelu lub wymiany. Ja wybrałem tarczę 348, czyli zieleń z falowanym gliszowaniem (nie wiem czy fachowo to określiłem). Tarcza jest czytelna, w luźnej wakacyjnej tonacji. Zastrzeżenia budzi za małe wyeksponowanie rosyjskości zegarka – mogłyby być większe litery nazwy modelu i miejsca produkcji, za to dobrze, że na tarczy nie ma łodzi podwodnych, nurków i innego badziewia. Jedyna z dostępnych tarcz na rynku z motywem akceptowalna przrze mnie, to jest biała tarcza z niebieską żaglówką. Może sobie kupię. Wskazówki jak to wskazówki – są takie jakie są. Godzinowa nie zachodzi na cyfrowe indeksy, co jest dobre, minutowa jest na styk z indeksami, co jest równie dobre, natomiast sekundowa jest moim zdaniem za krótka, lepiej by było, gdyby nachodziła na indeksy. Wskazówki trafiają w indeksy, czego nie było w posiadanym przeze mnie japońskim diverze. Symetria ogólna góry zegarka jest bardzo dobra. Jako antogonistycznie zły przykład podam Seiko Orange Monster – tam wszystko było zawalone, czyli szerokość bezela nieproporcjonalna do powierzchni tarczy, za duże indeksy (i w dodatku krzywo osadzone) i za duże (grube) wskazówki, które nie trafiały w indeksy. Rosjanie zrobili tu lepszą robotę. Luma w tym zegarku nie istnieje, co oznacza, że po długotrwałym naświetlaniu oddaje światło bardzo krótko. Jest to zgodne z tradycją socjalizmu, którą zegarek trzyma, gdyż jak wiadomo prawdziwy mężczyzna oczekując na wiejskim przystanku na autobus PKSu odpala popularnego tylko i wyłącznie zapałką, tą samą zapałką oświetla rozkład jazdy a następnie korzystając z resztek płomienia oświetla zegarek aby odczytać godzinę. Jak ktoś chce być nowoczesny, może zakupić tarczę z superlumą za 18 euro a naniesienie lumy na wskazówki, to już prostsza sprawa. Ogólnie idealna luma w zegarkach jest dla mnie jak Yetti – każdy słyszał, ale nikt nie widział. W Monsterze świeciło to niewiele dłużej, niż w tym rusku, a w pewnym Seiko 5, które miałem świeciło aż do godziny 2 nad ranem. Jak ktoś chce mieć pewne światło przez całą dobę, niech sobie kupi zegarek z trytem, podświetlaną tarczą lub używa telefonu komórkowego albo latarki. Bransoleta jest nie tyle kiepska, co nie powalająca wrażeniem, z wesołym kapslowatym szelestem, z ogniw zwijanych (nie pełnych). Tą bransoletę wymienię na inną, ale bez pośpiechu – bransolety są drogie, a zanim coś wybiorę, może do tej przyzwyczaję się. Pasków w tego typu zegarkach nie uznaję, ze względu na higienę i użytkowość. Zanim jednak zacznie się wieszać psy na Rosjanach za tą bransoletę, trzeba sobie powiedzieć wprost, że masywnością nie odbiega od bransolet z lat 80/90 zeszłego wieku, a już na pewno kasuje te montowane w tanich elektronikach. Nie wiadomo zatem, czy w tym zegarku Rosjanie chcieli przyoszczędzić na bransolecie, czy zachować tradycje socjalizmu. Cykanie. Lubię posłuchać pracy mechanizmu. Jak sobie czasem nakręcę starego Atlantica i położę na stole, to w nocy słyszę jego fajny bit. W Amfibi ledwo co słyszę cykanie po przyłożeniu do ucha. Podobnie jak w nurku Seiko. Masywna koperta skutecznie wycisza. Ot, taka "wada" diverów. Mechanizm. Według sprzedawcy pracuje tam mechanzim Wostok 2416. Zatem kolejny punkt dla oryginalności – mamy mechanizm in-house. Na mechanizmach się nie znam, ale w sieci wyczytałem opinie w skrócie następujące: średnio dokładny, awaryjny (złamania pewnych elementów), ale w nowych już rzekomo nie, jakiś błąd projektowy w osadzeniu wahnika napędu automatu, z drugiej strony wół roboczy. Łatwy w serwisowaniu, powszechnie znany ostatnim żyjącym mistrzom naprawy zegarków, duża dostępność części zamiennych. Z tą świadomością kupiłem ten zegarek. I pełną akceptacją tego stanu, rzecz jasna. Obserwacja pracy mechanizmu – do Amfibii można zamówić przeszklone plecki. Miałem kiedyś Seiko 5 z takimi pleckami i moje zainteresowanie wzrokową obserwacją pracy mechanizmu wygasło po dwóch minutach, więc takiego akcesorium nie będę zamawiał. Tym samym obalam zastrzeżenia niektórych ludzi, którzy twierdzą, że ten mechanizm jest niezwykle brzydki. Ja go nie będę oglądał, przynajmniej zbyt często. Posumowanie: 1.Tani zegarek mechaniczny z genialnym sprawdzonym stosunkiem jakości do ceny. Być może lepiej jest u chińczyków, ale Amfibia jest dłużej na rynku, więc pewność większa. 2. Zegarek nie dla aptekarzy pomiaru czasu, jak zresztą każdy inny zegarek mechaniczny. 3. Zegarek oryginalny w sensie produkcja i wygląd. 4. Zegarek nie dla poszukiwaczy prestiżu, raczej dla fanów marki, ekscentryków lub sentymentalistów czasów minionych (bo na przykład ojciec taki miał). 5. Zegarek ogromnie podatny na modyfikacje – w sprzedaży są bezele, tarcze, wskazówki, przeszklone plecy. Za nikłe pieniądze można sobie zrobić zegarek na miarę. 6. Jak się zgubi/zostanie ukradziony, to nie zawali budżetu domowego. Dawno tak nie byłem zadowolony z zakupów.
  22. No to jeszcze przemyślę sprawę. Generalnie zauważyłem, że Chińczycy są bardzo oryginalni disinersko w garniturowcach. Ja celuję jednak w coś cięższego i tu już trudniej o oryginalność – ojsterowskie, czyli roleksopodobne koperty mogły się podobać (przynajmniej mi) dawno temu, ale obecnie są nudne jak flaki z olejem, klony diverów Seiko też odrażają. Interesujące dla mnie są panerajopodobne, nie dlatego, że chciałbym udawać posiadacza czegoś drogiego, po prostu podoba mi się ten disign. Upatrzyłem sobie jakiegoś Luwenor w cenie 140 dolarów, ale jak zobaczyłem, że klepnęli mu na tarczy swiss made, to odpuściłem. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby namalowali mu tam jakieś chińskie krzaki. Poobserwuję, a tymczasem w polskiej dystrybucji zamówiłem sobie poczciwą rosyjską amfibię mod. 150 348. Można temu zegarkowi wiele zarzucić, ale na pewno nie brak oryginalności. Poza tym jest bajecznie tani jak na solidną kopertę WR 200 i niezwykle podatny na modyfikacje – tarcze (z porządną lumą), bezele, wskazówki, itp. - dostępne za niewielkie pieniądze zarówno na Zachodzie jak i Wschodzie. Demonem dokładności nie jest, ale w mechaniku nie o to mi chodzi, a gdyby mi się odmieniło to w ramach ewentualnych modyfikacji można pomyśleć również nad przeszczepem mechanizmu. Dziękuję za pomoc.
  23. Dziękuję za szybką odpowiedź Zerknąłem na polecaną https://www.good-stuffs.com/ i rzeczywiście oferta jest szeroka, nawet wstępnie wytypowałem sobie coś tam. Zmartwiło mnie tylko ich pojęcie oferty handlowej – oni tam piszą w dużym uproszczeniu tak, że jak się „pomylą” w cenie, to anulują zamówienie niezależnie od tego, czy zostało już zapłacone. Pieniądze oczywiście zwrócą. A to może oznaczać, że zamówię, zapłacę, a za kilkanaście/dziesiąt dni otrzymam info o anulowaniu zamówienia a za następne kilkanaście/dziesiąt dni otrzymam ewentualnie zwrot pieniędzy. Nie o to chodzi mi w zakupach. Jasną sprawą jest, że na przesyłkę z Azji trzeba czekać, byleby to czekanie było skuteczne. Czy komuś zdarzyło się anulowanie zamówienia? Na tej polecanej stronie i ogólnie w zakupach z Chin? Czy ktoś słyszał o takich sytuacjach? Piętnaście lat temu u sprzedawców z Singapuru nie było o tym mowy.
  24. Witam, Jestem nowym użytkownikiem forum, ale w cudzysłowie – miałem tu konto wiele lat temu, moja aktywność wygasła, tak samo adres e-mail, na który je rejestrowałem., założyłem więc nowe. Jestem fanem zegarków mechanicznych, ale takim sentymentalnym. W domu mam tylko dwa i są to maszyny bardzo ważne dla mnie – Kirowski, który czterdzieści lat temu dostałem od ojca jako pierwszy zegarek i Atlantic Worldamster, który jakieś piętnaście lat później wycyganiłem od niego. Oba do dzisiaj działają i, co dziwne, w czasie rzadkich testów robią przyzwoite odchyłki dobowe jak na zegarki które nie spotkały się z zegarmistrzem odkąd je mam. Są to jednak pamiątki i nigdy nie będą przedmiotami użytkowymi. Na co dzień jestem niewolnikiem dokładnego pomiaru czasu w zróżnicowanych warunkach – taka praca i tryb życia – dlatego od dawna z powodzeniem używam do tego celu pewnego modelu Casio G – zmieniam mu tylko co kilka lat baterię, pasek, który pęka oraz plastikowy grzbiecik, w którym pękają guziczki. Czasem jednak nachodzi mnie ochota na mechanika, takiego na niedzielę, urlop, ogólnie na luźny czas, tak aby ponosić kawał żelaza na ręce i posłuchać, jak cyka. Ostatnią taką zajawkę miałem gdzieś koło 2005r. Wtedy dosyć popularne były pewne modele Seiko, niedostępne ówcześnie na polskim rynku, za to dostępne w przyzwoitych pieniądzach w Australii i Azji Wschodniej. Ja nabyłem dwa modele w Singapurze. Ówcześnie dobra renomę na tym forum miał azjatycki sprzedawca z e-baya o nicku pokemonyu. Teraz znowu mnie naszło, a ponieważ wiem, że będzie to przygoda albo krótka, albo incydentalna, więc nie mam zamiaru na to wydawać większych pieniędzy. Pomyślałem zatem o rosyjskiej Amfibii lecz z wielkim zdziwieniem, in plus, stwierdziłem, że na rynek wkroczyli producenci chińscy. Część z ich oferty jest bardzo ciekawa, bo mają wzornictwo oryginalne (nie interesują mnie podróby znanych modeli lub nachalne odtwórstwo), sadzają tam sprawdzone japońskie mechanizmy lub własne całkiem dobre, czasem dorzucą szafir a wszystko w przyzwoitych pieniądzach. Przechodzę zatem do meritum: czy ktoś może polecić sprawdzone i bezpieczne źródło zakupu z dużym wyborem i przyzwoitymi cenami? Coś takiego jak pokemonyu piętnaście lat temu? Przepraszam za przydługi wstęp, ale traktuję to jako powitanie i intro do właściwego pytania.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.