Czołem towarzysze, z okazji pierwszego posta na forum, pochwalę się moją reanimacją (też pierwszą) Rakiety. Służyła ona jako zegar pokładowy w ursusie c 360, a dokładniej dyndała sobie na kierunkowskazie przez ponad 20 lat. Pierwsze wrażenia były średnie, była oblepiona ziemnym nalotem, plexi dawno temu pękło a mechanizm nie dawał znaków życia. Ku mojemu zdziwieniu, mechanizm okazał się cały i w miarę czysty. Po nakręceniu sprężyny i lekkim szturchnięciu koła sekundowego werk ożył. Tarcza wyglądała jak nowa, nie było na niej ani jednej plamy. Warto dodać, że zegarek chodził z dokładnością co do minuty na dobę. Następnie rozebrałem werk do gołej śrubki, wykąpałem w benzynie i zacząłem go składać do kupy wraz z oliwieniem Kopertę czyściłem z najgrubszego błota benzyną, potem delikatnie w wodzie z ludwikiem. Następnie przejechałem ją ściereczkami cape cod i wstawiłem nowe plexi. A tutaj widoczne wgniecenia od bicia w kolumnę kierowniczą Będę wdzięczny za wszelkie komentarze i wskazówki