Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Grasshopper

Mechanizm A. Schild 1727

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

ostatnimi czasy odżył mój zegarkowy bakcyl i podczas przeczesywania Internetu natknąłem się w niektórych zegarkach Eposa na wymieniony w temacie mechanizm. Oprócz informacji, że jest to stary werk, nie produkowany od 1966 r., nie udało mi się znaleźć nic więcej. Czy znajdzie się ktoś chętny, by oświecić błądzącego w ciemności? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Czy chodzi ci o AS1727? Mały sekundnik, średnica 19.4, 17 kamieni, cienki: 3.45mm, 21600v/h.

http://www.ranfft.de/cgi-bin/bidfun-db.cgi?13&1zenoshop&b136&2uswk&AS_1727

 

Co do odczuć własnych to ten mechanizm jest bardzo przyzwoicie dobry. Bardzo podobny do starszego AS1200. Kamienie ma tam gdzie powinien. Dobra dokładność.

Zapewne w swoich czasach był to popularny werk o dobrych parametrach. A jeśli działa dzisiaj to jest on również dobrym/punktualnym werkiem do użytku na co dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za nakierowanie na trop. Miałem cichą nadzieję, że ten mechanizm nie jest produkowany przez ETA, ale po wnikliwszej analizie wszystko wygląda na to, że A. Schild 1727 to po prostu ETA 1727-1 :)

 

W takim razie pozostaje mi tylko zapytać, czy znajdzie się jakich użytkownik, który mógłby trochę więcej opowiedzieć na temat chodu tego cuda... :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem cichą nadzieję, że ten mechanizm nie jest produkowany przez ETA, ale po wnikliwszej analizie wszystko wygląda na to, że A. Schild 1727 to po prostu ETA 1727-1 :)

To znaczy, że co? Uważasz, że ETA to producent gorszy od AS, bo nie rozumiem Twojej nadziei?

Teraz to większość starych Ebauches jest w ETA, a caliber 1727 - 1 jest rzeczywiście produkowany na bazie starego AS 1727. Poprawiono trochę wykonanie i estetykę, a mechanizm jest solidny i dobry jakościowo.

 

W takim razie pozostaje mi tylko zapytać, czy znajdzie się jakich użytkownik, który mógłby trochę więcej opowiedzieć na temat chodu tego cuda... smile.gif

A jak konkretnie brzmi pytanie?

 

Dane ETA 1727 - 1 :

Średnica 19,40 mm

Wysokość 3,50 mm

Mała sekunda

21 000 V/h, 3 Hz

19 kamieni

Rezerwa chodu 50 godzin


Piotr Ratyński

 

   Adhibe rationem difficultatibus. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ETA 1727 nie jest kopią AS 1727 lecz po przejęciu AS przez ETĘ jego modyfikacją.


 

epos_logo.jpg.8c112fd1fff37da5649af0cec7869bc5.jpg  Jak go nie lubić!

.................................................................
"Mieć rację to niewiele, nawet stary zepsuty zegar dwa razy na dobę ma rację. - Jean Cocteau
.................................................................
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znaczy, że co? Uważasz, że ETA to producent gorszy od AS, bo nie rozumiem Twojej nadziei?

To znaczy głównie to, że miałem nadzieję, że są jeszcze jakieś mechanizmy, nazwijmy je wyjątkowymi, które nie są produkowane przez ETA i nie są też bardzo drogimi in-house'ami. Czy to nie o wyjątkowość zegarka decyduje o jego wartości?

 

Poza tym miałem nadzieję, że ze strony bardziej doświadczonych forumowiczów, a tym bardziej moderatorów, spotkam się raczej z życzliwą pomocą, niż z uszczypliwymi pytaniami.

 

A jak konkretnie brzmi pytanie?

 

Pytanie brzmi dokładnie tak samo, jak je zadałem. Parafrazując: Czy jest na forum ktoś, kto używa na codzień zegarka z takim mechanizmem i mógłby trochę więcej opowiedzieć na temat dokładności, awaryjności i ew. dostępności serwisu?

 

Dane techniczne, które podałeś zostały umieszczone na stronie podlinkowanej przez Ritter'a. Po co więc zamieszczać je po raz drugi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Nie bardzo rozumiem twoją niespełnioną nadzieją. Co prawda w stosunku do AS1727 w ETA1727-1 spowolniono nieco balans a więc i pozmieniano przełożenia

ale dodano łożyskowanie rubinowe na wałku bębna ze sprężyną naciągową co podniosło o 8h rezerwę chodu. Dzięki temu łatwo sprawdzić, którą wersję werka

posiadasz. Jak pisałem kamienie są tam gdzie powinny, koło balansu jest duże, mostki umiejscowione nienagannie a nie na "przylepkę". Dobry bezawaryjny i

dokładny zegarek na tym werku, do używania na co dzień. Nie jestem fanem zegarków szwajcarskich jak również innych nacji bowiem podział na dobrze

skonstruowane werki i te z "głupotami na dzień dobry" nie biegnie przez nacje ale przez konstrukcje. A ten jest udany. Jak jest dobrze konserwowany to nie

będzie gorszy od nowych. Noś i nie kombinuj...

 

Uzupełniając, po przeczytaniu Twojego ostatniego postu.

Nie jestem moderatorem a mój "dorobek postowy" jest raczej marny...162.

Grzebałem w AS1200, który jest o dekadę wcześniejszą konstrukcją. Grzebałem w czymś co do złudzenia mi przypomina AS1272. Nie natknąłem się na żadne

udziwnienia czy głupoty. Konserwację przeprowadza się w nim szybko, sprawnie i bez większych komplikacji. Pod tym względem jest to wdzięczny mechanizm.

Znam sporo mechanizmów, które są bardzo podobnie skonstruowane np. SST-7 2650 (opisywany na forum - różnica jest nie wielka, kierunek przykręcenia pólmostka balansu), Poljot 2609.2H jeden z FHF-ów. To powinno dać ci do myślenia. Skoro wielu producentów konstruowało podobnie werki to znaczy, że sposób konstrukcji jest sensowny, przemyślany i odporny. Masz w sumie cienki werk bo tylko ~3.5mm ale dzięki płaskiemu mostkowi kół pośrednich przykręconemu po obu stronach płyty

głównej werk ma dobrą sztywność a co za tym idzie bezawaryjność. Po drugiej stronie przełącznik naciąg nastawy skonstruowany prosto i elegancko. Duży plus

za to, że wodzik od strony beczki wchodzi w podfrezowanie w płycie głównej. Dzięki temu przy wyjmowaniu koronki ograniczono do minimum możliwość jego zeskoczenia.

Nie ma zbyt wielu kół pośrednich i jakichś udziwnień typu stop sekunda, która nikomu do niczego nie jest specjalne potrzebna. To zapewnia, że w przekładni

nie ma się specjalnie co zepsuć.

Podsumowując. Jak ktoś temu werkowi nie pomoże to on sam z siebie się raczej nie zepsuje. Dobrze przeprowadzona konserwacja raz na kilka lat i zegarek może działać kolejne 50 lat. Więc czego chcieć więcej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ritter, bardzo dziękuję za wyczerpujące informacje - takich właśnie szukałem. Moje krytyczne uwagi nie dotyczyły w żadnym, nawet najmniejszym stopniu, Twojej osoby :lol:

 

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za pomoc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Ja także tylko podejrzewałem o co chcesz zapytać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

(...)

ale dodano łożyskowanie rubinowe na wałku bębna ze sprężyną naciągową co podniosło o 8h rezerwę chodu.

(...)

 

 

Jakiś czepialski dzisiaj jestem :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znaczy głównie to, że miałem nadzieję, że są jeszcze jakieś mechanizmy, nazwijmy je wyjątkowymi, które nie są produkowane przez ETA i nie są też bardzo drogimi in-house'ami. Czy to nie o wyjątkowość zegarka decyduje o jego wartości?

W temacie piszesz "Mechanizm A. Schild 1727", a firma A. Schild jest jedną z byłych firm Ebauches SA tak jak ETA i o podobnej reputacji, wiedzę o tym bardzo łatwo odszukać w internecie, więc zdziwiło mnie to, że miałeś tu jakąś "nadzieję" na jak to mówisz "wyjątkowość zegarka".

 

Poza tym miałem nadzieję, że ze strony bardziej doświadczonych forumowiczów, a tym bardziej moderatorów, spotkam się raczej z życzliwą pomocą, niż z uszczypliwymi pytaniami.

Przepraszam.

 

Czy jest na forum ktoś, kto używa na codzień zegarka z takim mechanizmem i mógłby trochę więcej opowiedzieć na temat dokładności, awaryjności i ew. dostępności serwisu?

To jest właśnie konkretne pytanie, W sformułowaniu opowiedzieć na temat chodu trudno było mi się domyslić co to jest ten temat chodu.

 

Dane techniczne, które podałeś zostały umieszczone na stronie podlinkowanej przez Ritter'a.

Mylisz się.


Piotr Ratyński

 

   Adhibe rationem difficultatibus. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W temacie piszesz "Mechanizm A. Schild 1727", a firma A. Schild jest jedną z byłych firm Ebauches SA tak jak ETA i o podobnej reputacji, wiedzę o tym bardzo łatwo odszukać w internecie, więc zdziwiło mnie to, że miałeś tu jakąś "nadzieję" na jak to mówisz "wyjątkowość zegarka".

 

Nie wiedziałem o tym - dziękuję za informację

 

To jest właśnie konkretne pytanie, W sformułowaniu opowiedzieć na temat chodu trudno było mi się domyslić co to jest ten temat chodu.

 

Następnym razem będę formułował moje myśli bardziej zrozumiale :lol:

 

Mylisz się.

 

Masz rację. Nie doczytałem, że dane umieszczone przez Ciebie dotyczą już ETY, a nie SA. Tym razem przeprosiny z mojej strony się należą ;)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

W moim linku "naprowadzającym" jest AS1727 a dane podane przez Piotra Ratyńskiego dotyczą ETA1727-1. To podobne werki ale nie takie same. Różnicą nie jest tylko

liczba kamieni w AS1727 17szt. a w ETA1727-1 19szt.

W ETA1727 dodano łożysko rubinowe po obu stronach osi bębna. Można się spierać czy to tylko coś co podnosi liczbę kamieni, a więc atrakcyjność w oczach

kupującego, czy też zmniejsza straty na tarcie a także podnosi żywotność pierwszej mocno obciążonej osi. Tak czy owak 50h rezerwy chodu to bardzo dobry wynik.

No to żeby nie było tak słodko... Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem wartości zegarka?

Dzisiaj znowu na moim nadgarstku noszę bezkamieniową UMF42. Z powodu wieku oraz bezkamieniowości wiele tych zegarków wylądowało w koszu...

Sporo wysiłku, a także ingerencji w werk, kosztowało mnie skłonienie go nie tylko do poprawnego działania ale i uzyskanie dokładności poniżej +1min/10dni,

bez względu na długość noszenia czy sposób odkładania na noc. Dla mnie moja UMF42 jest równie cenna jak moja Omega (ją także konserwowałem - jak się nie

bałem tego robić? Nie wiem :lol:!) etc. Są one na tyle cenne, że nie mam najmniejszego zamiaru ich sprzedawać. Powiem więcej. Zupełnie mnie nie obchodzi ich

cena rynkowa. Jak również to jak jest oceniane przez innych noszenie przeze mnie np. UMF-ki... Ciekawe na ilu nadgarstkach np. w Polsce czy Niemczech gości taki

zegarek na co dzień i to na dokładnym chodzie?!

Wiem, że żyjemy w zwariowanych czasach gdzie wielu "inwestuje" w kolekcje np. zegarków z myślą o późniejszej intratnej sprzedaży. Moim skromnym zdaniem są

w błędzie. Na zegarkach mogą zarobić jedynie ci, którzy się na nich znają. Potrafią podnieść ich wartość np. uruchamiając je. Reszta poprawia sobie jedynie

samopoczucie. Pękła bańka na rynku numizmatyki, pęknie i tutaj.

Jak będziesz się "pakował" w wartościowanie rynkowe zegarków to szybko popadniesz we frustrację. Bowiem zawsze będzie droższy zegarek, którego nie masz.

Co roku pojawiają się nowe modele. Ciesz się zegarkiem, który tyka i nie zastanawiaj się nad tym w jakim stanie będzie za 10 lat. Za 10 lat będziesz już to wiedział.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak będziesz się "pakował" w wartościowanie rynkowe zegarków to szybko popadniesz we frustrację. Bowiem zawsze będzie droższy zegarek, którego nie masz.

Co roku pojawiają się nowe modele. Ciesz się zegarkiem, który tyka i nie zastanawiaj się nad tym w jakim stanie będzie za 10 lat. Za 10 lat będziesz już to wiedział.

 

Nie moge sie do konca nie zgodzic z tym twierdzeniem ale zwrocmy uwage na kilka rzeczy - zegarki sa dobra inwestycja krotkoterminowa lub bardzo bardzo dlugo terminowa (ale tu opieramy sie na szczesciu iz dany model zostanie doceniony - lecoultre DSA w momencie wypuszczenia kosztowal 120 usd - longines skin diver 135 :lol:) obecnie DSA kosztuje 20-30 tys usd a longines 3-5 tys:)

Omega na werku 321 (najbardziej popularne wypusty nie mowie o rzadkich wariantach) 3 lata temu jescze 1200 usd, na szczycie okolo rok temu - ponad 3tys usd a obecnie lekko ponad 2 .

 

Wiele rzezczy jest modnych i tak bylo z doxa po filmie sahara - ceny w gore, obecnie modne sa divery i ceny za bardzo nedzne supercompressory siegaja 500 usd co jest chore ale coz ;) kwestia rynku

banki moim zdaniem na swiatowym rynku nie mam i nie bedzie - sa czesto mikrobanki spowodowane chwilowa moda na dany zegarek ale generalnie rynek sie czysci sam - zegarkow ubywa, czesci jest coraz mniej i coraz mniej ludzi umiejacych je naprawiac - generalnie jesli chodzi o vintage to jesli chodzi o bardzo znane i ropzoznawane marki czeka nas tylko marsz w gore - choc uwarzam ceny marek rzadkich - chocby za chore :D i mysle ze kiedys pekna i dobija do normalnych podbnie jak cenyt longinesa i doxy.

 

co do werkow as - ja cenie werki jlc, skomplikowane chrono, longinesa ale tez uwielbiam elektryczne, rozne dziwolagi - jutro pokaze cos o co mnie kiedys Piotr prosil (po tym jak pomogl zidentyfikowac), czesto do pracyu smigam z werkiem AS w wersji Tradition - marka sersa - ot zegarki dla ludu ale lubie ten zegarek - sam naprawilem, zakonserwowalem etc. wiec nie to - rzeczy wyjatkowe niestety wymagaja sporego doswiadczenia alebo duzych srodkow a zwykle obu tych rzeczy, generalnie as to dobre werki i za ta cene sa super - choc wersja z alarmem uwazam za lekka porazke - mialem juz kilka - ale z koleji ja patrze przez pryzmat jlc wiec ciezko to porownac,

 

 

Ogrom marek w eubaches - generalnie ciezko powiedziec kto jest lepszy a kto gorszy - ETA to dobnre werki nawet bardzo - ich zalozeniem jest srednia polka wiec nie ma co narzekac:)

 

 

pozdr

 

Rafal


Od wielu już lat liczne wypowiedzi uczonych i fantastów obracają się wokoło pytania: ,,Czy poza Ziemią istnieje życie rozumne?''. Słysząc je mam ochotę spytać, skąd bezwzględna pewność, że na samej Ziemi istnieje to rozumne życie

 

Adam Wisniewski - Snerg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to żeby nie było tak słodko... Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem wartości zegarka?

Dla mnie wartością zegarka na pewno nie jest wartość rynkowa. Powiedziałbym, że jest to wypadkowa wyjątkowości, estetyki i snobizmu - to tak na pierwszy rzut. Pewnie po dłuższym rozmyślaniu, uzbierałoby się coś jeszcze.

 

Wiem, że żyjemy w zwariowanych czasach gdzie wielu "inwestuje" w kolekcje np. zegarków z myślą o późniejszej intratnej sprzedaży. Moim skromnym zdaniem są

w błędzie. Na zegarkach mogą zarobić jedynie ci, którzy się na nich znają. Potrafią podnieść ich wartość np. uruchamiając je. Reszta poprawia sobie jedynie

samopoczucie. Pękła bańka na rynku numizmatyki, pęknie i tutaj.

Jak będziesz się "pakował" w wartościowanie rynkowe zegarków to szybko popadniesz we frustrację. Bowiem zawsze będzie droższy zegarek, którego nie masz.

 

Jestem trochę odmiennego zdania. Dwa i pół roku temu kupiłem pewien nowy zegarek w bardzo okazyjnej cenie, którego mógłbym teraz sprzedać używanego po cenie wyższej niż cena zakupu.

 

Co roku pojawiają się nowe modele. Ciesz się zegarkiem, który tyka i nie zastanawiaj się nad tym w jakim stanie będzie za 10 lat. Za 10 lat będziesz już to wiedział.

 

Problem w tym, że ja tego zegarka nie mam. Temat założyłem, bo poważnie zastanawiałem się nad zakupem Eposa 3370 z omawianym werkiem i skaczącą sekundą. Był w bardzo dobrej cenie jak za nową sztukę - 850E. Niestety spóźniłem się o klika dni z decyzją, bo ktoś mnie ubiegł z zakupem :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Moje zdanie jest wynikową mojej dbałości by moja głowa co pewien czas była warta kolejne "ileś" razy więcej od czasu gdy skończyłem studia. Może właśnie dlatego

nie przywiązuję większej wagi do ruchu na rynku zegarków, monet etc. To wymaga czasu, a tym "towarem" staram się gospodarować rozsądnie.

500$ to nie jest aż taka kosmiczna cena jak za zegarek, który będzie służył 25 lat i dłużej. Podejrzewam, że pokolenie naszych ojców i dziadków musiało za Delbankę

albo innego Atlantica wyłożyć kilka średnich pensji... I w czasach znacznie trudniejszych od obecnych jakoś sobie radzili i kupowali owe zegarki.

Dla mnie zegarki są takim samym doświadczeniem technicznym jak każdy inny mechanizm. Warto poszerzać swoje postrzeganie rzeczywistości. I tyle.

 

"...Jestem trochę odmiennego zdania. Dwa i pół roku temu kupiłem pewien nowy zegarek w bardzo okazyjnej cenie, którego mógłbym teraz sprzedać używanego po

cenie wyższej niż cena zakupu..."

 

Nie chcę zmieniać osądu w tej sprawie jak każdej innej ale ja rozumowałbym tak... Skoro kupiłeś zegarek jako inwestycję to musisz śledzić co pewien czas

jego wartość. Nie zajmujesz się czymś innym czyli ten czas powinieneś zapisać jako stratę w inwestycji. Nie wiesz czy "za horyzontem zdarzeń" czyli w czasie bardziej

odległym nie będzie droższy czy tańszy. Czyli trudno podjąć decyzję sprzedać/wstrzymać się.

Nie możesz przewidzieć sytuacji gdy np. pewna chińska (równie dobrze inna nacja) malutka manufaktura skuszona solidnym przebiciem nie wypuści idealnych podróbek.

W czasach gdy obrabiarki CNC wykonują detale z dokładnością 10um i mniej zrobienie doskonałych podróbek nie jest problemem. Następnie "wrzuci" towar w 2...5

kontenerów 40 stopowych (~80m3 każdy) i wyśle, zanim się ktokolwiek połapie, połowę do USA a połowę do UE. To wystarczy by pogrążyć dany model. Jego cena

drastycznie spadnie jako "modelu nie pewnego". Oczywiście moim zdaniem.

Dlatego uważam, że to nie jest inwestycja tylko hazard. Ze starymi zegarkami wcale nie jest lepiej. Póki co podróbki nie są częste ale... Wystarczy obejrzeć odznaki

wojskowe z czasów wojny na jakimkolwiek pchlim targu by wiedzieć, że wiele z nich jest postarzone chemicznie a zostały lepiej lub gorzej wykonane z kawałka

zupełnie współczesnego płaskownika.

Inną perspektywę mają spece, którzy grzebią w starych zegarkach. Jeśli kupi zegarek, a wie co kupuje, w stanie "trupek" i go częściowo odtworzy to jeśli po podliczeniu

czasu pracy i materiałów, ceny wyjściowej zegarka dostanie 2...3 krotność za niego to... może się brać za następny. Czyli zabawa trwa bez końca. Tak jak obrót zegarkami.

I niedowartościowanie przy sprzedaży tak nie boli... Dlatego twierdzę, że zainwestowanie w kilka zegarków z myślą o późniejszej sprzedaży z zyskiem to zabawa i to taka

podszyta hazardem. Zarobek np.1000E/szt. porównując do miesięcznych zarobków np. dobrego inżyniera na "zachodzie" ma się nijak do nakładów i czasu na to poświęconego.

Ale oczywiści mogę się mylić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje zdanie jest wynikową mojej dbałości by moja głowa co pewien czas była warta kolejne "ileś" razy więcej od czasu gdy skończyłem studia. Może właśnie dlatego

nie przywiązuję większej wagi do ruchu na rynku zegarków, monet etc. To wymaga czasu, a tym "towarem" staram się gospodarować rozsądnie.

 

Ja uwagę przywiązuję i do głowy i do rynku dóbr, które kupuję. Niestety moje wykształcenie i praca powodują takie "odchyły" :rolleyes:

 

500$ to nie jest aż taka kosmiczna cena jak za zegarek, który będzie służył 25 lat i dłużej. Podejrzewam, że pokolenie naszych ojców i dziadków musiało za Delbankę

albo innego Atlantica wyłożyć kilka średnich pensji... I w czasach znacznie trudniejszych od obecnych jakoś sobie radzili i kupowali owe zegarki.

Dla mnie zegarki są takim samym doświadczeniem technicznym jak każdy inny mechanizm. Warto poszerzać swoje postrzeganie rzeczywistości. I tyle.

 

Racja - pewnie z zakupem zegarka jest łatwiej, niż kiedyś. Dlaczego jednak nie zwrócić uwagi na to, aby kupić model z może mało prawdopodobną, ale jednak perspektywą odsprzedaży za tą samą cenę, a może wyższą?

 

Nie chcę zmieniać osądu w tej sprawie jak każdej innej ale ja rozumowałbym tak... Skoro kupiłeś zegarek jako inwestycję to musisz śledzić co pewien czas

jego wartość. Nie zajmujesz się czymś innym czyli ten czas powinieneś zapisać jako stratę w inwestycji.

 

Nie uważam zakupu zegarka za inwestycję - kupuję po to, by używać. Nie śledzę też na bieżąco cen, co nie zmienia jednak faktu, że warto kupować sztuki, które może są niedoszacowane jeżeli chodzi o cenę i takie, które są na swój sposób wyjątkowe.

 

Jeżeli zaś chodzi o formalne podejście to obserwacja wartości inwestycji może być uznana co najwyżej za koszt. Strata, bądź zysk są pochodną przychodów i kosztów. Oczywiście pozycje te należy rozpatrywać uwzględniając wartość pieniądza w czasie.

 

Nie wiesz czy "za horyzontem zdarzeń" czyli w czasie bardziej

odległym nie będzie droższy czy tańszy. Czyli trudno podjąć decyzję sprzedać/wstrzymać się.

 

Gdyby dało się przewidzieć na dostatecznym poziomie ufności wynik chociażby niewielkiej części inwestycji na rynku, to żylibyśmy w trochę innej rzeczywistości. Poza tym rozkład prawdopodobieństw stóp zwrotu każdej z inwestycji jest coraz bardziej spłaszczony wraz z wydłużeniem horyzontu czasowego analizy - jest to prawo obejmujące nie tylko zegarki.

 

Nie możesz przewidzieć sytuacji gdy np. pewna chińska (równie dobrze inna nacja) malutka manufaktura skuszona solidnym przebiciem nie wypuści idealnych podróbek.

 

Dlatego uważam, że to nie jest inwestycja tylko hazard.

 

Tego, że akcje BP spadną o kilkadziesiąt procent w dół w niedługim okresie czasu, też nie dało się przewidzieć. Czy w takim razie obrót akcjami spółek to hazard?

 

Dlatego twierdzę, że zainwestowanie w kilka zegarków z myślą o późniejszej sprzedaży z zyskiem to zabawa i to taka

podszyta hazardem. Zarobek np.1000E/szt. porównując do miesięcznych zarobków np. dobrego inżyniera na "zachodzie" ma się nijak do nakładów i czasu na to poświęconego.

 

Zakładając, że wyszukanie ciekawej sztuki zajmuje o jeden dzień dłużej, niż gdybym szukał pierwszego lepszego podobającego mi się zegarka, to chyba wolę mieć te hipotetyczne 1000E, niż ich nie mieć :rolleyes:

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ritter

Czyli pewność, że nie stracisz masz przy nieskończonej wartości czasu. Dla mnie właśnie ta ostatnia jednostka fizyczna ma największą wartość. I właśnie dlatego dla mnie

czas nie jest kosztem tylko stratą. Nie można go odkupić, odrobić etc. biegnie tylko w jednym kierunku. Ale to oczywiście tylko moje postrzeganie świata. Właśnie dlatego

nie zastanawiam się nad rynkiem niedowartościowanych dóbr bo to tak jakbym chciał zaoszczędzić np. 1000E. A ja przecież chcę je zarobić a nie zaoszczędzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.