-
Liczba zawartości
238 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
@Henizz Jak tak lubisz płyty CD to polecam Twojej uwadze hybrydowe wydania SACD od Analogue Productions. Nawet jeżeli Twój sprzęt nie odtwarza SACD, to i tak warto sięgnąć po wydania AP ze względu na mastering. Znają się Amerykanie na rzeczy. BTW, L.A. Woman brzmi też świetnie w wydaniu japońskim z 2007 roku - WPCR-12721. Mam to wydanie i jest petarda.
-
No i świetnie. Jak muzyka to tylko z fizycznego nośnika. Streaming wykorzystuję wyłącznie do selekcji muzyki i jak już dźwięki trafią w mój gust, to kupuję winyl lub CD, a często jedno i drugie. A tymczasem Riverside bez Mariusza Dudy... Wielka szkoda, że Mariusz Duda i Piotr Kozieradzki nie potrafią się ze sobą dogadać, jak dorosłe chłopy.
-
Świetna wiadomość, naprawdę budująca. Zwłaszcza, że to death metal, a poza tym mowa o nośnikach fizycznych, które zachęcają do słuchania płyty od początku do końca. Ja do Immolation zrobiłem dwa podejścia i jednak bardziej zachwyciło mnie najnowsze dzieło Archspire. No ale jak już nacieszę się płytą Kanadyjczyków. to jeszcze wrócę do Immolation. Może coś zaskoczy.
-
Klub Miłośników Zegarków Jaeger-LeCoultre
McIntosh odpowiedział igory76 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
👍 -
U mnie dziś tak... Ale demolka, uhhhh. Archspire nie zawiódł i dał swoim fanom potężną porcję technicznego death metalu. Jak na razie moja ulubiona płyta tego roku w kategorii metal.
-
Klub Miłośników Zegarków Jaeger-LeCoultre
McIntosh odpowiedział igory76 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
JLC czyta w moich myślach. Wreszcie koniec upychania logo pod "12". Powrót Jerome Lamberta na stanowisko CEO JLC to istne wejście smoka. Uwielbiam Jaeger-LeCoultre od lat, ale często miewałem problem ze znalezieniem ich zegarka dla siebie, który mógłbym kupić bez cienia wątpliwości. Teraz wreszcie mogę. Miałem klika zegarków JLC i w każdym z nich coś mi nie pasowało, ale po tegorocznym W&W koniec z tym. Wreszcie. -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Na samochód też nie wydałbym takiej kasy, ale na zegarek również nie . W przypadku sprzętu audio też nie szedłbym w jakąś ekstremę. Za około 200 tys. zł można mieć dźwięk, z którym można spokojnie zostać do końca życia bez wydziwiania. Nie trzeba pakować w to milionów, choć jak ktoś ma taką fantazję, to kibicuję i trzymam kciuki za radość z muzyki. Fajnie jest cieszyć się pasjami, ale gdzieś w tym wszystkim warto zachować chociaż względny umiar. W życiu są ważniejsze sprawy niż rzeczy materialne. Tak myślę. -
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ale byłby zestaw audio tylko za jeden z tych zegarków. 🙂 -
666... piękna liczba zwłaszcza ze Slayerem na pierwszym planie. Miks oraz mastering robią różnicę i są kluczowe dla jakości dźwięku, natomiast nośnik ma mniejsze znaczenie. Zwłaszcza w przeszłości nie brakowało ludzi, którzy zachwycali się formatem SACD nie wiedząc nawet o tym, że ich odtwarzacze nie oferują natywnego DSD. Czyli pisząc wprost sygnał DSD był konwertowany do PCM zanim trafił do przetwornika c/a. Taka sytuacja.
-
U mnie teraz klasyka... Od dobrych kilku lat nie sięgałem do debiutu Mety, a dzisiejszy odsłuch tej płyty okazał się więcej niż udany. Mój Pass Labs zrobił konkretną rozpierduchę wyciskając z każdego dźwięku wszystko, co najlepsze. Fajnie jest sięgnąć do płyt, które latami zalegały na półce, aby po zmianach w systemie audio docenić je bardziej niż kiedyś. Petarda.
-
Życie. Wszystko może się popsuć, ale najważniejsze jest to, jak producent reaguje na takie sytuacje. Porządny serwis i uczciwie podejście do klienta jednak robią różnicę.
-
Klub Miłośników Zegarków Jaeger-LeCoultre
McIntosh odpowiedział igory76 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Widzieliście tegoroczne nowości zegarkowe? Dla mnie JLC to nr 1, jak na razie. Wspaniałe komplikacje, widoczny postęp w kontekście wzornictwa. Brawo JLC. -
"Jeśli nie potrafisz latać, biegnij. Jeśli nie potrafisz biegać, chodź. Jeśli nie potrafisz chodzić, czołgaj się. Cokolwiek jednak robisz, poruszaj się do przodu." Martin Luther King
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
McIntosh odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
To bez znaczenia. Określony komunikat poszedł w świat. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
McIntosh odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Trudno o lepszy marketing. Brawo Omega. 👍 -
To życzę dobrej zabawy. Zakup sprzętu audio to jedna najfajniejszych chwil w tej pasji zwłaszcza, że jest w czym wybierać. 👍
-
Spokojnie, cherlawa lampa to wysteruje. Co do wzmacniacza, to może tak być. Jeżeli sprzęt ma już swoje lata, to np. kondensatory należałoby wymienić.
-
Idealna rozkmina na 1 kwietnia. 😉 Co do reszty postów, to zerknąłem pobieżnie i masz jakiś kłopot z wydajnością prądową wzmacniacza? Jeżeli kupisz zespoły głośnikowe o odpowiedniej skuteczności, to nie będzie problemu. Efektywność 90 dB właściwie zamyka temat. Zawsze najważniejszy jest dźwięk i uzyskanie synergii pomiędzy poszczególnymi komponentami toru audio. Zaufaj wyłącznie swoim uszom. Onaniści audio będą koncentrować się na pomiarach, ale to o kant d*py potłuc. Zdarza się tak, że wzmacniacz w pomiarach wypada bardzo dobrze, a gra słabo i bez wyrazu. Są też odwrotne sytuacje tak więc posłuchaj muzyki, a sam najlepiej będziesz wiedział, co spełni Twoje oczekiwania. 👍
-
Poczytasz, ale daj mi trochę czasu na dopracowanie strony. Niestety teraz mam przymusową przerwę, bo padła mi matryca w laptopie. Serwis dość szybko ogarnął jej wymianę, ale zwrócił mi sprzęt z martwym touch barem, więc poszła reklamacja. Zaczyna mnie Apple wkurzać. To mój trzeci MacBook Pro i trzeci raz padła matryca równo po 6 latach użytkowania. Trudno to uznać za przypadek.
-
Dziś 15 marca 2026 r. Tego dnia mija 10 lat od daty śmierci japońskiego pianisty jazzowego - Ryo Fukui. Fukui to intrygujący artysta, gdyż przygodę z muzyką zaczął dość późno, bo w wieku 18 lat. Wówczas sięgnął po akordeon, by cztery lata później rozpocząć naukę gry na fortepianie. Co więcej, był samoukiem, a to samo w sobie jest dość zadziwiające. Oczywiście na naukę gry na pianinie w teorii nigdy nie jest za późno i można nawet osiągnąć umiejętości dające możliwość brzdąkania w zaciszu domowym. Jednak gra predestynująca do nagrywania płyt oraz tworzenia kompozycji wymaga biegłości znacznie wykraczającej poza amatorskie zdolności zwłaszcza na polu jazzowym. Fukui niewątpliwie miał talent pozwalający wyrosnąć ponad przeciętność. Niemniej od razu nadmienię, że daleko Japończykowi do Billa Evansa czy Ahmada Jamala. Co prawda dźwięki stawia pewnie, z mocną artykulacją, ale jego gra jest jednowymiarowa, co po jakimś czasie zaczyna nudzić. Przydałoby się trochę żonglerki nastrojem, zwiewności, różnicowania siły z jaką atakowany jest dźwięk. Jeżeli przebrniemy przez tę jednostajną grę Fukui, to w twórczości Japończyka odnajdziemy mnóstwo pięknych melodii, które nie są tłamszone szaleńczą improwizacją „gnębiącą” temat kompozycji. Oczywiście nie jestem przeciwny improwizacji (jeszcze na głowę nie upadłem), ale czasem człowiek potrzebuje oddechu od „rzeźni”, choćby to była sztuka przez wielkie „S”. Miło jest zrelaksować się przy dobrej muzyce, która co prawda nie podąża w rejony nietuzinkowej maestrii, ale nadal jest jakościowa. W końcu nie każdy musi być Mozartem, Chopinem czy Lisztem aczkolwiek Fukui, jak na samouka, osiągnął ponadprzeciętną biegłość gry na fortepianie, która w odbiorze sprawia dużo radości. Muzyka Fukui jest prosta, lekka, więc może przypaść do gustu początkującym fanom jazzu. Od czegoś trzeba zacząć, a ułatwia to twórczość Japończyka, w której odnajduję melodyjność albumu „Time Out” Dave’a Brubecka. Co prawda płyta Brubecka potrafi też zachwycić nietypowymi podziałami rytmicznymi, jakie trio Fukui traktuje dość oszczędnie, ale i tak jest świetnie. Dziś do posłuchania wybrałem dzieło pt. „Mellow Dream” dla relaksu bez napinki, co i Wam polecam. Warto.
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Arcydzieło domaga się uwagi tylko głupi ludzie się nie poznali. 😉 -
Polecajka ode mnie... I moje Instagramowe wynurzenia sprzed tygodnia... Ostatnio był metal, więc teraz dla odmiany jazz. Dziś wybrałem do posłuchania jedną z tych płyt, które dla mnie mogłyby się nie kończyć. Mam na myśli album Billa Evansa pt. „You Must Believe In Spring”. Został on zarejestrowany w 1977 r. w Capitol Studios podczas trzech sesji nagraniowych w dniach 23, 24 i 25 sierpnia. Oprócz Evansa skład zespołu uzupełnili kontrabasista Eddie Gomez oraz perkusista Eliot Zigmund. Tytuł płyty „You Must Believe In Spring” ma wymiar pozytywny, gdyż wiosna jest symbolem odrodzenia, nadziei na nowe życie. W rzeczywistości autor dzieła próbował znaleźć w sobie pokłady optymizmu w sytuacji beznadziejnej. W momencie nagrywania albumu Evans był wycieńczony alkoholem, narkotykami i nadużywaniem leków. Miał marskość wątroby, owrzodzenie żołądka i co jakiś czas mierzył się z nawracającym zapaleniem płuc. Cierpiał lecz w sposób absolutnie fenomenalny przełożył to cierpienie na muzykę jaka zasiliła album. Utwory przepełnione są nostalgią, smutkiem, ale też chwilami optymizmem. Mnóstwo w nich emocji wyrażonych w postaci pięknych, choć także mrocznych melodii nasyconych nienarzucającą się aczkolwiek błyskotliwą improwizacją. Odbiór zamysłu twórczego artysty ułatwia świetna realizacja nagrań zbudowana w oparciu o kontrast brzmień. Fortepian Evansa brzmi nieco jasno i jest wyeksponowany wraz z kontrabasem. W tle pobrzmiewa perkusja, choć warto zaznaczyć, iż sekcja rytmiczna dostała stonowaną, ciemną barwę, co w opozycji do brzmienia fortepianu zapewnia doskonały wgląd w nagrania. Na płytę składają się dwie autorskie kompozycje Evansa czyli otwierający „B Minor Waltz (For Ellaine)” oraz „We Will Meet Again (For Harry)”. Resztę uzupełniają interpretacje utworów innych autorów, jednakże dobrane i zagrane tak, że nie ma wątpliwości co do obcowania z dziełem nietuzinkowym. Niestety nad „You Must Believe In Spring” zawisło fatum, gdyż miesiąc po nagraniu płyty trio rozpadło się, a dzieło wylądowało w zakamarkach wytwórni. Była to też jedna z ostatnich płyt studyjnych, jakie zarejestrował Bill Evans. Pianista zmarł 15 września 1980 r., a album „You Must Believe In Spring” został wydany już po jego śmierci czyli 2 lutego 1981 r. Pozostała piękna muzyka. A już niedługo więcej takich recenzji na chronomaster.pl. Postanowiłem wrócić do mojej strony internetowej, a będę pisał oczywiście o zegarkach i (nowość) o muzyce. Zmiany będą duże, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu moja nowa koncepcja na witrynę. Artykuły będą krótsze, ale niezmiennie ciekawe. Na razie uporządkowałem na stronie to, czego nie widać, a teraz biorę się za treść. 💪
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
McIntosh odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Warto wspomnieć, że w tym roku Nautilus osiągnie 50 lat istnienia. Zobaczymy, jak firma Patek Philippe odnotuje ten fakt. -
Ano jest, ale czasem odechciewa się tam pisać. Nieważne.
-
Najwięcej dzieje się w średnicy, więc ten zakres powinien być szczególnie dopieszczony (moim zdaniem). Też mam sporą kolekcję płyt CD, ale żeby złagodzić nieco poligraficzny ból poszukuję wydań w formacie "replica vinyl" i te poszukiwania sprawiły, że moja kolekcja płyt CD w bardzo minimalnym stopniu uzbrojona jest w jewel case. Witaj w klubie. Mam tak samo. Szczególnie w przypadku interpretacji jazzowych różnice mogą być potężne w wykonaniu znanych już utworów, ale nie szukam ich intencjonalnie. To tylko bonus w przypadku, gdy artysta akurat ma chęć sięgnąć po jakieś standardy lub covery. No ale nic to, kończmy tę dyskusję, bo piszemy totalnie nie na temat.
