Za oknem późna jesień, a plaży nici więc zabijam czas w kuchni dalej. Wczoraj był ryż, to dziś poszedłem w kluski Po obsmażeniu kury w woku, ląduje na niej cebulka do zeszklenia. Kura wcześniej potraktowana solom i zielonym pieprzem z młynka, pietruszka wpadła przypadkiem. Po zeszkleniu w woku ląduje czosnek, skruszona suszona papryczka (okrutna jest), czosnek i pomidory koktajlowe. Chwile się tak muszą pokumplować na ogniu. Jak już będą zgraną ekipą, to dołączają do nich kurak i gorgonzola. Ser się roztapia, powstaje sos i to właśnie w zależności od sera może zaistnieć konieczność dodania odrobiny śmietanki, żeby za gęsty nie był. Ja dałem dosłownie dwie łyżki. Może zdawać się rzadki, ale zapewniam że nie jest. Jak widać pojawił się też zielony groszek, mimo że na desce ze składnikami nie było. Przypomniałem sobie, że zostało mi z wczoraj jeszcze więc wrzuciłem bez zastanowienia, bo zielonego nigdy za dużo. Tak po 40 minutach można się cieszyć smacznym i prostym makaronikiem. Jak jutro będzie padać, to pewnie też Was czymś pomęczę hehehe