- "Dźwięki miłości" - ciekawy hiszpański film o społeczności głuchoniemych. Cóż, trzeba ostrzec, że jest też dość długa scena szpitalna (żeby nie spojlerować ).
- "Dyrygent" - na dwa razy... Gdy słychać, jak Gielgud mówi po angielsku, to naprawdę ogląda się go z przyjemnością. Połowa jego roli jest jednak dubbingowana - mówi wtedy innym głosem, podobnym zresztą do samego Wajdy. Film rozkręca się od sceny z Gajosem (ok. 58. minuty), która wprowadza wreszcie jakąś stawkę, konkretyzuje konflikt. I cóż, użycie V Symfonii Ludwika van B. jako muzyki ilustrującej emocje bardzo się strywializowało.
I coś lekko nie na temat, ale szukałem tematu o teatrze (kiedyś tu chyba był?), lecz nie mogłem znaleźć. Obejrzałem bowiem też spektakl Teatru TV "Ezi". Trochę nostalgii we mnie uruchomił, ale jednak dominują nadmiar alkoholu, oczywistości powtarzane po kilka razy i mało subtelnie podana współczesna publicystyka. Górski wydaje się niewiarygodny, o Wilimowskim trudno powiedzieć. Raz jednak spektakl mnie zaskoczył: w scenie, w której Wilimowski podaje Górskiemu alkohole z różnych krajów, bezbłędnie przewidziałem, jacy piłkarze będą wymieniani (choć Best to Irlandia Północna, a nie Irlandia dokładnie rzecz ujmując, ale też go przewidziałem) - tylko w przypadku Francji myślałem, że Górski powie coś w stylu: "Kopa... też Polak!". Ale wymienia Justa Fontaine'a. Ogólnie wyszedł niespełniony substytut filmu o Wilimowskim, który przed kilkunastoma laty zapowiadano.