A czy to nie jest tak, ze porownujac branze zegarkowa z finansowa, Rolex jest odpowiednikiem obligacji (vs. bardziej ryzykowne papiery - akcje, o opcjach etc. nie wspominajac)? Takim „safe heaven” w tej branzy na ciezkie czasy? Jesli ktos ma przeznaczyc solidny cash na zegarek, z duzym prawdopodobienstwem pojdzie wlasnie w ta marke (oczywiscie pod warunkiem dostepnosci, do ktorej sprowadza sie ta dyskusja). Jesli ktos ma n-zegarkow i chce skonsolidowac kolekcje zyskujac jakas perspektywe, to czy wlasnie nie kupi Rolexa, zamiast np. GS czy JLC? Z drugiej strony wstrzymanie produkcji w fabrykach Rolexa ograniczy podaz, co moze dac rownolegly efekt z postulowanym ograniczeniem popytu.