Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

McIntosh

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    231
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

779 Mistrz

1 obserwujący

Kontakt

  • Strona WWW
    https://www.chronomaster.pl

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

5837 wyświetleń profilu
  1. McIntosh

    Jazz i okolice

    Dziś 15 marca 2026 r. Tego dnia mija 10 lat od daty śmierci japońskiego pianisty jazzowego - Ryo Fukui. Fukui to intrygujący artysta, gdyż przygodę z muzyką zaczął dość późno, bo w wieku 18 lat. Wówczas sięgnął po akordeon, by cztery lata później rozpocząć naukę gry na fortepianie. Co więcej, był samoukiem, a to samo w sobie jest dość zadziwiające. Oczywiście na naukę gry na pianinie w teorii nigdy nie jest za późno i można nawet osiągnąć umiejętości dające możliwość brzdąkania w zaciszu domowym. Jednak gra predestynująca do nagrywania płyt oraz tworzenia kompozycji wymaga biegłości znacznie wykraczającej poza amatorskie zdolności zwłaszcza na polu jazzowym. Fukui niewątpliwie miał talent pozwalający wyrosnąć ponad przeciętność. Niemniej od razu nadmienię, że daleko Japończykowi do Billa Evansa czy Ahmada Jamala. Co prawda dźwięki stawia pewnie, z mocną artykulacją, ale jego gra jest jednowymiarowa, co po jakimś czasie zaczyna nudzić. Przydałoby się trochę żonglerki nastrojem, zwiewności, różnicowania siły z jaką atakowany jest dźwięk. Jeżeli przebrniemy przez tę jednostajną grę Fukui, to w twórczości Japończyka odnajdziemy mnóstwo pięknych melodii, które nie są tłamszone szaleńczą improwizacją „gnębiącą” temat kompozycji. Oczywiście nie jestem przeciwny improwizacji (jeszcze na głowę nie upadłem), ale czasem człowiek potrzebuje oddechu od „rzeźni”, choćby to była sztuka przez wielkie „S”. Miło jest zrelaksować się przy dobrej muzyce, która co prawda nie podąża w rejony nietuzinkowej maestrii, ale nadal jest jakościowa. W końcu nie każdy musi być Mozartem, Chopinem czy Lisztem aczkolwiek Fukui, jak na samouka, osiągnął ponadprzeciętną biegłość gry na fortepianie, która w odbiorze sprawia dużo radości. Muzyka Fukui jest prosta, lekka, więc może przypaść do gustu początkującym fanom jazzu. Od czegoś trzeba zacząć, a ułatwia to twórczość Japończyka, w której odnajduję melodyjność albumu „Time Out” Dave’a Brubecka. Co prawda płyta Brubecka potrafi też zachwycić nietypowymi podziałami rytmicznymi, jakie trio Fukui traktuje dość oszczędnie, ale i tak jest świetnie. Dziś do posłuchania wybrałem dzieło pt. „Mellow Dream” dla relaksu bez napinki, co i Wam polecam. Warto.
  2. Arcydzieło domaga się uwagi tylko głupi ludzie się nie poznali. 😉
  3. McIntosh

    Jazz i okolice

    Polecajka ode mnie... I moje Instagramowe wynurzenia sprzed tygodnia... Ostatnio był metal, więc teraz dla odmiany jazz. Dziś wybrałem do posłuchania jedną z tych płyt, które dla mnie mogłyby się nie kończyć. Mam na myśli album Billa Evansa pt. „You Must Believe In Spring”. Został on zarejestrowany w 1977 r. w Capitol Studios podczas trzech sesji nagraniowych w dniach 23, 24 i 25 sierpnia. Oprócz Evansa skład zespołu uzupełnili kontrabasista Eddie Gomez oraz perkusista Eliot Zigmund. Tytuł płyty „You Must Believe In Spring” ma wymiar pozytywny, gdyż wiosna jest symbolem odrodzenia, nadziei na nowe życie. W rzeczywistości autor dzieła próbował znaleźć w sobie pokłady optymizmu w sytuacji beznadziejnej. W momencie nagrywania albumu Evans był wycieńczony alkoholem, narkotykami i nadużywaniem leków. Miał marskość wątroby, owrzodzenie żołądka i co jakiś czas mierzył się z nawracającym zapaleniem płuc. Cierpiał lecz w sposób absolutnie fenomenalny przełożył to cierpienie na muzykę jaka zasiliła album. Utwory przepełnione są nostalgią, smutkiem, ale też chwilami optymizmem. Mnóstwo w nich emocji wyrażonych w postaci pięknych, choć także mrocznych melodii nasyconych nienarzucającą się aczkolwiek błyskotliwą improwizacją. Odbiór zamysłu twórczego artysty ułatwia świetna realizacja nagrań zbudowana w oparciu o kontrast brzmień. Fortepian Evansa brzmi nieco jasno i jest wyeksponowany wraz z kontrabasem. W tle pobrzmiewa perkusja, choć warto zaznaczyć, iż sekcja rytmiczna dostała stonowaną, ciemną barwę, co w opozycji do brzmienia fortepianu zapewnia doskonały wgląd w nagrania. Na płytę składają się dwie autorskie kompozycje Evansa czyli otwierający „B Minor Waltz (For Ellaine)” oraz „We Will Meet Again (For Harry)”. Resztę uzupełniają interpretacje utworów innych autorów, jednakże dobrane i zagrane tak, że nie ma wątpliwości co do obcowania z dziełem nietuzinkowym. Niestety nad „You Must Believe In Spring” zawisło fatum, gdyż miesiąc po nagraniu płyty trio rozpadło się, a dzieło wylądowało w zakamarkach wytwórni. Była to też jedna z ostatnich płyt studyjnych, jakie zarejestrował Bill Evans. Pianista zmarł 15 września 1980 r., a album „You Must Believe In Spring” został wydany już po jego śmierci czyli 2 lutego 1981 r. Pozostała piękna muzyka. A już niedługo więcej takich recenzji na chronomaster.pl. Postanowiłem wrócić do mojej strony internetowej, a będę pisał oczywiście o zegarkach i (nowość) o muzyce. Zmiany będą duże, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu moja nowa koncepcja na witrynę. Artykuły będą krótsze, ale niezmiennie ciekawe. Na razie uporządkowałem na stronie to, czego nie widać, a teraz biorę się za treść. 💪
  4. Warto wspomnieć, że w tym roku Nautilus osiągnie 50 lat istnienia. Zobaczymy, jak firma Patek Philippe odnotuje ten fakt.
  5. Ano jest, ale czasem odechciewa się tam pisać. Nieważne.
  6. Najwięcej dzieje się w średnicy, więc ten zakres powinien być szczególnie dopieszczony (moim zdaniem). Też mam sporą kolekcję płyt CD, ale żeby złagodzić nieco poligraficzny ból poszukuję wydań w formacie "replica vinyl" i te poszukiwania sprawiły, że moja kolekcja płyt CD w bardzo minimalnym stopniu uzbrojona jest w jewel case. Witaj w klubie. Mam tak samo. Szczególnie w przypadku interpretacji jazzowych różnice mogą być potężne w wykonaniu znanych już utworów, ale nie szukam ich intencjonalnie. To tylko bonus w przypadku, gdy artysta akurat ma chęć sięgnąć po jakieś standardy lub covery. No ale nic to, kończmy tę dyskusję, bo piszemy totalnie nie na temat.
  7. Tak, ale możesz kupić jeden komponent hi-end, a resztę (nazwijmy to) budżetową. Jak będziesz miał trochę wolnej gotówki, to wymienisz sobie słabsze elementy zestawu audio i gotowe. BTW, te kable to już mają chyba status "legendy". Czy audiofile się tym jarają? Rzadko trafiam na jakieś ożywione dyskusje związane z przewodami. W ostatnich latach na popularności zyskuje adaptacja akustyczna pomieszczenia, która kiedyś była lekceważona, więc dobrze, że to się zmieniło. Tematy w topce audiofilskich dyskusji to np. modyfikacja oraz kalibracja gramofonu, dobór wkładki itp. Wzmacniacze lampowe zyskują na popularności bardziej niż dotychczas. To obecnie audiofilów obchodzi. Kabel "nie zrobi" Ci dźwięku.
  8. Niestety tak. Jak kiedyś Juan Carlos Torres był szefem VC, to miał taki zamysł, aby wszystkie mechanizmy Vacherona były własne i posiadały Pieczęć Genewską. Później przyszli nowi i optyka nieco się zmieniła. Vacheron Constantin musiał ciąć koszty, bo sprzedaż szła słabo, a w związku z tym pojawiło się w katalogu więcej modeli w kopertach wykonanych ze stali oraz mechanizmy bez PG. Niestety czasem ambicje nie idą w parze z realiami rynkowymi, a z takimi Vacheron musiał się zderzyć. VC miał bezpośrednio konkurować z Patek Philippe, ale nie wyszło pomimo ogromnego wysiłku i starań. Takie życie.
  9. Niektórzy lubią podbite skraje pasma. To jest dźwięk "zrobiony" na literę "V" czyli wyeksponowany dół oraz góra i cofnięta średnica. Dobór sprzętu audio to bardzo indywidualna sprawa zależna od gustu odbiorców, ale oferta rynkowa jest tak szeroka, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pojęcie dobrego dźwięku to ogólnik, który niesie sporą dawkę subiektywności aczkolwiek istnieją też obiektywne kryteria, które pozwalają zdefiniować czym jest dobry dźwięk. A dziękuję. Mam streamer, a konkretnie McIntosh MB50, który ostatni raz włączyłem kilka miesięcy temu. Dla mnie słuchanie muzyki z plików to mierna radocha. To trochę jak fast food aczkolwiek kurczaki z KFC zawsze mi smakowały i od czasu do czasu wpadam tam, żeby coś przekąsić. W przypadku muzyki, muszę mieć kontakt z poligrafią, bo lubię okładki płyt. Lubię je tak bardzo, że dla mnie płyta analogowa jest zawsze na piedestale, ale jak decyduję się na zakup płyty CD, to sprawdzam dostępność wersji "mini LP" lub "replica vinyl", Różnie to nazywają. W każdym razie streaming nie dla mnie w kontekście muzyki. Zdecydowanie nie. A co do wyboru płyt, to też sprawa indywidualna. Mam ich bardzo dużo i czasem nie mam problemu z wyborem czegoś do posłuchania, a czasem patrzę na te swoje tysiące płyt i dochodzę do wniosku, że nie mam czego słuchać i czas kupić coś nowego.
  10. McIntosh

    Hi-Fi stereo

    Ciekawa rozmowa. Warto zerknąć. Polecam...
  11. Gratuluję weteranie. Mnie już minęło 21 lat. Kiedy to zleciało?
  12. McIntosh

    Hi-Fi stereo

    Czy to autosugestia? Nie bądź wobec siebie aż tak surowy.
  13. McIntosh

    Muzyka klasyczna

    Oprócz Samuela Barbera jest i Szostakowicz. Lubię twórczość tego typa. Miał fenomenalną zdolność do komponowania zapadających w pamięć linii melodycznych. Warto dodać, że miał też polskie korzenie. Jego dziadek był Polakiem i walczył w Powstaniu Styczniowym.
  14. McIntosh

    Hi-Fi stereo

    Nie rozumiemy się. Ja nie odnosiłem się do dźwięku Krella, ale do problemów techniczno-użytkowych - to po pierwsze. Po drugie, skąd założenie, że nie wiem, jak Krell gra? Słuchałem sprzętu Krella wielokrotnie w różnych konfiguracjach, więc swoje wnioski mam.
  15. McIntosh

    Hi-Fi stereo

    A podobno muzyka łagodzi obyczaje. 😉 Na forum muzyki klasycznej „naparzanka” czy Karl Böhm był wybitnym dyrygentem czy zwykłym wyrobnikiem. Taki urok Internetu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.