Stylowa Wrzuć foty z przymiarki. Strzelałem, że właśnie z takim wynikiem zakończysz styczeń Ja pamiętam dwie katastrofy rowerowe. Pierwsza to przejażdżka na Ukrainie dziadka. Przyzwyczajony już do klamek zapomniałem o hamowaniu pedałami. Brama była moja. Klejnoty bolały srodze Druga to zjazd z górki, na dole był przejazd kolejowy i przejście przez nie, do tego barierki jak to na przejazdach, taki slalom. Po zewnętrznej stronie wystający betonowy krąg, tworzył półkole. Nie udało się ominąć. Odbiłem się od barierek, na kręgu wywaliło mnie w górę. Rower został a ja znalazłem się jakieś 3 czy 4 metry dalej. Pamiętam tylko moment uderzenia i jak się podnosiłem. Oklepałem się z kurzu i śmigałem dalej