Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
raszew

Oryginalny chiński design

Rekomendowane odpowiedzi

20 godzin temu, dilecki napisał(-a):

 

Sprawia wrażenie inspiracją Chronoswissem Heritage Regulatorem CH-1243.1

 

 


W Chronoswiss (numer referencyjny CH1223) tarcza jest gładka, raczej nudna,  w Farasute  bardzo wyrafinowana - subtarcza z godzinami także. Poza tym  jest  w każdym szczególe zupełnie inna (cyfry rzymskie nie są oczywiście wyznacznikiem czegokolwiek), napisy na tarczy inne są w obu zegarkach, u chińczyka dostrzeżemy napisy wykonane  wersalikami,  w szwajcarskim  tylko nazwa "Chronoswiss" wersalikami, "Regulateur" - kursywą.   Szwajcar ma na dole napis automatique (bo to automat, chińczyk nakręcamy jest ręcznie), tor minutowy jest w tysiącach modeli, więc znów o niczym nie świadczy w kwestii podobieństwa lub różnicy,  subtarcza  sekundowa w szwajcarskim zegarku jest gładka i też nudna, u chińczyka  giloszowana "falowo"  w podobnie wyrafinowany sposób jak cała tarcza i subtarcza godzinowa.  Bezel u szwajcara   jest karbowany, podobnie  jak u słynnego Roleksa,  u chińczyka gładki, polerowany;  koronka u szwajcara jest "barokowo-chińska", a u chińczyka  mniejsza, jakby bardziej europejska, 🙂 sygnowana znakiem firmy. Nie znalazłem danych o grubości koperty zegarka Chronoswiss, ale chińczyk jest bardzo cienki (8 mm), a  szwajcar dość gruby, bo ma zwykły rotor.  Koperty obu zegarków mają podobną wielkość: Farasute 38,5 mm, Chronoswiss 38 mm. I to jedyne ich niewątpliwe podobieństwo,  nie licząc typu zegarka: oba są inspirowane zegarami typu  regulator.   Oba zegarki mają oczywiście inne mechanizmy, chińczyk  Sea-Gull, prawdopodobnie  ST17, dostosowany przez fabrykę Hangzohou do naciągu ręcznego, zegarek Chronoswiss Régulateur jest wyposażony w manufakturowo zmodyfikowany mechanizm automatyczny Chronoswiss kaliber C.122, którego bazą konstrukcyjną  był werk Enicar 165. Gerd Lang, twórca marki Chronoswiss, odkupił zapasy tych mechanizmów od likwidującej się fabryki Enicar, a następnie przebudował je w swojej manufakturze. Także szału nie ma, tyłka nie urywa. No i  cena jest inna. Chińczyk nowy 230 Euro, szwajcar używany 3500 Euro.:)

 

Jeśli mowa  o podobieństwie tego i owego do tamtego, to Chronoswiss jako pierwszy  skopiował pomysł zegarka regulatora do modelu naręcznego. Ale optymistycznie przypuszczam, że miał zgodę wszystkich producentów regulatorów. Także tak.  

Chronoswiss-regulateur.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Euryk napisał(-a):

 

 


W Chronoswiss (numer referencyjny CH1223) tarcza jest gładka, raczej nudna,  w Farasute  bardzo wyrafinowana - subtarcza z godzinami także. Poza tym  jest  w każdym szczególe zupełnie inna (cyfry rzymskie nie są oczywiście wyznacznikiem czegokolwiek), napisy na tarczy inne są w obu zegarkach, u chińczyka dostrzeżemy napisy wykonane  wersalikami,  w szwajcarskim  tylko nazwa "Chronoswiss" wersalikami, "Regulateur" - kursywą.   Szwajcar ma na dole napis automatique (bo to automat, chińczyk nakręcamy jest ręcznie), tor minutowy jest w tysiącach modeli, więc znów o niczym nie świadczy w kwestii podobieństwa lub różnicy,  subtarcza  sekundowa w szwajcarskim zegarku jest gładka i też nudna, u chińczyka  giloszowana "falowo"  w podobnie wyrafinowany sposób jak cała tarcza i subtarcza godzinowa.  Bezel u szwajcara   jest karbowany, podobnie  jak u słynnego Roleksa,  u chińczyka gładki, polerowany;  koronka u szwajcara jest "barokowo-chińska", a u chińczyka  mniejsza, jakby bardziej europejska, 🙂 sygnowana znakiem firmy. Nie znalazłem danych o grubości koperty zegarka Chronoswiss, ale chińczyk jest bardzo cienki (8 mm), a  szwajcar dość gruby, bo ma zwykły rotor.  Koperty obu zegarków mają podobną wielkość: Farasute 38,5 mm, Chronoswiss 38 mm. I to jedyne ich niewątpliwe podobieństwo,  nie licząc typu zegarka: oba są inspirowane zegarami typu  regulator.   Oba zegarki mają oczywiście inne mechanizmy, chińczyk  Sea-Gull, prawdopodobnie  ST17, dostosowany przez fabrykę Hangzohou do naciągu ręcznego, zegarek Chronoswiss Régulateur jest wyposażony w manufakturowo zmodyfikowany mechanizm automatyczny Chronoswiss kaliber C.122, którego bazą konstrukcyjną  był werk Enicar 165. Gerd Lang, twórca marki Chronoswiss, odkupił zapasy tych mechanizmów od likwidującej się fabryki Enicar, a następnie przebudował je w swojej manufakturze. Także szału nie ma, tyłka nie urywa. No i  cena jest inna. Chińczyk nowy 230 Euro, szwajcar używany 3500 Euro.:)

 

Jeśli mowa  o podobieństwie tego i owego do tamtego, to Chronoswiss jako pierwszy  skopiował pomysł zegarka regulatora do modelu naręcznego. Ale optymistycznie przypuszczam, że miał zgodę wszystkich producentów regulatorów. Także tak.  

Chronoswiss-regulateur.jpg

Zgadzam się, wersja zegarka o oznaczeniu CH1223 też mogła inspirować projektantów z Shenzhen. Czy inspirowała, tego nie wiem, bo mi się nie zwierzali. Zaciekawiło mnie natomiast, w jakim sensie Hangzhou dostosowało mechanizm Sea-Gulla do naciągu ręcznego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.07.2026 o 22:01, dilecki napisał(-a):

Zgadzam się, wersja zegarka o oznaczeniu CH1223 też mogła inspirować projektantów z Shenzhen. Czy inspirowała, tego nie wiem, bo mi się nie zwierzali.

 

W podobny sposób jak twórcy zegarka Chronoswiss o numerze ref.  CH1223  inspirowali się wcześniejszymi zegarami regulatorami. 😄

 

Zaciekawiło mnie natomiast, w jakim sensie Hangzhou dostosowało mechanizm Sea-Gulla do naciągu ręcznego?

 

Na pewno usuwając rotor.

 

Sprzedawcy na Aliekspress piszą czasem, że  w konkretnych modelach Farasute są  mechanizmy Sea-Gull dostosowane przez Hangzhou ("Movement in Hangzhou Customized"). Tak oczywiście może być, ale  niektóre zegarki  na stronie producenta opisane są: mechanical movement from Hangzhou. Co by mogło oznaczać, że to są mechanizmy produkowane dla Farasute  przez fabrykę  Hangzhou w Shenhzen. Na stronie producenta czytamy coś takiego: FARASUTE Caliber F003 mechanical movement - prawie na pewno robiony przez Hangzhou.  Chińczycy robią  więc to samo co szwajcarscy producenci, zamawiający mechanizm w ETA  już od razu z rotorem zaopatrzonym w swoje  logo i udają, że to ich własny in-house movement. Popularny Oris przykładem, nie jedynym. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

W podobny sposób jak twórcy zegarka Chronoswiss o numerze ref.  CH1223  inspirowali się wcześniejszymi zegarami regulatorami. 😄

 

To wszystko być może, ale wątek dotyczył "inspiracji" projektantów z Shenzhen. Nie dbam czym "inspirują" się Szwajcarzy...  

 

13 godzin temu, Euryk napisał(-a):

Zaciekawiło mnie natomiast, w jakim sensie Hangzhou dostosowało mechanizm Sea-Gulla do naciągu ręcznego?

 

Na pewno usuwając rotor.

 

Sprzedawcy na Aliekspress piszą czasem, że  w konkretnych modelach Farasute są  mechanizmy Sea-Gull dostosowane przez Hangzhou ("Movement in Hangzhou Customized"). Tak oczywiście może być, ale  niektóre zegarki  na stronie producenta opisane są: mechanical movement from Hangzhou. Co by mogło oznaczać, że to są mechanizmy produkowane dla Farasute  przez fabrykę  Hangzhou w Shenhzen. Na stronie producenta czytamy coś takiego: FARASUTE Caliber F003 mechanical movement - prawie na pewno robiony przez Hangzhou.  Chińczycy robią  więc to samo co szwajcarscy producenci, zamawiający mechanizm w ETA  już od razu z rotorem zaopatrzonym w swoje  logo i udają, że to ich własny in-house movement. Popularny Oris przykładem, nie jedynym. 

 

Dlaczego drugi największy producent mechanizmów w Chinach czyli Hangzhou Watch Factory (ma siedzibę w mieście Hangzhou, niedaleko Szanghaju. W Shenzhen zlokalizowane są natomiast fabryki zegarków składające dla marek AliExpressowych) miałby dostosowywać mechanizmy swojego największego konkurenta Sea-Gulla, w szczególności poprzez usuwanie modułu automatycznego? To nie miałoby sensu, także dlatego że przedsiębiorcy z Shenzhen mogli od razu zanabyć wersję ST-17 z naciągiem ręcznym od samego Sea-Gulla. Uważam, że "Movement in Hangzhou Customized" oznacza, że w Shenzhen co najwyżej mogą dopieszczać wizualnie mechanizmy pozyskiwane od Hangzhou (chociaż mam wątpliwości czy w ogóle cokolwiek "kastomizują"), a konkretnie wersje z naciągiem ręcznym serii 7Axx. Sam mam takiego gagatka właśnie w "opakowaniu" od Farasute'a. Nie dbam co robią szwajcarscy producenci z mechanizmami w swoich zegarkach...      

20260713_124655.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
10 godzin temu, dilecki napisał(-a):

 

 

 

 W Shenzhen zlokalizowane są natomiast fabryki zegarków składające dla marek AliExpressowych.

 

W Polsce patrzy się  na chińskie firmy poprzez  Aliexpress, co jest uproszczeniem. Dla branży zegarkowej  Shenzhen to coś znacznie więcej. Miasto jest nazywane „stolicą zegarków Chin”. 
W Shenzhen produkuje się od 400 do  800 milionów zegarków rocznie. Rożnica polega na tym, czy statystyki uwzględniają tradycyjne zegarki, czy także smartwatche.  Produkcja z Shenzhen stanowi około 42 proc.  całkowitej światowej produkcji zegarków oraz ponad 53 proc.  produkcji całych Chin.


"miałby dostosowywać mechanizmy swojego największego konkurenta Sea-Gulla, w szczególności poprzez usuwanie modułu automatycznego? To nie miałoby sensu, także dlatego że przedsiębiorcy z Shenzhen mogli od razu nabyć wersję ST-17 z naciągiem ręcznym od samego Sea-Gulla".

 

Taka europejska logika niekoniecznie pasuje do Dalekiego Wschodu, gdzie ważne decyzje  podejmują urzędnicy. Wolny rynek  tam działa,  ale w drobniejszych sprawach niż eksport na światowe rynki.    Chiny żyją z eksportu.  

 

 Uważam, że "Movement in Hangzhou Customized" oznacza, że w Shenzhen co najwyżej mogą dopieszczać wizualnie mechanizmy pozyskiwane od Hangzhou (chociaż mam wątpliwości czy w ogóle cokolwiek "kastomizują"), a konkretnie wersje z naciągiem ręcznym serii 7Axx.

 

Mozliwe że chodzi o "kastomizajcję" najprostszych  mechanizmu Hangzhou, serii 2.  Seria 7xx to coś zupełnie innego. 

 

 

Edytowane przez Euryk

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20250103_080838.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
12 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

"miałby dostosowywać mechanizmy swojego największego konkurenta Sea-Gulla, w szczególności poprzez usuwanie modułu automatycznego? To nie miałoby sensu, także dlatego że przedsiębiorcy z Shenzhen mogli od razu nabyć wersję ST-17 z naciągiem ręcznym od samego Sea-Gulla".

 

Taka europejska logika niekoniecznie pasuje do Dalekiego Wschodu, gdzie ważne decyzje  podejmują urzędnicy. Wolny rynek  tam działa,  ale w drobniejszych sprawach niż eksport na światowe rynki.    Chiny żyją z eksportu.  

 

Nierealne, żeby prywatny przedsiębiorca stojący za Farasute został zmuszony przez urzędnika do zakupu ST-17 w wersji automatycznej (czyli droższej) od Sea-Gulla (przedsiębiorstwa prywatnego obecnie) i zlecił później Hangzhou (przecież nie za darmo) usunięcie modułu automatycznego (czyli finalnie potanienie produktu uprzednio droższego). Taka operacja nie przeszłaby nawet w Chinach (a może raczej przede wszystkim w Chinach byłaby niemożliwa, bo mandaryni pieniądze umieją liczyć!). W razie czego, uwierz mi na słowo, że taka europejska logika obowiązuje także na Dalekim Wschodzie...  

 

 

Cytat

 Uważam, że "Movement in Hangzhou Customized" oznacza, że w Shenzhen co najwyżej mogą dopieszczać wizualnie mechanizmy pozyskiwane od Hangzhou (chociaż mam wątpliwości czy w ogóle cokolwiek "kastomizują"), a konkretnie wersje z naciągiem ręcznym serii 7Axx.

 

Mozliwe że chodzi o "kastomizajcję" najprostszych  mechanizmu Hangzhou, serii 2.  Seria 7xx to coś zupełnie innego. 

 

 

 

Brzmi prawdopodobnie

12 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

 W Shenzhen zlokalizowane są natomiast fabryki zegarków składające dla marek AliExpressowych.

 

W Polsce patrzy się  na chińskie firmy poprzez  Aliexpress, co jest uproszczeniem. (...)

 

 

 

Niestety, ponieważ to niewielka część tego, co chińska branża zegarkowa ma do zaoferowania

13 minut temu, dilecki napisał(-a):

 

 

Nie do końca ogarniam wstawianie odpowiedzi z uprzednim cytowaniem 🤭

Edytowane przez dilecki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
12 godzin temu, dilecki napisał(-a):

 

 

 

Nie do końca ogarniam wstawianie odpowiedzi z uprzednim cytowaniem. 

 

Wtedy wiesz do czego rozmówca nawiązuje. 

 

Nierealne, żeby prywatny przedsiębiorca stojący za Farasute został zmuszony przez urzędnika do zakupu ST-17 w wersji automatycznej. 

 

Większość mechanizmów zegarkowych  (także w Chinach) produkuje się w wersji automatycznej. Usunięcie rotora to prosta operacja.  No i  skąd wiesz kto stoi za Farsute? Może progenitura  lokalnej wierchuszki partyjnej? Decyzja, że akurat mikromaraka Tandorio (sama nic nie wytwarza, tylko projektuje) zleca w Shenzhen produkcję zegarków z dobrym mechanizmem, kopertą z WR do 200 metrów, szkłem szafirowym, często poniżej 100 dolarów raczej gdzieś zapadła,  inne chińskie mikrobrandy aż tak hojne nie są.

 

Już pół  wieku temu Japończycy przećwiczyli taką "gospodarkę rynkową". Zamknęli swój rynek  dla  sprzętu fotograficznego z Niemiec i USA, cały czas osłabiając pozycję Leiki, Zeissa i Kodaka,  zapędzając je  do niszy. W latach 60. i 70.   wykosili z rynku lustrzanek niemal wszystkich. Wówczas to japońskie ministerstwo przemysłu decydowało jak podzielić rynek fotograficzny na świecie,  już w zasadzie  opanowany przez Japonię, i to w ten sposób, żeby japońskie firmy  nie konkurowały za granica ze sobą. No więc Yashica - firma bardzo innowacyjna (migawka sterowana elektronicznie w  kompaktach pod koniec lat 60.) przyciągała entuzjastów,  Pentax i  Olympus były dla zaawansowanych amatorów i hobbystów, Canon i Nikon to sprzęt dla profesjonalistów. Kilka mniejszych firm (Cosina, Chinon, Fuji, Miranda, Konica, Ricoh, Minolta, etc.) robiły tłok na światowym  rynku, wypierając z niego sprzęt inny niż japoński, ale ponieważ były względnie małe to musiały sobie radzić same. Z nich po złotej erze lustrzanek w latach 70. i 80.  do ery cyfrowej dociągnęła Fuji, Minolcie ministerstwo nie pozwoliło zbankrutować, ale za cenę wchłonięcia przez Sony. Ponieważ Sony miało ogromne doświadczenia w produkcji kamer cyfrowych,  ministerstwo przemysłu ustanowiło tę firmę japońskim liderem w fotografii cyfrowej (bezlusterkowej). Kiedy japońskie ministerstwo przemysłu chciało jakąś firmę ratować, np. Pentaksa polecano żeby ktoś ją kupił (Hoya, później Ricoh). Teraz Pentax w zasadzie  zniknął z kurczącego się rynku i już nie jest ratowany. Pozostaje na rynku bezlusterkowców lider innowacji  Sony,  oraz starające się nadążyć Canon, Nikon - po staremu dla profesjonalistów;  a  Fuji i Panasonic dla entuzjastów. Dalej nie ma nic, poza niszą w postaci bardzo drogich aparatów Leica, no tak to zostało ustanowione. Po prostu  nie wszystko w gospodarce jest takie na jakie wygląda.   

Edytowane przez Euryk

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

Wtedy wiesz do czego rozmówca nawiązuje. 

 

Nierealne, żeby prywatny przedsiębiorca stojący za Farasute został zmuszony przez urzędnika do zakupu ST-17 w wersji automatycznej. 

 

Większość mechanizmów zegarkowych  (także w Chinach) produkuje się w wersji automatycznej. Usunięcie rotora to prosta operacja.  No i  skąd wiesz kto stoi za Farsute? Może progenitura  lokalnej wierchuszki partyjnej? Decyzja, że akurat mikromaraka Tandorio (sama nic nie wytwarza, tylko projektuje) zleca w Shenzhen produkcję zegarków z dobrym mechanizmem, kopertą z WR do 200 metrów, szkłem szafirowym, często poniżej 100 dolarów raczej gdzieś zapadła,  inne chińskie mikrobrandy aż tak hojne nie są.

 

Już pół  wieku temu Japończycy przećwiczyli taką "gospodarkę rynkową". Zamknęli swój rynek  dla  sprzętu fotograficznego z Niemiec i USA, cały czas osłabiając pozycję Leiki, Zeissa i Kodaka,  zapędzając je  do niszy. W latach 60. i 70.   wykosili z rynku lustrzanek niemal wszystkich. Wówczas to japońskie ministerstwo przemysłu decydowało jak podzielić rynek fotograficzny na świecie,  już w zasadzie  opanowany przez Japonię, i to w ten sposób, żeby japońskie firmy  nie konkurowały za granica ze sobą. No więc Yashica - firma bardzo innowacyjna (migawka sterowana elektronicznie w  kompaktach pod koniec lat 60.) przyciągała entuzjastów,  Pentax i  Olympus były dla zaawansowanych amatorów i hobbystów, Canon i Nikon to sprzęt dla profesjonalistów. Kilka mniejszych firm (Cosina, Chinon, Fuji, Miranda, Konica, Ricoh, Minolta, etc.) robiły tłok na światowym  rynku, wypierając z niego sprzęt inny niż japoński, ale ponieważ były względnie małe to musiały sobie radzić same. Z nich po złotej erze lustrzanek w latach 70. i 80.  do ery cyfrowej dociągnęła Fuji, Minolcie ministerstwo nie pozwoliło zbankrutować, ale za cenę wchłonięcia przez Sony. Ponieważ Sony miało ogromne doświadczenia w produkcji kamer cyfrowych,  ministerstwo przemysłu ustanowiło tę firmę japońskim liderem w fotografii cyfrowej (bezlusterkowej). Kiedy japońskie ministerstwo przemysłu chciało jakąś firmę ratować, np. Pentaksa polecano żeby ktoś ją kupił (Hoya, później Ricoh). Teraz Pentax w zasadzie  zniknął z kurczącego się rynku i już nie jest ratowany. Pozostaje na rynku bezlusterkowców lider innowacji  Sony,  oraz starające się nadążyć Canon, Nikon - po staremu dla profesjonalistów;  a  Fuji i Panasonic dla entuzjastów. Dalej nie ma nic, poza niszą w postaci bardzo drogich aparatów Leica, no tak to zostało ustanowione. Po prostu  nie wszystko w gospodarce jest takie na jakie wygląda.   

 

Nie mam problemu, że brniesz w to dalej. Dopóki jednak nie przedstawisz racjonalnych (tzn. bez odwoływania się do progenitur lokalnych kacyków, itp.) powodów tego, że biznesmeni z Shenzhen zakupili ST-17 w wersji z modułem automatycznym tylko po to, żeby potem zlecić konkurentowi Sea-Gulla usunięcie tego modułu (czyli w skrócie: podrażając finalny koszt produkcji najmniej 2-krotnie, a to najpierw poprzez zakup droższej wersji automatycznej [Sea-Gull od wielu lat produkuje wersję ST-17 z naciągiem ręcznym!], a potem poprzez zapłatę za demontaż tej droższej wersji), ewentualną dalszą dyskusję uważam za jałową i od niej odstępuję. Dygresja o rynku aparatów fotograficznych nie uwiarygadnia Twojej wersji...        

11 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

(...) mikromaraka Tandorio (sama nic nie wytwarza, tylko projektuje) zleca w Shenzhen produkcję zegarków z dobrym mechanizmem (...)

 

 

 

To jest ciekawy wątek. Proponuję - o ile oczywiście nie było już takiego tematu na forum - podzielić się wiedzą, które marki AliExpressowe same produkują swoje zegarki, a które są tylko brandami zlecającymi produkcję fabrykom kontraktowym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.07.2026 o 11:55, dilecki napisał(-a):

 

"które marki AliExpressowe same produkują swoje zegarki, a które są tylko brandami zlecającymi produkcję fabrykom kontraktowym".

 

Większość chińskich mikrobrandów tak robi. Tandorio  wręcz pisze o tym ("jesteśmy zespołem projektowym").  Chiński przemysł zegarkowy zorganizowany jest pionowo,  jeśli chodzi o werki to nie ma wytwórni -  są fabryki. Chiny są największym producentów części do składania zegarków ( i dalej długo, długo  nic), więc  dziwne, że  oni tak późno  wzeszli w mikrobrandy, przez lata żywiąc większość mikromarek na całym świecie.  Teraz odbierają należny im  kawałek tortu. Sporo dał im do myślenia światowy sukces  australijskiej kilkuosobowej  firemki  brandującej szalenie modne  zegarki Under Dog, w całości produkowanych w Chinach. 

 

"Shenzhen zakupili ST-17 w wersji z modułem automatycznym tylko po to, żeby potem zlecić konkurentowi Sea-Gulla".

 

A może kupili tanio z powodów o których nie wiemy,  np. z powodu nadprodukcji jakiejś wersji tego mechanizmu. Mnie pokazuje się reklama niebrzydkiego zegarka Sea-Gull (40 mm) ze szkłem szafirowym i  prostym werkiem ST17 za  ... 178 zł.  To całkiem interesujące, bo na Aliexpress mechanizmy  ST17 w najprostszej wersji można kupić w granicach 130-150 zł.  Ciekawe kto dopłaca tę różnicę? 😃

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Euryk napisał(-a):

 

Większość chińskich mikrobrandów tak robi. Tandorio  wręcz pisze o tym ("jesteśmy zespołem projektowym").  Chiński przemysł zegarkowy zorganizowany jest pionowo,  jeśli chodzi o werki to nie ma wytwórni -  są fabryki. Chiny są największym producentów części do składania zegarków ( i dalej długo, długo  nic), więc  dziwne, że  oni tak późno  wzeszli w mikrobrandy, przez lata żywiąc większość mikromarek na całym świecie.  Teraz odbierają należny im  kawałek tortu. Sporo dał im do myślenia światowy sukces  australijskiej kilkuosobowej  firemki  brandującej szalenie modne  zegarki Under Dog, w całości produkowanych w Chinach. 

 

 

Ważne kto produkuje, ale ważne też wg jakiej specyfikacji i wymagań, jakie kontrole jakości, kto składa, smaruje i reguluje - za to niektórzy są gotowi dopłacić :)

spacer.png

Złożone przeze mnie: Doświadczenie składania zegarków w Studio Underd0g - Hodinkee

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Euryk napisał(-a):

 

Większość chińskich mikrobrandów tak robi. 

Zgadza się. Ciekawy jestem, które (o ile są takie) chińskie przedsięwzięcia (czy tam mikrobrandy) z Shenzhen składają same swoje produkty?

 

7 godzin temu, Euryk napisał(-a):

"Shenzhen zakupili ST-17 w wersji z modułem automatycznym tylko po to, żeby potem zlecić konkurentowi Sea-Gulla".

 

A może kupili tanio z powodów o których nie wiemy,  np. z powodu nadprodukcji jakiejś wersji tego mechanizmu. Mnie pokazuje się reklama niebrzydkiego zegarka Sea-Gull (40 mm) ze szkłem szafirowym i  prostym werkiem ST17 za  ... 178 zł.  To całkiem interesujące, bo na Aliexpress mechanizmy  ST17 w najprostszej wersji można kupić w granicach 130-150 zł.  Ciekawe kto dopłaca tę różnicę? 😃

 

Na marginesie dodam tylko, że zupełnie nieprawdopodobne jest, aby kombinat Hangzhou produkujący 414 różnych odmian własnych mechanizmów, "dłubał" przy mechanizmach Sea-Gulla na zlecenie jakiegoś Farasute'a... Więc dopóki nie przedstawisz racjonalnych (tzn. bez odwoływania się do rzekomej nadprodukcji, itp.) powodów zakupu droższej wersji i zlecenia jej potanienia, ewentualną dalszą dyskusję ciągle uważam za jałową...   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.