Po przeszło dobie spędzonej z HC-kiem mogę już opisać pierwsze wrażenia. Generalnie zegarek zainteresował mnie prezentując się już na renderach, a wrażenie to pogłębiło się tylko podczas wizyty w salonie. Pierwszy kontakt z inną wersją kolorystyczną miałem już za sobą, więc jakość wykonania i pierwsze odczucia z obcowaniem z nim były mi już znane. Posiadam też od dwunastu lat jego poprzednika.
Zegarek mogę porównać bezpośrednio do "polifta" pierwszej generacji, ale wciąż z aluminiowym bezelem. Przez długi czas był moim daily i bardzo mi pasował. Tu jest podobnie, a wrażenia są takie, jakbyś spotkał po latach dziewczynę, z którą spotykaliście się w liceum. Z tym że, przez te lata dziewczyna stała się kobietą, dojrzała, zmieniła się ale... dalej czujesz tę chemię. Odchodząc od tych matrymonialnych porównań tutaj praktycznie wszystko zmieniło się na lepsze! Stalowy bezel z ceramiczną wkładką, jego praca, nakładane indeksy i logo, superluminova, werk oraz bransoleta. Szkoda jedynie, że Longines nie zdecydował się na wywalenie daty albo umieszczenie jej na godz 6-tej i lub okienka w formie koła. Zestawienie prostokątnego okienka z przeciwległym okrągłym indeksem to, moim zdaniem, największa słabość tego projektu. Sama tarcza i bransoleta to chyba największe i najważniejsze zmiany, w stosunku do starszego modelu na jakie bym wskazał. Stara bransa była gorzej dopasowana do koperty, bardziej rozklekotana, nie miała mikroregulacji i wygodnej dwuprzyciskowej spinki.
Jeżeli chodzi o jakość wykonania tarczy i ceramiki myślę, że mogę spokojnie położyć ten zegarek obok SMPC i nie powinien być on zawstydzony. Pod tymi względami, na prawdę, zegarek robi wrażenie produktu z wyższej półki cenowej. Praca bezela jest nawet lepsza! I to pomijając sam uchwyt, który w SMPC zawsze był średnio pewny i wygodny. Wykonanie koperty i brasolety też jest dobre, ale trzeba pamiętać, że mamy tu do czynienia z prostą bryłą pozbawioną fazowania, akcentów i skomplikowanych krzywizn wykańczanych na różne sposoby. Wszystko jest wyszczotkowane na równo, a polerka pojawia się tylko w homeopatycznych ilościach na obwodzie bezela, boku bransolety i fazach i przyciskach spinki. Brak tu gry świateł i rzemieślniczej maestrii obróbki stali- jest prosto, ale dokładnie. Przez to też zegarek nabiera bardziej toolowego charakteru, co jest dla mnie plusem.W stosunku do pierwszej generacji żal mi troszkę głęboko grawerowanego dekla oraz kanciastej osłony koronki przypominającej logo firmy. Trzeba jednak oddać fakt, że teraz koronką operuje się wygodniej.
HC-ek jest bardzo wygodny. Płaski dekiel dobrze się układa na ręce i cała koperta ładnie i wygodnie przylega a zegarek sprawia wrażenie cieńszego niż jest w rzeczywistości. Z wad muszę wskazać brak QR na bransolecie- nie cierpię dłubać i odpinać bransolet...
Teraz porzucamy jakkolwiek mierzalne i wyznaczalne parametry i wchodzimy już w rejony subiektywnych opinii i gustów. To, co "robi" dla mnie ten zegarek to tarcza i bezel oraz ich zestawienie kolorystyczne. Absolutnie zasługuje to na osobny akapit. Tarcza jest ozdobiona bardzo drobnym szlifem słonecznym, przez co jest w zasadzie satynowa. Odbija rozproszone i miękkie światło sama zmieniając kolor w zależności od oświetlenia i warunków. Przybiera kolory od niemal smerfnego niebieskiego, przez nominalny lodowy błękit, srebro, jasną szarość a czasem nawet wpada w lawendę. Podobnie bezel, który jest granatowy zdaje się czasem być stalowoszary lub nawet czarny. Tworzy to wszystko piękne, dynamiczne zestawienie barw, którego nie zaobserwujecie w salonie pod ściśle zaprojektowanym sztucznym światłem. Jak ktoś lubi obserwować takie zjawiska, to zdecydowanie warto wziąć pod uwagę tę referencję.
To na tyle pierwszych wrażeń- zaczyna się nasz miesiąc miodowy i co będzie później zobaczymy. Zacząłem się już rozglądać się za paskami, które będą tu pasować. Mam już coś klasycznego na oku ale również uzgadniamy jeden dosyć odważny projekt z kolegą @eye_lip