Nie tyle ustabilizował, co został ustabilizowany. W związku z nowym zakupem (miałem czym się cieszyć) postanowiłem przypilnować Vulcaina i zafundowałem mu wycieczkę do Le Locle. Tam, czyli w macierzystej manufakturze, został właściwie poskładany od nowa. Wygląda na to, że z oczekiwanym skutkiem. I tak oto mój Cricket ponownie wrócił do łask. Teraz wygrał dwutygodniowy pobyt na nadgarstku. Po trosze dlatego, że wyjechałem i nie zabrałem innego zegarka . Po trosze dlatego, że po prostu bardzo go lubię...