Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...
Sign in to follow this  
Madison75

Zegarek damski Caravelle Bulova

Recommended Posts

Cena zakupu dość niska. Takie zegareczki nie są teraz popularne, więc pewnie dałoby się i taniej, skoro jest do serwisu, który i tak przewyższy koszty zakupu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

  • Similar Content

    • By chris97
      Dobry wieczór.
      Zakupiłem zegarek Bulova 97A137 i w instrukcji obsługi jest napisane, że jeśli zegarek ma wodoodpornośc 100 metrów lub większą ma zakręcaną koronkę którą trzeba odkręcić przed nastawieniem.
      W związku z tym zacząłem nią kręcić. zrobiłem kilka obrotów zanim zorientowałem się, że to nie działa i koronkę wystarczyło po prostu wyciągnąć. Wyciągnąłem, nastawiłem zegarek. Teraz mam zmartwienie czy aby na pewno nie uszkodziłem zegarka? Zegarek po wyciągnięciu koronki daje się nastawiać i ogólnie chodzi, ale czy takie kręcenie zakręconą koronką mogło w jakiś sposób zaszkodzić zegarkowi?
      Uprzejmie proszę o odpowiedź
    • By Sol
      Klik. Łaaa, ale świeci! W ciemnościach to nieźle daje po oczach. I ten niebieski kolor. Dobrze, że nie wziąłem czerwonego, bo mam już Gerlacha Kosmonautę i z tą Bulovą fajnie się uzupełniają. No i, dodatkowo, czerwone cyferki są tylko w wersjach złotej oraz czarnej. Do złotej nie mam przekonania, bo za dużo byłoby tego błysku i lukru. Czarna może i fajna, ale z kolei tylko na pasku… No nic, mam srebrną i jest super. Słusznie zrobiłem.
       

       
      Klik. Ja nie mogę. I pomyśleć, że to zegarek zaprojektowany w 76 roku, a przynajmniej wtedy pojawiła się pierwsza wersja. Jak tylko założyłem na rękę, zaraz usłyszałem w domu, że to kosmiczny zegarek. A dziewczyny z księgowości stwierdziły, że to cyberzegarek, model na rok 2039. Dobre, hehe. To niesamowite, bo przy tym futurystycznym wyglądzie ma klimat lat ubiegłych. Lata siedemdziesiąte były totalnie szalone!
       
      Klik. Jak tylko go zobaczyłem, to wiedziałem, że muszę go mieć. Pierwszy zegarek jaki pamiętam, bo takie zrobił na mnie wrażenie, to była Unitra Warel. Masz zegarek na ręce, ale tylko ty możesz sprawdzić która godzina. Inni nie widzą nic na tarczy / wyświetlaczu i muszą cię o to zapytać.. A ty naciskasz guzik i nagle zegarek się ożywia. Normalnie czad!
       

       
      Klik. Ale znajomi mieli minę, jak sprawdziłem przy nich która godzina. No, jest efekt, nie ma co. Bajerancki zegarek, można nawet powiedzieć szpanerski… teraz się mówi lansiarski chyba. Nawet przy wygaszonym wyświetlaczu świeci się, bo bransoleta ma sporo elementów na wysoki połysk. No cóż, to nie jest zegarek dla każdego. A jak nie dla każdego, to dla mnie! Hehe. Dobre.
       
      Klik. No właśnie – bransoleta. Bałem się, że będzie tandetna, ale jest fajna, odpowiednio cienka, bo masywność byłaby niewskazana, a przy tym dobrze wykonana. Tylko to zapięcie mogli zrobić lepsze. Chociaż jest klimatyczne, bo właśnie takie się wtedy robiło. Ale za to bransoleta fajnie łączy się z kopertą. Widać, że sprawa jest przemyślana, a nie przypadkowa.
       

       
      Klik. No co? Wyświetla czas i tyle. No dobra, ma drugą strefę czasową, datę i dzień tygodnia. Aha i sekundy! Hehe. Ktoś powie, że szału nie ma, ale co z tego? Jest klimat, bo to nie smartwatch, czy zegarek sportowy… aaa, to zegarek kierowcy przecież! Stworzony, by można było odczytać godzinę bez odrywania ręki od kierownicy. No dobra, lewej ręki, bo prawą trzeba oderwać, ale prawą i tak często się odrywa do zmiany biegów.
       
      Klik. Mogę świecić do woli, bo wymiana baterii to kilkanaście sekund. No i dobrze, bo aż się chce ciągle sprawdzać godzinę! Jest radocha, to nie można się powstrzymywać, nie? Hehe. I można podświetlić dziurkę od klucza jak zajdzie potrzeba. Już sprawdziłem.
       
      Klik. Kurde, fajnie leży na ręce. Bardzo wygodnie. Mikroregulacja ma tak duży zakres, że można szybko dopasować bransoletę jak się chce. Z koszulą też nie ma problemu. Ile to on ma? Chyba, prawie 14 mm grubości, ale nie odczułem, by mankiet przeszkadzał.
       

       
      Klik. Trochę szkoda, że ma tylko WR30, no ale jak się chce szybko wymienić baterię, to coś za coś, nie? Pływać z nim i tak nie będę. Do kąpieli też ściągam zegarek, czyli jedynie muszę uważać przy myciu rąk… eee, nie ma obaw. Jak się nosi zegarki vintage, to się wie…
       
      Niewyraźny głos obok wyrwał mnie z rozmyślań.
      - Ciągle czymś świecisz i jeszcze mruczysz do tego. Spać nie można. Wiesz, która jest godzina?
      Klik.
      - Pierwsza piętnaście, kochanie.
       
       
    • By Zeno
      Bulova Moonwatch na elastycznej bransolecie
    • By greggy
      Zbliżają się Święta. Żona obiecała prezent na gwiazdkę. Są przy tym pewne warunki brzegowe: nówka sztuka, żadnych zakupów przez internet czy na bazarku (ewentualnie zamówienie przez intenet i odbiór w salonie). Budżet ok. 3k. Pojawiły się zatem pewne opcje:Szukam automat EDC (będzie często noszony) do stroju casual, na bransolecie, myślę o niebieskiej/granatowej tarczy (ale to nie jest warunek konieczny), obwód nadgarstka 17,5-18 cm - w zależności od pomiaru. Z dotychczasowych doświadczeń idealny rozmiar to 41 mm (przy niezbyt długich i mało wygiętych uszach), więcej jest dopuszczalne, ale przy krótkich uszach. Rozważam:
      1) Roamer searock - mój aktualny faworyt - podoba mi się tarcza i kształt koperty, fajna bransoleta. Pokrycie stopem wolframu powinno wzmocnić odporność na zarysowania. Z tym, że obawiam się rozmiaru (nie przymierzałem na nadgarstku, ale na żywo wydaje się bardzo duży, mimo że ma "tylko" 42 mm). Nie wiem czy nie będzie za bardzo świecący - cała koperta i bransoleta jest polerowana. Tarcza chyba czarna, dostępna jest niebieska, ale nie wiem, czy to już nie byłoby zbytnie rokokoko.
      2) Tissot Gentelman Powermatic 80 Silicium - do tej pory nie brałem pod uwagę Tissota (jedyny model, który mi się podobał, to T-Tempo), Jak zobaczyłem zdjęcia nowego Gentelmana, to zmieniłem zdanie. Poza tym to firma z tradycją. Na plus w/w modelu: 80 godzin power reserve, dyskrecja i elegancja. Na minus - zbyt mała wodoszczelność - tylko 50m. Zagadką jest jak będzie sprawował się w dłuższym okresie krzemowy włos. Niezła bransloleta. Obawiam się trochę, że luneta (szeroka i polerowana) oraz środkowe ogniwo bransy będzie się łatwo rysować. Nie wiem też, czy nie będzie za mały jak na EDC (40 mm, ale za to dłuższe uszy), NIe wiem też, na na którą wersję ewentualnie się zdecydować (srebrna, niebieska, czy czarna, bikolor odpada). Na zdjęciach najlepiej wypada srebrna (ale mam już garniturowca z tym kolorem tarczy, więc chyba lepiej sie nie powtarzać), czarny - trochę słabo, ale podejrzewam, że na żywo, to chyba będzie najlepsza wersja. Zostaje jeszcze niebieska (rozważana) - proszę zatem o komentarze Kolegów, którzy mieli do czynienia z omawianym delikwentem na żywo.
      3) Glycine Combat  43 mm - fajna niebieska tarcza i luma. To chyba jedyny model Glycine, który wizualnie mi się podoba. Nie wiem, czy tarcza nie będzie za duża, a kopertę wolę, jak uszy są z niej wypuszczone pod mniejszym kątem. Nie miałem doświadczenia z taką bransloetą.
      4) Epos Passion (jasna tarcza) - w promocji prawie mieści się w budżecie. Chyba najlepsze wykonanie, ale jest loteria co do mechanizmu (ETA lub Sellita, która - jak piszą Koledzy na forum potrafi być kapryśna i awaryjna).Boazeria na tarczy inspirowana Omega AT (zdecydowanie na plus).
      5) z japończyków rozważam Orient Star Modern Skeleton - ładny wizualnie, zwiększona rezera chodu (50h), fajna bransoleta. Co do zasady nie lubię OH, ale zwiększone szkieletowanie zmienia odbiór zegarka.
      6) jest jeszcze opcja "atomowa" - dobry kwarc - Bulova Precisionist (np. model 96b252) - płynący sekundnik, dokładność, wodoszczelność 100m i zdecydowanie najniższa cena.
      Co radzicie???
    • By Zeno
      Tak jak w średniowieczu scholastycy dyskutowali o liczbie diabłów na łebku od szpiki, tak dzisiaj dyskutują o tym, dlaczego zegarek kwarcowy nie ma duszy. Tak jak za komuny cenzura nakazywała wierzyć, że Ameryka to zło, tak do dzisiaj zegarki zza Atlantyku nie cieszą się sympatią.
                  Z tym większą przyjemnością prezentuję Bulovę Curv 98A159.
       
       

      Stal i tytan, trzy wzory kopert, kilka modeli pasków, różne barwy, a to dopiero początek. Seria bowiem powiększyła się i dostępne są również inne modele.
      Zdjęcie nie moje.
       
                  Swego czasu popularna była anegdota o autobusie pełnym Włochów, którzy jadąc po bieszczadzkich serpentynach każdy zakręt witali okrzykiem „o bella curva!”. Bulova Curv to seria zegarków, zaprojektowanych wokół charakterystycznie wygiętego mechanizmu. Stąd też nazwa, brzmiąca fatalnie w języku polskim, ale w większości innych kojarząca się z wygięciem. „Curv” to ma też pewien – nie taki jednoznaczny – podtekst. Dla jasności: angielskie słowo „curve” oznacza matematyczną krzywą, ale liczba mnoga – „curves –  oznacza damskie krągłości.
                  Seria Bulova Curv pojawiła się na Baselworld wiosną 2016 roku, a po półroczu trafiła do polskiej dystrybucji. Zaprezentowano 12 modeli różniących się pomiędzy sobą wzornictwem, kolorystyką i materiałem wykonania. (I ceną: najdroższe kosztowały blisko 899$ – plus podatek – ale po kilku latach można je kupić z ~50% rabatem.) Cała seria miała wybitnie sportowy charakter, jednak ja – wiosną 2019 roku – nabyłem najmniej chyba sportową wersję spośród nich – 98A159.
       

      Tak to cudo prezentuje się na mojej ręce.Tak, wiem - nie umiem robić zdjęć. 
       
       
                  Wybrałem zegarek o zdecydowanym wzornictwie i kolorystyce. Można nawet stwierdzić, że bicolor z niebieskim cyferblatem to nieco zbyt wyzywające połączenie. Ale to w końcu zegarek z Ameryki, to jaki niby ma być? Subtelny i niepozorny?
                  Tarcza jest niebieska, większą część jej powierzchni zdobią diagonalne „klepki”. W dobrym oświetleniu wydaje się niemal błękitna, w słabszym – granatowa. Przy samej krawędzi znajduje się – na odrębnym pasie, ze szlifem słonecznym – podziałka minutowa. Na godzinie dwunastej dumnie błyszczy się firmowy kamerton. Pod nim znajduje się malowany napis „BULOVA”, a na samym dole „262 kHz” wskazuje częstotliwość pracy balansu. Nakładane indeksy godzinowe są – niestety – różnej długości, ale tak zdarza się w wielu zegarkach z małymi totalizatorami.
                  Tutaj totalizatory są trzy: dwa mniejsze przy godzinie dziewiątej i trzeciej, a większy – sekundowy – na szóstej. Wszystkie zdobione są szlifem słonecznym i oznaczone białymi indeksami pokazującymi – odpowiednio – połówki godzin, minuty i sekundy. Totalizator sekundnika jest nie tylko większy, ale podkreślony złotym okręgiem. Wraz z wygięciem cyferblatu sprawia to, że patrząc nań nie zauważamy bocznych totalizatorów i wydaje się, że zegarek jest klasycznym czasomierzem z małą sekundą.
       

      Bicolor trochę mnie przerażał. Rozważałem również zakup nieco bardziej klasycznie wyglądającej Bulovy Curv.
       
       
                  Wymiary Bulovy warto podać jedynie dla celów statystycznych bowiem zaciemniają raczej, niż rozjaśniają obraz: średnica to 43,5 mm, grubość to 9.6 mm, a l2l to 47mm.  Waga – i to po odjęciu trzech ogniw bransolety – to pokaźne 150 g. Zegarek jest wyraźnie ciężki, cięższy niż można się spodziewać.  
                  Koperta składa się z dwóch elementów. Luneta jest złocona, a jej proporcje dobrano w sposób bardzo udatny: choć dość gruba to robi wrażenie subtelnej. Korpus jest stalowy, szczotkowany od góry i polerowany z boków. Wygięty jest w kształt łuku, zegarek dzięki temu doskonale leży na nadgarstku. Pozłacaną koronkę sygnowano kamertonem, a przyciski chronografu – również złocone – wyglądają niczym „crown guard”. Całość sprawia, że zegarek jest bardzo smukły i mieści się pod mankietami białej koszuli.
                  Jakby przerzucić zegarek na skórę krokodyla, mógłby robić za garniturowca. Ale przerzucać nie warto.            Bransoleta jest solidna, zrobiona z pełnych ogniw. Oczywiście w bicolorze. Zapięcie jest motylkowe, ale brakuje mikroregulacji.  A ta – ze względu na charakterystyczny kształt zegarka – mogłaby się przydać.
       

      Dwie Bulovy. Zdjęcie ładne - więc nie moje.
       
       
                  Szafirowe szkło jest oczywiście zakrzywione, fazowane przy krawędziach. Antyrefleks jest, ale jaki – nie wiem. Kształt szkiełka wywołuje wielce interesujące zjawiska optyczne, z których nazwać mogę tylko kilka. Obraz nam się zakrzywia, powiększa, aberruje i to wszystko w tej samej chwili – ale w różnych miejscach.
                  Dekiel już takiego wrażenia nie robi. Wokół niego laserowo wygrawerowana wiązka napisów: High Performance Quartz, Sapphire Glass, B7, St. Steel, Water Resist, referencja i serial. A także nazwa i kamerton.
                  Wodoodporność jest nieco rozczarowująca w zegarku o sportowym charakterze, ale zrozumiała w chronografie z pusherami i więcej niż usprawiedliwioną w czasomierzu o skomplikowanym kształcie dekla. Dekiel jest mocowany do koperty czterema wkrętami. Podobno – aż nie chce mi się wierzyć – ich odkręcenie sprawia, że od koperty można odjąć lunetę wraz ze szkłem i tamtędy wyjąć werk.
       

      Luma - zdjęcie zrobione w całkowitych ciemnościach i dość słabym aparatem.
       
       
                  Aberracja optyczna sprawia, że wskazówki dwóch bocznych totalizatorów wydaja się nie być równoległe. Tak jednak nie jest i gdy spojrzymy prosto od góry widać, ze wszystko jest OK. Niestety, w tym modelu małe wskazówki są wykonane bardzo prosto i robią wrażenie wyciętych z blaszek.
                  Wskazówki godzinna i minutowa są natomiast doskonałe. Są krótkie – wynika to z geometrii zegarka – Mają świetny kształt samurajskich mieczy i interesującą fakturę. Trzon jest oczywiście złocony, wygięty nieco w stylu dauphine, klinga natomiast wypełniona jest białą, matową substancją świecącą. Firma nie podaje jakiej firmy jest luma, ale świeci dobrze. Nie daje po oczach jak w niektórych diverach, ale po wejściu ze słońca do piwnicy łatwo doczytać czas. Trzyma też długo: w nocy – tak, śpię w zegarku – można odczytać czas nawet nad ranem.
       

      Mechanizm: zakrzywiony i elegancki. Mam nadzieję, że w mojej też cyka coś takiego, ale pewności nie mam - bo dekiel nie jest transparentny.
      Zdjęcie nie moje.
       
                  Bulova Curv napędzana jest mechanizmem określanym jako „Bulova Ultra High Frequency Quartz Chronograph Movement with 262 kHz frequency”. To mechanizm in-housowy i choć sygnowany napisem „Japan” to opracowany w Stanach. (Bulova stanowi odrębną część Citizena). 
                  Mechanizm ten jest wyjątkowy pod wieloma względami. Jest taktowany na 262, a nie – jak inne kwarce – 32 kHz. Daje mu to niesamowitą precyzję: odchyłka może wynosić 10 sekund rocznie. W moim egzemplarzu – od wiosennej do jesiennej zmiany czasu – nie stwierdziłem... żadnej. Niestety Szwajcarzy dają certyfikat COSC tylko tym kwarcom, które mają termoregulację. Werk UHF Bulovy – ponoć z powodu ultra wysokiej częstotliwości – nie potrzebuje termoregulacji, więc certyfikatu COSC nie dostał.  
                  Wyjątkowy jest również kształt mechanizmu – zakrzywiony. Najprawdopodobniej z tego powodu jest on bardzo solidnie wykonany i dlatego wyraźnie cięższy niż inne mechanizmy kwarcowe. Na uwagę zwraca także i to, że werk ma kamienie. Nie jest to w kwarcach nic dziwnego – rubiny ma nawet moja kieszonkowa Mołnia sprzed 30 lat – ale większość współczesnych kwarców kamieni nie ma wcale albo ma tylko jeden. Bulova ma ich jedenaście.
         

      Mała sekunda wybija się na plan pierwszy, totalizatory giną w tle. Zdjęcie ładne, nie moje, cześć i chwała temu, kto umieścił je w sieci.
       
       
                  Zegarek jest – jak już wspomniałem – bardzo dokładny. Ma również 12-godzinny stoper, choć z jego dokładnością tak dobrze już nie jest. Ze względu na geometrię nie udało zmieścić się dużej wskazówki sekundnika, toteż maksymalna dokładność to raptem ½ sekundy (wskazówka małej sekundy robi 120 kroków wokół tarczy). Biorąc jednak pod uwagę do czego stopery są wykorzystywane – o ile w ogóle są wykorzystywane – nie jest to jakiś istotny feler. Poza tym „it’s not a bug, it’s a feature”.
                  Kolejnym „ficzerem” jest sposób działania stopera. W normalnym trybie sekundnik krąży sobie w swoim totalizatorze. Aby dokonać pomiaru czasu należy nacisnąć dolny przycisk. Wówczas wskazówka zresetuje się i ustawi na pozycji zero. Chronograf startujemy górnym przyciskiem, tak też zatrzymujemy oraz wznawiamy pomiar. Resetujemy zaś – co za niespodzianka! – dolnym. Jeśli tak zegarek pozostawimy, to sekundnik wróci do swojej okrężnej drogi po 60 minutach. Jeśli jednak naciśniemy dolny przycisk powtórnie, to sekundnik zacznie pracować od razu.
                  Co fascynujące po powrocie do trybu normalnego sekundnik ustawia się w tej sekundzie, w której powinien być. Mamy zatem zachowaną 100% punktualność co do ½ sekundy. Jak to jest zrobione nie wiem, ale bardzo chciałbym wiedzieć. Jeśli ktoś z Czytelniczek i Czytelników wie – proszę o zdradzenie tajemnicy.
       

      Tak Bulova pakuje swoje zegarki. Zdzięcie paskudne, wiec łatwo można domyślić się autora.
       
                  Bulova Curv ma wiele zalet. Tarcza jest trójwymiarowa, ciekawa ale nie nachalna, bardzo czytelna. Koperta świetnie się prezentuje, jej kształty są proporcjonalne i estetyczne. Nosi się ją wprost doskonale, Bulova dokładnie przylega do ręki, wprost staje się częścią ciała. Pomimo teoretycznie dużych rozmiarów jest zgrabna, dobrze wygląda również na mniejszych nadgarstkach i mieści się pod mankietem koszuli. Technicznie jest to high-tech z odrobiną magii (bo skąd ona wie, która jest sekunda i jak to robi, że się wcale nie spóźnia i nie spieszy?).
                  Ma oczywiście również wady. Niewiele. Jak dla mnie, to wskazówki małych totalizatorów mogłyby być nieco inne. Obiektywnie zaś brakuje mikroregulacji bransolety (podczas upałów przydałoby się te 2-3 mm więcej) oraz wodoodporności.
                  Najistotniejszą cechą jest jednak „amerykańskość” Bulovy. Jest amerykańska niczym pick-upy. I tak samo jak pick-upy postrzegana w Europie. Jest zegarkiem użytkowym (chronograf), ale również reprezentacyjnym (bicolor), choć na wizytę w operze się nie nadaje. Nie jest subtelna, ale wyzywająca i ostentacyjna. Cena nie jest wysoka (jak na USA) – ale u nas tyle samo kosztują automatyczne firmowe szwajcary i divery z Japonii. I tak samo, jak wśród Volkswagenów Golfów i Toyot Corolli wyróżnia się Dodge Ram, tak Bulova Curv wyróżnia się wśród Orientów Maków i Tissotów LeLocle’i.

      Firmowy render w ogóle nie oddaje urody czasomierza.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.