Między wczorajszymi meczami postanowiłem wrócić do twórcy, o którym ostatnio było głośno z racji jego 100. urodzin - czyli do Mela Brooksa. Nie byłem nigdy jakimś jego fanem, ale kilka rzeczy obejrzałem i zdarzało mi się nieźle bawić. Dopiero teraz obejrzałem jednak najciekawszy dla mnie z jego filmów: "Lęk wysokości", czyli hołd, a zarazem parodię kina Hitchcocka. I chyba najbardziej mi się podobał spośród znanych mi filmów Brooksa. Ma słabsze momenty (np. Brooks i Kahn w przebraniach na lotnisku, kilkukrotne powtarzanie tych samych gagów), ale też kilka świetnych. Fajna jest cała sceneria LA i SF lat 70. w słońcu (sceny wieczorne filmowane z filtrem):
Jest słynne "nawiązanie" do "Ptaków":
No i z pietyzmem sparafrazowana (także montażowo!) scena z "Psychozy" (ten po prawej to Barry Levinson!):
Co ciekawe, wśród aluzji nie było chyba nic nawiązującego do "Okna na podwórze" albo tego nie wyłapałem. Ale dla fanów Hitchcocka przyjemna zabawa
Edycja: do "Okna..." nawiązywać może przecież motyw aparatu fotograficznego, są też świetlne "zajączki" z... okna naprzeciwko.