Wytłumaczcie mi proszę sens tych najmów długoterminowych. Słyszę tam argument, że nie mam kłopotu ze sprzedażą auta. Jakiś kosmos. Nigdy nie mam. Mogę zostawić sobie, dać dziecku, sprzedać. Ok, mogę przeliczać - wyjdzie mi taniej albo drożej niż zakup za gotówkę czy leasing czy kredyt. Ale mam swoje auto, pierdzę w nie kiedy i jak chcę, nie mam żadnych limitów km, strachu o zarysowania, które mi potem potrąci wynajmujący itp itd. To takie trochę nowoczesne gadanie - bardziej się opłaca wynajmować mieszkanie niż kupić nowe, iść do agencji niż własną żonę itp itd. Sorki, że tak może głupio porównałem na końcu ale do mnie to nie przemawia. Czy my tu za bardzo nie filozofujemy?