Nigdzie nie znalazłem a myślę że wspomnieć warto. Ten (dwu)tlenek ceru to paskudztwo jest, co strasznie pyli i wszędzie pełno tego chce być. Trzeba to wziąć pod uwagę bo się w wodzie nie rozpuszcza i nie tak łatwo jest się pozbyć jak się komuś po stole dookoła napaprze - a napaprze się. Edyta - Myjecie dokładnie cały zegar łącznie z uszczelkami przycisków po polerce czy tylko z zewnątrz ? Pytam, bo wydaje mi się że ten proszek może działać jak kalafonia - nie pozaciera przycisków ? Edyta2: Zachęcony wynikami polerskich prac doświadczonych forumowiczów, postanowiłem i ja zmierzyć się z nierównościami szkiełka w zegarku. W moim przypadku były to "dziurki" (wżery), wyraźnie wyczuwalne pod palcem, powstałe jakby w wyniku prac (poprzedniego właściciela) szlifierką kątową (domysły) : Wziąłem więc papier ścierny, wodny, o gradacjach od 1000 do 2500 i się zaczęło... Jako podkład pod papier, dla wyrównania podłoża poszła szklana podstawka: Tak jak koledzy wcześniej wspominali, trzeba pamiętać aby papier mokry był i często go spłukiwać pod bieżącą wodą. Szlifowałem na tym etapie ręcznie. Zgodnie z opisem udało i się uzyskać matową powierzchnię szkiełka, jednak nie do końca pozbawioną rys - być może było to spowodowane "konstrukcją" ściernego - niestety - przejęty misją nie zrobiłem zdjęć na tym etapie Kolejne zadanie to właściwa część polerowania. Posłużyła mi do tego wiertarka stołowa, zainstalowana w garażu sąsiada : plus filc polerski średnicy zegarka oraz (dwu)tlenek ceru. Proces polerowania trwał dość długo. Wiertarka przełączona na niskie obroty, częste moczenie filcu i dokładanie papki z tlenku i wody. Tutaj też zdjęć niestety nie robiłem. No nie powiem ale z dobre 40 minut koperta w rękach i czasem lekko, czasem mocniej dociskając obracałem szkło przeciwnie do obrotów wiertarki. Co jakiś czas przed dołożeniem kolejnej porcji pasty przecierałem szkło aby sprawdzić efekty polerowania. No mega. Z każdym "podglądem" było coraz lepiej. Mat znikał. Pojawiało się odbicie jak w lusterku. Kolejna odsłona, przetarcie szkła i nagle : zonk (zdjęcie oczywiście zrobione już w domu) Kurcze. O co chodzi? Szło ku dobremu i takie coś... Pod filc (albo na szkiełko) musiał dostać się jakiś twardy paproch... Ręce mi opadły i odpuściłem dalsze polerowanie. Może kiedyś wróci wena i dokończę dzieło. Na dzień dzisiejszy troszkę mi się odechciało Do tego pojawiły się na szkiełku straszne refleksy (no i na tym zdjęciu doskonale też widać nowe dziary na nowym szkiełku : a było już tak blisko... Mimo wszystko nie chcę nikogo zniechęcać i sam też pewnie podejmę kolejną próbę i testowany model podejdzie znowu pod wiertarkę z filcem