Chciałbym opisać zdarzenie, które świadczy, że zabytkowe zegary wieżowe mają duszę. "Winowajcą" jest zegar wieżowy Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Od 1979 roku, kiedy został odtworzony (niestety pierwotny mechanizm został całkowicie zniszczony w 1944 r.), chodził bez zarzutu pod troskliwą opieką jego opiekuna. W lipcu 2010 r., niestety, opiekun zegara zmarł. W kilka dni po jego śmierci jakimś dziwnym trafem przestał dopływać prąd do silnika podnoszącego obciążniki i zegar się zatrzymał ... Włączyłem zasilanie, ustawiłem odpowiedni czas, datę, fazę księżyca i myślę: - Wszystko powinno być w porzadku. Po dwóch tygodniach przestał bić gong kwadransowy! Więc: liny, uprząż, narzędzia i hop! na elewację sprawdzić co się dzieje. Okazało się, że poluzowała się przeciwnakrętka stabilizująca mocowanie gongu do wspornika. Usterkę dało się w parę minut naprawić i po kłopocie. Do tej pory zastanawiam się czy niedokręciłem jej podczas remontu w 2005 r., czy może "sama" się poluzowała? Jak do tej pory zegar chodzi idealnie, nie muszę go nawet regulować. I teraz niech ktoś powie, że zegary mechaniczne nie mają duszy! Nie zgodze się. Mają duszę! Następnym razem opiszę inny przykład zegara z duszą.