Czy nadal wśród zegarmistrzów powszechny jest zwyczaj wydrapywania na zegarku swoich bazgrołów z jakimiś znaczkami i datą, kiedy mieli go w naprawie? Przyznam, że od bardzo, bardzo dawna nie oddawałem żadnego zegarka do naprawy (nie musiałem) i myślałem, że już tego nie robią. Ostatnio jednak musiałem skorzystać z usług zegarmistrza i jak odbierałem zegarek zagadnąłem, czy będzie pamiętał go jak za jakiś czas przyjdę z ewentualną reklamacją. On mi na to, że go oznaczył. Wiedziałem, że kiedyś zegarmistrzowie wydrapywali na wewnętrznej stronie dekla różne znaczki, ale nie wiedziałem, że nadal stosują takie prymitywne metody. Zegarmistrz był wprawdzie bardzo starej daty, zresztą specjalnie takiego wybrałem. Delikatnie powiedziałem mu, że zanim to zrobił powinien mi o tym powiedzieć i zapytać o zgodę, bo w końcu zegarek jest mój i nie koniecznie chcę, by coś na nim bazgrał. Prawie się na mnie obraził, jakbym zakazywał mu swojej działalności, coś mówił, że każdy tak robi, że to normalne i nie musi się nikogo pytać o zgodę, że nawet złote zegarki tak się traktuje. Owszem, wiem, że tak było, ale to było dawno. Po powrocie do domu obejrzałem sobie dokładnie dekiel, ale nic tam nie ma. Może zapomniał? A może coś wydrapał pod tarczą? Czy jak oddaje się jakiś markowy zegarek do poważnego serwisu, np. na naprawę gwarancyjną to ten serwis też stosuje takie "wydrapywanka"?