Anglicy to nadal społeczeństwo klasowe, dzielące się na króla, klasę wyższą i lud. We wschodnim Londynie lud mówi nawet swoim unikalnym dialektem (Cockney). Z perspektywy zwykłego turysty masz racje, tak to wygląda. Marne żarcie, popkultura i ciuchy jak wszędzie na świecie w tańszych dzielnicach.
Natomiast klasy wyższe zamiast piwa do obiadu piją clareta (czerwone wino z Bordeaux), ubierają się starannie i często konserwatywnie, inne noszą zegarki, gdzie indziej, mieszkają i spędzą wakacje, mają inne zawody, o ile pracują. Jest tylko "jedno ale" - najlepiej podać to na przykładzie. Studenci w UK mają pewne prawo do ekstrawagancji w zachowaniu, co może świadczyć o ich przyszłej postawie, otwartości, skłonności do ryzyka wymaganego w niektórych profesjach itd. Pewnego dnia dwaj studenci Oksfordu pochodzący z klas wyższych, weszli na dach swojego Collegium i z góry nasikali na dwóch woźnych, stojących pod ścianą i palących papierosy. W postępowaniu dyscyplinarnym studenci ledwo się wybronili, a i to pod ciężkimi warunkami. Gdyby nasikali na profesora, dziekana nie byłoby problemu, ale oni nasikali na prostych ludzi, to niewybaczalne. Nie zostali relegowani z uczelni tylko dlatego, że osobiście i wylewnie przeprosili woźnych, wręczając im wysokie odszkodowania pieniężne. No ale pochodzili z bogatych rodzin.