Właśnie wróciłem z filmu „Dom dobry” W. Smarzowskiego. Cytując S. Żeromskiego, ten film to rozdrapywanie ran polskich, żeby nie zabliźniły się błoną podłości. W. Smarzowski znowu zadaje cios siekierą w głowę, ale ten film to w mojej opinii przede wszystkim krzyk wszystkich ofiar przemocy domowej. To także akt oskarżenia wobec systemu, który ciągle jeszcze nie udziela ofiarom przemocy należytego wsparcia. To zwierciadło, w którym można się przejrzeć zadając sobie pytanie, jak sam reaguję czy zareagowałbym na przemoc w moim najbliższym otoczeniu? I myślę sobie, że czasami właśnie z perspektywy fotela kinowego warto przyjrzeć się temu, na widok czego tak często odwracamy wzrok. I dobrze, że w takich momentach ten filmowy, wydawałoby się bezpieczny fotel, uwiera…