Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Ruger

Użytkownik
  • Content Count

    144
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

4 Początkujący

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Ja mam tylko moją AT, wcześniej miałem brajtka, sprzedałem po zakupie omegi Jestem jednozegarkowcem.
  2. W zasadzie sporo tego co zostało tutaj napisane jest dla mnie pomocne w wyrobieniu sobie nieco zdrowszego podejścia do gadżetów (bo to że tym razem jest to akurat zegarek to w zasadzie bez znaczenia, równie dobrze mógłby to być "wypasiony" obiektyw lub cokolwiek innego). I dziękuję za to. Tym co trochę dodatkowo nakręca u mnie problem jest pewne... personifikowanie tych przedmiotów. Gdy kupuję np zegarek myślę sobie o nim mniej więcej tak że to będzie teraz mój "przyjaciel" że zobaczymy razem kawałek świata, ze przeżyjemy wspólnie różne przygody itp. No i że zostanie ze mną na zawsze, absolutnie nie myślę o tym że kiedyś go sprzedam. Pewnie produkcje filmowe mają tutaj pewien wkład na takie nieco infantylne i naiwne wyobrażenie na temat , jak to ktoś wyżej słusznie zauważył "kawałka stali". Zegarek na ręce agenta 007, czy innego Indiany Jonesa... Co do terapi to owszem, miałem styczność, po (prawie jednoczesnej) śmierci obojga rodziców całkiem długo musiałem na nią chodzić żeby się trochę pozbierać do kupy. I o powyższym problemie również wtedy wspomniałem przy okazji, ale w tym temacie pomocy nie znalazłem.
  3. To jest słuszna rada. Żyję na tym świecie 42 lata i możesz mi wierzyć że już od dawna wiem że nie powinienem ich kupować, znam swoje mechanizmy. Niestety zwyczajnie nie potrafię wcielić tego w życie, to jest coś co mógłbym przyrównać u siebie do mentalności dziecka. Czasem po prostu zobaczę coś na co z miejsca zaczynam chorować, wtedy pragnienie posiadania tej rzeczy zaczyna mi wyłączać rozsądne myślenie. Najpierw zaczynam całymi tygodniami czytać o tej rzeczy, zapalając się co raz bardziej (to jest tak na prawdę ten jedyny moment który jest autentycznie przyjemny, gdy czekam na zakup i wiem już że on nastąpi). Gdy w końcu wchodzę w posiadanie przyjemność się szybko kończy a zaczyna to co opisałem w pierwszym poście. Odnosząc się jeszcze do tego co pisali inni, gdy kupuję na pewno nie myślę o odsprzedaży i potencjalnej przyszłej stracie materialnej.
  4. No nie przesadzajmy, kolejnej omegi raczej "ot tak" bym sobie nie kupił
  5. Zabiłeś w sensie ? Rozwaliłeś ?
  6. Warto , każdy kto mnie zna to powie że po mnie warto kupić każdą używaną rzecz, samochód itp. Bo wszystko co sprzedaje jest jak z fabryki nawet jeśli "używałem" to 10 lat. Poza obsesyjną dbałością dochodzi tez unikanie owego używania, zegarek noszę w praktyce bardzo rzadko bo się zwyczajnie "boję" i nie chce przechodzić gehenny oglądania go (w poszukiwaniu wyimaginowanych uszkodzeń) po powrocie do domu.
  7. Był już tutaj temat "zegarkowe fobie" ale mój problem to trochę inna bajka, więc zakładam własny post. Na żywo bym tego nie opowiedział ale tutaj jestem "niby" anonimem. Mam ciężkie schizy z moim zegarkiem. Generalnie od wielu lat mam podobne schizy z wszelkimi "gadżetami" to znaczy z przedmiotami które posiadam a które w mojej ocenie są wysokiej klasy (z bardziej przeciętnymi nie ma problemu), objawia się to tak obsesyjną dbałością i strachem o te rzeczy że nierzadko w końcu zmusza mnie to do ich sprzedaży (przechodziłem wiele razy) bo nie jestem w stanie poradzić sobie z nerwami jakie temu towarzyszą. Miałem już tak z samochodami, rozmaitym sprzętem, fotograficznym, astronomicznym , czy właśnie zegarkami. Niespełna rok temu kupiłem nową omegę AT, moje wielkie marzenie. Byłem idiotą licząc że fiksacja się nie pojawi. Gdy idę ulicą obsesyjnie boję się że gdzieś nim zahaczę (zaś po powrocie do domu pojawia się myśl "a może zahaczyłem tylko nie zauważyłem?"). Gdy zegarek jest w rotomacie obsesyjnie boję się że źle go w nim umieściłem i ociera o jego ściankę, skutkuje to wstawaniem do niego nawet nocą. Chociaż problemy takie , jak wspomniałem miałem wielokrotnie, to chyba żaden przedmiot jeszcze do tego stopnia nie zdominował mojego życia jak ta omega. Praktycznie moja pierwszą myślą po przebudzeniu jest zwykle "czy wszystko w porządku z zegarkiem". W sumie właśnie rotowanie jest chyba dla mnie teraz największym problemem, boję się gmerać przy koronce więc staram się unikać zatrzymania werka, dlatego rotuję. Nie rotuje jedynie zimą bo nie noszę zegarka przy długim rękawie (nie musze chyba pisać dlaczego) więc wtedy nie widzę potrzeby utrzymywania mechanizmu w ruchu. Pewnie skończy się na sprzedaży bo za kilka miesięcy uznam że nie mam już siły na tę męczarnię. Potem będzie jak zawsze mega żałoba i poczucie klęski, bo musiałem się pozbyć czegoś co było dla mnie tak ważne. Dodam że wszystkie przedmioty z którymi przechodziłem przez taką drogę i które ostatecznie sprzedawałem trafiały do nowego właściciela w stanie jak z fabryki, nieskazitelnym, nigdy niczego nie uszkodziłem, ale uświadamiałem sobie to zawsze dopiero wtedy gdy przestawały być moje... W sumie nie wiem po co to napisałem, to raczej materiał na psychologa a nie post na forum, wątpię też aby ktoś z Was coś takiego przechodził, większa część populacji nie ma tak nasrane w głowie.
  8. Sens ma taki aby w okresie gdy noszę zegarek (czyli przez większość roku, ale z niewielką częstotliwością 2-3x na tydzień) nie korygować za każdym razem czasu, a jak wspomniałem koronka na gwincie jest dla mnie nieco problematyczna (tutaj problem jest trochę po mojej stronie). Dlatego rotomat uznałem za dobre dla mnie rozwiązanie ale... pod warunkiem że jest to dobre dla werka (stąd mój temat).
  9. Wiem że podobne tematy były poruszane ale... poczytałem już sporo wątków i ostatecznej odpowiedzi nie zdołałem z nich wynieść dlatego zaczynam ten wątek. Posiadam omegę aqua terrę z werkiem 8900. Zegarek wkładam około 3 razy w tygodniu i to raczej na kilka godzin dziennie. Nie mam ochoty gmerać przy koronce (która jest na gwincie) co kilka dni, może to śmieszne ale trochę mnie to zawsze stresuje że dokręce za mocno i zerwę gwint. Na podstawie przeczytanych, licznych dość sprzecznych opinii zdecydowałem o przyjęciu takiej strategii - Rotomatu używam prawie cały czas ale programuję go na najmniejszą ilośc obrotów 650/na dobę (co wystarcza by zegarek się stanął), w tym układzie rotomat włącza się na 5 minut co dwie godziny. Nie jest to więc rotowanie zbyt intensywne i utrzymujące max napiętą sprężynę. Zimą natomiast ponieważ nie nosze raczej zegarków, wyłączam rotomat i pozwalam na 2-3 miesiące mechanizmowi odpocząć, jedynie co dwa tygodnie wykonuje wtedy kilka ruchów zegarkiem by go na chwilę rozruszać. Proszę o opinię czy takie postępowanie jest ok dla mechanizmu.
  10. Takie tam.... nieco "bondowskie" klimaty czyli moje eksperymenty z przesłoną.
  11. Dzięki za odpowiedzi, wedle moich obserwacji przy 650 obrotach mój mechanizm raczej się nie zatrzyma.
  12. Aby rzadziej korygować czas ustawiaj go na 2 min opóźnienia które potem sam wyrówna. Skorygujesz ponownie gdy np będzie się juz 2 min spieszył. Czyli w takiej opcji będziesz korygował co ok 8 tygodni.
  13. Witam, posiadam rotomat z możliwością programowania liczby obrotów oraz kierunków. Uzywam go do Omegi Aqua Terry z mechanizmem cal.8900 który nakręca się w obydwu kierunkach. Na ten moment mam zaprogramowany rotomat na najmiejszą ilość obrotów czyli 650 obrotów na dobę w trybie mieszanym (prawo i lewo). Oznacza to że rotomat kręci się w prawo 5 minut następnie przerywa pracę na nieco ponad 2h by następnie przez 5 minut kręcić w lewo i tak dalej... Sprawdziłem że taka liczba obrotów (najmniejsza jaką można zaprogramować) gwarantuje że zegarek nie stanie. Rotomat zakupiłem gdyż noszę zegarek ok 3x w tygodniu co nie gwarantuje utrzymania chodu. W przypadku zegarka z koronką na gwincie ciągłe ustawianie czasu i daty jest trochę niekomfortowe. W okresach gdy np. nie noszę zegarka przez kilka tygodni (wyjazd itp.) nie utrzymuje go w rotomacie tylko pozwalam "usnąć". Moje pytanie, czy taka konfiguracja rotomatu jest właściwa ? Czy tryb mieszany 5min w prawo i 5min w lewo jest lepszy niż np. kręcenie tylko w jedym kierunku ?
  14. Jako posiadacz Omegi Aqua Terry mogę stwierdzić że ów Sea Gull znacznie bardziej ją zewnętrznie przypomina od wspomnianych również w tym wątku Orienta i Lorusa (wskazówki, kształt koperty). Nigdy natomiast nie zrozumiem chinoli. Byłem u nich. Widziałem podróbkę byka z Wall Street na głównej ulicy Szanghaju, setki samochodów do złudzenia przypominających europejskie i japońskie modele, jednak o dziwacznych miejscowych nazwach. Przykłady tego typowo chińskiego podejścia mógłbym mnożyć długo. Nie znam innej nacji która do tego stopnia wynosiłaby pragmatyzm nad elementarną przyzwoitość czy minimum ambicji. Jeśli przypadkowo czyta to jakiś nasz forumowy kolega o chińskich korzeniach, stwierdzam co następuje : CHINOLE, DZIADY Z WAS, ZAŚ TEMPO PRZYROSTU WASZEGO PKB MAM GŁĘBOKO W D.... ! P.S. Poniżej moja AT
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.