-
Liczba zawartości
173 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
317 Entuzjasta zegarmistrzostwaO Darth_Gem
- Urodziny 7 Czerwca
Informacje o profilu
-
Płeć
Mężczyzna
-
Lokalizacja
Haarlem, Łódź
-
Hobby
SF, góry, zegarki, gry.
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
-
Alez ja nie neguję faktu, ze po tej bandzie majfrendy pojechali i to grubo. Tyle, ze tego właśnie należało sie spodziewać, na 99%. Nabywca nie wykazał się niestety ostrożnością, i nie mógł (nie chciał?) zweryfikować rzetelności wykonawcy/dostawcy osobiście. Rozumiem, ze "mały żuczek" nie jest Applem ani Volkswagenem i nie może sobie pozwolić na to co duże firmy, ale właśnie DLATEGO powinien być podziesiętnie bardziej ostrożny, ale cóż. Powtarzam, czym innym jest strata na badziewnym zegarku za paręset zlotych, niż poważne biznesowe zakupy. W tych kwestiach niestety, ale weryfikacja dostawcy to absolute must. Ale zdaje się, że odbiegamy od tematu wątku.
-
No ale przecież w tym wypadku koleś az sam sie prosił. Gheesus, kto przy zdrowych zmyslach kupuje jakies powazne komponenty do biznesu z Chin? Miejmy miare, mocium panie! Zegarek, nawet za 2000 euro z Chin nie przyniesie az takich strat jak wybrakowane części do czegokolwiek sprowadzane na masową skalę. Koleś sie przejechał na swojej własnej chciwości, na dokładnie tym, co sprowadza Europę w dół. Chciał kupić tanie części i sprzedać produkty jak towar premium. No sorry, but not sorry. I, jeśli jeszcze ktoś zapyta dlaczego jedyną moją reakcja na chińskie samochody elektyczne jest "apage satanas", to "zakurwie z laczka i poprawię z kopyta" (to cytat, btw).
-
Na koniec tej mini serii zostawiłem sobie zegarek, który jest moim najulubieńszym od jakichś 3 miesięcy. Noszę go najczęściej i jestem mega zadowolony. Miałem jakieś mega szczęście upolować go na AliExpress podczas listopadowej "wyprzedaży", i nie dość, że ta wersja sie w ogóle pojawiła, to jeszcze byla z niższą ceną. To chyba był najszybszy mój zakup na Ali ever, bo po pierwsze na innych stronach wersja "black" jest permanentnie niedostępna, to jeszcze ceny tego modelu oscylują w okolicach 680 - 750 Euro. Lekko chore. Mój byl o.... połowę tańszy (o dziwo mialem jakies obniżki extra od samego AliExpress). Już wcześniej posiadałem wersję z białą tarczą, ale ona absolutnie nie oddaje uroku tego zegarka i nie ma tej charakterystycznej, dodatkowej obramowki na bezelu. (to znaczy ma, ale w kolorze stalowym). Wersje niebieka i czarna mają obramowanie w kolorze tarczy. Dodatkowo, zegarek ma raptem 10 mm grubości, pasuje do każdego stroju (poza obiadem u królowej) , jest mega wygodny, i ma znośną bransoletę. Oczywiście części wypolerowane łapią każde zarysowanie, ale nie wadzi mi to, po prostu tak już jest. Koronka chodzi wręcz mega lekko. Luma jest "nienachalna", jeśli tak sie mogę wyrazić. Działa. Dużym plusem jest fakt, ze bransoleta dobrze sie poddaje ksztaltowi nadgarstka, nie ma wymuszonego "zaokroglenia", jak w niektórych innych zegarkach ze zintegrowaną bransoletą. Generalnie jest to jeden z niewielu zegarków, z którego noszenia mam ogromną przyjemność i cieszę sie, że udało mi sie go zakupić. Zaden "grail", ale bardzo fajny everyday watch, w cenie w jakiej żaden microbrand lub uznana firma nie sprzedawałaby swoich wersji. Naprawdę tutaj SeaGullowi wyszedł fantastyczny produkt
-
To znów będzie dłuższa wypowiedź, a późno już jest i piffo robi swoje. 🤪 Anyway wg mojej wiedzy "zuan" to po prostu kamień - czyli to co w naszej, europejskiej nomenklaturze nazywa sie "jewel". O ile pamiętam, to najpierwsza chińską manufakturą zegarkową byla fabryka Tianijin Watch Factor, zalozona w 1955. W 1992 "rzund" chiński przemianował ja na Tjanjin Sea Gull Corporation i potem jakoś poszlo. Bejijng Watch Factory zostala założona w 1958. Shanghai udaje, ze tez zostali zalozeni w 1955, ale to pewnie ściema. Niemniej jednak, są jedną ze starszych marek i jedną z tych trzech ktore obserwuję na codzień. To tyle w kwestii chinskego "heritage". 🤪
-
Szczerze mówiąc, są to dwa aspekty. Po pierwsze, widzę/czuję, ze Chińczycy gonią Europę w kwestii jakości zegarmistrzowskiej, i nie żądają za to walizki pieniędzy. Skupiam sie jednak na ( w moim mniemaniu) na produktach firm, które starają się "trochę bardziej" i próbują jakiś wlasny design zaproponować. Cokolwiek by to nie było. Omijam szerokim łukiem wszelkie Pagani Design, Ixdao , Addiesdive i tym podobne firmy produkujące zwykle, bezczelne klony zachodnich zegarków. Próbuję w tym chaosie znaleźć odrobinę oryginalności, a przy tym nie nadwyrężać domowego budżetu. Drugą kwestią jest to, ze zwyczajnie fascynuje mnie Azja i jej historia oraz kultura (znacznie starsza niz nasza), więc poszukuję tez takich zegarków, które sie do tego odnoszą.... jakoś. Mam kilka, na których nie ma cienia alfabetu łacińskiego ani cyfr arabskich, wyłącznie chińskie znaczki. Odróżnia to dany model od wszystkiego innego co Europa proponuje. Przeczytalem ileś tam ksiazek o historii Chin, Japonii, Azji w ogóle, mam kilkoro znajomych Chinek (z pracy - bez dziwnych konotacji proszę ) I UWIELBIAM azjatycką kuchnię. Sam tez gotuję, i nieudolnie próbuję uzyskać poziom "babci azjatki", ale to raczej beznadziejne próby. Gdybym tylko wiedział JAKA jest Azja zanim wybylem do NL, to chyba zmieniłbym kierunek emigracji, ale cóż, miłość jest ślepa (i głupia) 🤪😜. Trzecim powodem dla którego kupuje takie a nie inne zegarki, jest zwyczajna bezczelność producentow ze Szwajcarii, Niemiec i UK. Nawet nie to, ze nie chcę płacić za logo. Ale to co oni wyprawiają, jak strasznie sciemniaja i jak traktują potencjalnych klientów (Rolex) wola o pomstę, wiec po prostu, olewam moczem cieplym całe to "heritage", bo ono bylo dobre 50 lat temu, teraz, to nic innego jak słupki w excelu financial controllers i oczekiwań shareholdersow. W d*pie to mam. Nienawidzę calej tej finasowej otoczki, gdybym byl jak Bruce Almighty, to skasowalbym jakikolwiek giełdy, obstawianie, gry na spadki/ wzrosty i inne takie. To zwykły hazard i szulernia. Dla mnie jest to szarganie ludzkiej pracy, wysiłku i starań. Nie jestem żadnym socjalistą, ale to co sie wyprawia ostatnio, to jak bardzo wielki, scentralizowany kapitał wpływa na losy miliardów ludzi, jest absurdem i skończy sie niestety kolejna rewolucją francuską, tyle, że globalną, i tym razem wygraja Chiny. Bo te zachlanne palanty z korporacji nie umieją dostrzec, ze wkurwili zbyt wielką populację. I sami dali im ten przyslowiowy "sznurek" w postaci "social media". Ale to tylko dygresja. Mam tez kilka szwajcarskich zegarków. Oris, Vulcain, Certina. Zadne tam "wielkie-mi-co". I okazuje się, ze ich jakość nie odbiega od tego co mogą obecnie zaoferować chińscy producenci (I mean the serious ones) , wiec po co przepłacać? Na koniec dodam swoj głos to argumentu, ze ten moj Farasute nie ma NIC wspólnego z Cartier tank, to są totalnie dwie różne sprawy, nie wiem gdzie trzeba mieć oczy,zeby nie widzieć różnic.
-
A teraz trochę curiosum, bo wybrałem chyba najbardziej dziwną wersję nowego Dongfenga, i to tylko dlatego, ze miał promocję na oficjalnej stronie SeaGull. Trudno mi zrozumieć do czego jest ten zegarek, ani diver, ani military, ani nic innego. 100 m WR, matowa stal, dziwaczna tarcza, po prostu "chinski freak". Nie noszę go za często, zastanawiam się do czego go właściwie użyć, ale cóż, kupiłem. Oczywiście są inne, droższe wersje, już z wyraźną dedykacją, ale ceny (lub kolor) jakos mnie odstraszały. Na duży plus: luma. Aż bije po oczach!
-
Nie mogę się za bardzo na temat paska wypowiedzieć, bo mam go dosłownie tydzień, wiec, nic mu sie jeszcze nie zadzialo. Faktem jest, ze "góra" ma taki lekko "gumowaty" feel część spodnia jest zdecydowanie skórzana. W kwestii ceny: nie zapłaciłem 350 Euro, to by było zbyt dużo, wyszlo mi 257 Euro z dostawą. A co do "homarowania" to chyba te dwa poniżej, skombinowane, byłyby bardzo na miejscu, jeden z powodu koperty, drugi z powodu tarczy. Zaś co do tej czarnej części na tyle mechanizmu, to może być i plastik ale tez i jakis metal Bez rozkręcania, nie umiem stwierdzić.
-
Kolejny z nabytków, którego też leciutko żałuję, ale tylko i wyłącznie z powodu, ze bylem zbyt zachowawczy, i wybrałem mnije rzucający sie w oczy kolor. Po założeniu zegarka, stwierdzam, ze definitywnie powinienem kupić wersję z "szampańską" tarczą, bo wyglądałby jeszcze bardziej elegancko. Oczywiście to tylko osobista preferencja. Zegarek sam w sobie jest naprawdę fajny i nie moge dociec , jaki inny on kopiuje, i chyba też z tego powodu uznałem, że mogę go nosić, bo oryginał pewnie ginie w pomrokach historii..😜 Niemniej jednak, jest to zdecydowanie "coś innego" w natłoku innych "homarów"
-
Ooo, tego nie wiedziałem! Fyita nigdy mnie specjalnie nie interesowała, żaden z ich modeli nie byl wystarczająco ciekawy, a gdy byl, to ceny byly niezjadliwe. Co do Agelocera, to mam tez Codex i jest ok, wcale nie ma ciężkiego naciągu, ale ten chyba nie ma 80 h rezerwy. W sieci zas cała dyskusja toczyła sie glownie o precyzji "moon-phase", bo Agelocer twierdzi, że mają 29,5 dnia. Wczoraj u mnie byla pełnia i .. wygląda na to, ze trafili
-
Kolejny nabytek, niestety lekki rozczar, bo efekt dla którego w ogóle nabylem ten zegarek, niestety nie dziala, lub dziala na minimum level. Mam tu na myśli lumę zastosowaną na księżycu. Nie ma nic wspólnego z tym co oferowały filmiki albo promocyjne rendery. Zegarek ponadto ma strasznie ciężko obracająca sie koronkę, doslownie czuję jak mi za każdym razem przybywa nosorożcowej skóry na palcach, kiedy próbuję go nakręcić. No ale te 80 h rezerwy muszą sie gdzieś zmieścić, wiec pewnie sprężyna w tym modelu, jest nie dość że długa to jeszcze z jakiegoś bardzo dziwnego stopu metali. Koniec końców, z chęcią sie go pozbędę, nawet go jeszcze nie nosiłem.
-
Nowe nabytki szwajcarskie i niemieckie
Darth_Gem odpowiedział wocio19 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Guten abend 😃 Nie wiem, czy można mój zakup uznać za "nowy", bo o "nowości" w tym wypadku mówić nie można, lecz dla mnie to po prostu wartość sentymentalna. Otóż udało mi sie nabyć czasomierz, jakiego mój ŚP Tata używał, kiedy byłem gówniarzem i mialem zero pojecia o zegarkach. Nie mniej jednak zapamietalem ten charakterystyczny kształt koperty i dziwne wskazówki. Po 40 latach dowiedziałem się, jak to z marką "Glashutte Original" bylo w czasach komunizmu i.... zapragnąłem wejść w posiadanie takiego zegarka. Co się stało z modelem, który miał Tata, nikt nie wie, zapewne sprzedał (ale mam zero pojecia kiedy i jak), bo potem z dumą nosił podróbkę Varechona Patrimony. I dopiero ja sam uświadomiłem go, ze to podróba, bo nigdy nie widziałem Patrimony w wersji quartz. Nie wiem też skad Tata miał ten Glashutte, ale chyba w latach 70tych, to był bardzo popularny model, szczególnie na Śląsku, choć ani ja ani nikt z mojej rodziny nikogo w tym regionie nie ma i nie miał. Dodalem mu pasek w wersji "Harris Tweed" (mam słabość do tego stylu) i... cóż, pewnie pierwszy i ostatni vintage watch w mojej kolekcji... -
Ni hao, my friends 🤪 Trochę mnie nie było, taki klimat, ale to nie oznacza, ze zapomniałem o zegarkach 😜 Na dzin dybry, taki mocno "komunistyczny", wręcz jedyny właściwy dla sekretarza lokalnej komórki partyjnej, gdzies w Pcimiu czy w Yichang. Zegar jest wielgachny, 43 mm, ale tez pewnie taki miał być, wskazywać nie tylko czas, ale i pozycję właściciela (choć oczywiście pozycję mocno wątpliwą, szczególnie gdy wiemy już jak to się skończyło), i zapewne to coś na zasadzie przedłużenia....wiadomo czego🤪, w realiach lat 70. W każdym bądź razie, jest to na tyle bezczelna propozycja, ze bez wahania nabylem i od czasu do czasu mam frajdę z zakladania go do pracy. Choć oczywiście ani garniaka ani krawacika z tamtych lat nie posiadam, bo wtedy zajmowalo mnie głównie uganianie sie za jedyna dostępną na osiedlu futbolówka, którą jakis "uprzywilejowany" kolega posiadał. Anyway, here it goes Beijing Watch Factory BG5810502 Dostepna jest też wersja z błękitną tarczą, ale tamta nie ma czerwonych akcentów oraz wskazówka sekundy jest też cała biała. Boooring!🤪
-
Ale ja tylko o bransolecie mówiłem.... Oczywiście, ze CHW jest o niebo lepszy niz jakikolwiek chińczyk, ale czasami chińczycy dostarczają ciekawsze designy za dużo, dużo mniejsze pieniądze. I, dlatego często kupuję ich zegarki, bo dlaczemu mam przepłacać? Ok, większość chińskich produktów to ściema, ale sa marki, które sie starają, że wymienię SeaGull, Shanghai i Beijing. Ale nawet one czasem idą totalnie po bandzie z cenami, wiec zlewam, bo skoro za chińczyka mam płacić 500 euro wzwyż, to zdecydowanie wolę europejskie marki. Jestem dość świadomym nabywcą (a przynajmniej mam taką nadzieję) i staram sie kupować produkty, które mają jakąś "wartość dodaną", cokolwiek by to nie było w danym momencie. Na przykład wbrew sobie kupiłem Ciga Design Hunter - mimo, ze raczej nie będę go nosić, ale mieć coś w rodzaju Richarda Mille za ułamek ceny, noooo... to już coś. Po prostu, jak to mawia moja córka " just for shits and giggles" 😜 Nie napinam sie specjalnie z tymi zegarkami, ale zwyczajnie, Chińczykom zdarza się stworzyć zegarek z ciekawym designem, taki, za który Europa wola dziesiątki tysięcy, a oni setki dolarów. Wybór wtedy jest dość prosty. A ze bransolety mnie nie ruszają, to już zupełnie inna, osobista preferencja.
-
Niestety nie mam ani jednego San Martina ani Agelocera. Jakoś mi nie leżą, a San Martin to juz wyjątkowo. Także nie miałem okazji zapoznać sie z ich bransoletami. Być może jest, jak mowisz, nie neguję. Ja mam niestety awersję do kilogramów na nadgarstku, więc jeśli już musi być, to niech będzie lekka i "śprytna" - czyli wygodna i dostosowywalna. Christopher Ward w Twelelve zrobił coś, co mi nie wadzi.
-
A ja sobie jeszcze sprawiłem taki: Beijing BG581592. Są dwie wersje- z białą i z błękitną tarczą i... wybrałem białą z racji dodatkowych czerwonych akcentów i sekundnika. Wrażenia lekko z lat 70-tych. Model jest wysyłany na bransie + pasek, więc branse natychmiast zdjąłem, bo niestety ale nie udało sie jeszcze w tym kraju wykonać żadnej nawet minimalnie użytecznej. Zresztą, ja i tak nie znoszę bransolet w żadnych zegarkach.
