O widzę, że istnieje tu silna reprezentacja motocyklistów
To ja, jak przystało na spotkaniu Anonimowych Motocyklistów przy przywitaniu kilka słów o sobie Zaczynałem standardowo od Komarków, Kadetów, później TS350, aż wreszcie 10 lat temu kupiłem CBR 600F2. W życiu się nie spodziewałem, że jazda sportowym motocyklem może tak szybko się znudzić. Sprzedałem po 3 latach, przez co ostatni rok, to takie daily do pracy w ciepłe dni i nic więcej. Zero emocji... W tym roku wiosną zakupiłem za to Hondę Transalp XL 600V i parę km już połknąłem nią.
Jednakże najlepsze przygody motocyklowe przeżyłem pomiędzy CBR a Transalpem. Po sprzedaży sporta byłem w trakcie rozpoczynania budowy domu na wsi. W planach ucieczka z miasta, cisza, spokój, więc wpadł mi do głowy pomysł, by kupić jakiegoś pierdka do eksploracji okolic wioski - asfaltem, szutrem, wszystko jedno. I tak kupiłem... Rometa ADV 150. Od bliskich eksploracji, do dalszych, do poznania ludzi, którzy również jeżdżą na ADV-kach (a było ich niemało). Tak też założyłem w pewnym momencie forum posiadaczy ADV-ek. Nowe znajomości spowodowały już eksplorację kraju, a nie najbliższych okolic. Później również tego było nam mało i pojechaliśmy na objazd Tatr (słowacka strona jest piękna do jazdy na moto). W kolejnym roku wzrósł nam apetyt i pojechaliśmy przez Słowację, Węgry do Rumunii, gdzie objechaliśmy Transrarau, Transalpinę i Trasę Transfogaraską. Spotykani na miejscu Polacy na moto robili sobie z nami fotki, bo nie wierzyli, że można takim czymś zapuścić się na takie trasy Napotkani przedstawiciele innych nacji również z ciekawością oglądali Romety
Wyjazd się udał, więc w tym samym roku jeszcze pojechaliśmy na Litwę. Kolejny rok to Ukraina i Białoruś. W tym roku miał być Triest, ale wiadomo, dlaczego się nie udało. Zaplanowaliśmy więc na przyszłość dalsze wyjazdy na wschód, więc sprzedałem ADV-kę, czego do dzisiaj niezmiernie żałuję. Choćbym Pamir Trampkiem zrobił, to już nie będzie to samo...