Co do Smarzowskiego to podzielam powyzsze opinie, tak, jest dosc przewidywalny ale z drugiej strony jego filmy są po prostu dobre i zawsze warto je zobaczyć.
Natomiast co do Ala Pacino, ja mam wrażenie, że jego aktorstwo od wielu lat polega na tym, że wydziera sie niemiłosiernie w każdej scenie, jest to dla mnie duzo bardziej męczące niż filmy Smarzowskiego.. Tak jak Metallica skonczyla sie na Kill'em All (:)), to dla mnie Al Pacino skonczył sie na Ojcu Chrzestnym 1 i 2.