Dzięki za link, kliknąłem i przeczytałem. Nasunęło mi się po tej lekturze kilka spostrzeżeń.
Zegarek wydaje się bardzo fajny. Miałem przez krótki czas wersję 40 mm i faktycznie była (za?)duża na nadgarstku. Zwłaszcza "pusta" tarcza i gruby pierścień potęgowały to wrażenie.
W nowej wersji downgrade mechanizmu z C07.811 Si na .611 korzystnie wpłynął na cenę, ale jest ciekawym - żeby nie powiedzieć dziwnym - ruchem. Przeważnie producenci podnoszą specyfikację i idą "za ciosem". Nie krytykuję, tylko stwierdzam fakt.
Druga rzecz to Powermatic 80 na tarczy. Ten mechanizm dobija do 10 lat stosowania w Tissotach. Jest praktycznie w każdym ich mechanicznym zegarku. Zaczęło mnie to już trochę męczyć ogłaszanie tego na każdej tarczy, bez względu czy to garniturowiec, czy tool watch. Rozumiem, że w Ballade w 2017 z dumą wyeksponowano ten napis, kiedy Powermatic rewolucjonizował "mniejsze zegarmistrzostwo", ale teraz, zwłaszcza gdy stosują go już niemal wszystkie inne marki Swatch Group z tego pułapu cenowego, niepotrzebnie moim zdaniem upodabnia do siebie różne modele i wersje. Przykładowo tym nowym Seastarze z napisem "Professional 600 m.... cośtam cośtam" (chyba przydałby się ENTER gdzieś w połowie linijki 😉 ), mamy jeszcze Powermatic 80 pod spodem. Każdy może mieć własne zdanie, ale mnie to już trochę znudziło i zacząłem tęsknić za skromnym "Automatic" na tarczach.
Trzecia sprawa to brak wersji z krzyżem, która była po prostu ciekawa. Czy ktoś ten krzyż lubi czy nie, było to po prostu urozmaicenie. Jest w tym rozwiązaniu taki vibe vintage, coś takiego "technicznego", jak sector dial, coś "zegarmistrzowskiego"... Paleta kolorów tarcz - fajnie, ale to już też trochę nudne. Wychodzi nowy model, to wiadomo: będzie czarny, biały, niebieski, zielony, może ice blue, może fiolet, może brąz. Takie czasy i zegarek trzeba sprzedać, jak mawiał słynny Mr Longines - były prezes tej marki, który w celu poprawienia wyników biznesowych do każdego modelu, czy to heritage, czy sport, wstawiał okienko daty. Rozumiem doskonale, ale czegoś mi tu jednak brakuje, jakiegoś pomysłu, świeżości... po prostu czegoś nowego przez duże N 😉