Jazda.....zawsze w niedzielę o 24.00 wzywało się diabła A Docent......po sławie szajba mu uderzyła do głowy. Ale jako mój nauczyciel gry na bębnach baaaardzo miło go wspominam (żeby Vader mógł wejść do swojej "kanciapy" musiał najpierw przejść przez naszą- i tak się poznaliśmy). Pamiętam jak Docent opowiadał że nie chcieli go przyjąć do szkoły muzycznej (z nut na początku to cieniutko mu szło) a bardzo chciał więc usiadł, zagrał (oczywiście prędkość światła), kilka jazzowych rzeczy a Pan Nauczyciel powiedział że nic nie usłyszał i z niego to perkusisty nie będzie . Jakiś rok później w branżowej prasie Docent został uznany za jednego z najlepszych bębniarzy na świecie.