Generalnie, to co się dzieje z Omegą to temat na dłuższą i pogłębioną dyskusję. O większości wątków już tu rozmawialiśmy: wycena, horrendalna ilość limitek, ubijanie serii, kontrowersyjne liftingi, mała liczba komplikacji, pomijane okazje marketingowe itd. Z luksusowej marki, która moim zdaniem, powinna i była kierowana dla pasjonatów zegarmistrzostwa i historii, także tej okołozegarkowej, staje się wannabe Rolexem. Z jednej strony rozdrabnia się i goni swój ogon wypuszczając limitkę na 69-tą rocznicę pierwszego pierda w kosmosie a z drugiej po macoszemu traktuje niektóre klasyczne linie a także nie ma odwagi do sięgnięcia do swojej własnej historii. Jest teraz ogólna moda na vintage i chciałbym zobaczyć nową Geneve, Dynamic, Cosmic, Chronostop... Jest z czego czerpać!
Tymczasem w katalogu Omegi wieje nudą. Z trudem wskazałbym łącznie cztery zegarki, które chciałbym mieć, z czego dwa już mam. Główne wariacje wszystkiego to tak naprawdę kolorki i materiały. Komplikacje? Niemal żadne. Ja chcę AT GMT w normalnym rozmiarze! Porównajmy to wszystko teraz z Longinesem, który jest teraz na ewidentnej górce. W katalogu znajdziemy monopushery, flybacki, GMT, hibeaty, rezerwy chodu. Dlaczego brak tego u Omegi?
Żeby nie było, że tylko jątrzę- uważam, że Omega ma świetną jakość wykonania i obróbki, może nawet najlepszą w swojej klasie. Niektóre projekty są bardzo dobre np. Observatory jest cudowny, obecne AT świetne. Coaxial- spoko, coś co się wyróżnia, METAS- super. Tylko dlaczego zamykać to w takie sztampie, jaka prezentuje się w katalogu?
Wracając do liftingu 300M... Jestem bardzo ciekaw, jak się sprawa rozwinie. Pierwszy SMPc miał 41mm i fajny lug2lug, przez co bardzo komfortowo mieści się na średnich nadgarstkach. Jakbym miał strzelać, to teraz zejdą do 40mm i zostaną przy jednym uniwersalnym rozmiarze, który zostanie nadbudowany bardziej masywnymi uszami. Druga sprawa, to obawiam się, że zniknie HEV. Jeżeli tak będzie, to 300M będzie dla mnie pogrzebany jak obecna PO. To też swoiste kuriozum- z fajnego zegarka toolowego z eleganckim sznytem, zrobili coś znacznie bardziej profesjonalnego a jednocześnie pozbawionego tego pro-elementu.
Niestety proszę Państwa- jesteśmy, moim zdaniem, świadkami jazdy w dół. Trzymam jednak mocno kciuki za markę, bo Omega ma u nas rodzinne korzenie sięgające stu lat. Ta miłość jest jednak coraz trudniejsza.