Dlatego zaczalem powoli usuwac moje wszystkie G z kolekcji... gwint w uretanie czy jak to zwal po prostu prazka. Do noszenia codziennnego G jest niezastapiony- uderzenia o futryne, klameczke, spotkanie z umywalka etc. Przyjemnosci z woda, owszem: prysznic, basenik, sauna , nurkowania (niezbyt glebokie). w porzadeczku.. ale po rozkreceniu zegarka (czytaj np. wymiana bateri) juz nie mozna bys pewnym tych smiesznych srubeczek wkrecanych w uretan. Z przykroscia to stwierdzam jako wczesniejszy maniak G-shocka i posiadacz ponad 20 egzemplarzy. Funkcje malo potrzebne: plywy, fazy ksiezyca, zliczanie sekundowe na wyswietlaczu (i tak g,,,no widac) itd. Reasumujac- warto miec jakiegos sprawdzonego G- na wspinaczke, bieganie, jazde rowerem czy extremalne sporty gdzie tzw. gleba nie ma dla niego znaczenia (np. snowboard) ale bez podniet z tym G, ktory paruje ( w niektorych egzemplarzach) czy tez wyglada (czytaj jedzie na marce). Nie twierdze, ze zadne nurasy zwane diverami sa super bo tak nie jest- prawda jest taka, ze sa wykonane perfekcyjnie, spelniaja super normy dla nurkow ( nie szpanerow w rozowych koszulkach w pubach) ale na rowerze z nim nie poszalejesz: zazwyczaj ciezki, mechanizm gdzie mozesz zgubic wskazowki itd. Kwintesensja: na extreme sport typy snowboard, narty, wspinaczki, rowery itp. G-SHOCK bez zbednych wodotrysko. Na nurkowania, badz pokazanie stylu zycia divera typowy diver ktory cos soba prezentuje a nie udaje. Ufff... ale sie napisalem, pewnie komus sie zaraz nie spodoba... trudno