"Obcy" - ale nie o kosmicznych potworach, tylko Francois Ozon na podstawie Camusa. Nie myślałem, że będzie aż tak dobry! Pięknie wystylizowany, z ciekawymi aktorami współczesnego francuskiego kina (w tym bardzo sexy Rebeccą Marder, która nie jest klasyczną pięknością, ale naprawdę przykuwa w tym filmie uwagę), bliski powieściowemu oryginałowi (dodane trochę o Algierii, wiadomo). W roli głównej Benjamim Voisin, który niedawno grał w wyśmienitych "Straconych złudzeniach", nosi cały czas zegarek z małym sekundnikiem - jest jedno ujęcie, w którym widać, że na tarczy nie ma nazwy producenta. Ozon to jednak specjalista wysokiej klasy.
"Hamnet" - wieczorami, na kilka podejść. Twórcy tego filmu nieustannie żądają od nas, byśmy się wzruszyli i uwierzyli, że to bardzo subtelne i głębokie... Realizacja jednak na wysokim poziomie technicznym.
"Primavera" w Polsce znana jako "Vivaldi i ja". Dobry, z na siłę publicystyczną puentą. Ale warto.
"Paradygmat, czyli potęga zła" - zapomniany film Zanussiego z Gassmanem i Vallone w obsadzie. Niektóre dialogi brzmią trochę jak przerzucanie się lekturami filozoficznych stanowisk, ale film ma swój fajny, ponury klimat lat 30. i porusza ciekawe problemy.