Właściwie to zegar, o który chcę spytać jest elektryczny, ale w zegarach elektrycznych nie mogę pisać, a pytanie dotyczy aspektu historycznego, a nie technicznego, więc mam nadzieję, że napisanie postu tutaj zostanie mi wybaczone. Ciekawią mnie niemal wyłącznie zegary elektryczne, a że wiedzy fachowej mi na razie brak, to do swoich zabaw (bo to ani kolekcjonowanie, ani prawdziwe naprawianie) wybieram zegary bez większej wartości zabytkowej czy materialnej i trochę "nadpsute". W ten sposób mam spokojne sumienie, że nie spowoduję strat ani w swoim portfelu, ani w materii historycznej, jeśli zaspokojając moją wrodzoną ciekawość "jak to działa" doprowadzę do złomowania mechanizmu. Ten zegar miał być kolejnym do "zabawy" i widząc jego stan zakładałem, że tylko uruchomię mechanizm, który wydaje się być w dobrym stanie. Może nawet chodziłby od razu po podłączeniu do prądu i nakręceniu, bo gdy palcem popycha się bęben napędowy, to idzie. Obudowa, mocno zniszczona i do tego - na mój gust - raczej brzydka, nawet gdy była nowa, miała pójść może nie do pieca, ale do pudła, na wieczne oczekiwanie na lepsze czasy. A zegar może dostałby jakąś nową zrobioną dla niego obudowę, w której pokazywałby raczej swoje wnętrze niż czas. Zacząłem jednak szukać informacji o nim tu i ówdzie, również na tym forum i wydedukowałem, że tabliczka znamionowa mówi, iż wyprodukowany został w kwietniu 1946 roku (prawy dolny róg): W kwietniu 1946, a więc w czasie, gdy fabryka była już pod polskim zarządem, ale jeszcze pod niemiecką nazwą. Zacząłem się więc zastanawiać, czy słusznie skazałem obudowę na pokutowanie w pudle w piwnicy, bo może jednak ten zegar niesie ze sobą jakąś historię i zasługuje na to, by przywrócić go do życia w jego pierwotnej formie. W ten sposób narodziły się pytania, na które mam nadzieję znaleźć tu odpowiedź: Czy słusznie wywnioskowałem datę produkcji i to, że zegar został wyprodukowany w pierwszych miesiącach po uruchomieniu fabryki zniszczonej w wyniku działań wojennych? Jeśli słusznie, to czy fakt ten czyni ten zegar jakkolwiek interesującym, czy też jest to po prostu stary rupieć, nawet z punktu widzenia historii polskiego zegarmistrzostwa?Jeśli nie jest to tylko stary rupieć, to czy stan tego zegara uzasadnia wysiłek i środki, które trzeba by włożyć w renowację obudowy, czy też bez problemu można znaleźć zegar o tej samej historii, ale w bardzo dobrym stanie i szkoda zawracać sobie tym głowę?Nie pytam w żadnym razie o aspekt ekonomiczny przedsięwzięcia, tylko o to, czy odnawiając obudowę zachowam jakiś kawałek historii, czy tylko stracę czas na ratowanie rupiecia, bo co druga osoba zbierająca zegary może taki zegar świeżo zdjęty ze ściany wyciągnąć ze swojej szafy.